KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
piątek, 31 lipca 2009

Ale w Paint.net można się fajnie bawić...

Życzę Wam miłego dnia. Spróbuję poderwać jakieś tłumaczenia. W końcu trzeba zbierać na Tysabri!

10:02, annablack
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 lipca 2009

Dobra moi mili! Dorotka leży w szpitalu wojskowym w Bydgoszczy na rehabilitacji. Jakby się komu nudziło i chciał dobry uczynek poczynić, to niech do niej przyjdzie i pogada.

Hm. Ja powinnam się chyba przeprowadzić do Bydgoszczy...;)

16:47, annablack
Link Komentarze (2) »

Od wczoraj czuję się gorzej. Nie chodzę sama aż tak, jak chodziłam, równowaga zwalona, ataksja...oczywiście - to okresowe i zależne od pogody, ale trochę mnie to zdołowało.

 

A wniosek z dzisiejszej rozmowy: chyba trzeba coś w życiu przeżyć. Nie przeszkadzać i niech się toczy...

15:43, annablack
Link Komentarze (2) »

Kiedyś była taka rozmowa.

On:

 

Ona:

 

A to drugie to byłam ja, hehhe. Czy można to nazwać wyznaniem miłości? Wtedy tak uważałam. Słowa na k się boję :D. [i nie chodzi tu o curva pericolosa].

11:08, annablack
Link Komentarze (1) »
środa, 29 lipca 2009

Cholera. Dzwoniła do mnie Dorotka, żebym do niej zadzwoniła, bo nie ma nic na karcie. Zadzwoniłam. Płakała w słuchawkę, że wczoraj miała 9 napadów padaczkowych, a dziś, po zwiększeniu leków - cztery. A ostatni napad miała w październiku zeszłego roku! I że nie wie co robić, że jej rodzice się załamali i nie chcą, żeby wracała do nich ze szpitala (siedzi tam już miesiąc..), bo sądzą, że tam jej lepiej, a oni i tak nie wiedzą jak jej pomóc, nie znają się na tym i to w ogóle jest "Beeee.."Pochlastałabym się, jakby moi rodzice mieli takie podejście. Poprosiłam o nr telefonu do jej mamy. Zadzwonię do niej jutro i plan jakiś jej przedstawię. Po pierwsze- po jaką cholerę ona leży na rehabilitacji? Na neurologii niech ją położą, zrobią rezonans (bo doktorzy stwierdzają z satyskacją, że coś się tam w jej mózgu dzieje niedobrego, ale żeby to sprawdzić, to za trudne...Pewnie za drogie...Echhh, życie.

Szkoda, że la mamma ma dyżur (jak zwykle, biedna..), to zapytałabym się jej, co by poradziła, gdyby to była jej córka, dajmy na to. Rany, Dorotka na mnie liczy. Dzwoni i płacze ubolewając nad tym, że jej rodzice nic nie robią. Umywają ręce...

Muszę coś wymyślić. Wiem, że leży w szpitalu w Bydgoszczy. Nic więcej.

 

Btw: ta piosenka od Adama z komentu pod poprzednią notką jest super. Już wiem, skąd mam tę bliznę na czole;)

22:34, annablack
Link Komentarze (4) »

Biuro tłumaczeń mnie olało. Nabijają te najniższe możliwe stawki. Nie ma mowy, nie chcę tak pracować. Zresztą, całe globtra.com huczy od tych "zaniżaczy cen". Wyrobników w cenach dampingowych. Co się nauczyłam, robiąc część tego tłumaczenia, to moje. Przy wszystkich tłumaczeniach rozwijam się jakoś.

A ten italianiec co sobie z nim gadam na skajpie (pisząc, bo do gadania niespecjalnie dorosłam, ale - gdyby chciał, mogłabym spróbować) spytał, czy się kiedyś spotkamy we Włoszech, albo Krakowie, bo on tak by chciał...

A. Kolega Włoch ściga się. Samochodem. Tyle wiem. Cóż zrobić. A ja się natomiast nie ścigam niczym i dobrze mi z tym. A w dodatku mam pająka Chuopaq. Niebieskiego.

19:33, annablack
Link Komentarze (6) »

Adoptowałam sobie pająka. Nazywa się "CHŁOPAKU" bo tak się do moich zwracam...;)

 

 

11:31, annablack
Link Komentarze (10) »

Cześć chłopcy i dziewczynki. Zaczęłam robić duże tłumaczenie nie wiedząc jeszcze, czy biuro łyknie moją stawkę i termin. Jak nie łyknie, to przynajmniej poćwiczę językowo, z przeproszeniem. Przypominam, że od dłuższego czasu (rok) nie pracuję. Znaczy- biorąc pod uwagę zlecenia tłumaczeniowe, pracuję cały czas- raz bardziej, a raz mniej;) Ostatnie dwa miesiące zdecydowanie mniej.

Zobaczymy, co będzie. Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było, czyż nie? Dobrego dnia.

10:31, annablack
Link
wtorek, 28 lipca 2009

Wróciłam ze spacerku z babcią. Dziś nie jest dobry dzień do chodzenia samodzielnego. Ale kawałek przeszłam. Mam nadzieję, że etap naprawiania się mojego mózgu jeszcze się nie zakończył. Właściwie pewne drobiazgi zmieniają się każdego dnia. Etap naprawy trwa. Nieśpiesznie posuwa się naprzód.

Wybyłam w mojej miniówie za 1,25zł:D myśląc: kaleka w miniówie..to taki kij w mrowisko. Niech się wstydzi ten kto widzi, hehhe.

Duszno dziśśś.

13:54, annablack
Link Komentarze (9) »

Cześć. Nagrałam gadającą głowę na podstronę, ale nie pokazuję jak chodzę, bo nic się nie zmienia. Znaczy - zdarzają się momenty, że chodzę idealnie, ale są za krótkie i zbyt nieoczekiwane do uchwycenia. Poza tym czuję się dobrze.

I przyszły moje perfumy z allegro. Amor amor Tątasją czyli Pokusa. Wrrr..są fioletowe. Uwielbiam fioletowe butelki, bo to co jest w środku z reguły do mnie pasuje :).

11:18, annablack
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 lipca 2009

Hym hym. Kombinuję jak koń pod górę. Zdaje się, że do następnej dawki dołoże na dniach z połowę co najmniej, żeby mieć pewność, że za lipiec będzie na subkoncie na sierpniową dawkę.

Jak dzisiaj szłam na wlew, to dzyń dzyń dzyń, pobrzękiwałam paskiem z daleka- a jak ktooś się obracał, to zdezorientowany na co patrzeć : ten "halogenowy" łeb, czy to żelastwo wokół bioder. Heh.

A to na deser.

 

20:58, annablack
Link Komentarze (2) »

Cześć Misie. Byłam dziś na siódmej dawce Tysabri. Podobało mi się. Czuję się dobrze, niczego nie muszę odsypiać.

Co prawda w szpitalu zaczepiła mnie pani lat ok. 60-70 i mówi: Widziałam jak pani idzie. Jak ja. Pani też po udarze?

Spoko, jestem poudarowa esemowa Black.

Aha. Przeliczyliśmy nasze domowe możliwości finansowe, 1% jeszcze nie spłynęły. W tym momencie (informacje nieformalne), na dzień 21 lipca, z urzędów skarbowych spłynęło 315, 30zł ( pojedyncze wpłaty z US z Łodzi, Głubczyc, Nowego Miasta, Kamienia Pomorskiego, Iławy, Lublina, Pruszkowa i Wałcza). Bardzo uprzejmie dziękuję, ale wygląda na to, że spłaty procentów mogą kapać nawet do grudnia (tak się dowiedziałam).

 

Podjęłam decyzję, że nie ma to tamto. Żadną uczciwą pracą, nie mając fabryki;), 7 kawałków miesięcznie nie zarobię. W spedycji po 2 podwyżkach zarabiałam coś koło 2,5 kawałka...

Muszę wyjść za obywatela kraju innego. I to jest już postanowione. Poprosiłam znajomych, żeby się dowiedzieli, czy jakiś ich znajomy zagranicznik z UE ożeniłby się ze mną, żebym mogła się leczyć.

 

Zobaczymy. W sumie się nie boję. Nie mam nic do stracenia. Z dnia na dzień mogę zostawić wszystko.

 

 

 

17:26, annablack
Link Komentarze (14) »
niedziela, 26 lipca 2009

No to zrobiłam te warzywka. Mam jeszcze 3,5 dnia na dopracowanie, hehhe. Może wiersz o warzywach ułożę. Ciekawe, czy bonus będzie.

 

21:25, annablack
Link Komentarze (3) »

W jakimś filmie usłyszałam (w jakim, no?) kiedyś: 'Bo ja lubię banalność.' Wiecie, ja chyba też. Tylko nazywam to "prostotą". Ale równie dobrze mogłoby być, że lubię banalność.

W banalnych gestach i słowach i zachowaniach nigdy się nie pogubisz, bo wiadomo o co chodzi.

Banalna ja.

20:25, annablack
Link Komentarze (2) »

Muody też pamiętał. Mam zapas czekolady na trzy dni:D. Jedynej słusznej, ponadto. Nie-codzienna i Gold znają markę, bo mi onegdaj przynieśli czeko wałówkę do Ciechocinka;-)

20:19, annablack
Link

O. Bieliźniak sobie przypomniał. I mi wypłacił życzenia. "Bo potrzebujesz." Głupio się poczułam.

20:13, annablack
Link Komentarze (2) »

Braty mi nie złożyły życzeń. Ani jeden, ani drugi. Domagałam się chociaż uścisku ręki prezesa, powiedzenia na odwal się 'Najlepszego, Andzia', ale nic. Bezczelnie nic. Rozumiem, że też im mam nie składać? Spoooko. Zapamiętam sobie.

Uff, dobrze, że już jutro kolejny wlew Tysabri, bo czuję się cienko. Znaczy...dobrze i tak, ale dużo gorzej niż było, jak było lepiej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia?

Chyba pójdę spać. Jakoś mi nie tak. Branoc.

19:53, annablack
Link

Ekhm. Wczoraj przyczepił się do mnie italiano vero. W sumie nic dziwnego, zdjęcie na Skajpie zamieściłam. No i kolo do mnie uderza po włosku.

Ha ha, he he, nie sprawdziłam kto zacz, tylko gadam z nim po tym niby (w moim wykonaniu) włosku. I mówię, że mu nie wierzę, że na pewno jest Polakiem itd.

A on się zaperza.

No dobra, w końcu dodaję go do znajomych. Jset z Toskanii, tak mówi. W jego profilu jest, że z Treviso. Nieważne.

Pytam dziś rano czemu mnie właściwie zaczepił (mówię dużo inaczej, prościej i pewnie nie do końca to co chcę).

Dowiaduję się, że wyglądam jak sobowtór jego ex, też Ani, też Polki, tylko ze Szczecinka.

Black się wkurza, bo nie lubi być sobowtórem Ani ze Szczecinka. Słyszę:

To nie twoja wina, tylko matki natury. Moja ex też była taka belissima. Myślę sobie- spoko, gadaj, ja robię tłumaczenie, a czasem coś przeczytam po włosku, to się rozwijam wielofalowo.

Twój chłopak to pewnie był Piotrek. Ja jestem Piero, coś jak Piotrek tylko po włosku. Znów te podobieństwa. Nie wierzę własnym oczom...

Ulotniłam się, mówiąc, że muszę tłumaczyć. I niech mi fotkę przyśle. Niech i ja coś z tego mam. W profilu ma jakieś zdjęcie z rajdu.

 

Te italiani to się im chyba nudzi wielce.

18:29, annablack
Link

Zostało mi 4 i pół. Co ja chcę udowodnić? Jak termin mam na czwartek? Ech. Gupie to, wyrywne takie.

 

Co do smsa. Przypomniał mi się ten tekst, że miłość to taka gra. Przegrywa ten, kto pierwszy powie, że kocha.

Ja nie przegrałam nigdy. Tak tak, Śmigacz. Ten typ tak ma.

 

Idę na kawę. Baj.

16:08, annablack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.