KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
piątek, 31 maja 2013

Nicka, nicka... masz rację, kto mi zabroni? No kto? Mamafufla ma rację: to nie płacz, to alergia. Alergiczką nie jestem, więc chyba na życie mam. Co by tu zrobić, żeby jakoś sobie przepracować i zaakceptować? Oglądałam na Iplexie jakiś film, ale nie pamiętam tytułu, a treści nie zrozumiałam. Ćwierćinteligentka. A może nie mogłam się skupić. Moje myśli krążą gdzieś tam, a ja czuję się osaczona natłokiem mądrych słów, które sprzedał mi PK. Czasem mniej, znaczy więcej.

Nie mogę zasnąć, chociaż kawę piłam o 15 i było to cieniaste Latte, więc to nie to. Co ja będę robić przez noc całą?

Ostatnia majowa noc. Za 40 minut Dzień Dziecka...

23:20, annablack
Link

Trudny dzień. Dwie piguły szczęścia za mną. Pierwszy raz gadałam na skajpie ze łzami „w oczach”. Chyba nie było widać, ale czułam. Strasznie mi jakoś. Dlatego jak usłyszałam, że dobrze wyglądam, ciężko mi było w to uwierzyć.\

Elektryk nie dotarł, dalej nie da się do nas dostać bez klucza.

Aga wpadnie jutro dać mi śniadanie i poporcjować obiad. Zasilacz do rowerka najwcześniej w poniedziałek.

Płakać mię się chce. Może to stan zapalny spojówek?



20:57, annablack
Link

Spie...pamparampam, nie przeklinam... zasilacz do rowerka. Pedałowałam, pedałowałam, a zasilacz mi się wkręcił w pedał i kabelek przerwany. Zamówiłam w necie nowy, chociaż ja nie używam obciążenia i mi specjalnie nie jest potrzebny, ale moja wina. Wszystko psuję. Tak mam W relacjach z ludźmi, w użytkowaniu przedmiotów nieożywionych... totalna demolka.



13:01, annablack
Link

 

Zrobiłam sobie kawę z ekspresu. W otwartej szklance z grubego szkła. Rąsia się trzęsła jak sto diabłów. Jak chwyciłam ją obydwoma dłońmi dałam radę donieść do ust miażdżąc ją tak, że gdyby to było zwykłe szkło, to bym zmiażdżyła. Oż ty w życiu... Czemu one tak się trzęsą. Ona – właściwie.

Potem próba rowerkowa. Minuta pięćdziesiąt = 1 km 100 metrów.

Dziesięciu minut nie pedałowałam, bo spodnie na rowerku za długie (rozm. 34 noszę - na 1 m 80, widać że jestem niewymiarowa), dzwoniaste nogawki przeszkadzają. Wiem, trza było w dresie chodzić. Ale tak w kółko w dresie? Przecież nie mam już halogenowych herów, to już nie muszę;).

 

I tak sobie myślę: świeżo zdiagnozowany, po jednym z pierwszych rzutów potrzebował czterech miechów na diecie, żeby wydobrzeć, to ja, po 12 latach, będę potrzebowała 12 lat? „Najłatwiej” byłoby zaakceptować, że tak już będzie. Tyle, że mi wcale nie jest łatwo.

 

Aga w weekend też wpadnie, bo ja bez „osobistego asystenta” nie mogę teraz nic. Czajnik na herbatę mnie przerasta. Wszystko przez te rączki.



11:56, annablack
Link
czwartek, 30 maja 2013

To dopiero.

Zostałam namierzona. Nie CBA, nie MSW, nie FBI, tylko PK.

A ja już sobie postanowiłam, że wymiksowuję się z tej znajomości-nieznajomości i nie wchodzę na komunikatory, co by nie prowokować.

Bo tak jakoś brak sensu czuję. Nawet do gadki, co zresztą zostało wspomniane ze dwie notki wyżej. Tak więc: dziś nie gadam, nie myślę, nic robię, czyli - jak zwykle.



22:10, annablack
Link

No i co? Cezik pokazał, że znasz cztery gitarowe akordy i możesz zaśpiewać wszystkie rzewne kawałki świata:).

Zostałam jego fanką już jakiś czas temu:).

 

21:43, annablack
Link

21:01, annablack
Link

Bezsilność do potęgi. Rodziciele dwoją się i troją do potęgi (czemu ja się powtarzam?), a ja mam mętlik i chodzę na ostatnich nogach. Zadzwoniłam przeprosić, że nie wpadnę na ślub córki mojej matki chrzestnej... Tak, zaczyna się dzwonienie, żeby przeprosić, że na ślubie mnie nie będzie. Następna – moja uczennica? Kurczę... chcę tak dużo powiedzieć, a tak mało mi słów wychodzi. Sorry, nie pogadam dziś ani telefonicznie, ani skajpowo. Sorry, Ewcia, sorry, PK. To nie jest dla mnie łatwy czas.



 

Lubię.

19:42, annablack
Link

R

Nie denerwuję się. Wcale. Wdech i wydech. Padre wyrzucił mój dzisiejszy obiad. Też miałam szpinak z rokpolem. Bo mu brzydko wyglądało. Cholera jasna! Jak już lekko nadpsute. Cholera, ale moje! I co? Pyszny obiad w śmieciach, a ja jadłam to co oni -mięcho – pulpety czyli.

Kurde, wyrzucił mi swego czasu moje wszystkie letnie ubrania? Luz, były w czarnym worku w piwnicy, bo w zimie mi się w szafie nie mieściły. Mógł spytać, ale po co się pytać? Przecież to tylko ja...

RWA MAĆ! WIEM, MIAŁAM NIE PRZEKLINAĆ, ALE CORAZ BARDZIEJ NIE WYTRZYMUJĘ. DLATEGO MAM OGROMNĄ SZAFĘ, BO WSZYSTKO, WSZYSTKO TRZYMAM W POKOJU. BUTY, KURTKI, CZAPKI, WSZYSTKO. JESZCZE SOBIE MINI LODÓWKĘ DO POKOJU KUPIĘ, ŻEBY MI MOICH POSIŁKÓW NIE WYRZUCAŁ.

GDYBY TAK BIELIŹNIAKOWI COŚ WYRZUCIŁ Z UBRAŃ, TO CHYBA POSZLIBY NA NOŻE...a ja? Spokojnie, tylko kupuję teraz wszystko z lumpka, żeby mnie nie bolało, jak wyrzuci.

 

Niech oni już jadą...



14:00, annablack
Link

 

Kolejne dwie minuty i kolejne 800 metrów. Choleeera. To moja walka z frontem, który chce mnie złamać. Ej, jak tak pojadę 10 razy, to będę mieć w kulawych nóżkach 8 kilometrów...

Wróć! Za warkoczyki do pionu. Znowu przeginam? Nie. Kulawy musi więcej próbować, po prostu.

 



Bardzo ładne imię. Kojarzy mi się z Gałczyńskim. Srebrna Natalia...

13:26, annablack
Link

Zadzwoniłam do Ewci. Sama. Pogadałyśmy trzy minuty, a potem padł mi fon i zaczęła mnie wzywać mama. Co, nie wypiję z rodzicielstwem kawy, jak jutro wyjeżdżają? Posiedziałam chwilę na balkonie i zaczęło mi się kotłować w głowie. Wypiłam kawę w domu, bo zawroty i wróciłam na górę pisać. Napisałam kawałek „Ptasiego mózgu” Brzechwy (czyli poezja o mnie), a potem wsiadłam na rowerek. Ciężko, jak sto pięćdziesiąt. Wytrzymałam dwie minuty. Teraz tylko 700 metrów. Czuję, że przechodzi front. Elektryk dziś nie przyjdzie. Przyjdzie jutro, wtedy, kiedy będę tylko ja. No i babcia, ale babcia z piętra nie schodzi. Ech, mam nadzieję, że zostawią mi klucze, bo bez klucza furtki nie otworzę.

Ggrgrggr.



Pisanie "pismem pisanym", a nie "drukowanie" dużych liter jest jednakże bardzo trudne. Szczególnie dziś.

13:04, annablack
Link

Kurde. Wysłuchałam większej części radiowej mszy, ale zupełnie do mnie nie dotarło. Może wieczorem zrobię kolejne podejście.

Przejechałam 2,5 minuty w tym moim niby szybkim tempie. Kilometr z groszami wyszedł w tym czasie. Niby szybko, ale nie do końca, bo w takim tempie wychodzi w 9,5 minuty 4 kilometry. Nieduża różnica. Jak na luzaku jadę, to potrzebuję tylko pół minuty więcej, żeby zrobić ten dystans. Uech. To teraz popiszę ćwiczebnie.



10:01, annablack
Link

Cze. Jak tam, jesteście wyjechani na weekend? Ja jak zwykle – mój rowerek i ja. Rodziciele wyjeżdżają jutro. Fajnie, czuję, że im to bardzo potrzebne.

Mama mówi, że piszę ładnie. Taa, ale jak na mnie brzydko. Zawsze miałam fajny charakter pisma, a teraz od nowa uczę się kształtu literek:).

Wczoraj przypomniałam sobie, że zapomniałam o imieninach mojej najkochańszej Asiencji. Tyle nas łączy, a ja zapomniałam. Ponoć imieniny mają tydzień ważności, to zdążyłam. O wszystkim zapominam, bo mózg mi zanika. Nie zadzwoniłam do Ewci, choć obiecałam wczoraj, ale taka byłam zmordowana (czym, czym? Właśnie niczym!), że jak przypomniałam sobie o 22:30, to już nie dzwoniłam.

Boże Ciało. Ciekawe czy znów będą pić na potęgę. Albo szukać big love w necie, Nie mam już zdjęcia siebie na gg, mam lajtową żabę. Gadki szmatki i tak są grane. Jak dziś:

 

Cześć, jestem Sylwek, mam 24 latka. A ty?

 

68.

 

Poważnie pytam.

 

Poważnie mówię. Za młody, dziecko, jesteś dla mnie.

 

Kurtyna.

 

 

 

Dobrego wolnego.



09:05, annablack
Link
środa, 29 maja 2013

Jutro Boże Ciało. Elektryk przyjdzie poprawić to, za co wziął pieniądze, a zreperowane nie zostało. Czyli domofon. Dziś ponieważ nie mam kluczy, przetrzymałam Małgosię 45 minut po rehabie, bo nie mogłam jej wypuścić bez klucza. Moje klucze ma na stałe Janek, a Aga była w tym czasie w sklepie.

Coś na kształt burzy usiłowało się przewalić, ale u nas nie było, może za Wisłą.

Zmęczona się czuję. Chyba pójdę spać.



22:11, annablack
Link

O w mordę... Oż kurde. Pisu, pisu, tak? Wzięłam czystą kartkę A4, żeby nie było pomocy z liniami czy kratkami – normalna, goła kartka. I zaczęłam pisać. Poczułam się jak analfabeta. Wiem, że dziś na rehabie uskuteczniałam boks, to i łapy zmęczone, szczególnie prawica, bo nią waliłam więcej...ale oooo...rany. Już wiem co będę robić w czasie wolnym do końca tygodnia: będę pisać ręcznie. A jak będę skajpić, to równolegle będę zapisywać to co mówię. ;) Dla treningu.

Oż kurde, jak usiłuję pisać, to łapy (łapa, bo dwoma nie umiem) dalej mi się trzęsą tak, że wyzwaniem jest utrzymanie w ręce długopisu.

No a – jako że wyzwania lubię – pisanie ręczne już teraz będzie moim obowiązkowym ćwiczeniem każdego dnia. Dobrze, że nie jestem architektem. Już sobie wyobrażam jakbym rysowała. A nie, sorry, przecież, jeśli tak by mnie zgięło, byłabym i tak na rencie. Spedytor na rencie, to i architekt by był. W szkole psycholożka robiła mi testy do czego się nadaję. No i ja do niej, że human, human ze mnie. A ona do mnie, że z jej testów wynika inaczej. Że oczywiście, przeważa humanizm, ale mam też skłonności/umiejętności „ścisłe”. Ja do niej: No tak, nie umiem lać wody, bardziej konkret. A ona, że mnie widzi na architekturze.  

Ue, strasznie to męczące.



17:33, annablack
Link

Heh, zmyłam tę masakrę, manikjurem zwaną. Do kolorowych lakierów muszę jeszcze bardziej okiełznać ręce. Na razie są takie jak ja cała: nieokiełznane.

Dowiedziałam się, że chodziłam dzisiaj spoko. Ekhm, przepraszam, jeśli to miało być spoko chodzenie, to ja mam za wysokie oczekiwania.

Małgo powiedziała dziś widząc padre, że jestem skórą zdjętą z niego. No, nie da się ukryć, z naszej trójki to ja jestem najbardziej podobna do rodziciela. Szczególnie z charakteru, co? Twardziel marynarz i ja, hi, hi. Nie dwóch chłopaków, tylko ja. To ponoć na szczęście. I tak sobie będę powtarzać. A co! :)

Rodzinka dziś i jutro mięsiwem stoi na obiad. Poza mną. Ja kluchy ze szpinakiem i rokpolem. Nie mogę tak często jeść mięsa jak oni;).

Muszę poknuć co będę dalej robić do końca tygodnia, żeby mieć z siebie satysfakcję.

Wiem, może poćwiczę pisanie ręczne? Hm.



15:30, annablack
Link

Dziwna wiadomość.

 

10:31

"witam. tak z reguły nie umiem"

 

Moja odpowiedź:

Ja też nie, ale muszę z tym żyć.

 

Za dziesięć minut rehab. Idę.

 

 

10:50, annablack
Link

Noc była jakaś taka dziwna. Dzień jawi się dziwnie. Dobre jest to, że dotyłam ile miałam. Jest 53,6 kg. Miało być 54 – postanowione w styczniu. 4 kilo w 4 miesiące. Niezłe tempo.

Nie podoba mi się ten lakier. Nadwyżki z paliczków pod prysznicem zeszły i mogę już spokojnie powiedzieć, że manicure w moim wykonaniu mi się nie podoba. Dotrzymam do rehabu, żeby się pochwalić Małgo nieprecyzyjnymi ruchami precyzyjnymi, ale potem zmyję, bo mi się nie podoba. Zresztą, Lance na pewno nie malował sobie paznokci do rowerka. Tylko nogi sobie depilował. To tak jak ja:D

Ych. Dobrego dnia.



08:50, annablack
Link
wtorek, 28 maja 2013

Hm. Czy jestem nakręcona? Nie wiem. Może i tak. Jakaś pseudo aktywność mnie dziś dopadła. Usilne pragnienie robienia rzeczy, które dadzą mi chwilową satysfakcję i poczucie mini spełnienia. A że trzęsącymi rączkami deczko trudniej niż nietrzęsącymi, to i satysfakcja większa. Nie no, właściwie nie mam specjalnej satysfakcji, szczególnie, że lakier mam na całych paliczkach. Nic to, dobrze, że nie czerwony. Wykruszy się.

Jutro kolejne podejście do rehabu nr XV. Dobrej nocy.



23:22, annablack
Link

 Zrobiłam pięć rozdziałów kursu o działalności gospodarczej. Zaliczyłam 5 testów. Żeby być na bieżąco jeszcze jeden rozdział muszę zrobić, a mi się nie chce. Już mnie nawet rowerek nie wzywa. Zmuła, mili państwo. Rage Against The Machine słuchałam w liceum. To były czasy.



20:05, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.