KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek

Tysabri i ja część 3

29.09.2009 -1 tydzień po 9 wlewie

Taki sobie. Bez ekscesów. Mam świadomość, że teraz po prostu spodziewam się coraz więcej, no ale były chwile, że chodziłam kiepsko. Zobaczymy, jak będzie dalej.

 

12.10.2009 - 3 tygodnie po 9 wlewie

 

22.10.2009- dzień po 10! dawce Tysabri

 

28.10.2009- 1 tydzień po 10 dawce

Huh, fajny tydzień. Co bym nie mówiła, jak bardzo bym nie narzekała, że wciąż nie jest idealnie, to fakty świadczą same za siebie. Zobaczę jutro ile jestem w stanie przejść bez zatrzymania ani na chwilę. Wiadomo, to test na okoliczności takie wyizolowane od życia, bo w mieście co jakiś czas musisz przystanąć, żeby przejść przez ulicę chociaż. Teraz widzę, że  tak 500m to bez bólu, kilometr to tak z przystankami choć na chwilę, czyli nie biorąc pod uwagę tego, że czasem ide po prostu brzydko, jakoś tam oszczędzając tą moją słabszą, lewą nogę, która szybko się męczy, jestem wydolna.

Co jeszcze istotnego do moich przemyśleń o tej terapii: widzę, że Tysabri działa, to znaczy zatrzymało chorobę, a taki był cel. Mało tego, uszkodzenia mózgu widzę, że ładnie się odbudowują. Sądzę, że teraz wszystko będzie zależeć ode mnie. Mam na myśli to, w jakim stopniu przywrócę swoje utracone funkcje. Czyli- wielopłaszczyznowa rehabilitacja.

A zatem...właściwie nie wiem, czy 'oczekuję' czegoś więcej od Tysabri. I tak czuję, że zrobiło kawał dobrej roboty. Byle tylko teraz ta poprawa została utrwalona. A ja ze swej strony postaram się jeszcze coś samodzielnie poprawić:).

 

Dwa tygodnie po 10 dawce Tysabri

 

11.11.09- 3 tydzień po 10 dawce

Nie piszę jakoś specjalnie często, bo ostatnio jest dobrze. Kto szuka, zawsze się do czegoś przyczepi, ale jestem samowystarczalna, chodzę dobrze i daleko, bardzo wydolna, właściwie niedługa chwila wystarczy, żebym się całkowicie zregenerowała. [Nie do pomyślenia przy interferonie, który brałam trzy lata i kiedy miałam tak ekstremalne, bezpodstawne zmęczenie, że właściwie nie żyłam.]

W ogóle 10 dawka jest chyba do tej pory najefektywniejszą. Z każdą kolejną dawką widzę, że mój organizm coraz bardziej daje radę naprawiać różne rzeczy. Dziś zauważyłam, że próba z piętą na kolano i po piszczeli zjechać [esemowcy wiedzą o co biega] po mojej gorszej stronie wychodzi mi prawie bez trzesień na boki itp.

Jest dobrze:).

 

19.11.09- 1 dzień po 11 dawce Tysabri

 

 

 

24.11.2009- tydzień po 11 dawce Tysabri

 

2.12.2009- dwa tygodnie po 11 dawce

19.12.2009 - dwa dni po 12 dawce (17.12) Tysabri

 

6.01.2010-3 tygodnie od 12 dawki Tysabri

Dziś będzie bez filmiku, bo już siedzę w łóżku i zaraz pewnie pójdę spać. Zauważyliście, że mniej więcej od wzięcia 10 dawki Tysabri moje wpisy są coraz rzadsze, lakoniczne...Po prostu...czuję się dobrze i mam wiele życiowych zajęć. Choć wciąż nie mam stałej pracy. Postępy teraz są mniej spektakularne, bo powolniejsze. To, co Tysabri mogło naprawić szybko, bo było świeże, już naprawiło. Rzeczy, które zostały, są do naprawienia trudne, bo:

albo są to uszkodzenia stare - powiedzmy sobie szczerze: nie choruję 2-3 lata, tylko prawie dekadę, dlatego pewne uszkodzenia mam już od dawna- jak choćby słabszą lewą nogę, w dodatku choruję bardzo aktywnie- czyli trudne do naprawienia, wymagające dużo więcej czasu, być może też rozleglejsze uszkodzenia,

albo dotyczą obszaru mózgu najbardziej dotkniętego przez zniszczenia - w moim przypadku jest to móżdżek, odpowiedzialny m.in. za równowagę.

Wydaje mi się, że muszę być cierpliwa. Moja równowaga, sposób chodzenia zależy od dnia. Są chwile lepsze i gorsze, ale cały czas mój tzw. poziom zero jest dużo wyżej, niż ten, z którym zaczynałam leczenie.

 

8.01.2010- trzy tygodnie po 12tce

 

9.02.2010 Tysabri #13

 

 

7.04.2010 -14 dawka Tysabri

 

06.05.2010 Tysabri nr 15

 



ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.