KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 31 października 2013

Wymieniłam słów wiele z Eve, trochę popisałam na gg z Kacprem, a na Skajpa nie wbiłam, bo za dobry mam nastrój, żeby to psuć Arabem, Cyganem czy Włochem. Po co się męczyć?

Dobranoc.

23:22, annablack
Link

Padre był dziś na Bródnie. Mało kto wie, żem pół krwi scyzoryk;). strach się bać, co? Groby rodziny w Kielcach obstawia dalsza rodzina. Warszawskie załatwione.

Nie wiem, czemu mi dobrze, bo niby nic takiego mega się nie działo, ale mi dobrze.

DOBRZE. 

Nie ma podstaw i to jest właśnie najpiękniejsze.

Bezpodstawnie szczęśliwa Black podśpiewuje sobie za Mobym.

Ach ten Moby... Swego czasu się w okolicznościach Mobyego działo dużo.

Ale wszystko, co szalone, kiedyś się kończy, tak? No, tak:).

To, udanego Grobingu. (To nie moje słowa!)

 

20:28, annablack
Link

Zajebiście w duchu. Nie, żeby na rehabie jakaś zajebioza, czy cuś. Chociaż chodziłam troszeczkę - takie OFF ROAD PO OGRÓDKU. Ale DOGOTERAPIA rządzi.

A z Dorką i z jej mężem wybieram się  do kina na "Mój biegun", tylko nie wiem kiedy. Dostałam zaproszenie, to to już chyba nie jest relacja terapeutka i jej pacjentka, tylko fajni znajomi:).

15:35, annablack
Link

Ględziłam z mamą, że co jest, "kiepawe" mam czucie. Usłyszałam: Ja cały dzień na Apapach, coś się przewala.

Taaa. Pójdę na tę pogodynkę. Może mnie wezmą.

Dziś już od rana średnio, ale może to tylko złudzenie. Dziś  bankowo na ostatnie 10 minut mojego rehabu poproszę Małgo, żeby weszła ze mną z zaskoku do Babci i ją porehabilitowała. A przechodząc do niej, koło mojego pokoju zobaczy, że faktycznie mam rower w pokoju, wiem, wielu ludzi ma, ale u mnie rzuca się w oczy wielkość pokoju i jak w tym roomie jest tylko łóżko, szafa i rowerek, to uświadamia jaki to ważny dla mnie sprzęt i że naprawdę jeżdżę i trochę nie widzę sensu jeździć do innej dzielnicy, żeby popedałować.

Czekam na te platformy do równowagi. Zasugeruję im kupno rezonansu stochastycznego. "Neuro-wita" miała to kupić, ale nie wyszło. W ogóle Grzesiowi chyba "Neuro-wita" nie wyszła. Szkoda.

Dobrego dnia.

07:33, annablack
Link
środa, 30 października 2013

Cygan nie jest 100% Cyganem. Cygan to miks z czym? Bingo! Z Arabem! Znaczy zakładając, że wiem, skąd się biorą dzieci, to jedno z tych dwóch musiało być kobietą.

Weszłam na FB odpisać mojej nowej czytelniczce (Pozdrowienia, Aniu!), a w tym czasie zaczepił mnie na czacie Cygan słowami "Cześć moja... a..." Na to ja dokończyłam "amie"/przyjaciółko, a on mnie poprawił na amour"/ miłości.

Widząc jak się w wyznaniach rozkręca, przeprosiłam, że na skajpa, cholera jasna, merde, dziś nie mogę, i a+, do potem, w sensie.

Nawet fajny koleś, z wyglądu taki europejski bardziej... ale litości, w Muzułmanina się wkręcać? To nie ja.

Ale chociaż na chwilę zapomniałam o Babci i o tym, że w ostatnim czasie przeszukiwałam net, żeby sprawdzić na jakich warunkach człowiek dostaje się do Domu Opieki Społecznej. Muszę myśleć przyszłościowo. Rodziny dużej w sumie nie mamy, najmłodsi jesteśmy my, mammy potomkowie. Trzeba myśleć co będzie.  No, chyba, że się Araba, ale nieeeeeeeeeeeeeee!!!!!

 

Tematykę mam, co?:))))))))))))

 

 

21:30, annablack
Link

Jutro rehab nr 13.

Ewa pewnie wybaczy, ale za ciężko mi gadać. Nie gębowo, tylko na duszy. Ciekawe, że przecież nie codziennie jest tak źle, więc od czego to zależy?

Mama z Piotrkiem byli dziś na Wojskowych Powązkach, u Dziadziusia. Bardzo ładnie przybrali grób. Babcia nawet nie podniosła wzroku znad miski z zupą, żeby zobaczyć zdjęcie grobu męża, jak mama podstawiała jej przed oczy telefon. Tylko kupa, micha i sen. Nic innego się nie liczy.

Padre jutro jedzie na Bródno, do mamy, czyli do mojej drugiej babci i prababci.

Oj, ostatni raz byłam tam ze trzy lata temu. A w tym roku nie będę nigdzie. Jeszcze. Bo za rok znów będę wszędzie. Chyba, że będę musiała pilnować Babci. Na wszelki wypadek nie zostawiamy jej w domu samej.

20:19, annablack
Link

Załączyła mi się myśl: co będzie, jeśli ja będę taka jak babcia? Chyba chciałabym trafić do ośrodka opiekuńczego, bo jeśli przypadkiem kiedyś z kimś się zwiążę, nie chciałabym takich problemów nikomu przysparzać. W ośrodkach nieposłusznych pacjentów przywiązują pasami do łóżka na noc. Jeśli miałabym być taka jak Babcia, bo w końcu cholera wie jakie geny mi się trafiły, to jeszcze dziś napiszę oświadczenie, że będąc w pełni władz umysłowych i takie tam, żeby mnie do przytułku dali, a nie, żebym męczyła tego z kim będę, o ile z kimś będę, na co zresztą nie liczę.

Boże, jakie to jest straszne. W życiu nie przypuszczałam, że tak może wyglądać starość. Boję się tego, co widzę.:(

19:03, annablack
Link

Nawet nie chcę pisać, co się dzieje, ale to, że nie miauczę nad zachowaniami Babci, nie znaczy, że nic się nie dzieje. Jest krzywo. Bardzo.

Ciekawe co będzie dalej.

Nie, wcale nie jestem ciekawa.

Po prostu boję się jak długo mama da radę.

 

Ja, jak to ja, coraz częściej nie wytrzymuję i po prostu się odszczekuję, po chamsku dość.

I wszystko, co naprawdę czuję chowam do środka.

A jest co chować.

 

 

Miałam spróbować interwały teraz, leżę w trampkach, w gotowości, ale po akcji, jaką zaserwowała Babcia niedawno, wszystkiego mi się odechciało. A tylko patrzyłam, mama działała.

Od czego zależy jak się człowiek zestarzeje?

Mazowiecki umarł w wieku 86 lat. On nie był taki jak Babcia w wieku lat prawie 83. W najmniejszym stopniu taki nie był. Od czego to zależy? Zdrowa kobieta, cały czas zdrowa. Boję się, że przeżyje nas wszystkich. Znaczy, życzę jej długowieczności, ale ona tego nie chce. Tak przynajmniej mówi.

Ech, teraz czuję jakby ktoś walnął mnie belą drewna w łeb. I chyba zdejmę trampy, bo nie chcę pedałować...nie mam do tego głowy.

18:26, annablack
Link

Dziękuję Wam za 1%. Dostałam  wyciąg, z którego wynika, że na subkoncie PTSR z wpłat 1% pojawiło się 11488,40 zł czyli na trochę rehabu mam. I dziękuję za wpłaty niezależne od 1% podatku.

Jakoś jestem rozjechana. Niby nic mi nie jest, a bezsilna jak nie wiem. Pewnie to wynoszenie tego wora z ciuchami i butami mnie rozmiękczyło. Jakbym się wczoraj sprężyła, to któryś z silnych chłopaków domowych by dziś wyniósł przed furtkę, a że byłam leniwa do ostatnich chwil (jak zwykle), to torba z ciucho-butami zabrana została cztery minuty po tym, jak ją wystawiłam. Nie po dziewiątej. Ale zdążyłam, tak?

 

Tak czy inaczej: dzięki, że nie muszę się na razie martwić o kasę ćwiczebną:).

 

11:34, annablack
Link

Dałam radę! Schodziłam na tyłku z tą siatą. I w domu i na dworze. Na dworze dwóch kroków z mega siatą nie mogłam zrobić, ale trzymając się ściany, po jednym kroku dałam radę wynieść za furtkę. I to dwadzieścia minut przed czasem.

 

Ale nie pedałuję, bo jestem mega słaba.

08:43, annablack
Link

Przygotowałam 1/4 szafy, ale, kurde, ledwo mam siłę oderwać to od podłogi. A nie ma mi kto pomóc, bo babcia udaje trupa...a Agi jeszcze nie ma. Po dwóch kompletach schodów strach jest, no ale kto jak nie ja... Uch. Spróbuję..

08:23, annablack
Link

Nie przygotowałam rzeczy do oddania, kurde. Może się podzielę jakimiś normalnie używanymi? W końcu ja i tak w domu siedzę. Mam jeszcze godzinę. O dziewiątej będą jeździć i zbierać te torby z ciuchami.

Na rowerek i dawanie z siebie wszystkiego nie mam siły. Piszą, żeby te treningi interwałowe robić co 24-48 h, bo to zbyt obciążające, żeby codziennie dawać w palnik. Może później, w ciągu dnia przygrzeję. Byłoby łatwiej, gdyby stan ducha się poprawił, a taka dolina, w jaką wpadłam, właściwie bez powodu, trochę uniemożliwia WMC*.

 

 

*Wycisk Mój Codzienny

07:55, annablack
Link
wtorek, 29 października 2013

Załączyło mi się filozofowanie, w ogóle, myślenie. Unikam tego jak się da, szczególnie wtedy, kiedy potrzebuję fizycznej mocy. A, jak wiadomo, żeby móc coś osiągnąć, zwyczajnie, namacalnie, fizycznie,, najlepiej nie zatracać się w durnych myślach wychodząc choć krok poza dzień dzisiejszy, poza obecną chwilę, tylko robić swoje, najlepiej jak się da i to bez ucieczek myślowych.

Łapię się na tym, że kiedy nie siedzę na rowerku, to ciężko filozofuję.

I zawsze wtedy jawię się sobie na ciężko straconej pozycji w życiu.

 

Co znaczy być na straconej pozycji w życiu, tego dokładnie nie wiem. I nie wiem też co musiałoby się stać, żebym tak się nie czuła.

 

Znów ogarnięta lekko dziwnym stanem załączę sobie "Usta usta", bo tego też nie oglądałam, a mama się zaśmiewa przez ścianę i pójdę spać.

 

A może w nocy stanie się cud i dojdę do jakichś bardziej konstruktywnych wniosków.

 

21:01, annablack
Link

Podoba mi się nazwa tego protokołu treningowego: BRAMA DO ZWYCIĘSTWA (Wingate).

Protokół nie dla otyłych i nie dla wszystkich chorych, tak piszą. Nie dla wszystkich, ale dla mnie pewnie tak, bo bardzo chcę.

Niby największy możliwy opór, ale tylko 30 sekund trwa ten wał. A potem 4 minuty małego oporu. I tak cztery razy. Cały trening trwa tylko 6 minut. I tak tylko 3 razy w tygodniu.

To nic, że dopiero zaczynam ogarniać jeżdżenie z połową obciążenia. To nic, bo może się jednak da? Gorzej, że to ma być w tempie "sprintu".

Huh, ale trzydzieści sekund? A jak mi kolana pękną? Może sprawdzę czy w ogóle dam radę chociaż jedno kółko zatoczyć?

Ale na razie wzmocnię się jeszcze na tym treningu interwałowym, który robię od piątku, albo może jutro będę sterować manualnie obciążeniem? Ale to zbyt rozpraszające: ja tu mam się spinać i dawać z siebie wszystko gniotąc pedały, a nie myśleć ile czasu już minęło i że teraz mam zmienić obciążenie. Może jeszcze parę dni pocisnę to, chociaż staje się dla mnie proste, czyli nudne.

Jutrzejszy rehab mam przesunięty na czwartek przez dziewczyny, dlatego mówię o rowerku zamiast tego  jutro też.

19:15, annablack
Link

Siarka organiczna, czyli MSM mi się kończy. Mam jeszcze na jutro. Wycyckałam się z Lecytyny już dawno, ale też mnie nie ciągnie. Z B12 też, ale biorę za to glony większe, nie tylko spirulinę, a od zeszłego piątku też chlorellę. No i jednak mięso jem. Staram się raz w tygodniu zjeść coś z drobiu, a najczęściej rybę, czasem też coś z kopytnych, ale to akurat bardzo rzadko. 

Dbam o to, żeby wiesiołka mieć i żeby glony mieć. Jakoś przez skórę czuję, że to mi dobrze robi. Mamma mia się ze mnie śmieje, ale ja serio myślę, że coś w tym jest. Na tyle mało fajne smakowo-zapachowo, że musi być zdrowe jak cholera.

No bo co? Coś mi pozwala od pewnego czasu cisnąć. Dorka stwierdziła, że nie mam ruchów mimowolnych, a zaraz po tym rzucie na Avonexie (lipiec 2012) miałam. I długo miałam. Myślę, że dopiero jak weszłam na bezgluten i na nim trochę pobyłam, to one znikły. Nawet nie wiem w którym momencie znikły. Człowiek -ja mam świetne umiejętności zapominania jak bardzo było źle i teraz się denerwuję, że nie jest idealnie, a to, że tyle rzeczy mi znikło traktuję jakoś tak: "No musiało zniknąć, przecież to mój organizm, ja nie odpuszczam!"

Szczerze mówiąc, jak sobie przypomnę, jak wiele rzeczy jeszcze dwa miesiące temu było dla mnie nieosiągalnych, to wierzyć mi się nie chce, że to się dzieje bez żadnych magicznych leków, a tylko uczciwością i pracą, naturalnymi suplami (no bo pewnie coś robią też). 25 październik -2,6 km (OK, cztery minuty krócej jechałam, ale po prostu nie mogłam ani sekundy więcej...), 29 październik 4,8 km! Kurde, to są CZTERY DNI! Dzieje się.

Inna sprawa, że żywieniowo zachowuję się jak jakiś leśny stwór. Co Black przegryza po obiedzie? Nie czekoladki, wafelki, cukierki, drożdżóweczki tylko KALAREPĘ W KAWAŁKACH. No co, Aga mi dała;).

Czuję, że jak w takim tempie będę się poprawiać, to na wiosnę będę śmigać z Dudum na 6 kilometrowe spacery jak kiedyś.

Z tym rowerkiem to jest niezłe, że Dorka macała mi ramiona mówiąc o wzmocnieniu mięśni, a przecież rękami nie pedałuję, czyli całe ciało pracuje. Zajebiście.

17:07, annablack
Link

Dziś było tak:

Czas taki sam (update: wcale nie! 2 minuty dłużej...), ale 700 metrów więcej przejechane i, yyy, Przemek, na to nie patrz;), 15 kcal więcej spalone. Ale nie, nie, nie chudnę, jeno tłuszcz mi się w mięśnie zamienia. Przecież Dorka powiedziała, że mi mięśnie (jakie mięśnie?) gęstnieją. 

Kurde, mam satysfakcję. Jak na tym będę gnać niż szybciej niż 13  km/h, bo tyle było tam "na górze", to się przesiądę na ten ostatni program, gdzie interwałowe wały;) są naprawdę wysokie.

Dobrego dnia. Bo grunt to sobie wgrać motywację. Nie powiem jakie teksty rzucałam tam, gdzie było najciężej, bo słuchać hadko. O właśnie. Obejrzałabym sobie Trylogię.

08:21, annablack
Link
poniedziałek, 28 października 2013

Nie lubię być w takim momencie. W chwili, w której musiałam się poddać w walce o człowieka. O w miarę naturalny kontakt z młodszym bratem. Jak można być tak zupełnie innym, choć z jednej matki. Dla mnie nie liczy się co kto ma, kogo zna, czym jeździ, jak mieszka. Musiałam go usunąć z FB. Bo, najwyraźniej, chłopaczek się mnie wstydzi. Strasznie to przykre. On jest zupełnie inny, jakiś taki "nie od kompletu". Jak może komuś imponować to, co nabyte, a nie człowiek... No to ja muszę być w jego opinni poza nawiasem: kaleki gołodupiec. I nawet bez pracy.

Bardzo się zawiodłam. A tego kawałka U2 nie znałam, a tak mi jakoś pasuje....

 

20:41, annablack
Link

Weszłam na skajpa, żeby pogadać po fhansusku i angielsku. Przekonałam się, że z fhansuskiego nie pamiętam już nic. Zostałam zmuszona, żeby wstać do kam. Nie wiem, czemu to zrobiłam. Mówię kolesiowi, że mój obecny pokój to jak przedział w wagonie, że nie ma perspektywy do kamerki. Oj, wstań, wstań. No to wstałam, odsunęłam lapsa z kamerką najbardziej jak się da, ale i tak w widoku na skajpie widoczne były tylko moje nogi i tshirt z napisem: My favorite number is one. Głowa się nie zmieściła. Italianiec wesolutki stwierdził, że jeśli chcę, to on się pokaże. Mówię: No dobra, jak chcesz. (Grunt to entuzjazm, co?) No i włoski standard, na oko wzrostu kucającego psa. No i co? No i nic. Dowiedziałam się, że chętnie spędziłby ze mną sobotni wieczór, albo jakiś inny wieczór. 

Po czym się pożegnałam, bo kolo zbyt rozmowny nie był.

No i nie miał mikro, za to miał anginę.

Potem Cygan, który przyprowadził przed lapsa młodszą (na oko- dużo młodszą) siostrę, która się przywitała i poszła. Cygan zrobił mi zdjęcie w czasie rozmowy na skajpie, po czym mi je wysłał. Po co? Nie wiem. I on też miał anginę.

Potem był Arab. Rany, jaki nudny. Nic się u niego nie działo, ja w krótkich żołnierskich słowach powiedziałam co u mnie i to by było na tyle. Po co ja mam z nim gadać, jak on nic nie mówi, a te wyrafinowane teksty, którymi chciałabym go zarzucić są dla mnie za trudne, bo słownictwo mi wyleciało. Na szczęście zerwało się połączenie, a ja już nie chciałam próbować połączyć się z nim ponownie.

 

Czyli nuda Panie Dzieju.

Dorka powiedziała bardzo mądrą rzecz: Zapomnij o wózku, niech to będzie poza tobą. Zupełnie. Teraz myśl tylko o zdrowieniu. Tamtym nawet nie zaprzątaj sobie głowy.

Myślę o tym, co chcę osiągnąć, bo widzę, że powoli, krok po kroku to właśnie osiągam. Skończy się październik to minie równo 16 miesięcy, jak lecę bez leków. I się da:). No, inna sprawa, że ja już długo choruję, to się może/na pewno trochę uspokoiłam w przebiegu.

Ale z drugiej strony, jak bodajże w tym lipcu usłyszałam od mojej doktor, że jestem już rzutowo-postępująca, a od tego czasu nie tylko nie postępuję, ale wręcz się cofam z niepełnosprawnością, to...bardzo mi się to podoba. Bardzo.

19:11, annablack
Link

Ha. Był rehab. Nie chciało mi się nic, więc wykręciłam się ze spacerniaka, a Dorka, która nie widziała mnie 3 tygodnie kazała się rozdziać do masażu do pasa i położyć na brzuchu.

-Aniaaa...przytyłaś!:))) I mięśnie ci jakoś "zgęstniały" stwierdziła gniotąc mnie po bickach. Cała taka jesteś "zbita". To ta dieta?

-Albo rowerek. Ostatnio ćwiczę interwały.

- Tak jakoś "dobrze" wyglądasz. Dawaj, dawaj z tymi interwałami! I przyznaj się - pyta w trakcie moich ćwiczeń - po prostu ci się nie chciało?

-Hm?

-No na dwór iść ćwiczyć. Przecież widzę twoją formę.

-Nie chciało mi się. Można?

-Pewnie, każdemu może się nie chcieć. Ale rowerek ciśnij!

-Jesser!

13:08, annablack
Link

Ta zmiana czasu, to była fajna sprawa. Obudzić się i zobaczyć jasność - bezcenne.

30.X zbiórka odzieży. Fajnie, bo "część dochodu" idzie na dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym. Zawsze to milej pozbywać się ciuchów mając świadomość, że chociaż w ułamku procenta komuś tym pomożesz.

Znalazłam sobie portal z treningami na rowerku stacjonarnym http://www.rower.pro/. I jak tak czytam i czytam, to widzę jak bardzo niedopasowane do zasad treningów interwałowych są te programiki wbudowane w rowerek. Powinno być, że jak spadam, to nie do zera, tylko na minimalne, ale jednak, obciążenie. Interwały nie powinny być tak "z metra cięte" tylko, jeśli konkretnie ciśniesz, to przez 30 sekund, powiedzmy, a jeśli odpuszczasz - czyli jedziesz na całkiem małym obciążeniu - to na przykład 75 sekund.

Chyba najlepiej będzie sterować sobie programem manualnie;). I bez szans, żebym ja popylała chociaż 15 sekund na maksymalnym obciążeniu - na takim obciążeniu ja nawet jednego kółka nie zatoczę.

No nic, na razie wybrałam ten, moim zdaniem najlżejszy z dostępnych, program interwałowy, żeby się na starcie nie pochlastać, bo nigdy nie jeździłam z obciążeniem. Przez te pierwsze dziesięć miesięcy, co przejechanie 10 minut było moim maksem, skupiałam się, żeby na ile mogę, pokonać spastykę. Obwiązywanie sobie lewej kostki, pedałowanie w grubych skarpetkach, żeby nie bolało, jak przywalę...

No a teraz, dzięki Bogu, tego nie ma. W nogach, bo lewa dłoń jest jakaś taka lewsza. Przykurczona? Nie mogę dłoni na luzaku rozprostować, jak to robię z prawą. 

Czyli: częściowo, gdzieniegdzie się wycofało to, co złe, ale jeszcze nie wszędzie. Jak w reklamie: bo "cierpliwość to siostra moja rodzona", ale jak widać dla mnie już nie starczyło, jak rozdawali.

Dobrego tygodnia! Dziś rehab nr 12.

07:24, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.