KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 31 sierpnia 2014

Napisałam maila do babeczki, która tłumaczy fhansuskie piosnki na węgierski z pytaniem, czy jest Węgierką.

Heh, no co, kto inny znałby język ów na tym poziomie. Znaczy znam z nazwiska i nie tylko jedną hungarystkę znającą wszystkie języki świata, ale Aga (no patrzcie, to imię mnie prześladuje;) jest tylko jedna:), więc pani musi być Węgierką. I z angola też tłumaczy. Szkoda, że tylko Larę F.

 

Agnieszka od rehabu nie dryndnęła. Trudno.

 

Idę spać, bo w moim wieku trzeba się wysypiać, żeby zmarszczki rozprostować.

 

A poza tym lubię spać. Znaczy: spać też lubię.



21:53, annablack
Link Komentarze (2) »

Nie ułożyłam w szafie. Nic nie zrobiłam. Poza wysłuchaniem Nothing else matters z RMFu, jak siedziałam na balkonie, usiłując nasłonecznić duszę, poza zjedzeniem michy zabójczo ostrej chińszczyzny i kolejnego Magnuma, dziś jako kolację, nie zrobiłam nic. A. Znalazłam piosenkę, którą kiedyś ktoś z blogoczytaczy mi przysłał, a dziś natrafiłam na wersję, gdzie Lara śpiewa po swojemu, ale napisy są węgierskie. No, a poza tym ona na czarno i płacze. To co, że śpiewa do faceta jak sądzę, ale mi to jakoś żałobnie brzmi. I płacze publicznie, zdolniacha.

Jutro robię nic, jak zwykle. Nawet rehabu nie mam, to może osiągnę potrzebę działania? E.

19:39, annablack
Link Dodaj komentarz »

Jakby to, żeby uepek zdjąć?

 

Najbardziej fotogeniczną mam potylicę.

Jak mam dłuższe to klotkowato trochę się czuję, ale chyba powinnam..a gdzieś mam. Nic nie powinnam. Człowiek musi podobno tylko umrzeć. Kwadrans "Pociągów pod specjalnym (...)" mi jeszcze został, no to obejrzę.

15:57, annablack
Link Komentarze (4) »

Oglądałam Ostře sledované vlaky, uśmiecham się do pana doktora język znającego;) i jadłam też ostre. O cholera, mama załatwiła chińszczyznę z jakiejś knajpy. Po dwóch kęsach stwierdziłam, że nie dam rady. Za trzecim jęknęłam, że z chlebem byłoby łatwiej, a za czwartym wyciągnęłam chusteczki. Mama z uśmiechem rzuciła, że ostre. Zjadłam całą michę, bo po prostu byłam bardzo głodna, ale uchhh, już żadna infekcja mnie nie weźmie. Nawet jeśli coś chciało, to już jest wypalone mocą przypraw.

 



15:06, annablack
Link

Dobrze, że nie wywaliłam zgruchotanej Motorolki. Na odbieranie RMF w słuchawkach na balkonie się nadaje.

W żałobie chyba muzyka nie bardzo, ale tego typu song i to w słuchawkach,  to obleci. Dzięki Rmfowi.

11:57, annablack
Link

Zblednie, w końcu zblednie. Krótkie gacie zakazane. Idę na balkon, no bo 20 stopni, może słońce na psyche zadziała.

11:09, annablack
Link Komentarze (2) »

Cze. Przemęczenie rządzi. Zdołowałam się swoim wczorajszym stanem. Chcę, czy nie chcę idę w dół, potrzebuję więc kontaktu z kimś, kto mnie natchnie wiarą, że warto.

Każdy czasem potrzebuje wsparcia, udowodnienia, że nie jestem taka ostatnia, że mam na kogo liczyć, że dam radę się podnieść. Dziś ma dzwonić Agnieszka, żeby się umówić na przyszły tydzień. Niech dzwoni, przychodzi i niech mnie z tego wyciąga, bo sama coraz mniejszy mam do tego zapał. Zmierzam w dół, a w dół zawsze idzie szybko.

Nie płakałam w nocy. W sumie to chyba nie umiem. Mam spięte gardło niewyrzuconymi łzami, ale nie istnieje chyba osoba przy której spokojnie bym się rozpłakała.

Nie mam jutro rehabu, Dor przesunęła na wtorek. Nie jadę na basen, bo nie chcę, oni pojechali na cmentarz,a ja jak zwykle.



10:23, annablack
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 sierpnia 2014

Zeżarłam Magnum na poprawę nastroju, obejrzałam „Pościg we mgle”, czyli ten film z Tommym Lee Jonesem, odebrałam telefon na czas i odbyłam miłą rozmowę z Adamem. Jakiś czlowiek chce ze mną gadać, hip hip hurra i sam nawet zadzwonił. A może dlatego chciał, bo nie wiedział, że Babcia mi zmarła. To jednak blokuje. Myślę, że byłabym taka sama. Co prawda tylko się domyślam. Już mi się znowu chce spać...



21:35, annablack
Link Komentarze (1) »

Im mniej próbujesz zobaczyć, tym więcej widzisz. A co, jeśli dopowiadasz sobie co widzisz, a za cholerę nie jest to prawdą?

 

Mama też przeżywa ten czarny tydzień. Też nie ma fizycznie siły i też walczy ze łzami pod powiekami. Ona walczy sto razy bardziej, na pewno, ale też nie chce, żeby ktoś widział jak płacze.

Choć zupełnie inne, jesteśmy bardzo podobne.



19:21, annablack
Link

Padłam na godzinę, bo wstałam z wyra w którym miałam zamiar znowu zalec i poszłam pogadać z mamą. Ta ledwo mnie zobaczyła, stwierdziła, że jestem bardzo zmęczona i żebym wracała do wyra. W pale się nie mieści, że śmierć tak mnie zegnie. Znaczy – mnie się nie mieściło,dopóki tego nie doświadczyłam. Liczę się z tym, że jutro nie ruszę się nigdzie, tylko będę spać, żeby nabrać mocy na nowy tydzień.

Ekstremalna akcja taka śmierć kogoś bliskiego. Nawet oczka mi się zaszkliły w pewnym momencie.



18:03, annablack
Link

Gadałam z Ewcią godzinę. Skończyłam gadać o 20:40 i choć miałam jeszcze obejrzeć jakiś film z Tommym Lee Jonesem, gdzie też kogoś ściga, jak to on;), to...rozłączyłam się, uwaliłam i zasnęłam. Z lapsem obok, do oglądania. I spałam jak zabita 11 godzin. Mama wspomniała dziś, że zajrzała do mnie wczoraj i faktycznie po prostu padłam, zapadając od razu w głęboki sen. Nigdy nie chodzę spać aż tak wcześnie, więc to dowód na to, jak mocny był dla mnie ostatni tydzień. Nienawyknięta jestem do śmierci, po prostu. Mama podsumowała też, że chyba ten tydzień mocnych emocji bardzo mnie wykończył. W pierwszym tygodniu kiedy ćwiczyłam tylko z dziewczynami, a babcia żyła, to mimo że ćwiczyłam dużo, nie byłam tak zmęczona. W drugim tygodniu ćwiczenia tylko z dziewczynami, babcia już nie żyła (umarła w sobotę – 23), a ja straciłam jakąkolwiek siłę na cokolwiek, zaczęłam wypuszczać przedmioty z rąk (kubek, telefon) i siebie ze schodów. W piątek po południu poczułam, że chyba puszcza mi napięcie, bo zaczęły mnie boleć całe uda. Stąd po rozmowie z Ewcią, choć nie była jakaś zabójczo ożywiona, bo przez chwilę tylko ze sobą milczałyśmy, padłam. (Dobra jestem w tych padach co? By the way: z lewego pośladka sinior już żółknie, ale lewe udo, wow, mam czarne od wielkiego obicia jak spadałam.)

Dziś wstałam i zdecydowałam, że muszę coś zrobić, bo oszaleję. Pojechałyśmy się ciachnąć z mamą. Włosowo mi lekko na głowie, chciałam, żeby mi się w duszy zrobiło lekko stąd to ciachnięcie. Muszę zapamiętać, że pani Emilia w JLD jest od ciachania spoko.

A potem z padre poszliśmy na kawę i lody. Sorbet truskawkowy, jakaś kulka waniliowa chyba też tam była, z bitą śmietaną i ciasteczkową rurką. Jak byłam małą dziewczynką, uwielbiałam takie desery. Teraz jestem dużą babą i dalej uwielbiam. Wielki kielich lodowy w promocji był za 9,90zł, to nie miałam specjalnych wyrzutów. No bo że puste kalorie? No proszę was... Pod tym kątem patrzę na sprawę jak mała dziewczynka. Która chudzielcem nie była:)

Mieliśmy jeszcze pojechać na grób babci. Chciałam też zobaczyć, ale po 3 godzinach jeżdżenia na wózku wśród masy ludzi (to mnie akurat nie bolało, pomyślałam: A niech patrzą, dobrze wyglądam – i nie widziałam ludzi – odruch obronny wiem) nie dałam rady i zdecydowaliśmy pojechać jutro. Najpierw na grób, potem na mszę. Miałam nie siadać na wózek, Agnieszka mi zapowiedziała. To niech ze mną wychodzi, to nie będę siadała. I niech mnie do fryzjera wozi też. No albo, albo, jak się chce coś załatwić, to na wózku jest po prostu szybciej, a ja się czuję jeszcze osłabiona tym tygodniem. I wiem, że pewnie moje postępy rehabilitacyjne trochę się cofną, przez ten tydzień, ale nie co dzień ktoś mi umiera, tak musiało być i tyle.



15:04, annablack
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 sierpnia 2014

Zmiana jest, no widać, jak rośnie ciśnienie. Nie wylazłyśmy poza furtkę, tylko znowu po krzywościach za siatką. Jak na wybiegu zwierzątko. Dopiero potem Dorcia uzmysłowiła sobie, że może byśmy wyszły na chodnik, jak ludzie;). Usiadłam na schodkach i minę musiałam mieć nieprzeciętną, bo Dor mnie pogłaskała i próbowała jakoś pocieszyć. Czyli wyglądałam gorzej niż zwykle.

Faktem jest, że przed rehabem rozpłakałam się, właściwie nie wiem dlaczego. Ta sytuacja ostatniego tygodnia przybiła mnie doszczętnie.

Pomyślałam, że nie chodzę do pracy od pięciu lat, kiedy to sama się zwolniłam, bo już nie dawałam rady, no i te pięć lat byłam w domu z babcią. A teraz będę sama ze sobą i to jest chyba jeszcze gorsze.

Cały czas jestem w napięciu, więc ciężko mi się nawet gada.

 

Dorka mnie zakręciła po sześciu dniach przerwy, bo tak jak wspomniałam, ostatni tydzień to było zawieszenie od życia, a chciałam poczuć trochę serotoniny. Nie wiem, czy poczułam.

 

Żeby zerwać złe myśli, usiadłam dziś w fotelu babci, a potem położyłam się na jej łóżku. Żeby zacząć traktować ten pokój jak pokój, a nie jakieś...”mauzoleum”. Muszę się zdystansować, jak mam tam się przenieść, w dodatku spać w jej łóżku.

 

Chyba kupię tę bieżnię do pokoju. Ludzie mają jakieś durnostojki, ja będę mieć bieżnię. Tylko spytam jeszcze Agnieszki, jak będziemy ćwiczyć, co o tym myśli.



14:21, annablack
Link

Cze. Ewciu, emocje schodzą, ale chyba pogrzeb nie ułatwił. Mama i wujek, czyli dzieci Babci mówili, że czuli, jakby trumna była pusta. Ja też obejrzałam zdjęcie – no, ładna trumna, ale żeby tam miała być Babcia? Nieee. Zrezygnowaliśmy z tzw. okazania, bo to do d jest. Jakoś tak nie leżało nam okazywanie zmarłego ciała. Nie i już. Niech wszyscy pamiętają Babcię jaka była piękna jak mniała te trzydzieści i wszyscy się w niej zakochiwali. Niech taka żyje w pamięci. Zresztą, Babcia teraz jest znowu piękna i młoda, bo w niebie wszyscy muszą być piękni, młodzi i zdrowi. Na pewno.

 

Także: nic specjalnie się nie zmieniło w nas. Nie czujemy się uspokojeni po pogrzebie. Myślę, że z miesiąc to jeszcze potrwa, zanim do nas dotrze, a nie – będziemy czekać aż Babcia, przykładowo, wróci z łazienki.

 

Źle mi. Ćwiczebnie też mi źle, nie słyszę jak ktoś do mnie dzwoni, wyłączam się jakoś na dźwięk telefonu, zresztą to przecież nie Sweet child of mine gra, a na to się nastawiłam. Nie wiem co robić, bo potrzebuję jakiegoś mega pozytywnego zdarzenia, żeby się podnieść, bo wszystko mnie trochę przygięło. Niektórzy w ogóle przestali się do mnie odzywać, pewnie z rezerwą i hasłem „Niech sobie cierpi, nie będę się wcinać”.

Trochę mnie to wkurza, bo choć rozumiem, to nigdy z tego nawet nie zacznę wychodzić.

 

Niech już Agnieszki wracają, bo oszaleję.



09:36, annablack
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 sierpnia 2014

Nie dam rady. Nie dziś. Czuję się strasznie, ledwo mówię, ledwo używam rąk i nóg. Kto by przypuszczał, że płynne przejście z godziny ćwiczeń na popogrzebową nasiadówę trwającą kolo trzech godzin (trwała dłużej, ale ja tyle wytrzymałam) tak mnie zmęczy. Nie wiem jak się nazywam, a fakt pogrzebu Babci niespecjalnie mnie pocieszył. Miałam trudności z rozpięciem koszuli. Okazuje się, że zapinanie nie jest najtrudniejsze, bo jak się jest tak zmęczonym emocjonalnie, to męczy wszystko. Zapowiadałam la mammie, że pewnie o dziewiątej padnę. Nie zdziwię się, jeśli padnę wcześniej.

19:17, annablack
Link Komentarze (2) »

Huh. Już po pogrzebie. Na dobrą sprawę niewiele więcej niż godzinę po 11 mama zadzwoniła, że już wracają. Ja o 11:50 skończyłam rehab i z czarnego ubranka ćwiczebnego zaczęłam się przebierać w czarną koszulę z kołnierzykiem i czarne spodnie z kantem. Czyli mój strój z egzaminów, mający prawie 15 lat. Ja chyba nie niszczę ubrań. No bo, że się mieszczę to norma.

Z kwadrans mi zajęło zapięcie pięciu guzików koszuli. Po rehabie byłam już trochę zmęczona, więc ruchy precyzyjne wychodziły mi z wielką trudnością. Kiedy chciałam to olać i czekać, aż ktoś przyjedzie i mi zapnie guziki, zadzwoniło mi w uszach:”Ja umrę, a ty będziesz zdrowa...” Zacięłam się w sobie i zapięłam te guziki. Piękne, czarne i malutkie.

Pogrzeb był bardzo spokojny, trumna elegancka, białe kwiaty na trumnie (mama zrobiła mi zdjęcie telefonem, żeby pokazać.)

Na stypie tylko najbliżsi my i wujek. I kanapki i kawa. I czerwone mieczyki i zdjęcie Babci.

Półleżę na wyrze w egzaminacyjnej czerni. I jest tak samo, tylko piętnaście lat później. Czyli zupełnie inaczej.

 

Jutro szesnasty rehab z Dorką, albo Małgo. W trakcie stypy zadzwoniły do mnie trzy osoby. Teraz czuję się jak wypluta, nie wiem, czy będę miała siłę, żeby jeszcze gadać. Uciekłam na górę, stypa jeszcze trwa, ale ja muszę odpocząć, przecież chwili nie odpoczęłam po rehabie.

 

Leżę i usiłuję się wyciszyć, uświadomić sobie, co się właściwie stało. Ja dalej w to nie wierzę.



15:56, annablack
Link

Piękne słońce. Tak samo jak było w dniu śmierci Babci. Czuję, że Góra się cieszy, że taki dobry człowiek będzie w ich szeregach.

 

„Teraz mam drugiego raka, ale ten nie jest złośliwy. Każdy kiedyś musi umrzeć. W każdej chwili. Ja mam tę przewagę, że mogłem się przygotować, oswoić z myślą, że mogę odejść - wyznał bez ogródek.” powiedział siatkarz Ryszard Bosek. Mocne. Dla niektórych jeden rak to za mało. Czytam onetowy eurosport i podziwiam twardziela.

 

Dlatego kręci mnie sport – ale spoko, tylko biernie, żeby poczytać, bo są tam ludzie o takiej, niezłomnej, psychice.



07:26, annablack
Link
środa, 27 sierpnia 2014

Idę. Idę już, bo im dłużej siedzę, tym gorzej.

Nie chcę być na pogrzebie, choć domyślam się, że u Babci jej znajomych nie będzie, bo większość niestety już nie żyje, albo nie są w takim stanie żeby podróżować na przykład z Wrocławia, bo tam też Babcia mieszkała.

 

Ja się spinałam tylko na Zaduszki, kiedy przy grobie mamy padre jakaś daleka rodzina popatrzyła na mnie i stwierdziła, że dziewczynka się nie udała. Czaicie jakie to mocne, jak się jest dojrzewającą, czyli mega wrażliwą panną, którą wzięli za długowłosego chłopaka?

 

A złotą czcionką pisanym tekstem „Dziewczynka się nie udała” grają w rodzinie do dziś. No cóż, ktoś to w końcu powiedział.

 



21:50, annablack
Link Komentarze (6) »

20:23, annablack
Link

Zjadłam Magnum classic. Amatorką nie jestem, ale jakoś tak na znak jedności z Babcią, bo to jedyne lody, jakimi Babcia się zajadała. Magnumy na okrągło. Jak lody, to tylko Magnum.:)

Czuję, że mięśnie brzucha powoli wracają do siebie po tym osłabieniu. Dobre i to.

 

Jutro pogrzeb. Cieszę się, bo myślę, że po złożeniu do grobu będziemy wszyscy powoli wracać do życia. Do normalności? Nie umiem opisać stanu na jaki liczę, ale ci, co przeżyli pogrzeb osoby z rodziny, wiedzą o co mi chodzi.

A na jutrzejszy rehab się umówiłam dlatego, że po prostu nie chcę być wtedy sama. Nawet nie wiem, czy coś będziemy ćwiczyć, chcę, żeby ktoś wtedy przy mnie był. Może wypijemy z Dorką kawę, poćwiczymy lajtowo? Rehab mam na 11. Pogrzeb zaczyna się o 11, 11:15 przychodzi ksiądz...msza, kondukt żałobny (tak to się chyba nazywa), złożenie do grobu, pewnie jakieś kondolencje. Myślę, że ze dwie godziny to potrwa, potem stypa w domu, ale podejrzewam, że to będzie sama rodzina. Pogadamy, wspominając Babcię.

Wiecie, że dziś dwa razy przyszłyśmy na kawę do Babci? Fotel Babci pusty, my na swoich miejscach – mama na drugim fotelu, ja na pufie pod ścianą i tak pijemy z nią kawę. To jest nam chyba potrzebne.

 

Nie mogę jutro być sama. Zawsze mogę, ale nie jutro.



20:12, annablack
Link Komentarze (2) »

Mam telefon od Olo, więc jako, że moja Motorolka nie gruchnięta w kartę, tylko w szkło, załadowałam kartę i telefon jakiś mam.

Rehab był dość dobry, ale popracować muszę nad kolejnością w wykonywaniu kroku.

 

Najpierw do przodu w lewej idzie kolano, a biodro w prawej czyli jest pierwsze w wykonywaniu ruchu, ale w lewej już nie. Tym trzeba się zająć.

 

Jutro Dor przyjdzie na 15 rehab. Cieszę się, bo o 11 zaczyna się pogrzeb, zeświruję, jak będę sama.

 



15:32, annablack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.