KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek

Z ODZYSKU-ZAMIERZCHŁA HISTORIA BLOGA 2005-2008 cześć 5. /czytać od dołu

środa, 25 lipca 2007

blind date? huh..

Bycie 'no future' ulatwia podejmowanie decyzji tzw. durnych. Umowilam sie na randke w ciemno. Pierwszy raz w zyciu. Wlasciwie w polciemno. Bo on wie jak ja wygladam i slyszal moj glos. Heh, zareagowal z takim entuzjazmem, ze nagralam sie sobie na dyktafon w fonie i sluchalam zastanawiajac sie, co w tym glosie moze byc. Wniosek jeden: NIC. Glos jak glos.

Podsumujmy zatem: w piatek po pracy widze sie z facetem, o ktorym nie wiem kompletnie nic. Znam jego glos. Brzmi mlodo, ale jesli spotkam sie z panem w wieku mojego ojca uprzedzam, ze bede uciekac. Dewiantowi tez nie dam szans. Mam czarny pas w karate. (Nie mam, ale zawsze chcialam tak powiedziec:D) Kolezanka z pracy ucieszyla sie, ze zaczynam wychodzic do ludzi. No.. osmiomiesieczna zaloba po facecie, w dodatku takim, ktorego sama wyrzucilam, to dosyc.

Spotykam sie na Starowce, zeby byli ludzie, jakby co. Huh. Ciekawe, czy finalnie tam dotre.

19:47, annablack
Link Skomentuj »

niedziela, 22 lipca 2007

powannowe buddyjskie przemyslenia

Lezalam w wannie- tak, teraz moge. Poczatkowo, jak sie tu sprowadzilam i zauwazylam, ze wsrod rzeczy, ktorych tu nie ma, jest takze korek do wanny, pomyslalam: Aha, musze kupic. Tyle, ze zawsze jakos mi bylo nie po drodze do takich roznych, wiec sie nie kapalam, tylko dzien w dzien prysznic. Dzis jednak potwierdzily sie moje przypuszczenia, ze wlasciwie moge kapac sie bez korka. Moge, bo odplyw jest tu tak marny, ze zanim znaczaco ubedzie wody, ja zdaze sie wykapac. No wiec - lezalam w wannie i wspominalam moje rozne epizody w zyciu. Student awf, od ktorego bylam wyzsza, hehe, potem chlopak z gangu motocyklowego, ktorego uczylam, z przeproszeniem, francuskiego, potem jego brat, w szamotaninie z ktorym uszkodzilam sobie lokiec, w miedzyczasie ktos, kto scigal sie siedzac na masce samochodow, jakis francuz, jakis wloch, pewien wegierski informatyk poznany na stypendium, jakis nastolatek z Podlasia, ktory sie zakochal...a byl jeszcze taki fajny gitarzysta ze Slaska, ktory twierdzil, ze jest moim aniolem, a bilardzista? kurcze, on mnie nauczyl grac w bilard. Fajnie bylo. Kurcze, o niektorych juz zapomnialam, teraz w wannie sobie przypomnialam. Zabawne bylo to wszystko. Wlasciwie nie powinno sie wspominac. Nie ma przeciez przeszlosci, nie ma przyszlosci. Jest teraz. Kazdy buddysta ci to powie. A ja tym bardziej powinnam to sobie zakorzenic. Ze wzgledu na stan fizyczny, jestem no future. To budzi respekt. To daje wolnosc. Hmm..czemu wiec tak skromnie z niej korzystam?

18:32, annablack
Link Skomentuj »

running punkgirl

Dlaczego jesli ktos przypadkiem sie we mnie zakochuje, musi byc facetem pokreconym do granic mozliwosci? Mozna by powiedziec, ze ciagnie swoj do swego... Tyle, ze ja nie jestem typem 'JestEm takA SVAriowannna, niektoooryh to wqrza, ALE jEstem,Jaka JEstem:D'. Nie. U mnie to jakos tak..naturalnie wychodzi, ze jestem oceniana jako dziwna, chyba. A ja po prostu wiem, czego chce, a czego nie. Mam jakis tam kodeks, kregoslup moze;).

Ad rem: hmmm...moj [yyy..jak go tu nazwac] Niedoszly, ktorego goscilam na podlodze...chce mnie sciagnac do Angoli. On tam sie przed jakims czasem przeniosl, bo twierdzil, ze nie ma tu nikogo, niczego...uciekl, zeby zaczac nowe zycie. Ekonomicznie bardzo mu sie powiodlo. Teraz chce, zebym do niego dolaczyla, jako, ze tez niczego, co istotne w zyciu nie mam.

A ja..boje sie. Sztandarowa anegdota na moj temat: Czemu A. tak czesto chodzi w dzinsach? Bo w spodniach mozna szybciej uciekac.

Wiem, ze gdybym sie przeniosla, po pewnym czasie chcialabym uciec, raniac przy okazji tego faceta.

A piosenka na dzien dzisiejszy to 'Moja Andzelika' Republiki. Genialna.

11:03, annablack
Link Skomentuj »

sobota, 21 lipca 2007

sheep

Poszlam na spotkanie z moimi dwiema nieodzownymi (czego bym nie wywinela, zawsze mam od nich wsparcie, chociaz na odleglosc) do pizzowni pod Rotunde. Dostalam maskotke na szczescie. Widza, ze nieudolnie szukam szczescia? Albo - widza, ze sobie nie radze? "Jak tam, A., jestes z kims?" Myslalam, ze zycie to sinusoida, ze jak sie spada z rowni pochylej, to potem musi byc lepiej. Niekoniecznie. Mozna zaczac drazyc w ziemi.

23:39, annablack
Link Skomentuj »

wtorek, 19 czerwca 2007

Jestem drugi dzień w pracy po zwolnieniu. I tak: współpracownicy- zgrana, młoda ekipa przyjęli mnie super i wiem, że są po mojej stronie. Gorzej szefostwo- zachowali się jak kompletny Ciemnogród. Zabrali mi kartę do opieki lekarskiej zapewnianej przez pracę, no bo, skoro mam swojego lekarza , to po co na mnie tracić pieniądze. [no jasne, mam neurologa, to po co mi ginekolog, czy dentysta]. Powiedzieli, że nie będą wysyłać mnie już w żadną delegację. Czy oni muszą się rzucać ze skrajności w skrajność? Najpierw byłam stałą wysłanniczką, obstawiałam wszystkie delegacje, nie ważne, czy do moich czy nie moich klientów...a teraz wcale. Mało tego, szefowa spytała mnie, nie pytając wprost, czy ta choroba nie upośledzi moich zdolności umysłowych. Czy dam radę pracować. Zrobiło mi się bardzo źle. Wiem, że oni zachowywali się tak z niewiedzy, ale...to zabolało. Myślę, że nie przedłużą mi umowy, ale też na razie nie zwolnią chyba. Jeśli mnie zwolnią ucieknę do innej firmy, do największego konkurenta obecnego pracodawcy, który szuka właśnie osoby do pracy, jaką wykonuję, z doświadczeniem i z moim wypasionym/wykręconym/egzotycznym językiem. Doświadczenie na razie mam niewielkie, 7 mcy, ale każdy dzień działa na moją korzyść.

13:08, annablack
Link Skomentuj »

niedziela, 17 czerwca 2007

Ususzylam przyjaciol. Trzy tygodnie mnie nie bylo, no i kwiatki padly. Z kim teraz bede rozmawiac? Chyba ze sciana, jak Janda. Mial racje moj kolega, ktory rzekl onegdaj, ze nie powierzylby mi nawet kaktusa.

20:25, annablack
Link Skomentuj (4) »

czwartek, 14 czerwca 2007

Od poniedziałku do pracy. Cieszę się, czymś się zajmę, choć np wczoraj czułam się tak koszmarnie, że zaczęłam wykrzykiwać: Po co ja chcę udawać normalną i pakuję się w pracę 47h tygodniowo? Na rencie siedzieć i już!
Bogiem, a prawdą - nie daliby mi renty. To taka choroba, że - przynajmniej teoretycznie - z dnia na dzień może zniknąć wszystko. Ale i wszystko się pojawić. Żyję na bombie. Jak ostatnio wydawałam oszczędności na allegro przeszła mi myśl, że może nie powinnam, ale zaraz potem pomyślałam: choruję na przewlekłą i nieuleczalną jak dotąd chorobę - co se będę żałować. I dwie stówy puściłam z wiatrem.

10:08, annablack
Link Skomentuj »

niedziela, 10 czerwca 2007

Jeszcze tydzień zwolnienia, a ja świruję. Tak to jest, jak człowiekowi zabrać jedyne co ma - pracę i wysłać na zwolnienie. Jest trochę lepiej, sterydy, choć są niezłym kwasem, działają nieźle. Ale siadła mi psyche już totalnie. Bez przerwy śpię, bo jak nie śpię to i tak nic nie robię, poza tym w snach ZAWSZE jestem zdrowa. Mama karmi mnie moralitetami. Dzień w dzień. Żebym skupiła się na pozytywach, że np jestem ładna. Lepiej być ładną i chorą niż brzydką i chorą? Ja nie widzę różnicy. Z mojego profilu randkowego pokasowałam zdjęcia. Jest sam tekst, sam owoc mego chorego umysłu. Ale, co dziwi- piszą. Samce to przecież wzrokowce, więc czemu piszą? Kilku chce się spotkać. Ciekawe, czy przyjdę na którekolwiek spotkanie. Chyba jak się napiję. Teraz moje kompleksy wszelakie urosły do rozmiarów ekstremalnych.

10:07, annablack
Link Skomentuj »

poniedziałek, 04 czerwca 2007

Tak to już jest, że u niektórych jest trudno. Albo cokolwiek dziwnie, bo przecież przeciętnym ludziom tyle mocnych rzeczy na raz się chyba nie zdarza. Przeciętni ludzie jadą na urlop po stresującym egzaminie, bo ja wiem...zabiegu u dentysty i zamartwiają się, bo babcia Krysia ma hemoroidy. Nie każda rodzina jest tak nadźgana śmiertelnymi chorobami i innymi dosyć...skrajnie mocnymi rzeczami. W sobotę wyszłam ze szpitala. No niestety, tym razem nie obeszło się bez zwyczajowych przyjemności w stylu przez tydzień sterydy w żyłę. Cieszyć się powinnam, że zaległam w szpitalu dopiero po 1,5 roku. Nie wiem natomiast czy ulżyło mi po tym, jak o mojej przypadłości dowiedziała się szefowa. Powiedziała, że mam w niej wsparcie, że moje miejsce na mnie czeka, natomiast nie do końca jest dla mnie ewidentne, czy po powrocie ze zwolnienia poszpitalnego robotę będę mieć nadal, albo, idźmy dalej, czy zostanie mi przedłużona umowa o pracę, wygasająca w lutym. Te i inne ważkie kwestie rozważę, przy następnym posiedzeniu. Dziś mam kaca, w związku z tym od rana piłam tylko melisę, a i moje zdolności intelektualne są ograniczone. Pozostaję z szacunkiem.

11:28, annablack
Link Skomentuj (2) »

piątek, 25 maja 2007

Tekst dnia: 'Wiesz co, kojarzysz mi się z Finlandią, znaczy Finką'

Ja: 'Yyy..chcesz powiedzieć, że przypominam Ci wódkę, albo nóż?'

22:09, annablack
Link Skomentuj (4) »

czwartek, 24 maja 2007

Jutro mija rok od kiedy wyprowadzilam sie z domu. Nie sama. Pierwsza, taka calkiem prywatna rocznica. Kupie jutro wino.

Czy musi byc tak goraco outside?

23:08, annablack
Link Skomentuj (1) »

niedziela, 13 maja 2007

kacuje filozoficznie

Wczoraj mialam kryzys. Ratowalam sie swietnym bulgarskim winem. Fajnie tak, jak pilam i jak zasypialam wydawalo mi sie, ze obudze sie jak po zlym snie, zdrowa. Ze to gowno, ktore mnie dopadlo to tylko zly sen. Niestety, obudzilam sie z kacem, ale problem nie zniknal. Nie umiem sobie poradzic z utrata jakiejs tam sprawnosci. Nigdy nie bylam okazem zdrowia, ale problem z przejsciem 200m bez zmeczenia mnie przerosl. Ja nie umiem tak zyc. Niech ktos to ode mnie zabierze, bo mimo kilku juz lat tego stanu nie jestem wyuczalna i nie wyciagam wnioskow. Nie chce tego! Ja sie nic nie naucze i nie bede pokornie sie godzic, bo to nie ten typ, ja z zasady nie godze sie na to, z czym sie nie zgadzam.

A moze stanie sie cud? Yyy, cudy przypadaja w udziale tym, co gleboko wierza. Ja akurat od czasu tego 'prezentu' od zycia wiare stracilam totalnie. Jesli mialo mnie to czegos nauczyc, to oznajmiam, ze nigdy tego nie zaakceptuje i nie schyle glowy. Za bardzo zmienilo sie moje zycie, zebym mogla temu przyklasnac.

Leb mnie boli.

09:39, annablack
Link Skomentuj (1) »



ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.