KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 30 kwietnia 2017

 

Dziś zjadłam na obiad ociekającą tłuszczem pizzę...ale wtopa, no ale mama chora, Iwony nie ma, to idziem na łatwiznę.

Dalej mam niby migrenę, jakiś front lezie czy co?

Kiedy na kolację jadłam kawał kremowego białego sera, stwierdziłam, że już dość.

Niestety jutro akcji 'tuczenie gęsi' odcinek kolejny i ukochany detoks jaglany...

Chciałabym już to skończyć...

Wiem, wiem, dobre na wszystko.

 

19:49, annablack
Link Dodaj komentarz »

Rany, oglądałam Ewy Ewart dokument o Czarnobylu. Wiem komu mam dziękować, że nie mam niczego z tarczycą. Bardzo na bieżąco w temacie była moja ówczesna sąsiadka, pani doktor, która kazała mamie lecieć po jod i szybko nam dawać. W przedszkolu też dawali, ale później, ja jod dostałam szybko. Dlatego, choć tarczyca najwrażliwsza na promieniowanie, tarczycę mam w porządku.

 

A, no i nie zaraziłam się katarem od mamy. Chyba się nie zarażę – Acerola rządzi:).

 

14:06, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Ona naprawdę ciężko ćwiczy- usłyszałam zza ściany. To mamma informowała padre, że muszę więcej jeść.

 

No tak, heh, jak górnik, dlatego to wszystko spalam, ale jak pewnego dnia przestanę ćwiczyć, spęcznieję jak balon.

 

Cześć. Od szóstej mam migrenę i pęka mi łeb. Permanentnie zmęczona, o 22 przerwałam oglądanie filmu i zapadłam w sen.

 

Wiem, praca domowa z rehabu stale czeka, a ja jeszcze nie odpoczęłam.

 

Dobrego Wam.

 

10:43, annablack
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 kwietnia 2017

 

Ej, ej, co się dzieje? Obiad z trzech kotletów mielonych, kupy kaszy, którą wzięłam za ziemniaki, plastry buraka, liczne, wszystko zapełniło michę obiadową po wręby, padre w takiej je po wręby, duży facet, to rozumiem, ale ja?

Usłyszałam: Nie wiem jak to zjesz, ale masz to zjeść!

I ja zjadłam. W tempie przerażającym, bo myślałam, że dopiero pierwszego kotleta wchłonęłam, zerkam w michę i jeden to tam tylko został...Jem jak odkurzacz, albo wygłodzone afrykańskie dziecko...

 

Potem pogadałam z Kaśką. Skończyłam rozmowę i padłam spać na trzy godziny...

 

Obudziłam się i po godzince zeżarłam pierwszą kolację, bombę białkową = mega tłusty biały ser. Myślę, hehe, bez jagły wreszcie. Ale nie, nie, nie. Jaglanka czeka na mnie na parapecie w formie puddingu jako kolacja nr 2. Trochę jednak chciałabym odczekać, nie, że jestem wypchana, zjadłabym bez problemu, no ale trochę odczekam. Przerażająco dużo jem i śpię, czyli widać, że się odratowuję po konkretnym rehabie:).

 

No, to we wtorek powiem Dokowi, że się żywię i niech mi robi mięśnie. Bramkarz, to musi umieć.

Gdzie sobie budujesz muskulaturę? Yyy, w pokoju:))).

 

Przepraszam, że nie było wpisu nr 2, ale spałam.

 

20:07, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

No to przekombinowałam. Nie znając niemieckiego wcale, odrobiłam pracę domową, ściągając odpowiedzi z netu, zmieniając je „na swoje” minimalnie. Wysłałam pracę do nowej znajomej, nie mającej w profilu zdjęcia, podpisającej się w profilu normalnie, imieniem i nazwiskiem.

Patrzę, pani bez zdjęcia, dobrze poprawia, mądrze tłumaczy...nauczyciel, skoncentrowana na istocie.

No to wysłałam.

Ona mi sprawdziła i odpisała. Trzema linijkami tekstu! Przypomnę, że nieśpiesznie zbliżam się do poziomu A1...

Ja rozumiem tylko „Sehr gut”. Zapomniałam już jak jest „źle”, dlatego muszę się starać dobrze pisać.

Tak więc wiem, tyle zrozumiałam, że mam coś napisać, ale nie zrozumiałam na jaki temat...

 

A, drugi, albo trzeci dzień jestem na jaglanym detoksie.

- Mamo, ale ja nie mam z czego się odtruwać, jem zdrowo, nie chcę tego detoksu.

I tu dochodzę do mojego ulubionego momentu: traktowania mnie jak debila.

Dowiaduję się, że jaglanka jest dobra na wszystko. Tak jak witamina C, pamiętam.

To nawet lepiej, że jestem oceniana jako debil. Jagła dobra na wszystko, spoko. Szczegółów znać nie chcę, po co mi.

Ale jak przecięłam utyskiwanie, że jestem taka chuda, mówiąc jaką mam odpornośc, że po dwóch dniach zabiłam agresję kataru i nikogo nie zarażałam, usłyszałam, że to nie ma związku...:)))

 

Dobrego Wam!

 

09:49, annablack
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 kwietnia 2017

 

Już nie mam siły. Tylko cztery dni ćwiczeń pod rząd po godzinie i już się skończyłam? Eee, nie wierzę. La mamma chyba się nie dziwi. Pokonuje mnie architektura z lat pięćdziesiątych, niezłe, co?

 

Ale sztab pozytywnych szaleńców mnie otacza. Kaśka, Kuba, „Ktoś Tajemniczy” = jestem w dobrych rękach. Po kolejnej, jednej z wielu;), rozmów z Kaśką, w głowie zarysowują mi się same, szaleńczo dobre wizje:))). Takich ludzi mi trzeba. Od razu widzę, jak zaliczam kolejny życiowy etap. Jeeee!!!!!!

To ja może grzecznie wrócę do niemieckiego. A, mam jedną panią w znajomych, bo sama ją zaprosiłam, tak fajnie mi pracę domową poprawiła.:)

 

21:09, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Ich erholle mich...in das Bett? A gdzie mam niby się relaksować..tam gdzie póki nie mam pionizatora, robię wszystko. Umiem już siedzieć, ale to za łatwe, więc chcę swe długie segmenty spionizować i zmienić ułożenie;), ale będzie super, jak się wreszcie spionizuję. Po co mi wzrost, jak nie mogę go wykorzystać?

Gosia ma infekcję i odwołała rehab. Powinnam ćwiczyć, mam pracędomową...liczną..mam...ale doktor Dż zapomniał o fakturze dla mnie, to ja zapomnę o ćwiczeniach...Wiem, co bym usłyszała: Chcesz chodzić po schodach? To ćwicz! No i będę, ale może później będzie łatwiej...

Stwierdził, że ma wiele szalonych pomysłów, jak mu dziękowałam ze wstydem, że mnie podniósł, żeby zważyć. Przed laty Banderas tak ważył Maksa,,,

Pewnie wizja, że pokonam tę stromiznę, to też jego szaleństwo.

I pomyśleć, że przed laty się cieszyłam, że mam w miesszkaniu schody...ćwiczebne...

 

11:45, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Cześć. O dziesiątej ćwiczenia. Za wcześnie dla mnie. W przyszłym tygodniu Gosia wybywa na długi weekend, szczęśliwie dla mnie ktoś się skasował doktorowi Dż., to miał miejsce. To niesamowite – tak nie lubiąc ruchu, każdy szary dzień spędzam na ćwiczeniach:). No cóż, nie ma że boli, chcę dużo ugrać, to za darmo tego nie dostanę, jak usłyszałam ilukrotnie pokonuję siebie i że nie dziwne, że tak chudnę, bo to dla mnie jest po prostu ciężkie, to jakoś tak... lepiej mi się zrobiło? Poczułam się zrozumiana:)))

 

Jadłam wczoraj carpaccio z buraka, pierwszy raz. I znowu jagłę. Całkiem dobre. Za każdym razem smakuje mi coraz bardziej, choć dziwność tych dań zastanawia:

- Iwona, a ta zielona kupa to co?

 

Teraz mama ma katar, przedtem padre. Liczę, że już nie złapię wira, w końcu łykam witaminę C z Aceroli. To jest niezłe: w jednej kapsułce tylko 250 mg witaminy C, ale to musi być mega dobrze przyswajalne, a łyka się dwie na dzień.

 

Lubię się uczyć jak rasowy kujon, ale oczy uciekają mi w głąb mózgu. No ja już nie mogę budzić się tak wcześnie, teraz zachowuję się jak w czasach licealnych;).

 

Zostało mi jakieś 20% do zyskania wiedzy na A1;).

Odpaliłam niemiecki o poranku, ale marzę tylko, żeby paść spać. Sen to najlepsze lekarstwo...to ja może jeszcze zażyję...

 

07:27, annablack
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 kwietnia 2017

 

 

 

No i tak. Wczoraj Doktor Dżej w momencie, kiedy rzucałam:

- Już nie mogę! - odpowiadał:

- A chcesz chodzić po schodach?

I od razu resztę sił znajdowałam:)

 

Dzisiaj stałam, ale po pięciu minutach zaczęło mi się kręcić w głowie. Czyli? Muszę mieć pionizator stabilizujący od pasa w dół i będę tak stać i stać po kilka godzin może (?), to wtedy nauczę się chodzić po schodach. I o to mi chodzi przecie. Nie mam nikogo na stanie, kto mnie będzie znosił i wnosił, ani nosił;), czyli potrzeba normalnego życia bezwzględnie jest:)

 

Kuba powiedział, że on chętnie przyjedzie obejrzeć i zasugerować który, mam nadzieję, z proponowanych sprzętów.

 (Tylko gdzie ja wstawię to ustrojstwo...)

Mama postanowiła sama ułożyć mi dietę, oceniła, że powinnam jeść, jak sportowiec, 2500 kcal. Heh, to, na oko, z tysiąc więcej, niż jem.

Dwa i pół? Mnie się tyle nie zmieści! Żołądek mi pęknie;).

 

Jadłam dziś pierwszy raz kaszę jaglaną. Smaczna.

 

18:28, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

 

Hej. Jak Kuba stwierdził, że się nie dziwi, że mam taką wagę przy tym ogromie pracy, to mama jakoś ją przełknęła:). Dużo ćwiczę, to mało ważę.

Bez szans, że przytyję, jak tyle spalam. Po ćwiczeniach zeżarłam na raz dwa Snickersy i już po przełknięciu ostatniego kęsa czułam, że zaczynam spalać

Wczoraj po rehabie stwierdziła, żem jakaś czerwona. Z tego wysiłku pewnie;)

 

Doktor Dżej rzucił okiem na te wysokie, strome schody w mieszkaniu i powiedział, że najpierw muszę móc dziesięć minut stać bez trzymania, heh, to już się domyślam co będę dziś robić. Stać bez trzymania?;)

A, no i rehab dziś jakoś za dnia nawet, bo przed piątą:))).

 

Zapowiedział, że nie wie, czy się uda. Huh, takie teksty mnie motywują, bo Gosia proponowała, żeby zamontować windę w domu. Tak! I jeszcze karuzelę!;)))

 

Myślę co będzie, jak kasa na subkoncie się skończy, a procenty z podatku jeszcze nie spłyną, bo PTSR z rozliczeniem 1 % się nie śpieszy... nie wyobrażam sobie, żeby musieć rezygnować z rehabu. Gram o za dużą stawkę, żeby odpuścić.

W ostateczności oszczędności życia puszczę na rehab.

 

I niech nikt mi nie mówi, że za mało ważę, bo to, kurczę, nie do końca mój wybór. Czuję się jak jakiś, nie przymierzając, hutnik.

Wysoko mierzę, to musi być trudno.

 

Wracam do niemieckiego.

 

Dobrego Wam!

 

07:30, annablack
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 kwietnia 2017

 

 

Ale obciach. Mama jęknęła, że sama nie mogę się zważyć i może pan pomoże.Wziął mnie na ręce i zważył się ze mną, co by sprawdzić moją wagę, no i wyszło jeszcze mniej = 48 kg. Waga mocno anorektyczna, ale Doktor Dżej powiedział mamie wprost: Ona naprawdę dużo ćwiczy, codziennie, więc wszystko spala. Jak ją oceni dietetyk i ustali indywidualną dietę, to ja jestem gotów wyrobić jej mięśnie.

 

Heh, ktoś to wreszcie powiedział. Ja na rehabie się nie opieprzam, tylko ciężko ćwiczę.

 

Poprosiłam, żeby nauczył mnie chodzić po schodach, bo jak sama nie będę umiała chodzić góra-dół, to do końca życia będę leżeć w łóżku...

No i chyba mnie nauczy:).

 

17:13, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Hej. Już wiem: konsylium lekarskie stwierdziło, że do bani są te wszystkie diety odkwaszające itp., bo organizm jest bardzo kumaty i sam dąży do homeostazy, czyli wyregulowania wszystkiego. Zatem? Zarzucili opcję jakiegoś magicznego żywienia leczniczego. No i chyba dobrze, widzę, że machineria mojego organizmu, jak jej się, po prostu, nie przeszkadza, działa bardzo dobrze. Zaraźliwość kataru zwalczyć po dwóch dniach? To o czymś świadczy:).

 

Gollob wybudzony ze śpiączki, hurra.

 

Uczę się niemieckiego, wczoraj też się uczyłam, nie umiem nic nie robić.

 

Padre przywitał mnie słowami: Masz tyć.

 

Taaa, jasne, ale muszę też być na tyle lekka, żebym dała radę się udźwignąć, bo nie ma kto mnie znosić na parter. Dobra motywacja, co? Zejdziesz, jak się nauczysz. Chyba by mi się nudziło, jakbym mieszkała w takim łatwym miejscu, jak poprzednie mieszkanie;), albo ta kawalerka gdzie mieszkałam kiedyś: winda, mało schodów...

 

Hehe, dobrego dnia!

 

07:27, annablack
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 kwietnia 2017

 

Jadłam dziś (a ta znowu o jedzeniu) niepaloną kaszę gryczaną, która okazała się super i michę sałaty, uuu, byłam stęskniona za zielonym...

 

Moje spostrzeżenia na temat witaminy C z Aceroli, ponoć najlepiej przyswajalnej: nooo, działa już, po bolesnym masażu powięziowym, który boli tak, że żałowałam, że nie mam w co się wgryźć, zauważyłam, że nie mam najmniejszego siniaczka. Czyli? Witamina C chyba faktycznie działa:).

 

Nie odwołuję rehabu z doktorem Dżejem jutro, jak źle by nie było. Jest przesilenie wiosenne, więc pogodowcy czują się źle. Gosia mówiła, że w gabinecie wszyscy pacjenci narzekali. Co zrobię? Nic, muszę jakoś to przetrwać.

A Doktor Dż. musi wymyślić jakieś zadania dla głupków. Niech w tym stanie też mnie zna...

 

17:51, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Ale do bani! Zdaje się, że nie zaczynamy zdrowego żywienia, bo...bo tak.

Zdaje się, że koenzymu Q10 nie łykam, bo czas przemyślenia czy mogę, nie nadszedł. Wkurzam się i załącza mi się znowu: A jakbym mieszkała sama, to wszystko bym mogła..

Muszę jutro Doktora Dż przycisnąć, żeby dalej trudno ćwiczyć, bo muszę się znowu nauczyć chodzić po schodach. Resztę życia mam spędzić na piętrze? Kurde, nie!

 

11:53, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Dzieńdoberek.

Jadłam wczoraj chyba pierwszy raz, albo pierwszy w takich ilościach;), bo na dwa posiłki, bataty. Jak poczytałam o ich właściwościach, antyoksydacyjnych, czyli przeciwrakowych i odmładzających, stwierdziłam, że będę wizualnie jeszcze młodsza, nie dość, że geny padre, to jeszcze ziemniory wyglądające jak marchewa, mało kaloryczne i wielowitaminowe. Samo zdrowie.

 

To był wstęp do mojego zdrowego żarcia, dzisiaj zaczynamy zdrowe, pięciodniowe jedzenie.

 

Trzymam kciuki za Tomasza Golloba. Wierzę, że mocno się poprawi, w końcu to sportowiec. Ja mam charakter sportowca nawet bez sportu;), Będę go dopingować. Musi z tego wyjść. Kto, jak nie on?

 

Mówiłam Wam, że od trzech dni żywię się garścią orzechów włoskich (nie, nie tylko;)), zgodnie z rozkazem odgórnym;), bo one działają na wszystko:), tak jak ta Acerola, najlepiej przyswajalna witamina C? No więc się żywię.

 

Dobrego wszystkiego!

 

07:37, annablack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

 

Mhm, niedawno Ela, fryzmaster, mnie skończyła „robić”, muszę być „krótsza” na wojskowy dryg na rehabie, żeby piórami nie zamiatać podłogi;).

Dziś była masakra, całościowa... trzeba powiedzieć Doktorowi, żebyśmy jednak mocno ćwiczyli, bo muszę się nauczyć znowu chodzić po schodach, w końcu jak się nie nauczę, to już nigdy nie zejdę na parter, a tego bym nie chciała. Świadomość, że musisz polegać na sobie, trochę przeraża, ale też w pewien sposób mobilizuje...

 

Dobranoc.

 

22:30, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

No, zważyłam się. Po cholerę...49 przy 174. jak powiem la mammie ile mi wyszło, to się będzie drzeć. Zamiast się cieszyć, że organizm działa dobrze, to będzie, że mnie za mało. Komu za mało, temu za mało, ja cieszę się, że mogę się dźwigać, bo nie mam nikogo kto mnie posadzi z leżenia itp. Co robię, to w większości muszę sama, także bycie lekką do noszenia, do niczego mi się nie przydaje.

 

12:46, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Hej ho. Jak Wam? Mi zasadniczo dobrze, jak zwykle, jak na tę sytuację życiową w jakiej się znalazłam, hy, hy. Przeraża mnie tylko wizja ważenia. Próbowałam temat zagadać. Mamo, jak wyglądam? (Szeroki uśmiech.) Zdrowo, co? Nic mnie nie boli, na nic nie narzekam, a wiesz...ta waga to żenujący sposób oceny stanu człowieka. Widziałaś moje wyniki krwi? Wszystko mam dobre, to właściwie po kiego mam się ważyć? Weź pod uwagę, że mam bardzo drobne kości, kościec pneumatyczny, jak ptasiek i nie mam mięśni, wyjdzie kwintal z groszami, a ty się będziesz spinać, że do tego wzrostu to za mało. I właśnie wtedy przejrzyj sobie jeszcze raz moje parametry. Że stare? No, od dawna nic mi nie było, żeby musieć badać krew, albo mocz..ciśnienie, tętno, temperaturę....

 

Czuję, że stanę na wadze i w mig przestanie być przyjemnie...

 

 

Trzeba być twardym jak Roman Bratny!

 

Dobrego Wam!

 

 

07:44, annablack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2017

 

 

Huh,spinam się wizją zdrowego żywienia ustalonego przez la mammę. Ona nawet grafik na tydzień napisała dla Iwony. Spina mnie to, bo ja jem, żeby nie umrzeć, po prostu, a tu koncentracja na jedzeniu. Jem bardzo szybko. Czemu? Żeby to odwalić, bo nie lubię jeść.

 

Nie dałam rady obejrzeć filmu polecanego przez Kaśkę, bo było zbyt malarsko, powoli i traciłam cierpliwość. Kasia oceniła, że jak w pierwszym kwadransie nikogo nie zabiją, to film mnie nudzi. Hmmm... chyba nie aż tak?

 

Przemo zarzucił mój ulubiony;) temat, czyli jak tam waga. Nie wiem, od dwóch lat się nie ważę, ale szybka taksa w lustrze mówi mi, że jest dobrze, ale ile kwintali nie wiem. Mama się obruszyła, że muszę wiedzieć i mam poprosić Iwonę o wagę jutro...

Po cholerę właściwie? Ważę między 55, a 85. I taka wiedza mnie satysfakcjonuje.

 

Jutro rehab ok. 11:30...

 

18:01, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 

Hej, wczoraj miało miejsce konsylium lekarskie po obiedzie w składzie: la mamma, Jachu i Kasia. Dysputowali o dążeniu do homeostazy czyli optymalnego stanu organizmu, do którego sam organizm dąży, jeśli mu się nie przeszkadza.

 

Ja mojemu nie przeszkadzam, efekt? Zaraźliwy katar miałam dwa dni. Mój układ odpornościowy to sztab zabójców, a niebranie pseudo leków tylko mi pomaga. Ewidentnie, widzę, że czas działa na moją korzyść.

 

La mamma postanowiła zarządzić pięciodniowe mega zdrowe jedzenie. Ja tam niczego niezdrowego nie jem, za bardzo cenię swój organizm, ale jak ma być jeszcze zdrowiej, to czemu nie. Oni są lekarzami, mama łączy medycynę konwencjonalną z nie i to jest fajne. Mam tylko nadzieję, że ten nadmiar zdrowotności mnie nie wykończy:).

 

Dobrego Wam, dziś też robię nic.

 

11:01, annablack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.