KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
wtorek, 30 września 2014

Albo za dużo się ruszam, albo za mało jem, bo Agnieszka zauważyła, że schudłam i nie mam tłuszczu (w tym momencie szczypała mnie sprawdzająco). Cholera, a ja myślałam, że porzucenie Magnum będzie zdrowe. Pewnie za mało jem do ilości codziennego wysiłku (dla mnie niemożebnego;)) i dlatego nie mam siły na nic poza ćwiczeniami. No to zwiększę żarcie. Aga się ucieszy.

Fatamorga.na mi przypomniała, że miałam się zapisać do Doktora W, żeby mnie zbadał. Jutro się zapiszę i pewnie już za pół roku mnie zbada.

Jutro 9 rehab z Małgo.

 

18:50, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hurra. Agnieszka zadowolona z mojego ćwiczenia, minimalnie mniejsza siła mięśniowa. La mamma zauważyła, że lepiej trzymam postawę jak chodzę, tak jakby to co było wczoraj samo się wycofywało. BARDZO mnie to cieszy. Przecież miewałam na samym początku rzuty tak słabe, że nawet nie  leczono ich pulsami, po prostu wycofywały się same. I tak też czuję, że jest teraz. I zajebiście mi z tą świadomością.

Ekipa złożona z Janka i Kasi zakończyła malowanie. Mam cynamonowy kaloryfer dzięki Kasi. Bardzo mi się podoba zielony pokój rodem chyba z "Jeżycjady". Energetyzująco brzmi ten kolor.

17:19, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cze. Czuję się, jak na mnie, zajebiście. Czemu? Bo jest chłodniej. I jest szaro. I tak ma być przez najbliższy czas, czyli wracam do życia. Oby.

Może się jednak okazać, że do czasu powrotu padre z pracy, mnie znów się pogorszy. Bo czemu nie. I wtedy na bank do szpitala. No nic, jestem spakowana, prawie.

08:01, annablack
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 września 2014

No, to jest dziwne. Przed dwiema godzinami nie mogłam nawet wsiąść na rowerek, bo nie mogłam tak podnieść prawej nogi, żeby przerzucić ją na drugą stronę, a przed 10 minutami wsiadłam na stojaka, normalnie i pocisnęłam 6 minut na interwałach. I dało radę. Cholera.

21:24, annablack
Link Komentarze (2) »

Nie mogę. Ten pies mnie kocha miłością ślepą i szaleńczą. I na pewno nie dlatego, że dzielę się z nim swoimi kanapkami. Moi Państwo nie wiem właściwie dlaczego Maks postanowił, że z całego domu to ja jestem amatorką jeży. I znów mi przyniósł. Padre wziął go w ręcznik i wyrzucił za ogrodzenie to...chwilę później znalazł kolejnego i z jeżową kulką w pysku znowu wspinał się po schodach do mnie. Padre jakoś go od tego odwiódł, a mnie Makziutek tak rozbawił, że nagle znalazłam jakiś przypływ sił. Nie wiadomo skąd, z księżyca?

I tak jak przed godziną zgadywałam się z tatą, że po pracy podrzuci mnie na Sobieskiego, bo, choć faktycznie poronny rzut, takich słabiaków raczej nie miewałam (padre słusznie stwierdził, że moc rzutów mogła się osłabić przez dietę Budwig, bo choć obecnie profilaktyczna i z częstymi "świadomymi błędami dietetycznymi", to rok i osiem miesięcy już ją ciągnę), to przed chwilą, na widok tego jak nagle mnie ożywiło,  powiedział, że jeszcze jutro podejmiemy ostateczną decyzję. Dobra. Babciu (rzut oka w niebo), działaj!:) Tak, jak nie pozwoliłaś mi się zabić spadając ze schodów:).

21:10, annablack
Link Komentarze (3) »

Ale będzie pięuknie. Zieleń groszku, tudzież Leśne Echo złamane Cynamonowym Ciastem to jest to. Uwielbiam zielony. Czerwony też lubię, w odzieży, czasem. Czerwona kiecka na wesele była OK. Na ścianach by mnie drażnił. Zielony to:  Jedź, droga wolna!

Rowerek się do mnie uśmiecha delikatnie, acz zachęcająco. Nie chce mi się.

Chyba jednak mam rzut. OK, są chwile mega poprawy trwającej około pół dnia, kiedy zaskakuję rehabilitantki, ale potem chrzani się jak zwykle. I takie coś dzieje się od tygodnia. Kilka dni pogorszenia, pół dnia poprawy itd. Dziś nie ma kto ze mną pojechać, więc pewnie jutro do szpitala.

 

 

18:02, annablack
Link Dodaj komentarz »

Tak. Potrzebował po prostu odpocząć. Giftowy Samsung od fatamorgany żyje na nowo. Postanowiłam sprawdzić, bo nie może być do bani wszystkim i faktycznie, dziś wypasiony Samsung ożył. Bo do bani na rehabie byłam ja. Małgo uspokoiła mnie, że 20 stopni różnicy między porankiem, a 12:00 to nie jest fizjologiczne. Mama powiedziała, że dzieci w szpitalu też nie czuły się dobrze. No ja zmian w temperaturze nie trawię. Jeśli miałabym tak jak dziś siedzieć na piłce, to nie dałabym rady. Muszę mieć na podorędziu krzesło na słabszą formę. Biurko ma dotrzeć jutro. Super.

14:53, annablack
Link Dodaj komentarz »

pasażer Nostromo.

Tak się czuję usiłując wydać z siebie niemiecki głos. Czarno widzę, że się naumiem, ale jakbym wierzyła we wszystkie przeczucia, nie skończyłabym szkoły średniej z większości przedmiotów. A tu taka niespodzianka..

10:55, annablack
Link Dodaj komentarz »

Dziś Małgo jednak, bo Dor nie ma w Warszawie. O 11:30. To jest czas, żeby wziąć się za niemiecki. I nie ma, że boli.

09:32, annablack
Link Dodaj komentarz »

Ale mi się spało. Przypomniało mi się coś. Scenka z wielowątkowego snu. Krakowskie Przedmieście, niedaleko bramy głównej UW. Pub "Nora", którego nazwa  świetnie oddaje klimat miejsca. Raz mi się tak zdarzyło i pamiętam jak się głupio wtedy poczułam. Chyżo mknę na jakiś meeting, punkt zbiórki- brama UW. Jestem lekko w małoczasie, ale nigdy nie spóźniona, bo spóźnianie to dla mnie mega obciach. Trochę już ciemno, więc klimatycznie. Nagle w bramie prowadzącej w dół, do podziemi "Nory" staje kolo. Widać, że już zrobiony. Obserwuje przechodzących ludzi. Stoi i obserwuje, może chciał odetchnąć od nikotynowej "siekiery" wiszącej w pubie o tej porze już na pewno. Nie lubię jak się mnie obserwuje, ach ta mania prześladowcza, więc przyśpieszam kroku jeszcze bardziej. Mijam go i słyszę, chyba nie tylko ja,  bo kolega zrobiony zadbał, żeby całe Krakowskie usłyszało: PANI MI SIĘ PODOBAAAA!!! Kątem oka widzę, że zawył do mnie. Głos rockmana, fakt, ale tak mnie przeraziło,  że wszyscy zaczęli się oglądać kto się podoba nawalonemu, że udałam głuchą i czym prędzej znikłam z pola widzenia. Zawsze najbardziej się podobałam narąbanym, wczorajszym i tym pod wpływem. Taki lajf.

Dobrego dnia. Dziś dzień uśmiechania. Czuję to bardziej, niż zwykle:).

 

 

07:26, annablack
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 września 2014

A, no bo zapomniałam. Mam kolejnego idola do rowerka. Naszego Mistrza Świata, Michała Kwiatkowskiego:).

21:02, annablack
Link Komentarze (2) »

Jutro 8 rehab, chyba z Dorką. Muszę pomyśleć co chcę z nią ćwiczyć.

Nie przewidywałam, że będę w tym miesiącu kupować nadstawkę na szafę i biurko, ale styknęło. Nadstawka się przyda, bo szafę mam największą w domu. Dużo w niej rzeczy z czasów mojej "świetności";). Dwa garnitury, ze trzy pary spodni z kantem, trochę więcej koszul z kołnierzykiem i tak dalej. Na wuef zupełnie się nie nadająca odzież, a pozbywać się jej trochę szkoda. Zawsze na święta siakieś się nada. W ciuchy obrosłam. Jak jakaś (roz)gwiazda.

19:57, annablack
Link Komentarze (1) »

Osiągnęłam na chwilę 15 km/h na obciążeniu 90% totala. Teraz będę cisnąć po 6 minut.

Gdzie jest teraz Babcia?

15:40, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hej! Babcia z góry zadziałała. Tak się bałam, że dziś będzie tak samo, jak przez ostatnie 1,5 dnia. Dzięki Bogu tak nie jest, moc wzrosła i da dziś radę na Powązki, może nawet bez wózka. Zdecydowanie jednak muszę pogadać o tym rozkładzie sił z Agnieszką.

Update:

Tak mi się wydawało. Niestety, kiedy uświadomiłam sobie gdzie jadę i "do kogo", tak się spięłam, że nie mogłam nic. Na chwilę się rozpłakałam w samochodzie. Rozkazałam sobie;) i wstrzymałam płacz. Byłam na wózku, bo kiedyś dawałam radę tam dojść jak byłam rok na Tysabri, a na pusto potrzeba więcej czasu chyba, bo to daleko. Kawałek na wózku, kawałek na nogach, bo inaczej się nie da. Człowiek niemogący przejść troszeczkę, do grobu nie podejdzie. Taka miejscówa. Grób jest piękny. Bardzo elegancko zrobiony, ale o ile czułam swego czasu, że dziadziuś tam jest, to Babcia nie. Patrzyłam na imię i nazwisko, datę śmierci i nic. Nie wierzę, że tam jest Babcia. Nie umiałam zapłakać na cmentarzu. Po prostu nie.

Wracając wysadziliśmy naszą Agę po drodze i kupiliśmy nadstawkę na moją szafę w Jysku.

Zmianę czuję i choć niektórzy nie wierzą, że istnieją zmiany frontów, to są. Tak samo mogłabym powiedzieć, że nie istnieją pryszcze i nie wierzę, że można mieć popryszczowe dzioby na twarzy, bo ja nie mam, to oczywiste, że nikt ich nie ma. I nie trzeba chodzić do dentysty co roku, bo ja chodzę co sześć lat i jest dobrze. Dla tych, którzy wątpią rzeknę: Nie oceniajcie innych swoją miarą, bo ludzie są różne.

Rzekłam.

Aha. Słuchałam rano wiadomości na antenne.de i nawet usłyszałam ze zrozumieniem, że wiadomości były um halb neun, o wpół do dziewiątej;). Niedługo pęknie pierwszy miesiąc niemieckiego w życiu. Ach ach. Polubię, w końcu polubię. Chyba.

 

 

14:59, annablack
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 września 2014

Powiedziałam, że jutro chcę na Powązki, do Babci licząc, że jutro będę się czuła trochę lepiej. Wsiadłam na rowerek przysiadając, chociaż blisko byłam, bo lewunia dawała radę, żeby na niej stać, ale jak widać nie do końca, przejechałam 4 i pół minuty baaardzo powoli. Bardzo. Padre zajrzał do pokoju i stwierdził, żebym pamiętała, że nie jestem w formie i żebym się nie zamordowała. Zna mnie jak zły szeląg i wie, że jak mogę, to cisnę do oporu. Dziś średnio mogę, więc siadłam, żeby organizmu nie rozleniwić, ale żadnego przyzwoitego wykonu nie było.

Mama chyba wzięła sobie do serca słowa Agnieszki, że jak chcę się poprawić, to mam nie siadać na wózku. Jak będzie choć troszkę lepiej, z radością nie siądę. A jak nie będzie lepiej to siądę i już. Kawałek od parkingu jest.

Wczoraj tak zajebiście szło, że Agnieszka pochwaliła moje działania na rehabie mamie jak się spotkały. Btw: Janek dwa kawałki Cynamonowego Ciasta już namalował. W życiu nie skojarzyłoby mi się to z cynamonem, no może z laską cynamonu. Smutne, albo bardzo eleganckie, dobrze będzie gasił kolor groszku czyli Leśne Echo, który jeszcze nie wiem jak wygląda:).

17:42, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hej. Ubrałam się godzine temu. Siedziałam z mamą, robiłyśmy w Paintcie projekt mojego pokoju i rozłożenie barw -gdzie ma być Leśne echo (zdaniem mamy to kolor groszku), gdzie Cynamonowe ciasto;). Babcia miała u siebie wcześniej róż, zostały kupione Różowe baletki, ale na różowy w pokoju się nie zdecyduję. Chciałam wariacje na temat żółci, ale nie było. Na pytanie: no to jaki może być? powiedziałam: Idź w zielony. No i będą wariacje w tym kierunku. Dokonałam zakupu biurka. Nieduże i tanie, a mam pomysł, żeby przy nim pracować na mojej ćwiczebnej piłce. Krzesła ani fotela nie mam, a mam piłkę i to jest dobra koncepcja. Aha, no i mój reprint z niemieckiej książki do medycyny o tytule bodajże Rehabilitacja wygrany na Allegro onegdaj i czekający na zakup antyramy super będzie pasował do Cynamonowego ciasta. Nie zmuszę się do tego, żeby zamontować w pokoju drabinkę, choć do tego namawiała mnie Agnieszka, no ale rowerek, piłka i jeszcze drabinka? To już za dużo.

W używańcach kupiłabym jakiś fotel z klimatem (hyhy, o fotelu mam kawałek w Zwidoku vol. 2), bo Babcia miała fotele, ale poprzepalała je całościowo, no i po prostu nie były wygodne.

Wracając do ćwiczebności: Mam wrażenie, że wczoraj było dużo za dużo i po prostu za mocno dla mnie. Dam radę ćwiczyć, lewiczka i lewunia poprawiły się, ale sądząc po tym, jak długo zajmuje mi, żeby wrócić do stanu sprzed, ćwiczę po prostu za mocno na moje możliwości. Wiem, że to kręci: Daje radę? No to jeszcze raz! Ja naprawdę długo "daję radę", ale chyba nie chodzi o to, żeby cisnąć do zaciukania. Ale z drugiej strony gdybym miała słuchać zasady: ćwiczyć do pierwszego zmęczenia, często nawet bym nie zaczynała, już budząc się zmęczona. Bo zdarza się, że jest aż tak. Muszę o tym pogadać z Agnieszką. Przecież w czwartek odwołałam rehab, bo czułam się masakrycznie.

Telewizor Babci nie jest mi potrzebny, no ale jak jest, to można go naprzeciwko rowerka majtnąć. Może da radę dłużej na interwałach walczyć.

Zeżarłam dwa jabłka. I nie wbrew Putinowi, tylko bo uwielbiam jabłka, a dostałam w prezencie takie "pure nature", niepryskane itd. i były pyszne.

Dobrego dnia -posiedzieliśmy na balkonie. Jak słońce świeci, jest wręcz letnio.

15:08, annablack
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 września 2014

Mocny to był dzień, ale zajebiście udany. Na interwałach krócej niż krótko, dwie minuty, ale rehab był bardzo intensywny i siły nie miałam, Tak to jest, że jeśli coś mi zaczyna wychodzić, to znak, że trzeba zwiększyć stopień trudności. I tak usilnie zwiększając widzę, że zawsze jest za trudno, ale o to chodzi, żeby rehab był rozwojowy. No to jest, bez kitu.

Aha. Co robiłam na końcu rehabu? Turlałam się po materacu ułożonym w poprzek. Agnieszka zapowiedziała, że jak nie będę mieć energii czy nastroju, żeby się kilka razy poturlać, bo tu działanie jest podobne do obrotów na desce rotacyjnej. Fajne.

Nasza Aga zrobiła dziś na obiad naleśniki i świat od razu wyglądał piękniej.

Chyba jestem zmęczona. Obejrzałam to.

22:35, annablack
Link Komentarze (1) »

"Mowa to coś więcej niż krew." (Sprache is mehr als Blut.)

 

 

 

 

17:57, annablack
Link Dodaj komentarz »

Czwartek: Ciekawe czy trzy dni utrzymujące się osłabienie nóg to rzut. Osłabienie nie osłabienie. Takie dziwne, bo na przykład dzisiaj tak szybko chwilę pocisnęłam na tym dużym obciążeniu. W rzucie atakującym tylko nogi, tak "mocno" jechać bym nie dała rady nawet moment. Wsiadałam na rowerek wybijając się z lewuni i dało radę (dlatego "lewunia", bo lewa ręka to "lewiczka"). Problemem jest dla mnie utrzymanie się w staniu przy myciu zębów. Czyli coś jest, ale nie wiem, czy nazwać to rzutem, bo teraz wszystko mam takie lajtowe jak nigdy i nie wiem, czy samo sobie nie pójdzie. Z drugiej strony...ech, wcześniej jak miałam rzut, to kiedy we mnie grzmotnęło z całej pary, to nie miałam wątpliwości, a teraz? Coś jest gorzej, ale coś jest lepiej

Piątek: O, dziś jest lepiej. Zęby myłam na stojaka. Zobaczę jak będzie dalej. Stanie pod prysznicem też spoko. Zapowiem Agnieszce, żebyśmy brała pod uwagę, że mogę jutro iść do szpitala, więc knajping na wszelki wypadek na przyszłą sobotę.

Później: Przywitałam Agnieszkę wspomnianymi tekstami, poskarżyłam się, że mama podejrzewa u mnie rzut i żeby sprawdziła, czy daję radę w pozycjach wysokich. Większość ćwiczeń na stojaka i to takich specjalnych dla mnie, w sensie niełatwych. I wszystko wyszło OK. Zdaniem Agi wszystko w porządku. Też tak czuję. Jak mam rzut to bez przerwy niepohamowanie płaczę, a teraz płaczę trochę, czasem i na rozkaz umiem przestać bo wylewam z siebie żal za Babcią. A w rzucie musiałam brać jakieś uspokajacze, bo naturalnie nie mogłam przestać. Tak, że jest dobrze. A jeszcze lepiej bo jak powiedziałam Adze, że nie będzie w tę sobotę knajpingu tylko szpitaling, powiedziała, że nie będzie, ale tylko dlatego, że miało nie być. Ustawiałyśmy się na przyszłą sobotę. Szpitalingu też nie będzie, bo wszystko ze mną OK, a w ogóle to wierzymy obie mocno, że organizm ma niebywałą wręcz zdolność do samoleczenia. I tak samo, przez negatywne otoczenie może szybko wszystko pójść w dół.

Te trzy dni to był jakiś kryzys, po prostu. Ćwiczę jak zdrowy. Albo coraz mniej chory.

Aha, Jan dziś będzie malował ściany w moim przyszłym pokoju. "Leśne echo". Nazwa mi się podoba.

Bardzo dobrego dnia.

10:07, annablack
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 września 2014

Chyba ruszyło mi się płakanie po Babci. Tak trochę i po cichu, ale chyba zaczyna to do mnie docierać. Dobrze, wiem, że to potrzebne i będzie mi łatwiej. Mario, to z "der Magnum" to był żart... Powinnam lepiej napisać der Bambino. Ja nie wiem nawet jeszcze jak są lody, czy cokolwiek do jedzenia. Nie wiem, bo  jestem po pierwszych trzech tygodniach w życiu nauki niemieckiego. Wiem za to, że jest der, die, das, ale że lody są nijakie, tego jeszcze nie wiem. I właściwie nie zależy mi, żeby mi to pisać, bo ja się i tak dowiem. Wiem za to co to jest fagylalt i rodzaj mnie nie interesuje, bo Węgrzy w języku rodzaju gramatycznego nie mają i żyją:).

Jutro 18 rehab z Agnieszką.

18:43, annablack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.