KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 31 lipca 2010
Chyba wypada mi oficjalnie zaprezentować okładkę mojej książki szczególnie, że właśnie zauważyłam artykl o niej na stronie PTSR (www.ptsr.org.pl)


We wrześniu premiera książki Ani Bartuszek o jej walce z SM "BeStia ujarzMiona"
  Bartuszek, Anna Black, Bestia ujarzmiona, wydawnictwa 2010-07-15  
We wrześniu premiera książki Ani Bartuszek o jej walce z SM Książka opowiada prawdziwą historię 27-letniej Anny, chorej od ośmiu lat na stwardnienie rozsiane, która czas przymusowego zwolnienia zdrowotnego wykorzystuje, aby opisać swoją historię. Pisze o walce z ograniczeniami własnymi i otoczenia, o braku świadomości i o porywie serc, który poniósł ją w walce o zdrowie...

Pokazuje, jak trudno znaleźć w sobie odwagę, by przyznać przed światem: "Tak, jestem chora na przewlekłą, nieuleczalną jak dotąd chorobę", jak bardzo trzeba żyć na przekór, na złość, z uporem - nie tracąc nadziei, nawet jeśli kolejne lata z chorobą coraz bardziej pozbawiają złudzeń. Książka Anny Bartuszek pokazuje, jak ważna jest w takiej sytuacji wola walki, cierpliwość i wytrwałość, a nawet bezkompromisowość w dążeniu do celu. Dzięki nim zawsze, prędzej czy później, znajdą się ludzie, którzy zechcą pomóc. Stopniowo pojawia się ich wokół coraz więcej. Aż w pewnym momencie stworzą… sztab przyjaciół - niezwykłych, jedynych w swoim rodzaju - bo takich, którzy nigdy się nie widzieli.

Premiera książki planowana jest na początek września br.


Czyli co? Ściema z tą Black. Różowa dama i już.


22:32, annablack
Link Komentarze (17) »
No i byłam. Wyszłam dziesięć minut wcześniej, żeby się nie rozmyślić. W knajpie byłam punktualnie. Od przystanku tramwajowego bliziutko, ze 150 metrów, nie więcej. W środku klimatycznie. Koleżanka się spóźniła. (Tylko ja się nigdy nie spóźniam, heh...) więc posiedziałam w "przedziale" z widokiem na wieżę Eiffela. Na zdjęciu nic nie widać, ale to był konkretny przedział.

Przyszła koleżanka, przesiadłyśmy się do przedziału z widokiem na Koloseum. I tu pojawia się błąd kardynalny. Koleżanka zamówiła dużego Żywca. Ania co? To samo. I-o-i-o-i-ooo. Błąd. Jak duży, miałam  się przekonać później. Chciałam podjechać cofając się do Wiatracznej i tam dopiero wsiąść w jakiś autobus. Cofnęłam się, szło mi się już ciężko, ale jakoś ciągnęłam. W międzyczasie zahaczając o obleśnego Toi-Toi, bo mój pęcherz zaczynał się konkretnie buntować. Już dochodziłam do 142, już robiłam krok, żeby wejść "na pokład", kiedy...nie pamiętam jak to się stało, bo utraty równowagi nie zauważyłam, kiedy zaliczyłam potężną glebę wchodząc do autobusu.  Część nóg zostało mi na zewnątrz, reszta w środku. Potem niewiele pamiętam, ale zauważyłąm jakiegoś fajnego Pana Ochroniarza w takim czarnym wdzianku, który podnosił mnie z gleby i pytał, czy wszystko w porządku. Ja na to, że ciągle się przewracam, mam gumowe kości i ok. A zresztą - nie ma to jak mieć wejście (po czym parsknęłam przełykając "łzy") Pan mi pomógł, powiedział taksując mnie, że każdemu się zdarza, więc już nie wyprowadzałam z błędu i nie prostowałam, że takie konkretnie upadki zdarzają się zdecydowanie niewielkiej części populacji. Usmiechnęłam się najbardziej uwodzicielskim usmiechem na jaki było mnie stać i usiadłam w busie, łykając łzy*. Nie mogę pić ani krzty alkoholu. Co prawda nie wiem, czy tego, co się ze mną działo, uniknęłabym będąc trzeźwa, bo może po prostu miałam się gdzieś dziś przewalić. Dawno gleby nie zaliczała gumowokostna istota.

I jest mi teraz smutno. Z jednej strony mam satysfakcję, że przełamałam się i spotkałam z kimś prywatnie oko w oko, a dawno tego nie robiłam, bo mam lęk przed ludźmi, a z drugiej strony mam takiego doła, że nic już nigdy nie będzie jak dawniej, że ta pierdoła-esem ciągle gdzies tam jest. Nic nowego się nie pojawia, fakt, ale może tylko dlatego, że już dostatecznie dużo złych rzeczy się przez te dziesięć lat ujawniło i akurat mój przebieg choroby więcej nowości nie przewiduje. A to co jest, tak powoooli się zmniejsza, że prawie tego na co dzień nie zauważam.

Źle mi. Pozytywne jest tylko to, że zawsze jakoś w sytuacji, w której potrzebuję fizycznie pomocy znajdzie się jakieś prężne męskie ramię chętne by wyswobodzić Black z upadłości.

*to raczej takie przenośne określenie tego, jak się poczułam. Kaleka, psiakrew, się wybrała na popołudniowy miting, że niby jest normalna, że może jak inni. A tu DUPA.
20:45, annablack
Link Komentarze (5) »
Tydzień temu postanowiłam oszczędzać żywnościowo. W sensie- nie będę kupować jedzenia, dopóki nie zjem tego, co da się wykorzystać, a jest w domu. Ma znowu wszystko drożeć, więc ja nie przyłożę ręki do wydawania na takie niechlubne kwestie jak żarcie więcej, niż trzeba. Ugotowałam pół kilo makaronu typu penne, czyli takie rurki. Makaron włoski, który kupiłam, bo jak na włoski był w okazyjnej cenie 3 zł z groszami i był akurat tańszy od np. Lubelli. Włosi robią takie smaczne kluchy, że można jeść je prawie bez niczego. Na wczesny obiad zeżarłam kluchy podsmażone na oleju, nie oliwie, żeby wyszło taniej, z masą pieprzu, czosnku, bazylii i posypane tartym serem (resztka, którą znalazłam w lodówce). I to było takie dobre, a tanie. Na jutrzejszy obiad tyż już mam. Jeśli chodzi o jedzenie, mogłabym mieszkać we Włoszech. Oni jedzą tanio, prosto i do syta. I nie ciężkostrawnie raczej. Poza tym podchwyciłam z you tube akcję "denko". Wykończam kosmetyki, które stoją i czekają, aż je zużyję, a ja kupuję nowe. Bez sensu.

Dziś idziemy do tego Orient Expressu. Intryguje mnie nazwa i na zdjęciach podoba mi się wystrój. Ceny średnie, ale na piwko można wpaść. Może lepiej na kawę, w końcu ja taka "rozbujana" ostatnio...lepiej nie ryzykować.




13:28, annablack
Link Komentarze (2) »
Poznałam Adama. Numer dwa. Adam numer dwa jest 5 lat starszy i raczej mało gadatliwy. Stąd też niewiele o nim wiem. Ale nou, nou, nou..Ja już się w to nie bawię. Wybieram staropanieństwo, czy też, jak to się teraz nazywa modnie, bycie singlem.
Człowiek dobrze pisze, jak przepełnia go nieokreślona tęsknota i niespełnienie. A ja piszę powieść, więc nie mogę mieć szczęśliwego życia prywatnego.

Z innej beczki- chyba wykupię domenę pod naszą stronę, bo te darmowe jakoś mało pojemne są, a nie ma nic gorszego, niż mieć wizję, a nie mieć miejsca.

Dobrego dnia.
08:33, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 lipca 2010
Mówi się, że lepiej zrobić i żałować. Ja pewnych ruchów z ostatniego roku żałuję. Okazałam się suką, choć chciałam być dobra. Nie chcąc ranić raniłam tym bardziej.
Aha. Umiem już zrobić formularz do wysyłania ze strony. Prawie umiem.
A. Powiedziałam pewnemu kolesiowi, że jestem chora. Tak go to tąpnęło, że stwierdził, iż nie jest w stanie ze mną rozmawiać. Hyh. Zajebiście mi z tą świadomością. Doprawdy, miodzio.
22:16, annablack
Link Komentarze (2) »
Łeb mię męczy, ale zgadałam się wczoraj z Grzesiem, dziś i wczoraj w kwestiach nieruchomościowych poknułam, mam wizję obydwu tematów.
Teraz wzięłam na warśtat stronę do naszej działalności i właśnie tworzę formularz rejestracyjny do wysyłania ze strony:)

W sumie to w sieci jest tyle ściągawek jak co zrobić w htmlu, że nawet nawet powoli coś tam sobie dziergam.
16:12, annablack
Link
Cholera, kręci mi się we łbie. Zawirował świaaattt...w mordę, czy już zawsze, jak będzie zmieniał się front ja będę taka? Specjalnie wyszłam, żeby zobaczyć jak mi. I mi tak, że półsiedzę półleżę, gapiąc się w sufit. Piep... zmiany pogody...

Aż myślałam, ze się zatkałam żylaście, czy cuś. Wykonałam pospieszną konsultację z la mammą pod tytułem: Mamoooo, pogarsza mi sięęęęęęęęęęęęęęeeee...a Ona: to ciśnienie rośnie. Nieiwlkie to dla mnie pocieszenie, szczerze...
12:20, annablack
Link Komentarze (1) »
Musiałam iść do sklepu. Właściwie sama chciałam, żeby sprawdzić jak mi się chodzi. Chodzi mi się dziś obrzydliwie. Prawie znów zaliczyłam glebę. W głowie się kręci i jest parno. Ja nie mogę mieć takich częstych zmian pogody, bo padnę. Neurologia dziś bardzo upośledzona, znaczy i tak dobra, jakoś tam, ale bez porównania gorsza, niż było. Robi się gorąco...
11:46, annablack
Link Komentarze (1) »
Za dwadzieścia dziewiąta byłam z powrotem po treningu. Dziś miałam drugi dzień tzw. treningu mocnego. Z dużą siłą stara się mnie wybić z równowagi, a ja w tym czasie mam np. ćwiczyć. To jest zdecydowanie trudne dla mnie, ale o to chodzi, żeby było trudno. Kilka razy się zachwiałam i musiałam się czegoś przytrzymać. Zaraz po treningu wracałam na przystanek -klap-klap-klap, bo lewą nogę przećwiczyłam - i potknęłam się na wystającej płytce chodnikowej. Nogi mi się usztywniły obydwie, jęknęłam zniesmaczona, że zaraz znów przywitam się buźką z betonem, ale jakoś lecąc udało mi się chwycić pobliskiego pnia drzewa i nie upadłam. Kobieta wielokrotnie upadła nie upadła? No, no. Świat się zmienia.
09:09, annablack
Link
czwartek, 29 lipca 2010
Serce Lwa...wrrrrrr...super piosenka. Rytmicznie mi bardzo dziś pasuje. Taki spokojny, stary w stylu rock. Moje klimaty, mrau..:)))


A może Orient Express? Chodzi mi o miejscówę w połowie między mną, a koleżanką A., tak w przybliżeniu. To nazwę ma fajną i na zdjęciach jest klimatycznie. Akurat, żeby się grzańca napić, albo herbę jakąś. Mamy do obgadania rok życia, w końcu, heheh.
20:14, annablack
Link Komentarze (3) »
Rozpisuję konkurs- potrzebna mi do soboty fajna kawiarnia, w ktorej mnie jeszcze nie było. Umówiłam się z koleżanką A. Mamy do pogadania. Cykliczne spotkania raz na rok sobie urządzamy. To moja była uczennica. Przygotowywałam ją do matury z francuskiego.
W śródmieściu gdzieś chcę. Poradźcie fajne miejsca, a ja poszukam w necie. Chcę iść gdzie indziej.
17:08, annablack
Link Komentarze (2) »
Ha. Grześ był. Z kwiatami i czekoladkami-postimieninowo. Uwielbiam dostawać kwiaty!:) Dziś urządzimy skajpokonferencję, mam nadzieję, że moje słuchawki i mikrofon będą działać jak trza. Musimy zaplanować dalsze działania "zawodowe". O 10.30 ścięło mnie na godzinę. Leżeliśmy tak ja i dwa psy na jednej kanapie, hehe. Maksio nadawałby się na dogoterapeutę. Poważnie. Tak bardzo lubi jak się go głaszcze, nie przeszkadza mu, jak się go miętoli, wkłada rękę do pyska, zabiera zabawkę...powinien pracować w szpitalu jako dogoterapeuta.

Btw: lubię taką pogodę. Im bardziej ludzie narzekają, tym bardziej ja ją lubię. Przynajmniej nie obleśne upały, hurrra! Nie trzeba epatować gołym ciałem na każdym kroku.;)
13:35, annablack
Link Komentarze (3) »
Hej. Mój rehabilitant na mój widok stwierdził: To jest lepsze niż loteria - chodziło o przewidywalność kiedy przyjdę na ćwiczenia, a kiedy nie. Dostałam trening tzw. mocny, bo nie wiadomo kiedy się znowu pojawię, nie?
Fajny jest pan rehabilitant. Wyrozumiały, hehe. Dobrego Wam.
09:25, annablack
Link
środa, 28 lipca 2010
Nie jest to Nancy Sinatra, ale trochę inna wersja mojej najukochańszej Bang, bang..

21:31, annablack
Link
Byłam przy przekazaniu kluczy i spisywaniu protokołu, moją część zainkasowałam i bardzo mi fajnie. Aż chce się działać dalej.
Niestety, tak spinałam się tą sytuacją (kolejną moja pierwszą tego typu, czyli nieruchomościową), że ledwo chodziłam. Mam nadzieję, że to wszystko, co się działo, to stres po prostu. Jutro trening. Pójdę spać później, to na piątą trzydzieści powinnam dać radę wstać.

Romans bez zobowiązań? Ja jestem zbyt...idealistyczna, zasadnicza..chyba. Ludzie z ideałami mają trudno, wiem...Ale ja wolę sobie wytłumaczyć to w ten sposób, że wolę być sama, niż wbrew sobie romansować z kimkolwiek. Nic na siłę. Wielu fajnych ludzi nie sparowuje się z nikim, bo się do tego wewnętrznie nie nadaje. Ja też się nie nadaję, więc chyba zostanie tak jak jest.

Moja ulubiona A. dwa tygodnie temu zarejestrowała się na jakimś portalu. Prowadzi kalendarz i codziennie odbywa randki. Czyli szuka konkretnie i z przekonaniem. A potem dzwoni do gościa, czy umawiają się znów, a facet jej mówi, że nie, bo coś tam, nie pasują do siebie. Chyba bym takiego czegoś nie przeżyła. Jestem zbyt zakompleksiona i to by było przeżycie traumatyczne. A po niej to jakoś spływa.

Na dobry wieczór jakiś fajny kawałek by się zdał...


21:05, annablack
Link Komentarze (1) »
Co za dzień? Moje wszystko płacze. W głowie się kręci, równowaga w związku z tym gorsza, sztywnośc mięśni robiiąca ze mnie jeszcze większego robota, a nade wszystko senność. Tak wielka, że nawet kawa pita litrami nie pomaga. Słabo mi dziś, jakaś bezsilna jestem. Zaraz jadę z chłopakami załatwiać te sprawy nieruchomościowe. Czuję się tak źle, że gdyby nie rodzina, która mnie zawozi..ech... Żeby chociaż nie chciało mi się tak bardzo spać....
15:58, annablack
Link Komentarze (4) »
Zaspałam! Normalnie wzięłam i zaspałam. Miałam nastawiony budzik na piątą. Potem na piątą trzydzieści. Poszłam spać...chyba o dziesiątej? Obudziłam się o siódmej trzydzieści. O tej porze powinnam być już na miejscu.
To wszystko dlatego, że wczoraj miałam dzień pełen emocji. Dużo rozmów o książce z panią redaktor prowadzącą, o prawach autorskich rozmowa telefoniczna z panem z Agory, podpisywanie umowy najmu przez pana, którego znalazłam na lokatora pewnej kawalerki, kwestie finansowe, prawne, wszelakie. W międzyczasie kończenie pisania pewnego  tekstu dodatkowego do książki, ostatnie poprawki. Książka już jest po składzie, więc poprawki musiały być kosmetyczne, żeby ilość znaków w wersie się nie zmieniła. Fajny będzie format. Oryginalny. Dobra, już i tak zaspałam, wypadałoby się w końcu zwlec z wyra. Dobrego dnia.
08:07, annablack
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 lipca 2010
Na dobre popołudnie bugiługi dla bad boys;). Dostałam upoważnienie na piśmie do działań pośrednictwa nieruchomości. Mam wizję. Trzeba by pozmieniać meble, odmalować, zrobić tak, żeby zyskało look i  wrzucić je na rynek jako tanie noclegi dla cudzoziemców. Stronę mogę zrobić, tylko przydałoby się zająć się tym, jak mieszkanie będzie już wolne. Porobić zdjęcia, pomierzyć...

Pani terapeutka powiedziała mi, że jestem młodą idealistką, której wydaje się, że romans łączy się z miłością. I że powinnam wejść w jakiś romans...Że zbyt się znów wycofuję. Ciekawa koncepcja...


Aha. Merlin.pl będzie figurował na okładce książki, jako jeden z partnerów. Fajnie.
17:19, annablack
Link
Hej. Wróciłam z ćwiczeń. Jutro mam nauczyć się klęczeć na piłce. Trochę nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale czego się nie robi, żeby wyzdrowieć;). Autobus uciekł mi sprzed nosa, a ja nie miałam siły do niego podbiec. Cóż, może umiejętność biegania potrzebuje więcej czasu. A najbardziej potrzebuje niespinania się wzrokiem innych. W większości przypadków "tego" wzroku już nie spotykam albo udaje mi się nie zauważyć, ale czasem się zdarza.

Kupiłam sobie na imieniny torbę skórzaną. Moją pierwszą. Zawsze te plastiki, ekoskóry, szmatki jakieś. Pani powiedziała, że mi się przyda na uczelnię...Mama sprostowała, że studia skończyłam pięć lat temu i mam prawie 29 lat, po czym parsknęłyśmy śmiechem obie. 'Nie wygląda pani. Zupełnie!' Hehe, dzidzia-piernik z piernika ma tylko pesel, jak się okazuje;) Ciekawe jak długo;P.

Dobra, biorę się za drugą nieruchomość. Do miłego.
10:33, annablack
Link
poniedziałek, 26 lipca 2010
Ha. Bardzo fajny dzień. Wygląda na to, że moje pośrednictwo w wynajmie nieruchomości chyba się uda.
Dostałam pięknie pachnący, artystyczny prezent imieninowy od Olo. Właśnie palę kawową świecę i myślę o Dobrych Ludziach wokół mnie. I jak to się dzieje, że Oni nagle się zjawiają. Wącham bukiet różowych róż i spryskuję się ciepłą w nucie wodą toaletową. I czuję się taka dopieszczona.

Dobrego wieczoru.

20:59, annablack
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.