KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 30 czerwca 2013

Chyba nadaję się do reklamy zdrowego trybu życia.

Oglądałam sobie zdjęcia.

PRZED: Wigilia 2012, po Wigilii dokładnie. Jakieś...pięć? Sześć kilo temu, na zwyczajnej diecie - ani specjalnie zdrowej, ani specjalnie szkodliwej, na tych różnych chemiach, z make-up'em na pysku.

PO: Dzisiaj. Pięć kilo więcej, albo sześć. No make up, no drugs, no sex, just rock'n'roll.

No i zdrowa dieta od 5 miesięcy. Hehe, no i pół roku starsza.

Otępiała po godzinach trzęsionki na pasikoniu. I jeszcze tym zestresowana, bo: wózek, bo tylu ludzi, bo jakieś dziecko nie chciało zostawić mnie w spokoju, tylko się gapiło. To podeszło, to się odsunęło na pozycję bezpieczną. Oczywiście chłopiec.

Dzień dla mnie za mocny we wrażenia, dlatego kolacji nie jem, żeby się nie zbełtać z nerwów i chyba wcześnie położę się spać i spróbuję o tym, co złe, zapomnieć.

18:50, annablack
Link

Byłam w Łazienkach. Na wózku. Próbowałam coś przejść na nogach, pod rękę, ale przeszłam żenująco mało, cała rozedrgana, po jeżdżeniu po kocich łbach. Szybkim jeżdżeniu, bo śpieszył się mój pęcherz. Dostałam od tego zawrotów głowy, a potem na nogach było już cienko.

W ogólnym rozrachunku było mi strasznie. Siedziałam na tym pasikoniu zgarbiona, ze spuszczoną głową, z ręką zasłaniającą połowę twarzy. Psychicznie było mi okropnie. OK, pierwsze koty za płoty. W Łazienkach ostatni raz byłam przed ośmiu laty. Jeszcze na nogach i z "wielką miłością" pod pachą. Ja generalnie nigdy nie lubiłam "tam, gdzie wszyscy", dlatego zawsze trudno było mnie spotkać gdziekolwiek, gdzie bywają ludzie. Dzisiaj też: pojechaliśmy wcześnie, upału nie było, nawet coś z nieba spadło, tak więc ludzi ilościowo niezbytnio. Moje klimaty.

 

Mama zauważyła, że bez problemu wsiadam do taty samochodu, kiedy mam go z lewej i muszę z lewej nogi zaatakować wysokość niemałą (jakbym wsiadała na konia, poza tym -co to ja, Obraniak? Prawą mam silniejszą.;)) i że okiełznałam ruchy mimowolne - rąsie się prawie nie trzęsą (choć do dużego latte poprosiłam słomkę. Obciach? No, ale nie pierwszy, nie ostatni, zapewniam.) Będąc z zawodu kaleką, trzeba dumę schować do kieszeni. Dla mnie to bardzo trudne, ale z drugiej strony patrząc, nie bardziej pewnie, niż dla innych z moimi uszkodzeniami. Tu dochodzimy do charakterku, pieruńsko nieugiętego, którego zacięciem tylko sobie utrudniam żywot. Z trzeciej strony: utrudniam sobie, ale to utrudnianie DLA MNIE jest w pewien sposób motywujące. Próbuję do pewnego stopnia pokonać siebie. Każdy znajdzie co innego, co chce pokonywać. Ja mam to. Tylko śnięte ryby z prądem, pójście na - ogólnie pojęte - ułatwianie sobie, to nie ja. Jakoś czuję, że ja muszę mieć trudno. Pewnie jestem masochistką.

 

Także...Łazienki za cholerę nie były przyjemne. Zdaje się, że od +/- tygodnia mam wózek, no więc skoro mam, wreszcie mam, po dwunastu z okładem, latach, chciałam spróbować udać się w fajne miejsce. Było ciężko, nie dawałam sobie rady na tych kocich łbach, więc padre mnie pchał. No ale, spokojnie, będzie gorzej, no i na to trzeba się przygotować. Tyle że na to nigdy nie da się nastawić.

 

Od wczoraj wieczór nie mam netu. Niby połączenie z neostradą jest, ale w syfostradzie nie ma netu. Czyli? Jak zwykle. Nie wiem kiedy będę i czy. A teraz lecę szypułkować.

 

To notka z wczora z wieczora:

 

Nie mogąc napisać nic dobrego, lepiej nie napisać nic, prawda?

Wodze popuszczam sobie na drugim blogu, którego nikt nie odwiedza, a jeśli, to z przypadku.

Wciąż mam wewnętrzną potrzebę kląć jak szewc, a skoro kobiecie z klasą nie przystoi, to się powstrzymuję;). Blog nr dwa stał się wentylem bezpieczeństwa, bo gdzieś przecież trzeba być 'no name', żeby nie zwariować.

Pozdrowienia dla Asi za mailową poradę w tej kwestii.

A propos Osho. Przerwałam książkę w połowie, albo niedaleko za. Kolo nie jest dla mnie guru. Zupełnie nie. Ja jestem spokojniejsza, z gruntu nie wadząca nikomu. Nie mówię tu o odchyłach, które przecież zdarzają się każdemu.

Babcia krzyknęła do mnie: Ja mam prawie 90 lat!

Na to ja: Idąc tym tropem, ja mam prawie 40!

 

I tak sobie z Babcią dodajemy dla oswojenia liczb;).

 

Dobrego wieczoru.

13:53, annablack
Link
sobota, 29 czerwca 2013

Dostałam wiadomość. Właściwie piosenkę, z której wynika, że ktoś o mnie pamięta. Niespodziewane, ale miłe. Zamieszanie we mnie. Najlepsze życzenia Piotrkom i Pawłom.



13:58, annablack
Link
piątek, 28 czerwca 2013

21:03, annablack
Link

Niemogęniemogęniemogęnie!

A on dostanie ksywkę Pasikoń. W końcu ma zielone nóżki. Robak mi do głowy nie przyszedł.

Nie chcę siedzieć na Pasikoniu, nie!

 

Tyle mięcha ile dziś przewaliłam, w życiu nie wyprułam z siebie. Nie wiedziałam nawet, że takie bogate i urozmaicone wiązanki umiem stworzyć. I to spontanicznie. A ja przecież nie kwiaciarka. Język powinien mi uschnąć i odpaść za te słowa. Moja ś.p. Pani promotor, chyba się w grobie przewraca.

Nie widzę dla siebie ratunku w żadnym względzie i w żadnej materii.

To ja już pójdę, bo dłużej niewulgarnie dziś nie umiem.



20:03, annablack
Link

Odwołałam rehab. Najpierw Dora opóźniła o pół godziny, potem ja odwołałam. Co się dzieje? Idę na priv porzucać mięchem.

12:37, annablack
Link

To jest właśnie czas, żeby potruć na prywatnym.



07:55, annablack
Link
czwartek, 27 czerwca 2013

Nie mogę zaznać spokoju umysłu. Walczę, żeby nie wziąć różowej tabletki hydroksyzynką zwanej. Nic się nie dzieje, nie jestem zdenerwowana, więc nie mam czemu brać, ale chciałabym zaznać obejmującego spokoju myśli, tymczasem tu tylko kociokwik w głowie.

Ktoś do mnie napisał przez formularz na stronie bloga, nie wpisując swojego maila, a szkoda, bo mogłabym napisać komuś, że na stronie gdzie jest umieszczony formularz kontaktowy dla leni, jest też podany adres mailowy, na który pisząc można mi wysłać wielozdaniową nawet wiadomość. Bo w formularzu, niestety, co za dużo, to niezdrowo i nadwyżkę wiadomości formularz ucina, po prostu. I dostaję wtedy wiadomość nie wiem od kogo, w dodatku przerwaną w połowie.

To zadziwiające, że Ci, którzy chcą mnie wyzwać od bałwanów, adres mailowy zawsze namierzą. A Ci fajni - rzadko.

Wciąż nie wiem czego nie wiem.

22:19, annablack
Link

Siedziałam na balkonie. Zimnooo. Normalnie w swetrze musiałam. Ale spoko, mi to nie robi, w końcu jestem Finką.Osłabiona jakaś. Bieliźniak złapał mnie w locie, jak na ryj leciałam. Zmęczonam. Życiem. Rany, już cztery lata nie pracuję. Właśnie sobie uświadomiłam tę dołującą myśl.I co? I nic, po prostu sobie uświadomiłam. Smutne życie tych, którzy są młodzi i nie pracują.
To była głęboka myśl, wiem, wiem.
Coś mi się w dodatku wydaje, obym się myliła, że wydawnictwo zrobi mnie w bambuko. I stu egzemplarzy, za które zapłaciłam, do końca czerwca nie dostanę...
Ale co mnie to. Pieniądze szczęścia nie dają. Zdrowie daje.
Jutro rehab nr 4.
Dobranoc.

19:58, annablack
Link

Hm. Chcąc nie chcąc, robię lenia. Mega lenia.

Robienie niczego mi wychodzi.

Od jutra, przez najbliższe dwa tygodnie jestem sama na stanowisku, bez osobistej asystentki;). No i się okaże na ile mogę działać samodzielnie. Czarno widzę, albo nie, nie widzę czarno, tyle tylko, że potem cały dzień dochodzę do siebie po próbie wykonu czegoś, czegokolwiek. Jak to łażenie wczoraj - Małgo zatkało. Mnie też trochę, ale jak dawałam radę, to pomyślałam, żeby ciągnąć dalej i zobaczyć co będzie. No i spoko, wróciłam do domu na nogach, ale... heh, czy ja muszę wyciskać swoje moce tak do końca, jak cytrynkę?

Wiem, ja tak mam, że muszę.Czemu muszę? Bo siebie nie lubię. Nie spełniam swoich oczekiwań, więc żyłuję, żyłuję, i tak do zaciukania.Na wszystkich frontach nie spełniam, a świadomość bycia taką - w mojej opinii - niedoróbką - ciąży. Nie życzę nikomu.


Teraz chcę najbardziej jak mogę wyluzować, bo pewnie Dora jutro też będzie chciała zobaczyć jak to jest, jak idę. Sama. A do tego muszę mega odpocząć, żeby się Czarnym Diabłem nie posiłkować. 

Ewcia, naprawdę mam go ochrzcić "behemot"? To chyba z małej litery, bo Behemot już jest. Taka ksywa dla karocy to nawet pozytywna biorąc pod uwagę, że "M & M"to jedna z moich najulubieńszych książek. Ale nie wiem.

Czarny Diabeł bardziej pasuje mi emocjonalnie;). Ale czarny diabeł z zielonymi nóżkami?

Jaki robak ma zieone nóżki?

17:04, annablack
Link

Nie pisałam, bo nie wiem co. Wczoraj byłam tak zmęczona psychicznie i fizycznie, że kolacji nie zjadłam na czas. Dziś wstałam i no nic...luzik, ale trochę zmęczona psychofizycznie.

Wszyscy mi mówią, żeby wrzucić na luz, o ile potrafię. Wiem, że dobre rzeczy rodzą się z odpoczynku. Walczę z sobą, żeby się z siebie nie podśmiewać: "Uo rany, dwa razy skwerek obeszła i już się czuje jakby Everest zdobyła". To silniejsze ode mnie, bo wiem jaki na oko to dystans. Bo oczną ocenę dystansów też mam "zdrową".
I już nie pamiętam ile mogłam przejść pod rękę, przy ścianie, przy czymkolwiek przez ostatnie dwa lata. Jak zrobiłam trzy kroki "bez niczego", to było "Whoa, Ania, jesteś wielka!"

No więc najtrudniej nie deprecjonować siebie i tego co sobie ugrywam. Wiem, że nie zaczyna się zdania od "więc". Właśnie dlatego, że wiem, to go sobie używam.

Miałam pojechać po te zakupy z Agą, pomyślałam : Niech się wstydzi ten, kto widzi", ale Aga musiała dziś w krótkim czasie załatwić bardzo dużo spraw, a ja bym pewnie przeszkadzała, zresztą - zmęczenie psychofizyczne mam i jeszcze teraz wtarabanić się w tłum ludzi - na wózku, nie mając siły nawet trochę przeleźć sama, to po co?

Jaki jest sens popylania na wózku nie w jakimś fajnym miejscu, nie - żeby z kimś fajnym się spotkać, tylko po to, żeby epatować swoim kalectwem? Bez żadnego konkretnego celu wyższego?

Wiem, wiem, przyzwyczajanie się psychicznie do wózka. A jak się przyzwyczaję tak, że nie będę chciała więcej z niego zleźć? Bardzo wygodny wózek. Bardzo zwrotny. Mający osiągi, choć nie elektryczny.
Ale po co to? Jaki jest sens siadania na wózku następnego dnia po ekstremalnych jak na mnie wyczynach na nogach? I to jeszcze fizjoterapeutka mi dała taki prikaz. No cóż, głupich, w moim mniemaniu, zaleceń nie słucham.

Zresztą, gdybym miała choć trochę więcej siły, żeby połazić na nogach i potem klapnąć na przytroczony do d kółkowy taboret, to spoko. Ale wybyć z Agą tylko po to, żeby się przejechać na moim pieruńsko fajnym wózku po miejscu, które znam na pamięć?

Heh. Śmiesznie było wczoraj. Chodziłam, byle dalej od wózka, powtarzając sobie jak mantrę: Nie siądę na tego czarnego diabła, na tą czarną cholerę... No i to działało. Przez godzinę nie siadłam. A dziś łażę po domu, ale na wyczyny ekstremalne w terenie nie mam siły. Behemot dobrze rzecze: nawet sportowcy z osiągami, nie osiągają dzień w dzień. Kieydś trzeba zbastować. Albo chociaż zmienić obszar ćwiczony. Lecę szypułkować.

11:22, annablack
Link
środa, 26 czerwca 2013

Ciężko. Teraz ze mnie wylazło i wiem, rozumiem zdziwko Małgo. Na adrenalinie można zrobić wiele. Nawet więcej, niż teoretycznie się da. Achhh... ile ja chcę jeszcze zrobić...Osiągi zwiększam w tempie zadziwiającym, rzecz tylko w tym, żeby teraz nie przegiąć. To co tak lubię robić. Dać samej sobie cios, który mnie powali. Palm pisze, żeby dawać sobie głaski. No i daję. Nagradzam się starając się nie słyszeć prawdopodobnie w dobrej wierze mówionych, ale deprecjonujących moje osiągi, słów la mammy. Ja wiem, że na wózku miałabym luz, ale na wózek zawsze zdążę usiąść. Wiem, że mój dzisiejszy chód daleki był od ideału, co chwila się zatrzymywałam, żeby złapać pion, no ale - był. Chód na nogach, bez pomocy. Od dwóch lat tego nie doświadczałam. Jakbym miała coś szybko, pilnie załatwić, to pewnie siadłabym na ten pieprzony, bardzo fany skądinąd wózek. Wiem, że to Mercedes wśród aktywnych wózków ręcznych, ale...wiadomo o co chodzi.
Z jednej strony się cieszę dzisiejszym dniem, z drugiej strony jestem trochę przybita, że własna matka nie rozumie mojego punktu widzenia. Może większość genów mam po tatusiu?;)

20:31, annablack
Link

O żeż. Ożeż.

Wyszłam dziś na dwór. Na skwerek.

Pierwszy raz od dwóch lat na własnych nogach.

Na skwerku nie byłam nigdy odkąd go wybudowali.

 Wyjście to spontaniczny pomysł Małgo, która po fakcie powiedziała, że jest w szoku, że tyle dałam radę.

Cały rehab, godzinę, byłyśmy na dworze i chodziłam. Jasne, bodajże trzy razy musiałam przysiąść i odpocząć. Jasne, bujałam się na boki jak sto diabłów.
Jasne, Małgo wzięła wózek i prowadziła go gdzieś obok, ale powiedziałam, że nie mogę na niego patrzeć, bo on mnie ciągnie w dół. Jak nie mam go w zasięgu wzroku, to idę. I w końcu Małgo porzuciła go na środku skwerku, a ja szłam obrzeżami, byle dalej od niego.
Ponoć zrobiłam dwa okrążenia całego skwerku. Po 40 minutach byłam już zmęczona. Małgo pytała, czy nie bolą mnie mięśnie. Gosiu, przecież od wielu miesięcy pedałuję, żeby nóżki dawały radę mnie nieść. Nie wyglądam jak Robocop, mięśnie nie rozrywają mi odzieży, no ale, jak widać, są, bo nogi mnie nie bolały wcale.

Zmęczona byłam napięciem spowodowanym tym, że uoo rany, ja idę, rany, tu nie ma ścian, rany, od dwóch lat nie chodziłam sama.
Małgo śmiała się, że dobrze, że nie ma tu uśmiechniętych panów, miejscowych bywalców, którzy widząc jak się przemieszczam, na pewno by zagadali czemu tak wcześnie tankuję, no i sama, w dodatku.

Małgo chce, żebym jutro pojechała (nie przechodzi mi przez gardło "poszła", jak mam ...upę wozić) z Agą na bazarek. A mnie to przeraża. Przeraża mnie pokazywanie się ludziom, którzy znają mnie chodzącą, na wózku. Nie mam tego przepracowanego. Za cholerę.

Nie wiem, czy się odważę. Pewnie tak, bo nie mam nic do stracenia. Takiej kaleki jeszcze nie grałam. Ciekawe, czy wszyscy będą chcieli mi nieść pomoc.

15:43, annablack
Link
wtorek, 25 czerwca 2013

Jutro rehab nr 3. Tym razem z Małgo. Dzisiejsze zmiany aury wkurrzają cholernie. Zawroty głowy i takie tam. Właśnie leci trzecia burza. Słowem ten dzień sponsoruje cyfra trzy. 

22:44, annablack
Link

21:05, annablack
Link

Jestem dla siebie dobra. Bloga do terapeutycznych wynurzeń stworzę na pewno, bo tu zrobiło się już zbyt duszno. Chcę być znowu osobą nie wiązaną z niczym, bo to jest nieistotne. Annablack niech zostanie i niech sobie dalej walczy, bo wiem, że paru osobom to potrzebne, ale ta nadwrażliwa babeczka  w środku swoje wywody niech nadaje gdzie indziej. Co ją , w-piiiip-wia, co jej się mega podoba...o wszystkich preferencjach, sympatiach i antypatiach pisać będzie nadrważliwa, nikomu nie znana ja. Gdzieś, gdzie nikt jej nie oceni.

Annablack jest dziś zadowolona z kolejnych osiągów. Kawa wypiła z otwartego kubka w prawej dłoni z lekką asystą lewej. Idzie do przodu.

16:51, annablack
Link

Wtornik. Wtornik. Wtornik.

Nie siadam na rowerek. Bo nie. Bo się kocham i chcę być dla siebie dobra. Ile już czasu daję sobie same kopy? Do szeregu, rów-naaaaj!
Przecież zauważyłam, że jak sobie odpuściłam, to ciało zaczyna się faktycznie regenerować. Powoli wracają funkcje, o których zapomniałam. Wrzuciłam na luz i to się zaczyna dziać. Po prostu. I nie ma, że coś muszę, bo ja nic nie muszę. Wiem, wiem - umrzeć i płacić podatki.

Blog, bez większych kasacji, piszę piąty rok. Wiele emocji się przez niego przewaliło. Wiele wydarzeń - zasadnie lub nie - było tu ocenianych. Przytłoczyło mnie chyba to, że nie jestem "no name". Że pojawiły się strony, na których się mnie ocenia, Właściwie nie mnie, tylko annęblack. Że patrzy się mi na ręce.

Czuję, że potrzebuję przestrzeni. Annablack - blog-instytucja będzie sobie istniał dalej, ale to już od dawna nie jest mój terapeutyczny blog, od dawna nie piszę tu tego, co chciałabym napisać, a z takim zamysłem zaczęłam go pisać.

11:02, annablack
Link
poniedziałek, 24 czerwca 2013

Najdłuższy dzień, najkrótsza noc. Dziś na obiad sałatka z marchwi, pora, jajek, papryki. Mięsożercy opychali się bitkami z wołowego, a ja wzięłam się za wyjadanie resztek "zielonych". Micha takiej sałatki faktycznie nieźle zapycha. Pewnie przez te jajka.
Może jutro zagram w rowerek znów? Ciśnienia nie mam, bo widzę, że jak robię sobie dobrze, to moje ciało się cieszy, więc co i rusz daję sobie głaski. Na zachętę. 

22:05, annablack
Link

 Uaaahhh... Obrazoburczy kawałek Przemykowej, który bardzo lubię. W ogóle, Przemyk jest fajna.Burzy nie ma. Siedzimy, czekamy.Rowerek się trochę uśmiecha, ale jestem nieugięta. Nie chce mi się. Mam lenia takiego jak w niedziellę. Rowerek stoi, ja półleżę na wyrku. (Bo jak chcę usiąść, siadam na rowerku, nie mam tu nic innego). On się uśmiecha zalotnie, a ja go olewam. Czyli? Jak zwykle. Nie lubię się do niczego zmuszać. Zajebiście miałam w pracy zawodowej, bo robiłam coś do czego się nie zmuszałam, a miałam z tego zabawę. A teraz? No...a teraz jest inaczej. A jak będzie dalej w życiu? Tego nie wie nikt.

17:36, annablack
Link

Był rehab. Ćwiczenia na materacu. Skończyłyśmy, a ja chciałam coś sprawdzić. Pierwszy raz od kiedy ćwiczymy razem - prawie dwa lata (21 miesięcy) podniosłam się z leżenia na materacu do stania na materacu bez ściany, mebla czy innego czegoś pomocniczego.

Zdziwko.

Rąbie mnie łeb. Jak cholera, a mnie przecież nigdy nic nie boli. Chyba lunie zatem.

13:30, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.