KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 31 października 2010

Fuflowa mama ma rację. Kontrolki zaczynają mi się świecić. Nie wiem, czy ktoś poza mną w domu to faktycznie zauważa, bo próbuję robić dobrą minę, w końcu w sumie nic większego mi nie jest i w sumie czuję się tak dobrze, jak się dawno nie czułam, ale biorąc pod uwagę okoliczności przyrody, w  których zdrowi też by się zmęczyli, przyznaję bez bicia, że jestem trochę zmęczona. Głównie psychicznie.

Adam chciał mi dziś poprawić humor i odstresować, to prawie go pogryzłam. Najbardziej nie lubię nie mieć czasu na to, czym chcę się zająć (fundacja), bo zajmuję się pomaganiem w temacie, na którym się nie znam = nieruchomości. Dobrze, że pogoda jest ładna, nie pada śnieg, ani deszcz, mogę się obijać po mieście...

Chcę się sobą zaopiekować, ale zrobię to gdzieś w połowie listopada. Najpierw obowiązki. Idę spać, bo mi się zmarszczki pogłębiają z tego przemęczenia:D Szczególnie te uśmiechowe:D.

 

 

22:29, annablack
Link Komentarze (3) »

Mam zrobione 65%= 948 tekstów. Nie mam ochoty na nic. Jutro o 10 jadę do "lokalu" przekazać klucze, zmierzyć kabinę prysznicową, zabrać faktury na meble, które muszę odebrać. Adam mi pomoże w mierzeniu bo ma sprzęt, hehe.

Jestem dziś zła.  Zła. Zła. Zła. Może przejdę się jutro po cmentarzu, ale nie wiem, bo ja się boję tłumów. Tak bardzo, jakby miały mi zabrać tlen.

A teraz kawałek znaczący = kawał dobrej historii. Z pozdrowieniami dla Obywatela.

 

21:29, annablack
Link

Co za dzień...dziś tylko tłumaczę. 57% tekstów już mam, to jest 838 zrobionych. Poznałam dziś fajnego człowieka i jego dziewczynę. Też Adam i Agnieszka. Bardzo fajni. Adam ma sm od 20 lat.

A ja zastanawiałam się co robić coś z urodzinami i czy w ogóle i tak jakoś nie mam napędu. Tyle rzeczy muszę ostatnio organizować i dogrywać, że chociaż w kwestii własnych urodzin chciałabym nie musieć nic. Powinnam się spotkać z Martą Agnieszką, Magdą, Chudym, Matką Chrzestną, Angelą, Małgosią, której obiecałam styk jeszcze na spotkaniu promocyjnym książki, a wciąż do spotkania nie doszło, Karoliną.. to takie pierwsze kontakty, którym obiecałam już dawno spotkanie, a do tej pory nic z tego nie wyszło. Jakoś tak mi czas szybko ucieka.  No tak, bo wszyscy chcieliby najchętniej w weekend - to etatowcy. Ech.

A teraz muszę pojechać przekazać klucze nowemu lokatorowi, podbić faktury, pojechać do magazynu, odebrać meble, przywieżć, skręcić, wymierzyć prysznic, jakie tam drzwi trzeba, kupić drzwi, załatwić montaż, pojechać do agencji odebrać od nich drugi komplet kluczy, pojechać do byłej lokatorki odebrać klucz do skrzynki, umowic sie znowu z nowym lokatorem kiedy mozna zalatwic meble i prysznic, zeby wpuscil mnie wtedy z fachowcem...bleah. Kiedy ja ostatnio ćwiczyłam? No właśnie. Andzia, weź ty się za siebie, chyżo. A, jeszcze pojechać do Grzesia na Białołękę (czy on musi tak daleko mieszkać?) i podrzucić mu papiery fundacyjne do banku.

 

Ble. A w międzyczasie przetłumaczyć te 620 opisów, załatwiając przy okazji inne niezbędne kwestie. Yhm.

 

Aha, mamofufla- dzięks za pomysł z odkurzaczem. Laps się nie przegrzewa:).

14:48, annablack
Link Komentarze (4) »

Cześć moi Mili. Heh, organizm się domagał. Spałam 10h nieprzerwanie.

Na dobry dzień kawałek Led Zep, o którym mój kolega twierdzi, że jest fantastyczny do puszczenia lasce, którą chce się zaliczyć danego wieczoru.

 

Ja tam się nie znam na tych kwestiach, ale kawałek zarąbisty. Oj tak...

Dobrego dnia Wam, się biorę za tłumaczenie.

09:55, annablack
Link Komentarze (4) »
sobota, 30 października 2010

Coś w powietrzu, czy co? Wróciłam z tego cmentarza i padłam na dwie godziny. Potem wstałam, zaczęłam tłumaczyć, ale zupełnie nie mogłam wejść w rytm. Pojechaliśmy do miasta. Miałam sobie kozaki kupić, ale tak kijowo zaczęłam się czuć, że szybko zrezygnowałam. Zawroty głowy, mdłości..słabość. Adam twierdzi, że coś mnie bierze, cholera wie, może i tak, w końcu odporność, tak jak i grubość ciała - mam umiarkowaną;).

Teraz w okresie tych melancholijnych świąt nie chcę mojej Doktor zawracać głowy, ale umówię się w ciągu tygodnia na podanie Tysabri. Czort wie co teraz działa i czy, ale jeśli mogę co jakiś czas wziąć, bo akurat mam na subkoncie, to czemu nie wziąć.

 

Tak więc- przepisową ilość  przetłumaczyłam, zostało mi jeszcze 727 tekstów, dziś osiągnęłam 50% w tłumaczeniu. Jeszcze połowa, powinnam się wyrobić. A teraz wypiję herbatkę malinową, załączę serial z Ipla tv i pójdę spać, bo oczy mi się kleją. Dziś godzinę dłużej śpimy. Zarąbiście.

 

Do miłego.

Hej. Wróciłam z Bródna. Chodzę szybko i prężnie, ale organizm domaga się odpoczynku. Od poniedziałku sie nie wysypiam. Śpię 5-6 godzin, a to dla mnie za mało. Wczoraj nie zrobiłam ani linijki z tłumaczeń, więc dziś mam nadzieję odrobić z górką.

Miałam pojechać do "lokalu" i załatwić meble- odbrać je z magazynu i przywieźć taksówką bagażową (swoją drogą, myślałam, że nie ma już sklepów meblowych niezałatwiających dowozu i skręcenia mebli...), a potem zaangażować kogoś, kto by to skręcił. Ale nie- nie mogę, z niewyspania wszystko mnie boli, więc najpierw zajmę się nadrobieniem deficytu snu. Chociaż godzinkę.

10:08, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 października 2010

Balet, śpiew, taniec - to był ten spektakl. Za głupia jestem, bo nie zrozumiałam nic. Prawie usnęłam. Ale bywałam. A obok siedział minister Ćwiąkalski z małżonką.

No nic, zobaczyłam jak to jest pójść na spektakl grany raz w roku przez cztery dni.

 

No i chodziło mi się lepiej niż za czasów bloxowej eskapady na balety.

Jutro wstaję o 6 i jadę na Bródno, więc spadam już. Pa.

 

23:34, annablack
Link Komentarze (1) »

Czedobry. Za małą godzinkę wybywam. Pan Szef zaakceptował moją pracę copywritingową, co mnie cieszy. Pozytywnie mi od rana. Mam zajęcia, zarabiam, pracuję kiedy chcę, nikt nade mną nie stoi z zegarkiem w ręku i batem, no i zdrowieję. Kurde, czego chcieć więcej?

Pozytywna fala. Pozytywna fala.

Spróbuję potłumaczyć przed wyjściem do teatru, bo potem to już bez szans. Jutro bardzo wcześnie wychodzę.

Dobrego dnia Wam. Niech Was niesie pozytyw.

09:41, annablack
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 października 2010

Huh, zrobiłam tekst na stronę, zobaczymy jak Pan Szef oceni. Właściwie - sposób wyrażania myśli mam jeden, dość prosty, więc jeśli zaakceptował mój styl, no to chyba z tym nie będzie problemu. Teraz czekam na odpowiedź z nowymi danymi, żebym mogła się merytorycznie w temat zagłębić. Zrobiłam to, przetłumaczyłam jeszcze trochę opisów, przeliczyłam ile mam teraz, równo tydzien po rozpoczęciu pracy, bo zlecenie dostałam w ubiegły piątek. Mam 43% całości, no i jeszcze dwa tygodnie na robotę.

Aha, zapomniałam umieścić w moim planie na jutro zasadniczego punktu programu- idziemy na Kurta Weilla do Teatru Narodowego, chyba na 19:00. Bardzo się cieszę, bo kurczę, ostatnio tak rzadko obcuję ze sztuką. Ciągle sobie obiecuję, że to zmienię, a kurczę, przecież jako "artistka", powinnam bywać.

Btw: Wydawnictwo nie odpowiada nic o mojej książce numer dwa. Poza niusem od asystentki pani dyrektor, że się zaczytała, nie wiem nic. Pewnie nie mają czasu. O wiem, wyślę maila z prośbą, czy mogliby mi przedstawić wyniki sprzedaży na miesiac po wydaniu. Trochę się boję, bo przeciez ostatnio nie kupuję ani egzemplarza, to sprzedaz musiała spaść znacznie:D.

 

Niebieska sukienka...mama kazała mi wziąć niebieską, że niby mi oczy wtedy widać. Kurcze, to chyba coś pierwszego niebieskiego co mam. Czarne, czerwone, fioletowe, szarobure tak. Ale niebieskie? I mam niebieską bransoletkę do tego. Taką obciachową- lata 80'. Disco time:D. Oj, jeszcze bym chciała takie zarąbiste kozaki, jakie widziałam w CCC dzisiaj. W 39 się wbiłam, ale już bym chodzić nie mogła, a czterdziestek nie było. Kurde.

 

 

23:12, annablack
Link

Stówa zrobiona. Myślałam, że jutro od rana będę mogła zająć się zaległymi pracami z innych rzeczy, w stylu copywriting, ale na 11 muszę pokazać "lokal" jednemu potencjalnemu. Bawię się w nieruchomości, już pisałam. To bardziej przyjacielska pomoc dla zaprzyjaźnionej Pani, niż praca, ale I do my best.

 

Czyli jutro najpierw "lokal", potem z mamą do jej fryzmastera (z przyjemnością spotkam się z tą Panią, tak się zainteresowała moją książką, że dam jej w podzięce za fajne cięcie ostatnio;))

A już o jakiejś...15 (?) będę mogła zacząć uwijać się ze zleceniami.

 

W sobotę z rańca jadę z tatą na Bródno, na grób Babci-posprzątać. (Tej, co Jej nie znam, ale czuję się bardzo emocjonalnie związana). A potem, na 12, znów do "lokalu", nadzorować transport i składanie mebli. Zabiorę tam lapsa, bo mam nadzieję, że chociaż wtedy popracuję spokojnie. Do wieczora tam przewiduję być, potem miałam z Adamem się styknąć, jak da radę, to pójdziemy na jakieś wino. W moim przypadku, rzecz jasna - bezalkoholowe:).

19:03, annablack
Link

Mam mdłości. Zrobię sobie kawę i spróbuję potłumaczyć, bo dziś nie zrobiłam jeszcze nic, a tą stówkę tłumaczeń wypadałoby machnąć.

 

Aha, pani z ubezpieczeń AXA mnie wyrywała na rozmowę o życiu i śmierci w Zaduszki o 16.00. Jak ja mogę myśleć o ubezpieczeniach, skoro ja na bombie siedzę? No future, dlatego chodzę w tak ekstremalnych miniówach myśląc - niech się wstydzi ten kto widzi. Kto wie, czy jutro jeszcze będę żyła?

 

Takie podejście ułatwa nabranie odpowiedniego dystansu do wielu spraw.

Idę po tą kawę.

17:00, annablack
Link Komentarze (2) »

O kurde, jaka migrena... Gigant. Nie poszłam na spotkanie, na którym bardzo mi zależało i o którym od początku października knułam.

 

Ale od początku:

rano pojechałyśmy znaleźć fajny ciuch dla mamy do Teatru Narodowego na jutro. Nie znalazłyśmy, za to ja kupiłam sobiie dwie sukienki (a przy kasie dowiedziałam się, że to są swetry;)). Długością akurat na miniówę dla mnie;P.

Babcia zauważyła słusznie, że bardzo krótkie i czy nie będzie mi widać tego i owego jak się pochylę? Hm. Oj tam. Ja się w sukienkach nie wypinam, zresztą zawsze mogę założyć legginsy i już. Ale jak chodzę w krótkich kiecach, to najczęściej dumnie krocząc, prosta jak struna, no bo...lepiej się nie pochylać;D.

Łaziłyśmy bite dwie godziny. W pewnym momencie zaczęło mi być niedobrze. Konkretne mdłości z niczego i zawroty głowy. Aż dziw, że sama chodziłam, nieuwieszona nikogo, bo jednak nie czułam się zbyt pewnie.

I potem był plan, że mama wyrzuci mnie na Placu 3 Krzyży i wróci do domu, a ja pójdę na spotkanie, ale z każdą chwilą robiło mi się coraz bardziej bleah, więc zadzwoniłam i spytałam, czy spotkanie można ewentualnie przełożyć. No i można.

Uff. Migrenowcem nie jestem, miewam takie raz na ruski rok, ale to co mnie teraz trzyma to jakiś gigant. Adam zadzwonił, a mnie nawet rozmowa męczy. Bleeeeeee.

Co za aura? Jakieś zmiany frontów ekstremalne, czy co?

 

15:34, annablack
Link Komentarze (2) »

Jeszcze tylko 912 opisów.  Jak już będzie po wszystkim i pomyślę sobie, że mam w palcach 1458 opisów zestawów meblowych pewnej firmy, to nie wiem, będę dumna?

 

Heh, dobra, załączę serial i muszę spać, bo jutro całkiem za dnia wybywam, a wracam ho, ho, albo i później. No, co najmniej na obiad;).

Śpijmy już, co?

 

 

00:20, annablack
Link Komentarze (1) »
środa, 27 października 2010

Ciekawe jakbym wyglądała w długiej sukience. Hyhy, żadnej długiej nie mam, tylko krótkie i bardzo krótkie. Tak knuję, bo mam jutro pomóc mamie nabyć drogą kupna coś fajnego do teatru i tak mi się skojarzyło jak ja się ubiorę.

Tłumaczę, tłumaczę, ale wyłączył mi się przed chwilą laps, z przegrzania. Podejrzewam, że to przez sierść Maksa, która wszędzie fruwa i w wiatraku kompa też pewnie jest. Wypadałoby zanieść do serwisu, żeby przeczyścili. Ale co ja, jak cajmer mam do serwisu nosić i bulić? Może sama rozkręcę. Albo A. poproszę. W końcu on bardziej komputerowy niż ja.

Huh. Ciekawe jak jest "Żyleta" o babce, po francusku. Jeśli ktoś przypadkiem wie, dajcie info, bo A. mię o to męczy, a mi nie po drodze sprawdzić.

 

Ok. Wracam do.

23:51, annablack
Link Komentarze (3) »

Uwielbiam Dziun. Najpierw za pseudo:D. Potem za głos. No a potem za to, że jest takim lachonem, hehhe.

Właśnie uświadomiłam sobie, że jutro o 14.30 mam spotkanie, a o jakiejś 10 wychodzę załatwiać inne sprawy, co za tym idzie, chyba nie potłumaczę za wiele. A zatem? Dalej tłukę opisy oklein i sposobu montażu umywalek na stelażach:)

 

I jeszcze jedno. Nie jestem wyważona, jestem ciężkosłowna i potrafię chlapnąć. Sorry, A. Nie chciałam Cię urazić.

21:39, annablack
Link Komentarze (1) »

Ha. Przepis dodałam. Pozdrowienia dla właścicielek owego - El i Goś.

Z tłumaczeniam stoję tak: zostało mi już tylko (!) 998 sztuk. Było 1456 opisów mebli. Zeszłam z liczby czterocyfrowej, jupi! Tłumaczę od przypadku do przypadku od czwartku ubiegłego. Lite drewno, okleina, płyta wiórowa, sklejka - to już moi przyjaciele. Tak samo jak porównawczo używany katalog IKEA po węgiersku: http://www.ikea.com/hu/hu/catalog/products/40100521

 

Zjadłam drugi kawałek. Ale to jest dobre, kurczę. Usiłuję wyrzucić z pamięci te 1,25 szklanki oleju, które w nim siedzi...

17:31, annablack
Link Komentarze (2) »

Ciasto marchewkowe wyszło great! Jak antytalenciu Black się udało, to znaczy, że udaje się każdemu:). El i Gos dziękujemy za przepis. Potem zedytuję tę notkę i dodam przepis. Pycha jest, a w środku tylko pół szklanki cukru:).

Ale to nigdy nie będzie blog kucharski, bo się do tego nie nadaję, spokojnie;).

Dobra, już dobra, idę tłumaczyć...

edit:

wklejam przepis:

CIASTO MARCHEWKOWE:

  • 1,25 szklanki oleju,

  • 4 jajka,

  • 2 szklanki drobno utartej marchewki,

  • 2 szklanki mąki,

  • 0,5 szklanki cukru,

  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,

  • 2 łyżeczki cynamonu,

  • 1 łyżeczka sody,

  • szczypta soli,

  • bakalie - rodzynki, suszone jabłka, suszone śliwki, orzechy – drobno krojone.

Bakalie namaczać w gorącym mleku lub w gorącej wodzie. Dokładnie odsączyć. Bakalie obtoczyć delikatnie w mące.

Jaja utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać stopniowo mąkę i olej. Dodać marchew, bakalie, proszek do pieczenia, soda, cynamon. Piec w temp. 180 C ok. 45 min.

 

-odrobinkę zmodyfikowałam czas. Oryginalnie było 5 min. krócej.

 

13:52, annablack
Link Komentarze (5) »

Z dwugodzinną obsuwą, ale zaczynam jednak wreszcie robić te tłumaczenia. Co mnie zatrzymało? Chęć zjedzenia ciasta marchewkowego, którego smak poznałam u El., jak widziałam się z dziewczynami. To ma być duński jakiś przepis, czy coś.

Jak uporałam się ze starciem marchewek na drobnej tarce - objętość dwóch szklanek, to potem już poszło łatwo. A rączki rosną w siłę, oj, tak, tak..

 

Npo dobra, znów wychodzi, że ja tak naprawdę lubię jeść. Ale lubię jeść to, co sama zrobię. Bo wiem, że dobre? Heh, raczej nie. Bo wiem, że nikomu nie chciałoby się u mnie trzeć tych marchewek, a ja mam wielką ochotę na to ciasto. No to fru.

 

Ciasto w piekarniku, a ja biorę się za rozrywki intelektualne, czyli tłumaczę wreszcie;).

12:05, annablack
Link Komentarze (3) »

Cześć. Zarąbisty czas. Wszystko się pozytywnie układa. Nawet nie udało mi się zgubić drogiego klucza. Opatrzność mnie prowadzi. Dostałam wczoraj zapytanie o to, kiedy impra urodzinowa. Ekhm. Nie wiem czy, w ogóle. Zresztą, tyle czasu jeszcze...A. stwierdził słusznie, że ja maksymalnie na trzy dni naprzód planuję i tak jest faktycznie.

 

Aha. 29 października idziemy na Kurta Weilla do Teatru Narodowego. Bardzo się cieszę, bo to tylko cztery przedstawienia w roku, więc dość niszowe. (No i zobaczę jak teraz będę dawać radę po tych schodach dziwnej, niewygodnej wysokości i bez poręczy, ostatnio bloxowa brać mnie wiodła na balet i bardzo mi pomagali przemieszczeniowo).

Fryzmaster mamy przełożony, więc biorę się za moją stówkę tekstów do tłumaczenia. Dobrego dnia:)

09:06, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.