KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
środa, 30 czerwca 2010

Chyba muszę przyjąć horyzontalną, szybko. W łazience dostałam takich zawrotów głowy, że nie mogłam się utrzymać na nogach. Za dużo kompa? Ale dziś wcale dużo nie było, bo mnie w domu nie było...

No nic, położę się...I jutro na trening nie idę. Dzisiejszy był dla mnie za ciężki. Pójdę w piątek.

 

Dobrej nocy...

 

22:55, annablack
Link Komentarze (4) »

Dałam do pieca na treningu. Bububu.

W piątek wieczorem widzę się z blogową ekipą: Kiciaf, Konfliktowa, Maria..i Black. Potrzebuję pozytywnego kopa i przywrócenia mnie do pionu. Uciekłam w ćwiczenia. Ćwiczę zaciekle i bardzo, jak na mnie, często. Jakby wszystkie niepokoje miały razem z potem ode mnie uciec.

Czy ja jestem za szczera? W tej materii inaczej nie umiem.

Ostatnio jak przysiadłam na schodku pod Kolumną, jakiś koleś, niby kucharz z Bristolu chciał znajomość nawiązywać. Teraz strach jest kto i czego może chcieć, ale co tam. Wezmę paralizator. Albo kastet. No bo Beretty wciąż się nie dorobiłam.

Czytam ksiązkę pod tytułem takim jak ta piosenka.

 

Zarąbiście się zapowiada. (Dziś zaczęłam.) Dojrzewanie emocjonalne babki po trzydziestce. Konkretnie laska ma 35 roków i zauważa, że w sumie nie ma w życiu niczego. Skończyła nie takie studia, nie ma dzieci, faceta, fajnej pracy, przyjaciół. Jestem ciekawa, czy dojrzeje do zmian. Jakoś się utożsamiam, bo tak jak i ona nie mam szczegółowej wizji swojego dalszego, dorosłego życia. Dlatego czytam z zaciekawieniem.

Aha. Dowiedziałam się, że książka wyjdzie we wrześniu. Że teraz już nie warto, bo Warszawa pustoszeje, a to trzeba rozkręcić promocję itd. Pewnie tak jest lepiej.

Ja przerwałam pisanie drugiej knigi, bo teraz głównie ćwiczę, albo ciężko dyszę po treningu i nie mam napędu na spełnianie się twórcze. Ale może się zmobilizuję. Tylko przeczytam tą książkę. Może podda mi jakieś pomysły na życie.

Tymczasem, trzymcie się.

16:46, annablack
Link Komentarze (2) »

Już jestem. Byłam na nagraniu z panią dziennikarką z internetowego radia IN. I rozmawiałyśmy ...o mnie, blogu, książce, stronie mamsm.pl. A potem, poza nagraniem, o współpracy jako dziennikarka:). Mam podrzucić moje pomysły i pani Kinga nauczy mnie, jakby co, montażu. Super sprawa. Nakręciłam się pozytywnie, muszę pogadać z Grzesiem, bo mam wizję jakby połączyć dwie sprawy. Jakieś felietony? Hmm...

Dziś wycisk poranny intensywniejszy. Dopiero teraz czuję to w mięśniach.

14:22, annablack
Link Komentarze (1) »

Czecze. Już po treningu numero uno. Dziś było mocniej i intensywniej, trudniej z równowagą. No ale tak ma być. Jakby miało być łatwo to po kij to ćwiczyć.

Rozmawiałam dziś w przelocie na temat miłości z moją panią Psycho. Trudny to temat. I nikt z osób dla mnie ważnych nie umie mi nic poradzić.

O 10 wybywam na spotkanie o tematyce esemowej.

Dziś będzie upał, czuję to. Dam znać później co i jak było. Narka. Do miłego.

08:52, annablack
Link
wtorek, 29 czerwca 2010

Pozdrowienia dla koala60. Dzięki za maila. A tu piosenka okolicznościowa. Dzięki za wiarę w dobrą stronę mocy:).

 

21:44, annablack
Link

Marzyć, marzyć. Nie obijać się, marzyć. Burza mózgów. Marzenia głupie, bezsensowne - wszystkie. No dobra. Chciałabym mieć drewniany domek na plaży gdzieś gdzie jest ciepło. Chciałabym mieszkać we Włoszech, gdzieś w domku przyklejonym do skały. Chciałabym mieszkać w starej kamienicy w Budapeszcie. Chciałabym być śniadą brunetką o południowym typie urody. Taką co ma na czym siedzieć i czym oddychać. Chciałabym latać samolotami w delegacje, mieszkać w luksusowych hotelach i żeby wszystkich interesowało co mam do powiedzenia. Chciałabym napisać zajebistą powieść. Chciałabym żyć z mnóstwem kochających psów w domu. Chciałabym nigdy nie musieć się martwić o kasę. Chciałabym być zdrowa. Chciałabym móc się zakochać. Chciałabym robić w życiu coś z misją, coś co sprawi, że będę przydatna ludziom, a przy okazji nie umrę z głodu. Chciałabym kiedyś znaleźć w sobie buddyjski spokój. Dobra. Mam dość. Marzenie na siłę jest bardzo trudne.

Dobrego wieczoru. I najlepsze życzenia imieninowe  Piotrkom, którzy jak mój brat z 29ego.

21:18, annablack
Link Komentarze (2) »

Czy macie marzenia?

Ja nie umiem marzyć. Pani psycho dała mi zadanie. Codziennie pół godziny marzyć. Ja chyba nie potrafię. Głupio mi myśleć o czymś, co nie ma szans na realizację, dlatego nigdy nie marzę. A czasem byłoby fajnie.

A Wy, umiecie marzyć?

11:25, annablack
Link Komentarze (10) »

Gdybym dowiedziała się 5 minut wcześniej, to zdążyłabym na autobus. A tak, to sorry, Winnetou, ale nie idę na trening. Potem popedałuję trochę. Skontakciłam się z Elą - zobaczymy się w przyszłym tygodniu. Teraz zajmę się opracowaniem troszku materiałów na stronę, skoro już i tak miałam wychodzić...

Have a nice day.

07:06, annablack
Link
poniedziałek, 28 czerwca 2010

Dodałam na podstronie podsumowanie na prawie 5 miesięcy po zabiegu udrożnienia żyły. Jakby nie patrzeć, do przodu. W środę pójdę powtórzyc badania morfo i jak będzie ok, to sieknę Tysabri, jak Bóg da, jeszcze w tym tygodniu.

 

 

Spadochron za mną łazi od paru godzin. A macie. Może Wam też się udzieli, hehe. Jutro z rańca na trening, powrót do domu, drugi trening = rowerek, a potem znów out - na baseno. Mocny dzień. Byle był skuteczny.

21:03, annablack
Link

Jutro trening dla kosmonautów i basen wreszcie.

 

Ciekawe co słychać u Karoliny...

 

17:06, annablack
Link Komentarze (1) »

Przedobrzyłam tym rannym treningiem. Musiałam iść na pocztę i klapałam stopą konkretnie. Wszystko przez to, że ja chcę jak najlepiej i jak najszybciej. Czasem zdałoby się trochę studzić zapał...

14:38, annablack
Link

Właśnie przyjechali "wielkogabarytowi" panowie z MPO. La mamma zamówiła ich, żeby zabrali stare klamoty, których nie można normalnie wyrzucić. Tym samym dowiedziałam się, że tego typu wywózkę można raz na jakiś czas (nie pamiętam jaki) zamówić w MPO za darmo. Genialna sprawa. Wysiadło z ciężarówy dwóch wielkogabarytowych łysych panów i w minutkę wrzucili na pakę te ciężkie śmieci w stylu stare zniszczone biurko, które trzymalismy w garażu i tyle ich widziałam. No to teraz tylko czekam, aż chłopcy zniosą do piwnicy rowerek treningowy i będę tam trenować, w chłodzie i spokoju. Na razie rowerek stoi w salunie, hyhy.

12:44, annablack
Link

8 kilometrów, pół godziny, 190 kcal w plecy więc musiałam niezwłocznie nadrobić snickersem. W upale ciężko się pedali. Czerwony ryj, spocona, no ale o to chodzi, żeby lekko nie było. La mamma ma rację, muszę kontrolować, czy nie przeginam, bo jeszcze jakiś ślad spastyki w nogach mam i za duże obciążenie mogłoby zrobić mi źle. Po południu drugie pół godzinki. Może tym razem z niedużym obciążeniem? Czas się napić jerby. Dobrego dnia.

11:53, annablack
Link

Zaspałam na 5.30. Dziś potrenuję w domu. Wszystko przez to, że z ustawionymi wysoko poduszkami bardzo dobrze mi się śpi. Idę pokręcić. kółkami. Dobrego Wam.

10:30, annablack
Link
niedziela, 27 czerwca 2010

Po debacie. Umocniłam się w przekonaniach.

Dzięki, rybko za obronny koment. Przecież...nie można być z kimś z wdzięczności...Miałam nadzieję, że miłość się we mnie narodzi...minęło osiem miesięcy...nie narodziła się. Liczę się z tym, że mogę być docelowo sama, bo...bo ja chyba mam bardziej takie inklinacje. Zobaczę, co przyniesie życie, ale...nie da się zmusić do miłości. Teraz jestem tego pewna, ale nie byłabym, gdybym nie spróbowała. Sa ciepłe uczucia, mnóstwo...ale to nie jest miłość. Niestety. Oczywiście, znam związki, nawet małżeństwa, w które ludzie wchodzą jakoś tak z obowiązku, a potem z przyzwyczajenia coś na kształt miłości ich wiąże. Ale...chyba nie o to chodzi...

Dobrej nocy.

 

 

 

 

22:30, annablack
Link Komentarze (6) »

A oto dla Państwa zespół nomen-omen Yerba Mater.

 

A ja jeszcze trochę jerbnę. Do miłego.

18:51, annablack
Link

Już po. Upociłam się jak mysz, zejść chciałam już po kwadransie, ale nie ma tak. Postanowiłam dwa razy dziennie po pół godziny i zobaczymy co będzie dalej. Nie jest to dystans/obciążenie szalone, bo w sumie nogi mam zmęczone zaraz po, ale potem już jest dużo lepiej. Jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie, mniej więcej wiem jaki stan fizyczny miałam przed dołaczeniem do treningu rowerka, wiem jaką miałam psyche. Yerbę piję codziennie, mam nadzieję, że te wszystkie witaminy faktycznie w niej są:). Najlepsze jest, że prawie wcale nie piję już kawy.

Nie byłam dziś w kościele. Czuję potrzebę wyspowiadać się z moich wszystkich mało sympatycznych akcji, ale trzeba by się najpierw porachować ze sobą w tej kwestii, a do tego na razie zapału brak. Ja wolę do kościoła chodzić w dni powszednie - cisza, spokój, można się skupić nad sensem tego wszystkiego i nie ma tłumów.

Na trening jutro autobusem 6:56. Przejść kawałek, jedna przesiadka, przejść z 10 minut i o jakiejś 7:30 będę. Cieszę się, bo to naprawdę człowieka cieszy. A jeśli jeszcze przy tym poprawi swój wygląd i formę, to żyć nie umierać.

Dzięki rowerkowi obejrzałam spory kawałek meczu Niemcy-Anglia, hehhe.

18:08, annablack
Link Komentarze (2) »

Oglądam program na YT i ściskam gumowy ściskacz - kość. Lewą ręką to konkret, skoro nawet zdrowi mówią, że to dosyć ciężkie do zgniecenia. No i ściskam. Że ja nie dam rady? Come on! Zaraz idę na drugą półgodzinną serię pedalstwa. Znaczy treningu.

16:56, annablack
Link

Hej ho. Właśnie zlazłam z rowerka po pół godzinie treningu. Do usprawniania siebie jestem przygotowana - wyguglowałam różne rzeczy na temat treningu na cykloergometrze, po naszemu - rowerku treningowym i już wiem jak robić, żeby było dobrze.

Dla mnie, powracającej do zdrowia kaleki, wystarczy, że będę wykonywać naprzemienne koliste ruchy nogami. Jeśli jednak chcę dodatkowo poprawić znacznie swą kondycję, powinnam stosować trening interwałowy, to jest jeździć ze zmiennym obciążeniem - chwilę na najmniejszym, chwilę na średnim, chwilę na największym i znów od zera. Ponoć w ten sposób kondycja najlepiej się poprawia.

Nie wiem ile przejechałam (chyba kilkanaście kilometrów), bo byłam skoncentrowana, żeby jechać 30 minut, nie mniej. Podobno krótsze treningi to akurat w moim przypadku bezsensowne. A. No i 172kcal mi spadło. Kurde - śniadanie zmarnowałam. Trzeba będzie szybko nadrobić. Dobrze, że mam grissini z oliwą z oliwek. Wmawiam sobie, że to mi dobrze robi, choć to właściwie paluszki chlebowe, hehhe.

No i prawdą jest, że jak się człowiek troszku zmęczy, to mu serotonina wybija. Ja tak mam, zmęczona, spocona, a od razu wesoła. Dlatego dobrze od rana takie coś sobie serwować.

Choć w sumie ja serwuję sobie w każdej wolnej chwili i to jest genialne, bo tak co chwila na siłkę bym nie śmigała, zresztą - siłownię mam dosyć daleko, a każdy kilometr na rowerku z obciążeniem zbliża mnie do pełnej sprawności. Kurde, niedługo będę mogła normalnie podbiegać do komunikacji.

További jó napot kívánok nektek! Dobrego dnia Wam.

 

12:55, annablack
Link Komentarze (4) »
sobota, 26 czerwca 2010

Wróciłam od dziadków. Po drodze do myjni, do "markietu" po zakupy dla mamy na dyżur etc. I na imprę pomaturalną nie mam siły wbijać. Musiałabym wyjść co najmniej pół godziny temu. Zresztą - w końcu nie potwierdziłam obecności.

18:59, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.