KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 31 maja 2014

Kurde, daję radę krótkie chwile stać myjąc zęby nie opierając się biodrami o stół umywalkowy. W normalnym wyproście. Jak sobie to uświadomiłam, od razu zaczęłam się giąć:).

20:40, annablack
Link Komentarze (1) »

O w mordę. Zamówiłam sobie i bieliźniakowi po pizzy Flambee na cienkim cieście, rpzmiar XXL z podwójnym serem i sosem czosnkowym, jednym dla każdego. Mam gest.  I co? To, że Piotrek zjadł cała, to norma, ale że ja opchnęłam całą, bez specjalnego bólu?

Było mi to potrzebne, zresztą, na wadze łazienkowej niecałe 55, to z czystym sumieniem wchłonęłam.

I nawet nie jest mi niedobrze. Właśnie wydałam to, co oszczędziłam w Dąbku.

Prezent na Dzień Dziecka.

20:00, annablack
Link

Hym. No, przekonuję się jak wygląda stan rozjechania po zaprzestaniu miesięcznego wycisku. I - wygląda, A to tylko doba minęła. Bez Agi jest ciężko. Pomijam fakt, że nie ma do kogo gęby otworzyć. Pogadałam chwilę z Maksem i Dudkiem. Jak zadzwoniła Babcia Z., to z nią też. Czemu nikt mnie nie uprzedził, że jeśli mocno się będę poprawiać, to równie mocne będzie pogorszenie po zaprzestaniu?

Byłam tylko w dwóch sanatoriach w życiu, na dwóch pobytach sanatoryjnych, w obydwu byłam już na wstępie w o niebo lepszym stanie, dlatego nie odczuwałam specjalnego pogorszenia po powrocie.

Chyba będę w tym tygodniu cały czas coś oglądać, albo spać, albo czytać, bo gonitwę myśli mam ogromną i są to same z deka dołujące myśli.

Piotr wybył parę godzin temu, więc nawet z braciakiem nie pogadam. Mogę patrzeć się w ścianę. Babcia śpi jak zwykle, ale to dobrze, bo regeneruje organizm.

 

Zjadłabym pizzę. Ale nawet pizzownika nie wpuszczę, bo zeszłam na dół nalać wody psom i było to dla mnie zadanie ekstremalne. Najmniej z wszystkiego bolało mnie chodzenie po schodach, a już po prostym było trudno.

Jak brat przyjedzie, zamówię sobie pizzę. On odbierze, a ja zjem sama. Całą. O rany, jak ja dawno nie jadłam pizzy...

18:28, annablack
Link Komentarze (1) »

I zrobić kawę.

10:22, annablack
Link

Oż kurde. Zrobiłam sobie śniadanie. Ledwo ledwo. Pierwszy dzień wolności. Czyli co, minimum dwa tygle takie przede mną? Gdzie moja opiekunka, chlip, chlip. No, nie da się ukryć, pierwszy raz brałam udział w czymś tak intensywnym, teraz czuję się jak obita bejzbolem i nie chcę na razie pisać tego artykułu o pobycie, bo będę nieobiektywna. Za miesiąc napiszę.

A. Pierwszy raz zapomniałam o imieninach własnej matki. 29 miała. Ze skruchą wysłałam 30, a ona, że myślała, że jej złożyłam. Widać, że głowę miałam w innym stanie świadomości. Ale ona też:).

I znowu niucham dłoń.

Góra pierdół na podłodze, a ja skupiłam się tylko na tym, żeby fajnie pościelić łóżko.

10:21, annablack
Link

Leżę w łóżku i niucham dłonie. Mój pierwszy w życiu krem do rąk. Całe cztery złote dałam, bo skojarzyło mi się, że w pewnym wieku trzeba, bo się potem wygląda jak Sophia Loren = młoda buźka, a wiek zdradzające dłonie. Nie czuję potrzeby, ale woń kokosa mnie ujęła.

Wiem już o co poprosić doktora Wu, który mnie odziedziczył parę lat temu po mojej doktor, kiedy zmieniła miejsce pracy. Jeszcze u Niego nigdy nie byłam, ale kiedyś wreszcie trzeba, jak innego neurologa nie mam. Więc jak już w lipcu pójdę, po prawie pół roku oczekiwania (zapisałam się w lutym albo marcu), to od razu z listą rzeczy, o które poproszę. Na przykład o danie mi na piśmie zaświadczenia stwierdzającego u mnie zasadność hipoterapii. Znalazłam niedaleko mnie ośrodek hipoterapii, muszę się dowiedzieć, czy w PTSR można płacić za hipoterapię z subkonta. Pewnie można, bo to rehabilitacja.

Słucham Radia dla Ciebie z telefonu. Takie reminiscencje po Dąbku. Przyzwyczaiłam się.

Półleżę w wyrze i myślę jak bardzo jestem głodna, żeby zdecydować się zwlec i zrobić sobie śniadanie. I chyba nie bardzo.

Tak będę leżeć. I nie mam dziś ćwiczeń, w dodatku.

 

O. Jak wczoraj odkryłam, że la mamma ma w lapsie opcję Skanowanie i po podłączeniu przez usb mojego urządzenia wielofunkcyjnego od Ewci (Ewcia, cały czas dobrze działa!) skaner drukarkowy jest rozpoznawany i działa bezzarzutowo, to napiszę ten wniosek o likwidację barier komunikacyjnych jeszcze raz i wyślę skan.

Cały czas badam mamiane Lenovo (Janek  ją namówił na właśnie tę firmę) i zastanawiam się, czy wolę Asusika, czy może Lenovo. Na razie nie wiem.

 

A. Wchodzę wczoraj do łazienki i O kurde, jak tu jest wszystko blisko...i mogę się biodrami oprzeć o umywalkę, a nie kolanami;). Jakie fajne, przyjazne odległości są w mieszkaniu, gdzie nie musi wszędzie mieścić się wózek. No bo ja nie mieszkam w domu. Szeregowy segment to jak mieszkanie. Wszystko mam blisko.

Nie no, nie wstaję, bez kitu. W Dąbku wypadało pojawiać się na śniadaniu, bo jak codziennie specjalnie dla mnie robiono pastę Budwig, to nie wypadało się nie zjawić. Tu jestem swoim szefem i jak nie chcę, to nie muszę. I już. I mam zagraconą podłogę trzema nierozpakowanymi torbami, których też mi się nie chce rozpakować. Jedyne co wyjęłam to kosmetyki i szczoteczkę elektryczną. A reszta czeka. I niech czeka.

08:45, annablack
Link Komentarze (7) »
piątek, 30 maja 2014

 

Leżę na wyrze, nogi jak do pajacyka, ręce też jakkolwiek. Ale mi dobrze, że już jestem. Ten czas... nie wiem kiedy przeleciał. Cztery tygodnie minęły tak ekstremalnie szybko, że nie umiem nawet dokładnie powiedzieć, co robiłam w którym tygodniu.

Jak teraz tak patrzę z boku, to nie wiem za bardzo jak dałam radę chociaż część tych wszystkich rzeczy robić.

Wózek 24/24?

Przemieszczanie się nim w górę ostrej pochylni?

Koń?

Skuter?

Psycholog?

Logopeda?

Bieżnia?

Rażenie prądem pęcherza?

 

To wszystko pierwszy raz w życiu.

 

Okoliczności i sam pobyt tak zaskakujący, tak... chyba trudny emocjonalnie, szczególnie na początku, że w pale mi się nie mieści, że się zdecydowałam i nie uciekłam po tygodniu. I po trzech też jednak nie.

Brzydka kobieta może zafascynować, a trudna sytuacja prowokuje, by się z nią zderzyć.

Dla mnie pobyt był mega trudny. Nigdy nie wystawiałam się na coś takiego, dlatego dla mnie to było wyzwanie. Czy podołałam? Poniekąd. Pokąd? O tym w następnym odcinku.

 



22:12, annablack
Link Komentarze (3) »

Oż ty w żyyciu. Tego się nie spodziewałam. Wchodzę ja do łazienki, w bieliźnie jeno i taki rzut oka kontrolny na całokształt, bo w Dąbku lustro było na wysokości dla wózkowiczów. Patrzę tak na bęben i..kurde, co mi tu wyrosło, czyżby zaczątek mięśni brzucha? O ja cię kręcę...ja i mięśnie brzucha? Brawo, Sławek, szacunek dla Ciebie. To ciekawe jakie mam mięśnie pleców, w końcu to tłukłam bity miesiąc...

A, przyszła przesyłka zamawianych rzeczy z wyjazdu. Torebka jest mała, ale mi się podoba, więc choć nieopłacalnie droga, to ją zostawię, coś tam jeszcze zostawię, reszta do zwrotu.

 

Huh, mięśnie brzucha, he, he, nie mogę...ja? Później się przyjrzę jeszcze raz, może mi się przywidziało.

18:43, annablack
Link Komentarze (2) »

O w mordę, po niecałej godzinie byłam w Warszawie. Po 1,5 godziny w domu (się mieszka na końcu świata, się ma). A potem weszłam do domu. Pierwszy raz od dawna nie na kółkach. O kurde. Stwierdziłam, że jestem w gorszym stanie niż przed wyjazdem. Ledwo weszłam na swoją wieżę. Mam pokój na piętrze, więc lepiej się przyzwyczaić. Buja mnie we wszystkich kierunkach. Dowlokłam się do wyra, ledwo unosząc nogi na łóżko, chwyciłam kubas z sokiem marchewkowym, którego miesiąc nie piłam (chlip, chlip). Ten trochę mnie ożywił, więc wzięłam drugi kubas, dla odmiany z kawą i powlokłam się przywitać do Babci.

Sztrasznie mi, bo jest mi w tej chwili gorzej niż było ("nogowo") i choć wiem, że przez 2-3 tygodnie takie samopoczucie jest uważane za normalne po tzw. sanatoriumopodobnym pobycie, ekipa ośrodkowa też mnie o tym ostrzegała, a jedna pani rzuciła nawet, że taki czas osłabienia może przeciągnąć się do czterech tygodni, to poczucie, że jestem w takiej "dupie" trochę niefajne jest i może dobrze, że od poniedziałku zaczynam ten kurs węgierskiego, to skoro ciałko (nogi, bo rąsie fajnie dają radę) potrzebuje się trochę zresetować, to pocisnę teraz mózg.

A w poniedziałek o 11:00 rehab nr 18. Ja 45 minut, kwadrans Babcia. Bardzo się Nią niepokoję, bo coraz bardziej odpuszcza sobie życie. Mam nadzieję, że z dziewczynami uda nam się pobudzić życie.

 

18:24, annablack
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 maja 2014

W nocy zrobiłam zakupy allegrowe, kupując kosmetyki na trzy miesiące (kremy, balsamy itp.) za stówkię z kurierską przesyłką. Dlatego lubię Ziaję. I choć Julia krzyknęła: Patrzcie, ona nie ma zmarszczek, pewnie drogich kremów używa!, nie chciało mi się wyprowadzać jej z błędu. To zdrowy tryb życia i niewchodzenie w żadne używki, Julio:). Mam stary PESEL, po prostu.

 

Sławek spytał ile przejdę. No nie wiem ile, bo tutaj wcale nie chodzę. Mógłby mi ktoś zwinąć wózek, to wtedy bym musiała chodzić i by się okazało ile przejdę. 5, czy 10 metrów? A w dobry dzień, to może nawet więcej? Powiedziałam wprost, że nie wiem, bo przecież nie chodzę.

 

A, chyba przedwczoraj ktoś z rehabilitantów powiedział, że mam kapeć z opony i czy czuję, że mi się ciężko jeździ. Ja to mam małe doświadczenie w wózku, żeby nie powiedzieć – żadne. Więc jak mi się ciężej jechało, to myślałam, że to dlatego, że jestem słaba, albo, że „tak ma być”. Ale właściwie ciężej mi się nie jedzie, może dlatego, że się wzmocniłam.

Sławek zauważył, że wózkowanie idzie mmi już sprawnie. Sorry, po miesiącu? Małpa by się nauczyła, ale nie chcę się przywiązywać.

 

Poszukam zaraz jakiejś składanej bieżni (tylko taka wchodzi w grę z racji przestrzeni domowej ograniczonej). Bardzo się napaliłam.



16:21, annablack
Link Komentarze (3) »

Hm. Nie poszłam na konia, bo zimno, wietrznie i musiałabym do hali. Nie byłam tam jeszcze, ale jazda konna jest romantyczna i powinna odbywać się na świeżym powietrzu.

Nie no, po prostu mi się nie chciało. W tym czasie poszłam na dodatkowe zajęcia u Sylwka i pedałowałam ręcznie na moto med Viva 2. Kręciłam 17 minut, najpierw do przodu, potem do tyłu. Wyszło mi lewa do prawej 53% do 46%. Czyli lewa dużo więcej kręciła, niż prawa. Zdziwko, że lewiczka dała radę. Przejechałam ręcznie 4 km.

U Sławka było rozciąganie rąk, które bardzo spięłam na rotorze, potem weszłam na bieżnię na 5 minut tylko, bo miałam przyjść przed 15:00 móc pochodzić więcej. I przyszłam. Przeszłam ciurkiem osiem minut. Nie było żadnych przerw, lewa stopa mi nie opadała i, choć byłam zmęczona, dałam radę, bo Sławek stwierdził, że neurologicznie jest OK.

 

Teraz jestem już zmęczona i mam dość (tak to czuję), ale osiągi zwiększam, choć to koniec czwartego tygodnia pobytu, bo właśnie neurologia ma się teraz dobrze. Pamiętacie, jak w pierwszym tygodniu byłam tak przemęczona, że nawet zaczęłam czuć lewe oko (a już dawno nie dawało mi się we znaki w żaden sposób)?

 

Panie redaktorki namawiają, żebym napisała coś o pobycie w Ośrodku. Powiedziałam, że spróbuję. I może coś z tego wyjdzie.



15:40, annablack
Link
środa, 28 maja 2014

Nie mogę spać, w mordę, a zajęcia zaczynam o 8:00 i cisnę nieprzerwanie do 13:00. W tym koń. Huh. Czy dzisiaj jest pełnia? Barany już liczyłam. Doszłam do trzydziestego i mi się znudziło. A w międzyczasie dostałam smsa od Bartka, że by mnie chętnie posłuchał. Bartek, co to ja, zegarynka? Wciskasz i gada? Nou, nou, nou. Jakbyś przeczytał wpis blogowy, to byś wiedział, że taki sms w dniu dzisiejszym jest z deka nie na miejscu;).

No kurde, za sześć godzin wstaję, to chyba trza spróbować spać. Bo zasnę na koniu i co będzie?

23:46, annablack
Link Komentarze (1) »

A, u logopedy wymiękłam. Po dwudziestu minutach ćwiczeń na pysk już nie mogłam. Ja naprawdę męczę się permanentnie i słuchanie rozmowy też mnie zmęczyło. Olo, godzinę? Niestety, dzisiejszego logopedę musiałam skrócić. Ja nawet do Ewci rzadko dzwonię, bo po prostu, nie mam nawet siły słuchać. Bo jednak trzeba uważać na to, co ktoś mówi do ciebie.

Jeszcze dwa dni...czuję się wyciśnięta jak cytryna, choć przecież nie chodziłam na wszystko.

Za słabosilna, albo zbyt niechętna, by wzywać do wszystkiego pomocy.

 

Już niedługo. Już niedługo. Wytrzymam.

16:15, annablack
Link

Hm. Psycholog Ania przytuliła mnie na koniec.

Jesteś córką pary „twardzieli”, więc nie dajesz sobie prawa, żeby coś ci się nie udawało, żebyś okazywała słabość przed „obcymi”.

Mówisz, że mama szorstka, ale to ty jesteś bardzo na dystans. Nie rozpłakałaś się przy mnie ani razu, nawet łzy ci w oczach nie stanęły. Uprzejma, cały czas uśmiechnięta, ale trzymająca na dystans.

Nie dajesz się nikomu do ciebie zbliżyć, boisz się, że zostaniesz zraniona, dlaczego?

Nie wiem.

Ja ci z tym nie pomogę. To ty sama musisz pozwolić się do ciebie zbliżyć. I to kiedyś nastąpi. Sytuacja zmusi cię do zaufania komuś, bez wątpienia.

Yhm – podsumowałam elokwentnie.

 

Namawia mnie na ustawienia Hellingera. Żebym się odważyła. Jak pamiętacie, raz na ustawieniach byłam, przed laty, uhuhu, albo i dawniej. Przed ośmiu chyba. Nie odważyłam się wtedy wyznać przed grupą obcych ludzi, że mam sm. Wtedy nic po mnie nie było widać.

 

Na terapii ręki jeździłam na obciążeniu, o którym dopiero po kwadransie Sylwek mi wyznał, że na tym obciążeniu nikt jeszcze nie kręcił, w sensie że duże. Czy ja wiem? „7”. Grześ, to jest dużo?

Po kwadransowym kręceniu na rotorze wyszło że relacja lewa do prawej jest 49% – 51%. Czyli ładnie.

 

Potem fajne rzeczy u Sławka, czyli na rehabie indywidualnym. Przychodzę na rehab. Jak się czujesz? Auuu, okropnie jestem już wykończona – rzucam. - Mam już dość. Nie mam siły na nic. Znów jeżdżę po pokoju wózkiem. - To chodź na bieżnię.

Jęknęłam, ale poszłam.

I wyszło: 4 minuty na bieżni, potem 5 minut odpoczynku i znów na bieżni, tym razem 5 minut. I mogłam więcej, ale Sławek powiedział,żeby nie zjechać się do końca.

 

Sławek stwierdził, że ciało zmęczone, ale neurologia ma się dobrze. I żebym nie wrzucała na luz z rehabem w domu, tylko żeby robić tak, jak wcześniej 3x 45 min, Żeby nie rozluźnić zupełnie stanu.

 

Muszę zrobić kawę.



15:17, annablack
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 maja 2014

Aj, zmęczona jestem. Złożyłam się na pożegnalne wińska i batoniki, przywitałam nowych uczestników i rozbolały mnie plecy, zatem zwiałam do pokoju. Pogadałam chwilkę z la mammą i Babcią, której powiedziałam, że w ten piątek wieczorem będę w domu. Ucieszyła się.

Jutro psycholog i logopeda. Logopeda – super, bo widzę, że to, co robię, przynosi efekty, psycholog – też przynosi efekty, ale chyba na mniejszą skalę, bo zbyt jestem pokręcona. Trudno się przeze mnie przegryźć, nawet mnie samej, no ale spróbuję, po raz ostatni na tym turnusie.

 

No, faktycznie, boli mnie odcinek lędźwiowy pleców, czyżby przez Karinę? No bo Sławek mi dziś odpuścił hardkor ćwiczebny, żebym tylko dała radę pójść na konia. No to poszłam i nawet pół godziny w wyproście nie wytrzymałam (ale się uczepiłam, co?).

A teraz zmysły koję ACDC-em.

 

Bardzo się cieszę, że Uniwersytet w Debreczynie uruchomił kursy na skajpie. Bardzo. Bo oczywiście najchętniej pojechałabym na Węgry odświeżać język, ale jak się nie ma co się lubi, to mega mega się cieszę, że mogę tak i że jest to tak z biegu po turnusie, a potem, idąc za ciosem zrobię jeszcze inne rzeczy;).



20:33, annablack
Link

Uch. Byłam na koniu, poza wymienionymi rzeczami. Karina. 20 minut trzymałam się prosto, po dwudziestu zaczęłam się sypać i prawie podpierałam się nosem, więc Piotrek zdecydował, że kończymy. Widać, jak bardzo każdy jest inny: niektórzy nawet dodatkowe jazdy sobie zamawiają, a ja zaledwie pół godziny i nawet tyle nie umiem się utrzymać w pionie. Dołujące to jest, jak sobie uświadomisz, że inni mogą, a ty nie dajesz rady. I wkurzające, że jesteś takim cieniasem, choć wydaje ci się, że możesz wszystko. A potem po kolei musisz z kolejnych zajęć rezygnować, bo nie wydolisz.

Asia, logopedka, powiedziała, że jest lepiej, tylko muszę popracować nad podniebieniem miękkim, które nie chce zatykać tego co ma zatykać i dlatego jak się zmęczę, mówię jak Kaczor Donald. Dobre na to ćwiczenie to chrapanie. Ja nie chrapię, więc muszę ćwiczyć takie odgłosy chrapania, albo słomką podnosić z biurka papierek na wdechu będąc. Ma mi się poprawić, jak tak będę ćwiczyć.

Jutro rodziciele wyjeżdżają na urlop, na dwa tygodnie, w związku z tym, obejrzymy się po 1,5 miesiąca niewidzenia. Ale chyba mnie poznają;).

 

Taak, głupio mi, że nie daję rady tego, co starsze ode mnie esemowe osoby dają i są tym zachwycone. Widać, każdy choruje inaczej i za cholerę nie można się porównywać. Może to kiedyś zrozumiem.

 

Powtarzam sobie to, co mi mówią wszyscy: Teraz kumulujesz te różne umiejętności, gromadzisz moce, a po dwóch, do czterech tygodni twój organizm załapie to wszystko, czego go cały miesiąc uczyłaś i zacznie wcielać w życie. Bardzo w to wierzę, bo czuję ten mój potencjał, czuję, że on by chętnie już dał czadu, tyle że nie ma siły.



15:10, annablack
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 maja 2014

Huh. Przypomniało mi się coś, z czego dla mnie nie wynika nic.

 

Pod koniec spaceru po bieżni, Sławek wskazuje na ikonkę z serduchem – tętno 72.

 

-Eee, dobre masz serce. - zdziwił się.

Zależy kogo spytać, pomyślałam. Tak się męczę, jakbym miała paść i po ćwiczeniach albo idę spać, albo robię nic, jak zwykle, ale przecież to nie wskazywałoby, że mam jakiekolwiek problemy z sercem. A że tętno mi nie skoczyło przy powolnym spacerze, to chyba normalne, co?

 

Znowu nie odebrałam telefonu. Noż kurde, wiem kto to dzwoni. Dzwoni Zbyszek, żeby zaprosić do siebie na telewizję. Mówiłam, że nie oglądam telewizji i że możemy pogadać w aneksie (jak wczoraj o Jaruzelskim), albo „iść” na spacer. Nie będę wbijać do pokoju. Zresztą, czytam teraz „Walkę ze zmęczeniem w stwardnieniu (...)”, książkę pożyczoną mi przez panią psycholog. Obstawiła, że wytrwam do końca, bo jestem zaciętym zakapiorem (nie powiedziała tak brzyćko), ale coraz mi trudniej wytrwać. Organizm się słania. No żebym zasnęła rano i to tak, że nie poszłam na zajęcia grupowe z terapii zajęciowej? Ja w ogóle nie śpię w dzień, chyba, że jestem chora, a tu ciągle. Organizm chce się odratować?

 

Właśnie zobaczyłam, że lewym okiem, w którym mam -0,75 nie mogę odczytać numeru pokoju, zapisanego przyklejanymi cyferkami na aparacie telefonicznym. Prawe też mam słabe -0,5, ale nim odczytuję. Także: jak z odległości będę na kogoś patrzeć lewym okiem, mogę go nie poznać.

 

Ale chrzanię. Dobra, Ewcia czeka na telefon.



20:32, annablack
Link Komentarze (2) »

Jak ustawia się w win 8 na skajpie status „zajęty”? Jest tylko dostępny (full screen mnie wkurza) i niewidoczny, w który i tak nikt nie wierzy, że kogoś nie ma i dzwonią na potęgę.

 

Jutro mam siedem zajęć. Pójdę, a raczej, cholera, pojadę, może na cztery: indywidualne u Sylwka, u Sławka, prąd na pęcherz i logopeda. Logopeda mi pomaga – wad wymowy, które mam od urodzenia nie próbuję nawet naprawiać, bo specjalnie mi nie przeszkadzają. Wydolność oddechową mam, zdaniem Asi -logopedki, dobrą, dziś już mi się nawet gardło nie zaciska, jak gadam, więc spoko. Prąd na pęcherz, cholera wie, czy coś robi, czy po prostu mniej piję, ale coś chyba to daje i skoro nie muszę nic przy tym robić i mogę się położyć, to biorę.

Koń...Karina tak, ten ogromny, jak mu tam – nie. Zresztą zobaczę do jakiego stanu mnie Sławek doprowadzi przed koniem, czy dam radę. Krio oleję całkowicie – po rehabie z SS jest bez szans, żebym cokolwiek jeszcze ćwiczyła. Jestem słaba, bez wydolności życiowej i szczerze, wydaje mi się, że to miejsce jest dla mnie za ciężkie. Przykre, ale nie daję rady.

 



18:28, annablack
Link

Uch. Ja nie z tych, którzy kwilą łatwo, że za ciężko. Kiedy ja mówię, że już nie mogę, znaczy to, że jestem poniżej normy na około 300% i że naprawdę za chwilę przewrócę się i już nie wstanę.

I o ile na rehabie ze Sławkiem było ciężko, ale zwyczajnie ciężko i nie przeszkodziło mi to wykonywać w miarę sprawnie ćwiczenia na brzuch i półleżąc, albo całkiem leżąc na tzw. beczce podnosić się do pionu, o tyle na krio już nie dałam rady, no bo tam mrożenie, a potem znowu ćwiczenia.

 

O ćwiczeniach u Sławka dowiedziałam się, że są trudne od pani, czekającej na swoją kolejkę, która obserwowała i komentowała. Że mam stopę większą od Sławka, o co akurat nietrudno, jak się jest mną, albo, że te ćwiczenia są niewykonalne. No jaki masz rozmiar? 40 – wyznałam ze wstydem, ale jakbym miała mniejszą, to bym się przewróciła do przodu. No, w sumie jesteś wysoka... Andzia nie wiedziała, że się nie da, przyszła i zrobiła, tyle że dowlokłam się ledwo na obiad, ledwo do pokoju, a jak zobaczyłam, że za 20 minut mrożenie, a potem znów pół godziny ćwiczeń, to odpadłam. Nie wiem, czy w ogóle będę chodzić na cokolwiek w tym tygodniu.

Sławek się śmiał do tamtej pani, że skoro zepsuł jej się skuter, to może sobie weźmie mój wózek, bo mnie już nie będzie potrzebny. Taki żart prowadzącego.

Dziś nie poszłam na grupową terapię zajęciową. Przespałam. W dzień. O 9:30. Po weekendzie, który odpoczynku nie dał za grosz. Sławek się żachnął, że miałam odpoczywać. No to odpoczywałam, jeno ten sobotni odpoczynek (jeżdżenie skuterkiem, uspołecznianie, gubienie i odnajdywanie równowagi w pokoju), cięższy był, niż ćwiczenia dla mnie.

 

Pani psycholog też się żachnęła nad tym niby perfekcjonizmem, że nie pozwalam sobie wrzucić na luz. „Jestem chora i niepełnosprawna fizycznie? To za to umiem, wiem, potrafię.....”

Nie umiem zaakceptować, że przydarzyło się to bez mojej winy i nie umniejszyło tego, jaką jestem osobą. I cały czas w mojej głowie ludzik z pejczem chcący zmusić mnie do chodzenia jak w zegarku. „Nie chodzisz jeszcze jak zdrowa? Widać za mało się starasz. A po co ci lek? Leki są dla słabych.” Szast prast – świsnął bicz.

 

Naprawdę męczy mnie moje niedoganianie wzorca. Tyle już zrobiłam, ale wciąż jestem nie taka. I wciąż dla mnie jest za mało. Życie ci upływa na czekaniu na coś co może się nie stać – powiedziała pani psycho, a ja dodałam w myślach: Ale się stanie.

 

  • Czy będziesz miała wtedy satysfakcję?

  • Nie, to będzie wykonana praca domowa.

  • Co musiałoby się stać, żebyś była z siebie zadowolona?

  • Nie wiem.

 

 

Zgrywam cichociemną. Na obiedzie jakaś dziewczyna/pani? do mnie:

  • Ty byłaś tu już.

  • Nie.

  • To skąd ja cię kojarzę?

  • Nie wiem. Może ktoś podobny.

 

Trochę przeraża mnie moje do siebie podejście. Jak można siebie tak nienawidzić?



15:10, annablack
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 maja 2014

Kurde, jutro mam psychologa. Będzie się śmiała, że nie umiałam naprawdę olać wszystkiego i odpoczywać, że niby perfekcjonizm. No, w sobotę, jak na luźny dzień, to ćwiczyłam. Ciągle gubienie i odnajdowanie równowagi, czyli "próba życia" na chodząco. Uspołecznianie, trochę na siłę, bo jeszcze się do tego nie przekonałam. Ania psycholożka twierdzi, że jak więcej popróbuję i upewnię się w tym, że "nie boli", to polubię. No widzę, że nie boli, uspokajaczy już nie biorę na okoliczność oglądu z ludźmi, ale że polubię, wątpię.

Cały czas trzyma mnie "Kto nie ze mną, ten przeciwko mnie", a tu jakoś nie odnajduję bratniej duszy. Ze Zbyszkiem fajnie się gada, ale on wiekowo po pięćdziesiątce, więc większość jednak nas różni, ale tematy zarąbiste typu: "Ciekawe co się dzieje z duszą po śmierci". Z młodszymi raczej o tym nie pogadam, a "Co dziś pijemy i czy kupić ogórki, czy śledzie?";) jakoś mnie nie kręci.

Z kobietami "Na jaki kolor się ufarbować? Jak modelujesz? Przespałabyś się z którymś?" jest chyba jeszcze gorsze. Ale to nie, że tutaj. No, może trochę. Ogólna tematyka.

Dlatego... Nie kręci mnie uspołecznianie tu. Tak jakoś. Może w jakimś kółku zainteresowań np. "Jak u ciebie wygląda opieprzanie się cały dzień?"

Szkoda gadać. Nie odpoczęłam przez weekend, a jak jeszcze raz usłyszę "Wykorzystaj to, że tu jesteś" zacznę kląć. Kto wie czy i na ile wykorzystuję pobyt? Dla kogoś może to być na pół gwizdka, a dla mnie właśnie tyle to 200% normy i choćbym chciała, to więcej nie zrobię.

21:24, annablack
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.