KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 17 stycznia 2009
Cześć chłopcy i dziewczynki. Gadałam wczoraj z la mammą. Boi się tego podania leku. No bo..jestem lekarskim dzieckiem i jak coś się może spieprzyć, to najczęściej lekarskiemu. Uspokajałam ja, że czego jak czego, ale przyjmowania farmakologii nigdy się nie bałam. Ważę sobie to lekce, właściwie od zawsze, bo wiem, że mam silny organizm. Zaczęłam jej mówić, jak jestem napalona, że na różowej chmurne, 10cm ponad chodnikami itd...a ona, że się boi i chce być przy mnie, jak mi to będą podawać. La mammo, chemia mnie nie ruszyła! Mój organizm pił ją jak wodę. Czego mam się bać? Usiłowałam do Niej przemówić, ale nie wiem, czy się udało.
08:42, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 stycznia 2009

Wieczorna pora ma swoje prawa muzyczne.

 

 

22:42, annablack
Link Komentarze (1) »

Wiecie, dowiedziałam się od innej aptekarki, że ma akurat sprowadzone dwie dawki Tysabri. Jutro jeszcze się zdzwonimy, żeby uzgodnić szczegóły. Jedną biorę na bank, a drugą chcę, żeby mi przetrzymała przez miesiąc. Już mi się gęba cieszy. A wiecie, że nawet Grześ, mój potencjalny osobisty kierowca mnie wspomógł? A nie podawałam mu żadnych danych, nic. Jaki wniosek? Jak ktoś chce znaleźć, znajdzie.

 

Cały czas unoszę się na różowej chmurce.

 

Z innej beczki: Ciekawe, czy wypada do kriokomory wejść w dwuczęściowym kostiumie w panterkę? Czy, heh, przesadziłam? Bo sądząc ze zdjęć z różnych folderów, ludzie tam wchodzą jak najbardziej skromnie ubrani i zakryci, no bo to niby jak iść do lekarza... Szykuję się, żeby wziąć skierowanie na kriokomorę- a nuż mi to pomoże? Takie minus sto stopni? Może być ekscytująco.  A ten kostium, to moja bielizna. Ale wygląda jak kostium, heheh.

22:00, annablack
Link Komentarze (5) »

Panga była z przyprawami i warzywami. No cóż, nie jestem już wreszcie głodna:) I nawet ochota na lody wspomniane wcześniej już mi przeszła.

Mam czekać na odpowiedź z naszej apteki w sprawie Tysabri. Pani aptekarka nie bardzo znała temat, ma się dowiedzieć i zadzwoni. Spoko, myślę, że w poniedziałek będzie wszystko wiedzieć. Kwestia rozliczania z PTSR też była dla niej niejasna, chociaż dokładnie wyjaśniłam. Z PTSR jeszcze w takiej kwestii nie współpracowali, więc dałam jej nr telefonu i sama się dopyta w kwestii fakturowania.

Temat zus na razie olewam, bo za bardzo mnie irytuje.

Pani Psycho na terapii stwierdziła, że jestem pojętnym pacjentem i nareszcie widać, że to co robimy ma przełożenie na mój sposób myślenia. Ja też to widzę i to jest super. Przez najbliższe 2 tygodnie mam kontynuować chwalenie się. To ciekawe, ale jak wiem, że mam się za coś chwalić, codziennie próbuję zrobić coś dobrego, żebym miała się za co pochwalić. Trochę to na siłę, ale z drugiej strony mam motywację, żeby zrobić coś dobrego.

Miałam też, podobnie jak przy rozpoczęciu terapii te 1,5 roku temu podać i zhierarchizować trzy najważniejsze dla mnie wartości. Napisałam: 1.przyjaźń 2.zdrowie 3. praca.

 

'A nie ma miłości? Przyjaźń na pierwszym?'

-Nie znam się na miłości, ale przekonałam się, że przyjaźń to najcenniejsze, co można sobie wyobrazić.

 

'Zdrowie nie na pierwszym?'

-Jak ma się przyjaźń, to łatwiej znieść niedobór zdrowia.

 

I tak sobie rozmowa płynęła. 

 

'A jeśli lek nie zadziała?'

-Mam plan B na dalsze życie. 

 

18:12, annablack
Link Komentarze (8) »

Zmęczona, zła i głodna. Siedzę w piwnicy, na wyrku z kompem na kolanach. Właśnie przyszedł sms. Niestety, nie chce mi się wygrzebać telefonu z torby, która stoi tak, że żeby go wyjąć musiałabym wstać z wyrka. A w życiu. Wszystkie tak zwane mięśnie mnie bolą. I jeszcze to zdrowe odżywianie. Czemu, jak człowiek chce jeść naprawdę zdrowo, musi jeść niskokalorycznie? Bo wszystko co niezdrowe jest wysokokaloryczne. Nie chcę się odchudzać, do cholery, tylko chcę się zdrowo odżywiać. A to, wygląda na to, że jest równoznaczne z odchudzaniem. Szczególnie, że jestem nieruchawa, więc jem to, co do domu przyniesą. A przynoszą same zdrowe.

Co najmniej pół roku nie piłam piwa. Bo u rodziców jest zdrowo i antyalkoholowo. Ta zdrowa zajawka mnie w sumie cieszy, no bo robię coś dobrego dla swojego organizmu. Niezła odmiana po dwóch latach opychania się gotowcami i polewania tego piwem, względnie winem, ale jak mam zły dzień- jak dziś, niesamowicie mnie to wpienia. Zjadłabym lody z bitą śmietaną i sosem czekoladowym. 

15:14, annablack
Link Komentarze (7) »
Kurdeż. Przyszło pismo od zusu. Cholera. Domagają się przedstawienia bardziej szczegółowego zaświaddczenia o studiach. Może godzinę rozpoczęcia studiów też mam podać? Ale jest to wystarczający powód, by zablokować działania w sprawie wniosku. Fak. I nawet nie mogę powiedzieć, że mam to w dupie, że olewam występowanie o rentę. Potrzebna mi bezpłatna opieka zdrowotna...Ech. Jestem zirytowana.
13:17, annablack
Link Komentarze (4) »
Zaraz lecę na rehab. Wrócę, jak będę. Dobrego dnia.
06:16, annablack
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 stycznia 2009

Postanowiłam się zdrowo odżywiać. Impuls przyszedł od la mammy, która chciała pomóc padre schudnąć. Sama nie ma z czego, no ale powiedzmy, że kobiety czasem chcą mieć konkretny rozmiar siebie. Tym samym zaprowadziła modę na zdrowie. Od jakichś dwóch tygodni nie jem czekolad, chipsów, batoników, białych buł, w ogóle pieczywa niewiele i rzadko. Żadnych gotowców. Pomyślałam: skoro Ala zrezygnowała z kupowania sobie słodyczy, żeby pomóc mi finansowo, to co, ja nie dam rady obrazić się na słodycze?

Powiem tak: dzisiaj z pół godziny patrzyłam na drożdżówkę leżącą na stole. Ślinka mi leciała. Byłam głodna, więc wzięłam jabłko plus ziarnisty jogurt i uciekłam z kuchni. Jak zjadłam, głodna nie byłam, ale wciąż jak wchodziłam po coś do kuchni, rzucałam tęskne spojrzenie. Zeszłam do przyziemia piwnicznego, czyli do mnie u rodziców i stwierdziłam. Wygrałam z drożdżówką. Za co się mogę pochwalić? Powiedziałam 'nie' tłuszczom trans i zamulającym mózg pustym kaloriom! I kiedy sobie to człowiek uświadomi, to od razu ma satysfakcję z jakiegoś tam zwycięstwa nad czymś, co stanęłoby na drodze w dążeniu do zdrowia.

Jestem typem, którego rajcują zwycięstwa nad sobą w prozaicznych sprawach [takie są paradoksalnie najtrudniejsze].

Zawsze lubiłam sobie utrudniać. Słyszeliście o 13-letniej dziewczynce, która z własnej woli bierze wyłącznie zimne prysznice twierdząc, że ćwiczy charakter? Ja taka byłam.

Na szczęście jak trochę urosłam, to mi przeszło i znów lubiłam komfort;).

Wiecie, fajnie jest sobie od czasu do czasu utrudnić, bo tym większa satysfakcja, jak się uda. Rzekłam.

21:02, annablack
Link Komentarze (19) »

Wiecie co? Zrobiliście WIELKĄ RZECZ. Urządziliście WOŚP dla Anny Black. Daliście dowód na to, że warto wierzyć w ludzi. W to, że  każdy z Was, jeśli tylko da się mu okazję;) chętnie robi coś dobrego. Bo...fajnie jest być dobrym.

A malkontentom, którzy mnie wyśmiewali, że przecież nikt nie wpłaci nawet złotówki, bo przecież ten sam numer konta ktoś tam już miał i to podejrzane, powiem tylko, żeby nie osądzali innych swoją miarą. A konto jest to samo, prawda. Wystarczyło wejść na moją stronę, żeby się dowiedzieć, że PTSR ma jedno subkonto i na to subkonto wpływają wpłaty dla wszystkich zbierających subkonciarzy. Dlatego tak ważny jest opis przelewu.

Serdecznie pozdrawiam też niedowiarków, którzy zasępiali się, że przecież nie da rady tak, że to awykonalne. Sztab Dark Zone Black Warrior pokazał, że jeśli się czegoś bardzo chce, nie ma rzeczy awykonalnych. Wystarczy tylko mieć przyjaciół, którzy o ciebie zawalczą:).

 

Krótko: Jesteście niesamowici. Mam nadzieję, że akcją Dark Zone Black Warrior pokażemy, że dużo da się zdziałać, jeśli się bardzo chce.

Jak sobie pomyślę, że Black, mała warszawska mrówka dostała tak dużą pomoc od ludzi, którzy znają ją tylko wirtualnie to...to jest bardzo budujące. Przywraca wiarę w człowieka.

Dobra, poleciałam patosem, ale tak się czuję:-) 

 

20:21, annablack
Link

No i na razie ostatni wpis zdjęciowy. Mieliśmy imprezę hawajską. Zgodnie z zasadą, że student zawsze znajdzie okazję, żeby się napić, a jak okazji nie będzie, to sam ją stworzy. Zrobiłyśmy jakieś wieńce z papierowych kwiatów. Moja kochana As. pożyczyła mi spódnicę. A może to spódnica O. była? Tak, chyba tak. No darujcie, ja bym mogła komuś dżinsy pożyczyć, spódnic nie miewam w nadmiarze, ekhm, delikatnie mówiąc.

Black wywija? Musiałam być już, ekhm, zaprawiona troszku, bo Black to egzemplarz nietańczący. Z zasady.

 

17:55, annablack
Link Komentarze (1) »

Hyh. Dzień czarnej koszulki. Przed wyjściem na imprezę plenerową. Po sparingu dla wyluzowania. Pamiętam, wtedy na Zöld Pardon (taki teren na brzegu Dunaju) grał bluesa Takáts Tamás.

Fajnie było:))).

17:43, annablack
Link Komentarze (2) »

Nad ranem, albo wieczorem. Gdzieś w Śródmieściu (Váci utca?) Szczęśliwa bez powodu, ychhh...

17:31, annablack
Link

A tak wygląda blada Black kiedy jest strzaskana na mahoń słońcem południa (na samym dole po prawej), hehhe. Pierwszy raz się wtedy opaliłam na brązowo. Normalni ludzie to tak mają w naturze, a ja tak mam po pół roku ekspozycji na węgierskie słońce. Tu powoli się wszyscy rozjeżdżają. Ja wszystkich żegnałam, bo z Bp nie wracałam do PL, tylko jechałam do Debreczyna, na drugie stypendium:) 

 

13:47, annablack
Link

Kolejna impreza w kuchni. Trzeba poznawać kulturę, nie?  Ja, dwóch Węgrów i mój korkociąg. Spakowałam się na wyjazd nieszablonowo. Nie wzięłam nic z czego, lub przy pomocy czego można spożywać, byłam za to jedyną, która wzięła korkociąg.

Przede mną mój kubek z Tygryskiem i serduszkami kupiony w węgierskim Rossmanie. Kubek okolicznościowy, bo przybyłyśmy do Bp na semestr letni, no i akurat zbliżały się Walentynki:)))

13:29, annablack
Link

Ekhm. Pisałam, że na mecz Polska-Węgry poszłyśmy kibicować do pewnej mordowni w dzielnicy robotniczej - na owej Ziemi Aniołów (Angyalföld) i w knajpie owej spotkałyśmy taką samą bojową ekipę, tylko męską i węgierską?:) Ach...młodość...:D 

13:09, annablack
Link Komentarze (2) »
Bieliźniak na egzamie, mogłam się dobić do skanera. Z cyklu stypendialne opowieści zdjęcie obrazujące mój pokój w akademiku na Ziemi Aniołów w Budapeszcie, hyhy. Zdaje się, że robiłyśmy pranie (pralka była na monety). Moje wyrko to to wśród skarpetek:)
12:54, annablack
Link

AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Wdech-wydech-wdech-wydech..jak to szło?

 

Niniejszym ogłaszam stan konta na dzień 1 stycznia 2009:

7 373, 68 PLN !

 

W ten sposób ufundowaliście mi pierwszy miesiąc leczenia!!!

 

Boże...NIE WIEM JAK WAM DZIĘKOWAĆ.

Mam na tę okoliczność piosenkę. Tylko, że help całkowicie nie była 'little'.

Normalnie kupujecie mi lekarstwo!!!!!

Idę powiedzieć rodzinie, że mogą już zamawiać w aptece Tysabri. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!

 

 

 

11:04, annablack
Link Komentarze (31) »
środa, 14 stycznia 2009

Podczas przeszukiwania kartonów piwnicznych w pogoni za indeksem, znalazłam kolejnego słonika. Ten jest od la mammy i bardziej mi intelektualnie odpowiada, bo jest taki...groźny, no;) Nie ma bata, nie zadzieraj, bo Cię na kły nadzieję, a równocześnie z delikatnego, białego kamienia (sprawdzałam zębami co to jest...nie jest to nic miękkiego, to pewne.) Czyli w dodatku słoń-twardziel. Musiałam mu zrobić zdjęcie i wrzucić tutaj, tworząc już właściwie kolekcję słoni zdjętych na otwartym laptopie.

20:23, annablack
Link Komentarze (6) »

Black ma tak trochę dziwnie. Bo...nie lubi robić zdjęć. Siebie - do oficjalnych dokumentów. W związku z tym, jak miałam zdjęcie chyba z początku studiów, to do końca studiów go wszędzie używałam.

Ten pucołowaty dzieciak to Black na wkładce ze zdjęciem do węgierskiej legitymacji studenckiej :)

A Bieliźniak przykleił się do kompa...

18:09, annablack
Link Komentarze (5) »
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.