KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010

Łeb pulsuje...gorąco...ciężko...

22:15, annablack
Link

AAAAAAAAAAAAAAAAAla jest wielka! I Pan Dyrektor Jej szkoły takoż. Ala i Jej znajomi organizują dla mnie koncerrrrt (mrau!) połączony ze zbiórką na moje leczenie. Dzięki! Kurde, ja to mam szczęście do bezinteresownie Dobrych Ludzi:).

Co do książki- Pani Graficzka dopiero w połowie czerwca ma czas zająć się okładką (ja tam mam wizję, żeby okładka była cała czarna i jakieś zajebiaszcze liternictwo. Nie zależy mi na jakiejś grafice, bo pewnie i tak nie będzie mi odpowiadać.) Nakład planowany to miedzy trzy, a pięć tysięcy. Nic mi to nie mówi, ale jak dla początkującego, to chyba nieźle. Chciałabym, żeby zdążyli puścić to w czerwcu, bo do października (druga planowana data wydania) całkiem zapomnę, że coś kiedys popełniłam.

 

20:29, annablack
Link

Witaj nie grzeczna. Takim tekstem poczęstował mnie jakiś gość na gadu. Potem przyszło Skod jesteś i jak masz na imie.

Ech. Myślałam, że już nie jestem targetem dzieciaków-podrywaczy na gadu. Przy osłabieniu ogólnym i upiornym kaszelku takie zaskoki działają  na nerwy.

18:29, annablack
Link Komentarze (2) »

Przełożyłam na przyszły poniedziałek. Charczę jak potępieniec, ale gorączki już nie mam, raczej obniżoną temperaturę. Chwieję się na nogach, dlatego głównie leżę. Ciekawe jak długo można tak polegiwać. Ja już drugą dobę i mój organizm się cieszy. Potem będzie ostro, jak nagle zacznę śmigać na te treningi. Uch.

17:25, annablack
Link

Nie dzwońcie do mnie, please, mnie się naprawdę trudno mówi...

09:31, annablack
Link

Charczący gruźlik wita Was. Żywię się Tantum Verde i Homeovoxem, co pozwala przypuszczać, że niski głos pijakopalacza niedługo mi się skończy. Ja w sumie uwielbiam niski tembr głosu, mogłoby mi tak już zostać. A potem przez telefon słyszałabym: Dzień dobry panu, czy zastałem Anię?

Gorączkę mam, Gina z dzisiaj przełożę na przyszły tydzień, bo nie chcę, żeby mi się powikłało. Przed chwilą kaszlałam mamie w słuchawkę. Diagnostyka przez telefon - to lubię. No i mam leżeć kamykiem i się - cytuję - odprężać. No dobra.

08:35, annablack
Link
niedziela, 30 maja 2010

Aloha. Ciotka Black kaszle jak stary gruźlik. Ostatnią rozmowę telefoniczną kończyłam skwiercząc: Soooorrrrryyyyyyy, nie mogę już gadaćććććććććććććććććććć.... upiorny kaszelek mnie opętał. Ale jestem szczęśliwa bo w naszym bezlekowym domu lekarza jest jeszcze jakiś syropek. Bo jak na przykład ktoś ostatnio się skaleczył i chciał plaster, to niestety, tego nie było. Jeśli chodzi o leki i paraleki, to najczęściej nie mamy:D. Szewc bez butów, tak? Córka marynarza nie umie pływać, córka lekarza nie ma w domu leków, hehhe.Po prostu trzeba być zdrowym i posiadać naturalną wyporność ciała;).

20:12, annablack
Link Komentarze (3) »

Uwielbiam ten głos:)

 

Chyba się na rain zbiera, tak przy okazji...

18:17, annablack
Link Komentarze (1) »

Leżę kamykiem, a gdy się odzywam nie poznają mnie własne psy. Chyba jutro poproszę babcię, żeby mi kupiła w aptece to co radzi dudkova. Kurczę, zależy mi, żeby załatwić tą wizytę u gina jutro. Przy mojej częstotliwości bywania u Niego (równie dużej co u Dentysty, hehe), wypadałoby się wreszcie pojawić. Może wezmę taryfę (jeśli gorączka nie spadnie) i pojadę. No albo normalnie-autobusem, tylko się ciepło ubiorę. Tylko dwa busy, trochę od autobusu dojść, wejść na trzecie piętro i jestem. Muszę to odwalić. Chociaż to.

15:48, annablack
Link Komentarze (3) »

To mój głos. Tylko Armstrong ma za wysoki ton;)

 

 

09:19, annablack
Link Komentarze (2) »

Kiedy Adam dziś do mnie zadzwonił, to mnie nie poznał. Myślał, że gada z kimś innym, bo mój głos brzmi tak przepicie i przepalenie, że ciężko w nim poznać mnie. Nawet, jak się dzwoni na mój numer komórki. No bo, może jakiś przepalony pijak odebrał przypadkowo, kto wie?

Po ustaleniu, że tak, to ja i wiem, że mogłabym śpiewać bluesa, wyznałam, że chyba się przeziębiłam wczoraj nad ranem, kiedy w piżamce stojąc otworzyłam drzwi balkonowe i namawiałam Maksa, żeby załatwił co ma załatwić. Ponieważ się zastanawiał długo, postanowiłam zostawić drzwi otwarte i uciekłam spać pod kołdrę. Była czwarta rano, więc raczej zimno. No i niestety, przeziębiłam się. Szprycuję się homeovoxem licząc, że głos kiedyś wróci, ale nareszcie rozumiem, czemu jestem taka słaba. Przeziębiony miś i tyle.

Jakąś kiepawą mam odporność. Ostatnio chorowałam, też na gardło, w połowie marca. Za często. Za dobrych czasów miałam jedną-dwie infekcje na rok. Ale to chyba przez to, że aktywniej żyję. Jak nie wychodziłam z domu, to logiczne, że nie chorowałam.

Na razie nie wydaje mi się, żebym jutro wyszła z domu na trening, bo zbyt obciązający przy infekcji. Gina chyba przełożę na inny dzień, no bo chcę unikać ekspozycji na powietrze na razie. Teraz gadam jak przepity chłop, ale głos wydaję. Nie chciałabym jednak któregoś dnia całkiem bezdźwięczna się stać.

 

09:09, annablack
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 maja 2010

Poczytałam sobie blog aniołka-oli no i przypomniałam sobie jak fajnie było na studiach. Nigdy nie wracam do szkoły średniej- ten czas nigdy dla mnie nie istniał, wykasowałam, ale na studiach, mimo że byłam od początku chora, było fajnie.

Dostałam propozycję dwuletniej współpracy tłumaczeniowej. Relacja francuski-węgierski. Fajna tematyka, ale bardzo dużo tekstu tygodniowo. Zobaczę jak ocenią mój próbny tekst, który właśnie robię. Tekstu jest więcej niż przewiduje tryb dzienny normalny. Może uda mi się wynegocjować więcej czasu.

Gardło mnie boli od rana. Brzuch odpuścił (bolał tak, że nie spotkałam się z Adamem, dwie trzecie dnia leżałam i kwiczałam. Czuję się dziś jakaś taka słaba...

18:35, annablack
Link Komentarze (1) »

Zastanowił mnie komentarz pod ostatnim wpisem. Nikt mi się nie narzuca, nikogo nie odstawiam na bok, na tzw. lepszą chwilę. O co chodzi? Rozważam jasne deklaracje i do owych się ustosunkowuję. Nie chcę potem słyszeć: 'Myślałem, że wiesz o co mi chodzi.' Ja jestem człowiek prosty. W uczuciach szczególnie. Jeśli mam się na coś decydować, muszę wiedzieć o co chodzi. Nie mam ochoty być towarem przelotowym. Pół światu tego kwiatu. Nie ja, to inna.

Czy jak dzień się zaczął źle, to ma szansę się poprawić w trakcie? Echhhhhhhhhhhhh.

12:12, annablack
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 maja 2010

Dostałam nieoczekiwane zleconko. Już przetłumaczyłam. Fajnie. Pojechaliśmy z chłopakami do supermarketu, co by jakiś lekki zapas żarcia zrobić. Wczoraj pogadałam z M. Niby w żartach ale uczulił mnie na parę życiowych kwestii.Tak...Hm. Mam o czym myśleć w ten fajny wieczór.

20:09, annablack
Link Komentarze (3) »

Wstałam o czwartej. Pożegnałam rodzicieli i wybyłam na trening. W poniedziałek wyjdę na późniejszy autobus, bo tym razem byłam za pięć siódma na miejscu. Umęczyłam się masakrycznie, bo robiłam podpatrzone, trudniejsze ćwiczenia, Parę razy musiałam przystawać w drodze powrotnej. Jestem w gorącej wodzie kąpana. Chcę wszystko zaraz, już, natychmiast.

Dowiedziałam się od Grzesia, że pewna fundacja chce promować moją książkę:) Fajnie. Książka Black - jak się wreszcie ukaże drukiem, to nikt już nie będzie miał potrzeby jej czytać, bo każdy będzie znał treść z opowieści, hehhe. Ale co tam. Miałam kiedyś marzenie pt. napisać książkę, sytuacja życiowa wymogła, aby było to raczej wcześniej, niż później. Książkę numer dwa, powieść stuprocentową piszę w tempie ujemnym, ale z powieściami ogólnie jest trudniej. mnóstwo tego na rynku. A dla tego co napisałam była akurat nisza. Ponieważ jednak lubię składać wyrazy i przychodzi mi to bez specjalnego wysiłku, to cos tam sobie dłubię.

Dobrego dnia, moi mili:).

 

 

09:42, annablack
Link
czwartek, 27 maja 2010

Nigdy się nie całowałam w śmieciach..

 

Muszę obejrzeć ten film. M. mnie natchnął:)

 

20:43, annablack
Link

To był dzień odreagowujący. Spałam 10 godzin. Wstałam o 10:00, pojechałam pomagać w przedwyjazdowych zakupach i o 14:30 znów mnie ścięło. Do 17:30.

Zastanawiające to. Sen w dzień oznacza chorobę. Ja w dzień nie sypiam zazwyczaj, chyba, że jestem przemęczona. Dobrze się stało, że zdecydowałam się chodzić na te hard treningi co drugi dzień, bo widać co mi jest, jak jednego dnia odpuściłam. Organizm się cieszy, że może odpocząć.

No wiem, wiem, teoretycznie mam jakąś tam diagnozę. Już coraz mniej przekładalną na życie, ale jednak wciąż. Nic to, ostatnie podrygi gada. Dziś znów "podbiegałam" na parkingu przed supermarketem. Śmiesznie to wyglądało.

A jutro wstaję o piątej i tym razem już śmigam na trening. Boże Ciało w przyszły czwartek "przeszkadza" mi datowo trochę. We czwartek powinnam mieć szesnastą dawkę Tysabri. No ale - święto. Pewnie opóźnię z pięć dni i wezmę we środę. We czwartek też chciałam iść do gina. To dla odmiany przyspieszyłam, umawiając się w drodze wyjątku właściwie po godzinie przyjęć na najbliższy poniedziałek. Doktor przyjmuje dwa dni w tygodniu, moja wina, że we czwartek jest święto?

Nie wiedziałam jak będzie z najbliższą dawką Tysabri, bo zgodnie z wyciągiem za zeszły miesiąc nie wyglądało, żebym miała mieć na dawkę. Na szczęście zostałam uratowana. Nigdy nie wiadomo kto i kiedy może wyciągnąć do Ciebie rękę. Anonymusowi- dziękuję:). Ludzie są świetni. Dzięki!

19:31, annablack
Link
środa, 26 maja 2010

Wróciłam z randki z Adamem. Było fajnie jak zawsze. Jutro nie pójdę na te ćwiczenia. Konsultowałam z la mammą. Mama uważa, że w przypadku takich treningów liczy się długotrwałość całego procesu, niż częstotliwość. Słowem: lepiej co drugi dzień, ale przez dłuższy okres czasu, niż codziennie, a krócej. I tak też zrobię. Nie może być tak, że jestem każdego dnia wykończona, bo długo tak nie pociągnę. Dałam radę 2,5 tygodnia dzień w dzień. Okazało się, że taki trening jest dla mnie zbyt obciążający (wysiłek jaki wkładam w dzienne ćwiczenie porównywalny jest z tym, jaki towarzyszy osobie maszerującej przez jakieś siedem kilometrów po nierównym terenie - tak to ktoś wyliczył). Dlatego postanowiłam teraz chodzić co drugi dzień, żeby mieć czas na regenerację następnego dnia po, albo żeby móc poćwiczyć w jakiś inny, bardziej lajtowy sposób, może - pospacerować.

Złożyłam mamie życzenia, podobały Jej się prezenty mamowo-imieninowe, więc bardzo się cieszę. W piątek wyjeżdżają z padre na urlop na dwa tygodnie. No i dobrze - potrzebne im to.

Ala z Zabrza zaoferowała po raz kolejny swoją pomoc w zbiórce kasy dla mnie. Chce zrobić kwestę w swojej szkole, połączoną ze sprzedażą własnoręcznie wykonanych ciasteczek. Skąd się tacy fajni ludzie biorą? Dzięki Alu, jesteś wielka!:)

 

21:53, annablack
Link Komentarze (3) »

Ćwiczenie ruchów precyzyjnych jest trudne. A jakie są najtrudniejsze ruchy precyzyjne? Malowanie paznokci lakierem o mocnej barwie. Szczególnie lewą ręką. Pomalowałam. Ale to wymaga skupienia. Już wiem czemu maluję tylko perłowymi, albo przezroczystymi.

Jutro już zaczynam jeździć sama, nie - podrzucana przez la mammę - na ćwiczenia. To oznacza, że będę wstawać o piątej.  No i dobrze - byle tylko te ćwiczenia coś dały. Na razie nie wydaję się sobie dużo stabilniejsza. Dużo bardziej zmęczona za to na pewno. Zastanawiam się nad częstotliwością takich treningów. Czy to faktycznie codziennie być winno? Mój trener sugeruje przychodzić codziennie. A ja wiem tylko, że dzień w dzień jestem niewyspana nieważne czy śpię pięć, czy osiem godzin. Tyle się dzieje, że od początku tygodnia usiłuję się spotkać z Adamem, a ciągle albo jestem zajęta, albo totalnie nie mam siły. Może dziś nam się uda spotkać. Już teraz musi.

Postraszyłam mojego dłużnika sądem. Ciekawe, czy doczekam się w końcu zapłaty za wykonaną pracę.

Spokojnego dnia.

11:39, annablack
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 maja 2010

Dziś zrobiłam głupotę. Kolejną. Długo by mówić jak do tego doszło, rzecz w tym, że wypiłam 3 szklanki szampana, jedna po drugiej. A ja nie piję. Niby. No i...neurologia mi się posypała. Muody twierdzi, że chodziłam normalnie i nic po mnie nie było widać, ale miałabym wątpliwości. Przede wszystkim bujało mnie. Tak czułam.

Następnym razem chcąc zapobiec potencjalnej niebezpiecznej sytuacji, po prostu napoję procentami zlew.

Z innych kwestii:

zaczęłam się dziś opalać ekologicznie-balsamicznie, tj. nie rakotwórczo. Nie muszę być "opalona" na mahoń, wystarczy, żebym się nie świeciła na biało:D. Jak się trochę "opalę"balsamem brązującym, to będę jak normalny, blady człowiek, a nie jak córka młynarza. Przecie ja córka marynarza, no! Też na em, a jednak nie to samo...

 

21:00, annablack
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.