KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
środa, 12 lipca 2017

 



Czedobry. Ostatni dzień specyfiku grzybnego. Pół paznokcia mi już odrosło w zdrowiu. Na drugim, tym, co go mam od początku, też ok. No, dobra, widzę, że jest skuteczny, ale ubocznych ma toto chyba z milijon. Dobrze, że nie wczytywałam się w ulotkę, żeby sobie krwi nie psuć i tak spontanicznie odkrywam uboczne. Wczoraj lewa ręka zaczęła mnie swędzic tak, jakbym miała parchy.

Dzwonię do mamy:

- Mamo, czy w ulotce tego leku było coś o świądzie? No wiesz, w ubocznych.

- Z ubocznych tam jest wszystko.

- Aha.

No i jasne, może mi wystąpić wszystko. Uspokoiłam się;) i cieszę, że dziś ostatni dzień tej serii, a od jutra trzy tygle przerwy.. Uff.

No i nie ćwiczę zupełnie, bo... chyba zwalę na uboczne leku na grzyba.

Kurde, kto mi to sprzedał?



A, wiecie, że Shakira ma skończone 40? Heh, nie wierzę.

Bardzo dobrego.

 

07:40, annablack
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

 

 

He, he, zaadaptowałam się chyba, albo jest po prostu chłodniej, bo nic mi nie jest. I pisałam smsy, i to szybko. Tak, ta temperatura mnie nie powaliła. I wszystko mi się zgina (tu się zgina dziób pingwina.)



A pani doktor Woyciechowska wysłała mi maila jako swojemu przyjacielowi. Urosłam. Jakbym nie była taka głupia, tylko uwierzyła, że psedoleki na sm pogorszą mi stam zdrowia, to byłabym w pełni zdrowa, a teraz siłuję się, żeby dojść do tego samego, bez psedoleków, rehabilitacją.

Ludzie z wszystkiego wyciągają wnioski za późno. I jeszcze znam: Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. To a propos matki - lekarza. Zresztą w tamtych czasach wszystko było zupełnie inaczej,

18:40, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Jeszcze półtora dnia. I jeśli znowu będę zdychać, to po obiedzie. Klimy nie mogę włączać, bo kabelki w ścianach, czy gdzie tam z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych, już nie pamiętam, zatem elektryka pada, jak mam włączone i radio i klimatyzator. No to nie mam. Tylko wentylator z radiem. To, co się stało wczoraj, to moja reakcja na ciepełko. Ja jestem biała, nie ta rasa na te temperatury. Flaki mam zdrowe, więc wszystko przyswajam;), nawet to, co powinno doprowadzić do wyrzygu. Każdego, ale nie mnie;))).

Jakbym lubiła pić procenty, pewnie zostałabym alkoholiczką, bo za łatwo mi wchodzi.



Heh, przejrzałam się. Patrzę i – radosny uśmiech. No, faktycznie jak dzieciuch...

Gadam z kolesiem wczoraj.

-Ile masz lat?

- 35, jeszcze.

- Nie przesadzaj. Nie masz 35.

- Masz rację, żartowałam, mam 53.

- Nie zalewaj, nie wyglądasz.

Powinnam chyba powiedzieć: A ile chcesz, żebym miała?;)



Gorąco mi wciąż, a jeden kolo z Kraju wiadomego (co on, kobiet tam nie mają?) stwierdził, że jestem dla niego wyzwaniem, bo nie odpowiadam na pytania.

Tylko na durne nie odpowiadam.

Kończę, bo już mi bardzo gorąco.

 

12:38, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Hej. Ranyyy, jak było strasznie wczoraj. Powiedziałabym, że najstraszniej do tej pory.

Pozwólcie, że przedstawię sytuację. Ja, córka marynarza, twardziela, organizm mam zasadniczo zdrowy, z leków łykam witaminy, antykoncepty na zaburzenia cyklu, a tak, to nic mi nie jest. Jaka była moja reakcja, kiedy dermatolog przepytywała: Jak nerki, jak wątroba?

- Wszystkie flaki mam zdrowe, transaminazy niziutkie.

- Pijesz?

- Piję.

Wyszło, że tego grzyba ktoś mi sprzedał, a danego dnia musiałam mieć wyjątkowo słaby układ odpornościowy, że to łyknęłam.

O tym, jaki zajzajer przyjmuję miałam się dopiero przekonać.

Wiadomo, że amatorką czytania ulotek nie jestem, więc przeczytałam tylko pierwszą linijkę potencjalnych ubocznych: biegunka albo zaparcia, a, to spoko, nic strasznego. Dalej na wszelki wypadek nie czytałam. Zdziwiło mnie tylko, że te proszki tak się bierze: tydzień łykasz, a potem trzy tygodnie na odratowanie wątroby itd.

To musi być kwas, pomyślałam, ale to nic, ja jak gąska, wszystko łyknę.



I wczoraj to się stało. Dało mi do myślenia, że na obiad najpierw się rozbeczałam, a potem poprosiłam o łyżkę, zamiast widelca, bo ciężko mi było dźwigać widelec do ust, żeby zawartość mi nie spadła.

Nie wiedziałam czemu tak ciężko operuje mi się nawet łyżką, jakby pięć kilo ważyła.

Potem było gorzej. Po 15, Iwona poszła, a ja zauważyłam, że nie mogę żadną ręką sięgnąć po cokolwiek. Tylko półleżałam, nie mogąc nawet podrapać się po nosie. Jakby mi odjęto ręce, obydwie. Pomyślałam: Cholera, a jak już tak zostanie? To niech mnie oddadzą do jakiegoś przytułku. Oni nie mają czasu się mną zajmować. Pewnie będą mnie tam gwałcić na potęgę, a ja nawet nie będę mogła się obronić, bo nie mam już rąk:(.

W międzyczasie zadzwoniła Kaśka, a ja nawet nie mogłam odebrać bo przecież nie miałam już rąk.



Pomyślałam: No, to teraz wyjdzie, jak dużo mogłam sama zrobić, kiedy nagle nie mogę nic. Beczałam długo, bo w sumie przyzwyczaiłam się, że mam ręce. Tym bardziej byłam zdziwiona, jak wieczorem padre przyszedł z mamą, która mówiła o okropnych neurologicznych ubocznych tego specyfiku na grzyba. Być może było to w ulotce, której ja nie przeczytałam poza pierwszą linijką...

Padre rzucił okiem na mnie:

- Nieźle wyglądasz.

Parsknęłam śmiechem.

- No, już ręce mi się trochę podnoszą...

Co prawda talerzyk kanapek kolacyjnych jadłam godzinę, bo było lepiej, ale nie za dobrze.



I jeszcze ten upał. Ja nie mogę. Jestem blada i jem śledzie. Upał i te uboczne, skomasowały się.



Swoją drogą jaki to porażający lek być musi, skoro mnie, niby w większości zdrową tak powaliło...

Jeszcze dwa dni łykam procha, potem trzy tygodnie przerwy. I tak trzy razy. I już się nie dziwię, że ćwiczenia mi nie idą. Jestem struta tym na grzyba.

Nikomu tego procha bym nie poleciła. Chociaż bez upału bezboleśnie szło, w końcu od czwartku biorę, pokonał mnie upał.

Jestem permanentnie zatruta, a mama wczoraj:

- Nic ci się nie pogorszyło, spokojnie.

Życie mnie sprawdza, na ile twardziel ze mnie. Cały czas...



 

07:31, annablack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lipca 2017

 



Nie dane mi było się wyspać, Iwona przyszła wcześniej. Zrobiłam cztery majtnięcia sobą na boki, ale nie samoczynnie, tylko zaczepiając się o coś. A miało być bezdotykowo. Czyli do dupy. Nic to, z ćwiczeń stabilności i precyzji ruchów: nakrętka do płukania bezdrganiowo, rzęsy też bez wydłubania oka wyszły. Ale te samoczynne kręcenia sobą wciąż nie idą. Nic to, będę próbować co godzinę, w końcu wyjdą.



Za tydzień ekipa ćwiczebna wraca. Muszę móc im zaprezentować, że cokolwiek robiłam...



Obrzydliwie gorąco, co? A, przecież tylko ja nie trawię ciepełka;))).

Dobrego Wam. Słucham Lata z Radiem i czuję jakbym była na wakacjach:))).

 

10:27, annablack
Link Dodaj komentarz »

 



Hej. Nie wyspałam się. Całkiem. Napiszę coś, jak się obudzę jeszcze raz.

 

07:42, annablack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2017

 

 

Huh, Kwadrans gadania po angielsku, bo Kaśka była zajęta. Poznałam dwóch Turków uczących się do egzaminu z angielskiego. Znaczy, uczył się jeden, ale przyprowadził kolegę, żeby też mnie poznał. Poczułam się wtedy jak rudy murzyn albinos (to rudy, czy albinos?), ale co tam, wyraźnie mówił, nawet wydaje mi się, że luzacko mi się gadało, zdecydowanie bardziej, niż ostatnio. Kolega nic nie mówił tylko stał i się głupio uśmiechał. Wcześniej wyznał tylko, że właściwie nie mówi po angielsku. A, to po cholerę przyszedłeś przed ekran? Tamten chociaż mówił, ale głównie się uśmiechał i obiecał, że będzie do mnie dzwonić, żeby potrenować gadanie. Heh, dobsz, czyżby to miało mnie zmotywować do nauki? Ja nie muszę się motywować, to on zdaje egzamin.

 



Nie ma burz, opadów, rehabu. Chyba będę się uczyć. Albo turlać?

 

20:24, annablack
Link Dodaj komentarz »



Cze. Nie umarłam, choć było wczoraj strasznie. I nie było burzy. Dzisiaj z deka lepiej, choć zmian nie trawię, a one są, cały czas. Na neurologię nie narzekam, tylko rehabu mi brak. Samej ćwiczyć mi trudno, cholerny ból barku w pewnych ustawieniach...

Nic to, mam wakacje, zresztą, myślę, że ćwiczę, a to już połowa sukcesu.

Dobrego Wam.

 

11:07, annablack
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 lipca 2017



Hej, burza będzie po południu. Czuję to całą sobą, ale, heh, dalej nie drgam. Nakrętka z płynem do ust prowadzona do ust ani drgnięta, i to jednoręcznie! Zajebiście, ale wyczułam front i znów moja ulubiona piosenka gra mi w duszy.

Ale nie mam twarzy jak stary Bułgar, bo łykam witaminę E;)))



Umieram.

 

10:26, annablack
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 lipca 2017

 



No, nie umiem nie pisać. Po prostu lubię, nie mogę się odzwyczaić.

Doktor Dżej mi stwierdził po tym jak pisałam, że mnie boli lewy bark jak odwodzę rękę i że nie mogę się turlać, a on, że wie, że bardzo mi to ideologicznie pasuje, ale myślenie o ćwiczeniu, wizualizację, mózg traktuje, jakby ciało faktycznie ćwiczyło, jednak mięśnie też trzeba zmęczyć.



Hehe, jakie mięśnie?:D



Mam już dwóch chętnych żeby wejść po mnie na górę i znieść. Lucky Luke zaproponował nawet, że mnie zaniesie do samochodu. Ale...no nie mogę, głupio mi, dzięki, ale ja z tych dziwnych, sorry.

Zaprzyjaźniony Pan też chciał mnie zwlec z góry i powieźć gdzieś, ale, no kurde, nie mogę. Odwrotna jestem.



Była dziś prawdziwa pani doktor dermatolog. Specjalista. Tylko rzuciła okiem, że to grzyb, przepisała mi coś na te wszystkie syfy – drożdże, plesń, grzyby do łykania i za 9 tygodni mam być jak nowa. Oby.



Słaby dziś dzień. Front leci chyba. Dalej łapy mi się nie trzęsą, ale wykonanie każdego ruchu takie ciężkie.

 

17:41, annablack
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lipca 2017

 

 

Lubię robić to, co dla mnie trudne [taaa, byś lubiła, to byś wzięła ślub z kimś, może ktoś by się zgodził, tchórzu;)], więc chcę spróbować, powiedzmy, miesiąc nie pisać, zasadniczo chciałabym już wcale nie pisać, ale jak mi to bezboleśnie przychodzi, to tłukę.

Albo nie, nie miesiąc, to tak jak ze związkami chyba, nie wchodzi się dwa razy w to samo. Jak jutro mnie nie będzie, to znaczy że się skasowałam.

Pytanie: Co w takim razie będę robić. No, tego to dokładnie nie wiem. Uch, nauczę się czegoś nowego? Jak już zejdę na parter, to chyba gotować, bo będę na poziomie kuchni, nie widzianej od lat. Ale...fuj gotować? A potem może jeszcze to zjeść? Niech gotują i jedzą ci, którzy lubią. Ja lubię się uczyć. Trochę.



Jadam, żeby nie umrzeć, proste. A jeszcze gotować? No, zdarzyło mi się, ale tak ogólnie wiadomo, że w gotowaniu lepsi są faceci, więc po co wychodzić przed szereg?



No i nie wiem co dalej. Planu nie mam.



A, la mamma zadzwoniło tam, skąd doktorek przyszedł, okazało się, że on nawet specki nie miał i przed chwilą przyleciał z kasą w zębach;).

 

22:37, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Taka sytuacja. Przed chwilą wchodzi tu jakiś facet, nie w fartuchu, że niby lekarz. Yyy...a co pan chce mi zbadać? Każe się rozdziać i opukuje mi wątrobę. EEEEE?

Dziwnie.

A jutro przychodzi prawdziwa pani dermatolog. Ten wmawiał, że został wezwany, macał mi palce, przepisał coś i wziął 300zł za wizytę.



Dziś dwóch Arabów mi się oświadczyło. Tak mnie to spięło, że skasowałam Speaky, Whatsapp, jutro, jeśli mi się nie poprawi, skasuję Facebooka i blog. Ale może mi przejdzie.

 

20:23, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

- Są takie dni, kiedy nie można nic – rzekła Iwona.

No, ja tak mam, wzmocniona kawa mnie nie ożywiła, a moim zadaniem jedynym, jak na pancię przystało,było wybalsamowanie długich kawałków nożnych. To akcja, doprawdy, prawie mi się balsam skończył.

Nie no, mam obok książkę mamy „Jezu, Ty się tym zajmij”, ale nie mam siły czytać. Z drugiej strony telefon, w którym whatsappowy Arab wyznaje mi miłość. Olewam, bo ile można tego słuchać, a Kornhauser-Duda ma różowy kostium. Ble, jeszcze Melania pomyśli, że to ulubiony kolor Polek.

Kurde, nijak mi.

 

12:02, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Nie przewiduję, żebym miała ćwiczyć. Wypiłam kawę, to za 20 minut powinna do mnie dopłynąć. No ale Gosia mi trwale uszkodziła lewy bark. Miętoliła, miętoliła i zepsuła. Nadmiar ruchu szkodzi, wiadomo.



Chciałabym się przejechać „Bestią”. Ma takie ładne imię, waży 10 ton i w Wawie są dwie:).



A, la mamma wyciągnęła z konsylium panią doktor od grzybów i uprosiła ją, żeby do mnie przyszła, choć wizyt domowych nie uskutecznia.

Ja jej nie zniosę...” - znowu poczułam się jak gruba matka Gilberta Grape'a, do której trzeba zamawiać podnośnik.



Ładna ta córka Trumpa. Ciekawe po kim.

 

10:06, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Hejdobry. Piękny dzień, ale dalej mały palec lewej ręki mi nie działa tak, żeby pisać wszystkimi palcami. Przytrzymuję garścią wszystkie pozostałe palce i modlę się do małego „odmień to be”, „wciśnij a”, średnio to wychodzi, ale wyjdzie.

Ładny dzień, specjalnie dla Trampka;). I dla potencjalnych gromadzących się na placu Krasińskich. W końcu parasola wnieść nie można.

Ale się cieszę, że Trump zaprosił Wałęsę na kurtuazyjne jakieś spotkanie. No, na całym świecie się go podziwia i szanuje, bo to symbol, tylko nie u nas. Wstyd.

Ej, ale tak sobie myślę nie Dudka, tylko Wałęsę, no, Trump u mnie zapunktował. A gdyby tak Wałęsa umówił się na prywatne spotkanie z Trampkiem, zgadali się, to chciałabym, żeby Wałęsa znów startował na prezydenta. Takie marzenia...



Hm. Wychodzi, że dziś ćwiczenia mnie nie miną. Będą krótkie. Jakaś minuta, w której okaże się, że dalej nie umiem się turlać.

Nic to jednak, przetłumaczę sobie, że czas jeszcze nie nadszedł. Jak zawsze, tak filozoficznie;).



Jakby nie było, jakoś będzie. Odpalę głośno muzykę, żebym nie słyszała swoich myśli. Może znowu energetyk? Ciekawe czy już świecę w ciemności:)))).





A, padre przywitał mnie o poranku, że ja nigdy nie śpię.



No, ostatnio całodobowo. Miałam czas, że tak się leczyłam snem, ale już dochodzę do siebie.



Bardzo dobrego dnia życzę Wam ja :))).

 

A to mnie zaskoczyło, bo tak jeszcze nie widziałam.

Zadanie: znadź błąd:

proszkow

 

07:18, annablack
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 lipca 2017



- Trump jest w tym wieku, że już musi iść spać.

Zaczęłam się śmiać.

- Śmiejmy się, nie ma nas kto masować, a śmiech to jak masaż.

A po chwili:

- Ty też musisz już spać!

- Ale ja jeszcze nie jestem w tym wieku!

I znowu śmiech do łez.

I pomyśleć, że w Marriottcie jak pracowałam na studiach, to zawsze jeździłam z taką dumą, bo raz, że do pracy, a dwa, że do Marriottu. To nic, że siedziałam w kanciapie za tabliczką Staff only;), ale miejscówa przednia.

 

22:15, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

O.O.O. La mamma znalazła na konsylium grzybiarkę, na kiedyś, żeby paznokcie „ocalić od zapomnienia”.

A, mam kawałek ze zdrowych czasów. Znowu mam być w duchu anarchistką?

Już się nie farbuję. Chyba,że teraz na pancię? Jaki kolor postarza? Czerwony, tak rzekła fryzjerka. Ale czerwooony? To wolę żaden..

Z ćwiczeń: pomalowałam rzęsy, nie trafiając szczoteczką w oko. I mając móżdżkowe esem, heh.

 

18:39, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

W mordę, Skoda spadła z nasypu, koziołkowała i dachowała. Kosmetyczka w szpitalu, kolega Fransus skacowany i bez kontaktu.



Ja nie potrzebuję kosmetyczki w sumie, a lekarz-grzybiarz by się spitolił ze schodów, jakby dał się wezwać, bo się nie dał.

Czemu życie takie trudne?

Update 12:55

Ale...czy ja właściwie muszę mieć paznokcie na dużych palcach? W sumie, nie potrzebuję...Może by wyrwać na stałe?

O, kolega młodszy wstał i pisze. Czyli się nie zapił.

 

11:40, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Cześć panie i panowie, chłopcy i dziewczynki.

Trochę do bani. I nie, nie zaskoczę Was, dalej nie ćwiczę.

Nie rozpoczęłam tego co miałam, czyli to jeszcze nie ten czas. Szukam lekarza – grzybiarza, takiego z dobrą wydolnością, bo wdrapać się do mnie po tych stromych schodach zastanawia też zdrowych ludzi. Kondycję mieć trzeba, dlatego starsi raczej tu nie wchodzą. Szkoda, ja lubię starsze osoby, trzeba czasem pogadać z kimś na poziomie;).

I pomyśleć, że tak się cieszyłam, że mam pokój pod niebem;), a teraz co? Się nie naumiem, to nie zejdę.



 

Dobrego Wam.

 

10:20, annablack
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 lipca 2017

 

 

Jest dziwnie, załącza mi się filozofowanie: czemu tak i jaki to ma sens. Załącza mi się, bo nie ćwiczę. Jak mam codzienny wycisk, to jakoś się w tym odnajduję. Pono ćwiczyć trzeba do pierwszego zmęczenia w esemie. To u mnie pierwsze jest, jak pomyślę, że mam ćwiczyć, już mam dość. Nic to jednak, najwyżej do końca życia będę leżeć w łóżku. Zasadniczo mi to nie przeszkadza, lubię trwać w bezruchu, no ale jak obiecałam, że jak wstanę, to już się nie położę i będę pracować na trzy etaty, to tak się stanie, nie widzę inaczej;).



Jutro chyba zacznę ćwiczyć, bo... nuda, panie dzieju.

E, może wyślę to zdjęcie fransuskiemu koledze z komEMARYLINntem, że to moja siostra, młodsza, fanka Marylin?;)))

 

dOBRA, jutro będę ćwiczyć.

 

 

Chyba, że mi się odmieni.

 

21:37, annablack
Link Dodaj komentarz »


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.