|
czwartek, 17 maja 2012
Rany, jak zimno. Siedzę opakowana, przed chwilą jeszcze wlazłam pod kołdrę. Zlazłam do piwnicy, żeby zwiększyć piec, ale nie ma co zwiększać, bo piec wyłączony. Niby słusznie - połowa maja w końcu. No ale zimno. I tu jest we mnie sprzeczność: moja neurologia się cieszy (no kurczę, zlazłam do piwnicy), ale wręcz łeb mnie boli z zimna. Choć jakbym miała wybierać aurę, to ze względu na neuro wybieram tę tu, nie ciepełko.
Cześć w kolejny niby brzydki dzień. Uwielbiam taką aurę. Przed chwilą musiałam przerwać pisanie i polecieć na parter do Maksa, który siedział pod drzwiami balkonowymi i darł japę. W sumie "darł japę" pasuje bardziej do Dudka. Maks szczeka w tempie jedno kłapnięcie dziobem na 1,5 sekundy, a to co z niego wychodzi to nie jazgot, tylko baryton. Niski, namiętny w tonie szczek;). Zeszłam na dół, spojrzałam groźnie, udzieliłam reprymendy i Maksiński zamilkł zawstydzony. Zobaczymy na jak długo, hehe.
środa, 16 maja 2012
Mmm... dobrze mi. I nawet nie było to dla mnie trudne. Po prostu przestałam wspominać przeszłość, ani zakładać co osiągnę w przyszłości. Staram się przeżywać teraz. Bo teraz po prostu jest. Właściwie jest tylko TERAZ, bo przyszłość, kiedy nadejdzie, też będzie stanowić teraz.
"Potęgę teraźniejszości" czytam ekstremalnie wolno i skoro za pierwszym razem, te dwa (?) lata temu przeczytałam szybko, to znaczy po prostu, że nic nie zrozumiałam.
Super mi się podoba to co mówi Tolle. I jakoś łatwo to wchodzę. A jak przypadkiem o czymś myślę, to wychodzę z siebie, staję z boku i obserwuję moje dziwne myśli. I mam ubaw:)
Ups. Otworzyłam tacie paczkę. No bo też miałam dziś dostać paczkę. Też takim samym kurierem. Zdziwiłam się tylko, że prezent dla mamy taki ciężki. W końcu to miała być rzecz z gatunku lekkich. Otwieram, a tam...trawa. Dziesięć kilo. Kto by czytał list przewozowy? Przecie nie spedytor.
Oj tam. Bartuszek? Bartuszek. A.? A. Czego chcieć więcej....
wtorek, 15 maja 2012
Jak nie myślę, to mądrzej działam. Jakoś tak spontanicznie - bezproblemowo. I nie spodziewam się, że cokolwiek się stanie w jakimkolwiek temacie, w jakimkolwiek czasie. To bezcelowe międlenie tego samego. Liczy się to, co jest teraz i to, co robię teraz, to nad czym pracuję w tej chwili, słowa lektury, którą przetrawiam w sobie w tym momencie. Nie zastanawiam się jak będę ćwiczyć jutro, czy znów "zejdę do parteru". Nic mnie boli, to w sumie mogę znów ćwiczyć pady z zaskoczenia. Tak mi jakoś fajnie tym, że nic, żadna gonitwa myśli na mnie nie napiera. I wszystko po prostu "się dzieje. Teraz. Niestety, muszę wybiec trochę w przyszłość i uciec w sen, bo nie wstanę na 9.00 na rehab. To był bardzo udany dzień. Mmm... dostałam wyciąg z subkonta. Dzię-ku-ję! Myślałam, że jak nie zbieram na farmakologię, tylko na sumienną rehabilitację trzy razy w tygodniu pod fachowym nadzorem, to to nie będzie "nośne", no bo nie na "lek" przecie. Biorę w cudzysłów, bo wiadomo jak jest z obecnymi lekami na to gówno. Na własnym przykładzie się przekonałam. I wiecie, co mnie najbardziej zaskakuje? Niesamowite jest, że choć nie mam numeru subkonta na stronie, wciąż mi pomagacie. Nie tylko starzy dobroczyńcy:), ale pojawiły się nowe osoby, które udowodniły tym samym, że dla chcącego nic trudnego i że jeśli ktoś chce mi pomóc, to sobie poradzi. [I teraz medytacyjnie skupię się na tym fajnym, które mnie przepełnia.] Bezmyślność w dzialaniu rządzi. O 11:00 nie byłam głodna (bo ja w ogóle rzadko bywam;)), ale postanowiłam ćwiczebnie pokucharzyć (Nie, nie, nie żeby zaraz gotować. Żeby podziałać w kuchni na stojaka, Fikuśne kanapusie, zmywanie wszystkiego, co znalazłam w zlewie, zaraz potem medytacja naschodowa do się. Pół godziny bezmyślnych działań stojących, kręgosłup nie bolał...fajnie. Nie pytajcie mnie co myślę o Katowicach za tydzień, jak mnie ocenią, bo to jest za tydzień z hakiem, więc przyszłość. Piszę o tym, co jest, jako obserwator. Próbuję wyrzucić z głowy knucie i nauczyć się medytacyjnych obserwacji. Cześć pracy, kto pracuje. Eckhart Tolle teraz to świetna rzecz. Czemu teraz? Bo teraz zaczynam rozumieć, że trzeba traktować umysł jako narzędzie. Po prostu. I używać go wtedy, kiedy np. muszę użyć wypasionego czegoś i żeby wiedzieć jak, muszę się skupić i "pomyśleć". Mielenie w głowie rzeczy albo z przeszłości, albo z przyszłości nic mi nie da, bo wpływ mam tylko na to, co dzieje się teraz. Zmysłowe przeżywanie najdrobniejszych rzeczy to medytacja. Zabawne, że Tolle jako przykład podał...wchodzenie po schodach i skupienie na tej tylko czynności. W takim razie ja co najmniej kilka razy dziennie medytuję w tej formie;). Człowiek nie rodzi się z tą umiejętnością "odłączenia się od umysłu". Sam Tolle pojął to dopiero jak miał 29 lat. A wiecie jak się zarąbiście słucha muzyki niby bezmyślnie, ale świadomie? Albo jak się czuje naturę? Słuchałam w niedzielę opowieści pana, który ze swoją książką o Świdermajerze i okolicznych willach opowiadał jak tu było przed wojną. Uzdrowisko z racji klimatu tworzonego przez sosnowe lasy, letnisko bogatych Żydów. Piękna architektura. Ulica przy której mieszkam przed wojną była wręcz arterią. Żydzi złych miejsc na bytowanie nie wybierali, faktycznie, czuje się, że nie ma tu cieków, żył - w takich warunkach jako rodowite dziecko bloku z wielkiej płyty dorastałam. I jak tak sobie usiadłam po ćwiczeniach na balkonie, zamknęłam oczy i każdym porem skóry, każdym zmysłem zaczęłam odbierać to, gdzie w danej chwili jestem, zrobiło mi się bardzo fajnie. Dziś " bezmyślność" umysłu trwa.
poniedziałek, 14 maja 2012
Jak nie mam przemyśleń, w których się topiłam, to wsłuchuję się w klimatyczne kawałki, w prononciation i bezmyślnie sufituję. Ze stłuczonym tyłkiem. Ale wersja Pink też mi się podoba. A najbardziej jej włosy:D Ha...mój podkład muzyczny do epistoły mailowej obecnie tworzonej. Już zapomniałam jak kocham ten kawalek. Każdą nutę.:) Maks dostał jajko na drugie śniadanie. To, co mi upadło na podłogę z trzęsącej ręki. Ja na drugie śniadanie zrobiłam omlet obłożony serem żółtym, na ogromnej ilości masła. Po tym, jak mama rzucając na mnie wzrokiem, powiedziała coś o katabolizmie, musiałam sobie wyguglować, żeby wiedzieć co do mnie mówi. "Ogół reakcji chemicznych metabolizmu prowadzący do rozpadu złożonych związków chemicznych na prostsze cząsteczki." powiedziala mi Wikipedia. Czyli w sensie, że chudnę, albo raczej nie przybieram. Jak się pochwaliłam, że dwa kilosy przytyłam, powiedziała, że to mięśnie zwiększają swoją masę. A wczoraj dostałam na obiad dwa kotlety! Na talerzu leżały piętrowo, takie były ogromne. Piotrek się zaśmiał, że to "męska porcja". Ale najbardziej przeraziło mnie to, że wchłonęłam tę ilość, jakby nigdy nic. I ciągle, choć takie ilości zjadam, nie przybieram. Mój pas cnoty na rehabie ważył dziś 8,5 kilograma. Teraz tak będzie. Jak mam to na sobie, jest to znaczna część mnie, ale ma mnie usadzić, zakorzenić, dać stabilność. Powinna, ale nie dziś. I tak, pomimo tego w pasie, utrzymanie się stabilnie na lewej nodze, żeby zrobić prawą krok było dziś trudne. Zacznę robić przysiady na lewej. Trzeba ją wzmocnić. A tak w ogóle, wmawiam sobie, że dziś bardzo ciepło, ubranam w bardzo mało i tłumaczę to sobie, że skoro "katabolizm", to uwalnia się energia i musi mi być ciepło. I chyba coś w tym jest. Z drugiej strony... żebym z własną matką rozmawiając musiała posiłkować się medyczno-chemiczno-jakimiś tam zwrotami to trochę dziwne. Przecenia mnie. O katabolizmie było w szkole, ale żeby to pamiętać...u mnie w wyższej o tym nie było, mamo;)). Hej. Dziś ćwiczenia zadziwiająco dobrze (pewnie organizm się zmobilizował przez tekst spotkanej rano żebraczki "O, pani też ledwo chodzi". Ale chodzę, miałam ochotę odburknąć.), tylko boli mnie kość ogonowa od tego dobra - straciłam czujność i glebnęłam w gabinecie, w drodze do drzwi. Brakowało mi tego. Upadki to jest to. Ale zupą na terakotę bywa boleśnie. Czekam na rehab, wychodzi umęczona pani i do mnie: Co pani się tak uśmiecha? Przejdzie pani, jak zacznie pani ćwiczyć! Albo pan z wczoraj na Stacji: Ma pani taki uśmiech w oczach... Heh, uśmiechu w oczach choroba nie zabija. Jak się go ma, to się ma i już.
To mój pierwszy dzień, kiedy próbuję odłączyć swój umysł od siebie - Anny B. z uśmiechem w oczach. Zobaczymy jak mi z tym będzie. Dobrego tygodnia Wam.
niedziela, 13 maja 2012
Grzebałam, grzebałam i wygrzebałam. Wiedziałam, że kupiłam sobie kiedyś "Potęgę teraźniejszości" Eckharta Tolle. Przeczytałam wtedy, ale chyba bez zrozumienia. Wychodzę z założenia, że niektóre książki trzeba czytać cyklicznie. To jedna z nich. Zdaniem Tolle'a nie jestem swoimi myślami. Mój umysł jest moim największym wrogiem, bo przyćmiewa prawdziwą mnie i tworzy myśli, które mnie unieszczęśliwiają. A gdzie tu miejsce na motywującą siłę umysłu, na której opieram się podczas rehabu? Ale fakt - nie jestem tym samym, co moje myśli. Wręcz przeciwnie. Ja wydaję się sobie dużo mniej skomplikowana. Bardzo trudno jest za dużo nie myśleć. Chcąc nie chcąc myślę. Obserwuję i wyciągam jedynie niekorzystne wnioski czyli dopowiadam sobie do tego co widzę „nacechowane” domysły. A przecież Tolle gdzieś mówi, żeby obserwować zdarzenia, ale nie dopowiadać sobie ich znaczeń. Nie widzę tego, co mi się udało dziś, czy przedwczoraj. Skupiam się na ubolewaniu nad tym, jak bardzo jest nie tak, jakbym chciała, żeby było . To do niczego dobrego mnie nie doprowadzi, więc spróbuję to wyłączyć. Uśmiechasz się do mnie? Dlaczego? Po prostu. Nie jest to oznaczone żadnym tłumaczeniem większym niż „masz ochotę się uśmiechnąć”. Andzia, nie próbuj widzieć więcej, bo ty nie od tego. Zapamiętać. Pierwsze koty za płoty. Byłam. Denerwowałam się bardziej niż przed forum kobiet w logistyce, ale szczęśliwie (dla mnie) nie było dużo osób. Spotkałam się z Maltese Falconem i jego Panią:) oraz z K4rolem! Pisał na blogu, że będzie i był:). To teraz powinnam mieć jakiś miting we wtorek, skoro co drugi dzień się 'spotykam':). Posadzili nowe drzewa i trawę. Zdjęcia wysłane do mnie z lepszego niż mój, telefoniczny, aparatu nie dotarły. Niech więc będzie to.
sobota, 12 maja 2012
Patrzcie, co wypatrzyłam w necie! Na stronie Stacji Falenica będzie transmisja ze spotkań z czytelnikami. Czyżby miało to znaczyć, że i ja tam będę? Okaże się jutro o 14:30;) Romantycy muzyki rockowej w tubie.fm mi dziś grają. Zarąbistą, brzydką aurę przywitałam, jakem papierek lakmusowy na wszelkie zmiany spastyką wyprostną po zastrzyku. W sensie - byłam większą kłodą niż zwykle (z przodu deska, z tyłu deska) i o czwartej musiałam dzwonić po kogoś, żeby mi zamknął rozwarte na noc okno, bo sama nie mogłam się spionizować. Łyknęłam dwa Apapy i jak zaczęły działać, minęło. Ach ta neurologia. Robi ze mną co chce. A przynajmniej chciałaby. Dobrego. chłodnego dnia. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
.
A tak sobie działam....
Blogi,które podglądam
CHCESZ MI POMÓC?
Kim jest Black?
Lubię...
Sztab DARK ZONE BLACK WARRIOR
TYSABRI-dziennik kuracji
WPISY Z ODZYSKU /onegdaj skasowane
ministat liczniki.org
hit counters trwa inicjalizacja, prosze czekac...dodatki na bloga
|