KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
środa, 05 listopada 2008
Dziś osiem lat mija. Pamiętam, leżałam w szpitalu, po rezonansie. A następnego dnia przyszła la mamma z eklerkami. Jakiś zły sen.
20:05, annablack
Link

Powieźli mnie dziś na Saską K. Załatwiłam spotkanie z moją panią wynajmującą, zczytałam licznik prądu [akurat dziś chodził facet] i odebrałam wyliczenia za wodę. Nadpłata 455 pln. Chociaż to dobre. Wchodzę do bloku, a tu GOSPODYNI DOMU.

'-Co się pani w nogę stało?!!!'

-Aaa..tak już mam od pewnego czasu...Takie życie. [wiem, że spodziewała się dokładniejszej odpowiedzi]

'-Ech! Straszne!'

 

Heh, kobieto, miałam ci powiedzieć, że nie tylko w nogę, bo właściwie cały mózg mam do bani?

 

Znalazłam moje orzeczenie. Myślałam, że się w wakacje przeterminowało, a tu sie okazuje, że jeszcze rok ważne.

Wtedy, jak dwa lata temu z Byłym szłam na tą komisję, to on szedł towarzysko, bo toczyłam się o własnych siłach. I wtedy dali mi stopień umiarkowany, starą II grupę. W jednym punkcie wpisali, że CZĘŚCIOWO WYMAGAM stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy  innej osoby w związku z ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji.

 

Heh. To co by powiedzieli teraz? I grupa i niezdolna trwale do samodzielnej egzystencji.

 

A dziś pierwszy raz pomyślałam jakby mi było na wózku.  Nie, żebym chciała, o nie. Ale jeśli takie myśli już się u mnie pojawiają, to oznacza, że czasem jest wybitnie kiepsko.

 

 

19:56, annablack
Link
Kto by pomyślał. Dzień urodzin Black (06/11) na zawsze będzie już decyzją prezydenta Kenii  świętem narodowym tego kraju. Viva Obama!
19:39, annablack
Link Komentarze (21) »
wtorek, 04 listopada 2008
Znowu tu jestem. La mamma poszła na jakiś wykład. Czas mija, a ja siedzę. W piątek też będę cały dzień w hospitalu.
13:31, annablack
Link Komentarze (4) »
Ale ja jestem szczapa. Widziałam dziś na rehabilitacji. Oni tam mają wszędzie lustra. Czarny pająk. Już wiem, dlaczego lubię luźne rzeczy.
11:30, annablack
Link Komentarze (1) »
Kto by pomyślał, że jednak się odezwę. La mamma zeszła do poradni, więc ja wskoczyłam na jej miejsce za biurkiem i zaatakowałam komputer. Był jakiś 'Hipokrates', czy inny program załączony, ale ściągnęłam do parteru i śmigam. Mam dwie godziny. O 12 wracają. Zobaczymy co dalej. Dziś liczba leukocytów osiąga dno. Od jutra ma zacząć rosnąć. Tak sobie wymyśliłam.
10:11, annablack
Link Komentarze (3) »
Dziś jak pojadę z la mammą do pracy na rehab rano, to wrócę wpół do czwartej, bo nie ma mnie kto przywieźć. Wezmę sobie colloquial romanian i jakoś będzie. Może się zdrzemnę ma krześle na korytarzu. Umiem tak. Umiem zasnąć wszędzie. Chyba, że myślę.
06:31, annablack
Link
poniedziałek, 03 listopada 2008
Mój ulubiony kawałek załogi czołgu, czyli Tankcsapda. W skrócie o czym śpiewają? Wku..wiony listonosz ma dość wszystkiego: radia, telewizji, swojej roboty, tramwajów, autobusów, ludzi, poniedziałków, wtorków, budzika etc. Słowem wku..w codzienny. Czeka chwili, kiedy w końcu będzie robił to, co chce. Nie trzeba mu niczego. Chce się nawalić, żeby wszyscy zostawili go w spokoju, następnego dnia być skacowany i tyle. Interesuje go impra, kumple i napitek. Generalnie piosnka zmęczonego życiem szarego Węgra, hhhehheheh.
22:34, annablack
Link Komentarze (3) »
-Wow, babciu, nawet na mnie są dobre.

-No przecież mówiłam ci, że nogawki masz long.

-Zrozumiałam, że długie po prostu, nie szorty, myślałam, że szpanujesz angielskim.

-Nie, nie. To taka odmiana. Nie są normalne. Są długie nogawki, odmiana long.

 

Aaa. Długi long. Coś dla mnie.




21:24, annablack
Link

Widzisz, nie-codzienna, są rzeczy, które kompletnie nie zależą od nas. Nie mogłam bardziej wierzyć, że mi się uda. Żyłam na przekór. Jak przyszłam na oddział rehabilitacyjny w lutym, szefowa rehabilitantek kazała mi się przejść, po czym spytała: jest pani, na zwolnieniu, rencie? Ja: Nie, pracuję 47h tyg w innym mieście. Ona:W ten sposób dociera pani do pracy?????? Aaaaaha.

Chciałam robić wszystko na przekór. W ostatnim czasie 10m przechodziłam z trzema przystankami. Było naprawdę ostro. Ale ja pracowałam i starałam się żyć na tyle, na ile mogłam. Raczej bardziej niż mogłam. Jak wracałam do domu, padałam na wyro z jękiem: Boże, dziekuję, że już jestem i nie muszę się ruszać. Często nic nie jadłam, bo przygotowanie posiłku oznaczałoby za dużo wysiłku. I te moje sposoby na wykonywanie za wszelką cenę wszystkich normalnych zajęć życiowych. Wiesz jak trudno jest umyć głowę, wisząc nad wanną, gdy nogi same składają się jak scyzoryk?

Ja jestem...twarda. Jak na taką drobną dziewczynkę, mam siłę terminatora. 

Ale jak widać...przegrałam. Przeciwnik znalazł się duuużo za silny. Terminator to było za mało dla tego gada. Robiłam co mogłam, żeby się nie poddać i żyć normalnie. Jak nie miałam siły zwlec się do sklepu i przejść te dosłownie 10m od klatki, zamawiałam żarcie do domu. Zarabiałam, to mogłam.

Nie udało się. Byłam silna, ale jak się okazuje - on jest silniejszy.

 

18:31, annablack
Link Komentarze (7) »
Babcia dała mi już prezent na urodziny. Chce ze mnie zrobić seksbombę na rehabilitacji. Dres mi kupiła. Black oczywiście. Dres zawsze mi się kojarzył z czymś workowatym i luźnym. Może postanowiła uświadomić mi to co mam, w jej pojęciu zgrabność, żebym nie chlipała za chodzeniem. Za normalnym chodzeniem zawsze będę chlipać. Koci strój dała mi wcześniej, żebym jutro na rehab wdziała. Ja wolę workowate. Wtedy sobie wmawiam, że mnie nie widać. Pół dnia przespałam z rozpaczy. Myśląc logicznie kiedyś tryb rozpaczy musi się wypalić chyba.
15:44, annablack
Link

'Ja miałam 20% szans na wyzdrowienie. I jak widzisz, wyszłam z tego. Bo żyłam pomimo.'

 

 

Mnie nikt nie dawał 20% szans na wyzdrowienie. Nawet 5 nikt nie dał. Sprawa się rozbijała tylko o to, czy będzie źle, czy bardzo źle. No i stało się to, czego nie przewidziałam. Człowiek zawsze zakłada, że będzie dobrze. Nawet jak mówi 'jestem pesymistą', to cicho wierzy w pozytywny obrót spraw. No, a tu heca, bo ja zakładałam, że lekko nie będzie, ale nie, że będzie aż tak. Że to mi aż tak zmieni życie.

12:47, annablack
Link Komentarze (2) »

'Nie wiem, czemu twoja odmiana choroby jest taka wredna. Niereagująca na leczenie. Za dwa dni minie osiem lat, jak to masz. Mogłabyś już to zaakceptować. Pomyśl o tym, co masz. Jesteś ładna, zgrabna, widzisz, słyszysz. To naprawdę dużo.'

Rzekomą ładnością i zgrabnością to se mogę.  Ja pierdolę. DLACZEGO JAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

 

11:22, annablack
Link Komentarze (2) »
Hej pracy. Nie mam dziś natchnienia. Dobrego dnia.
08:41, annablack
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 listopada 2008
Drugi spacerniak w dniu dzisiejszym. Ledwo szłam. Cała się spięłam. Histeryczny płacz, że nie mogę tak żyć, że jestem na swoim najdłuższym w życiu zwolnieniu, że mam dosyć. Czyli to co zwykle. Ale pierwszy raz rozpłakałam się przy tacie. Wstyd mi. Nie przy nim, no...
17:50, annablack
Link

To chyba moje trzecie epitafium blogowe na jej cześć.

Nie znałam jej. Umarła jak padre miał dziesięć lat. 

Tak już jest, że każdy człowiek coś po kimś ma, czymś kogoś przypomina...ja szukałam, szukałam i nie miałam takiej osoby. Kiedyś, przypadkiem natknęłam się na stary album ojca. Oglądałam, strona za stroną i w pewnym momencie zamarłam. Zobaczyłam kobietę, która miała moje spojrzenie. Jak się później okazało, to ja miałam jej.  Nie wiem, czy zdarzyło się wam coś takiego. Od maleńkości usilnie wpatrywałam się w członków rodziny zastanawiając się do kogo jestem podobna. Mówili, że do ojca. No dobra, ale jaka kobieta? No i znalazłam. Czarną owcę, kobietę, która została wykasowana z pamięci ojca taty, jak wziął sobie drugą żonę. Kobietę skądinąd poczciwą i bardzo dobrą, robotną, jedyną babcię od strony ojca jaką znam.

Zaczęłam szperać. Nie może tak być. Odnajduję kogoś, kogo przypominam i nic o tej osobie nie wiem.

Moja babcia. Piękna kobieta. Długa szyja, długie rzęsy, zarąbiste kości policzkowe, wąskie kostki i nadgarstki. Piękne usta. Na żadnym zdjęciu się nie uśmiecha, a jak już, to jak Gioconda. Tleniła włosy. Już wiem po kim mam ciągoty do ostrego blondu. Niebieskie oczy.

Warszawianka, pracowała w przedsiębiorstwie taksówkowym, jako księgowa. Podobała się facetom, ale kochała dziadka. Dziadek był z jakiegoś...Przybyszewa chyba ..z jakiejś mazowieckiej wsi. Nie pasowała do niego, do tamtej rodziny. Jak przyjeżdżała na wieś, do rodziny dziadka widać było, że jest z innej bajki. Nawet są takie zdjęcia: te wieśniaki siedzą rozkraczone i łapami z michy coś jedzą, a ona z brzeżku przykuca, nóżki obok siebie, wyprostowana..inny klimat. I za to jej nienawidzili. Uważali, że się wywyższa, Warszawianka jedna, zazdrościli miejskiej posady. Zjedli ją. Wytworzyła sobie chorobę z autoagresji. Rak. Zmarła w Dzień Kobiet. Miała...32 lata.

 

Dziadek od strony mamy, którego znałam, ale za krótko i babcia, od strony ojca, której nigdy nie znałam. To dwie osoby, których brakuje mi najbardziej. 

13:47, annablack
Link Komentarze (6) »

Mój dziadek. profesor, doktor habilitowany, inżynier...wynalazca. Właśnie go wyguglowałam, w necie opisano tylko jeden jego wynalazek, ale z tego co pamiętam, jako mała dziewczynka, było tego dużo. Jest w biuletynie urzędu patentowego. Wynalazł  "Sposób oczyszczania skażonego powietrza i urządzenie filtrowentylacyjne do stosowania tego sposobu" Jakaś dziwna machina. Pamiętam jak z nim grywałam w szachy. Dziadek to był mózg. Jakieś puchary pamiętam. Podejrzewam, że przez to, że dużo czasu z nim spędzałam, za lat dziecięcych iq mi tak skoczyło, że przechodziłam testy na mense. Pamiętam, jak rodzice zastanawiali się, czy dać mnie do szkoły 'specjalnej' dla zdolniachów. Doszli do wniosku, że nie będą mi łamać życia;)

Dziadek to był ktoś. Nie zrobił kariery, jaką mógł, bo był wierzący i nie należał do partii. Wierny swoim ideałom, nieuginający się pod naciskami. Miał kręgosłup. Ze śmiesznych rzeczy: babki go zaczepiały per 'Kloss', bo był cholernie podobny do młodego Mikulskiego [chociaż nie taki blondynek].

Znałam go tylko osiem lat. Miał do mnie słabość, jak prawdziwy mężczyzna. Trafiła go autoagresja. Rak. To było osiemnaście lat temu.

11:02, annablack
Link Komentarze (5) »
Wróciłam. Dziś szło mi się lepiej niż wczoraj. La mamma jak mnie wyprowadzała, to sama się usztywniała ze stresu, przejmowania się mną. Padre po prostu wyszedł na spacer. Miał dobry humor, żartował, napięłam się dopiero w połowie drogi. Ani razu nie zatrzymywałam się po drodze. Wczoraj z pięć razy. Po południu też wyjdziemy. Padre jest fajny.
10:25, annablack
Link Komentarze (2) »
Zaraz padre wyprowadzi mnie na spacerniak. Nie czuję, żeby dziś było lepiej niż wczoraj, wręcz przeciwnie, no ale co zrobić. Mam coraz mniej białych ciałek krwi. Dno będzie we wtorek. Jednak ma się ileś tych krwinek po coś. Nic nie jest bez powodu. Złoży mnie pierwsza lepsza infekcja, dlatego unikam ludzi. No dobra, zaraz idę.
09:46, annablack
Link


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.