KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Co za dzień... W pale mi się nie mieści, że w ogóle spróbowałam poleźć na te ćwiczenia. Boleśnie uwsteczniona jestem. Usiłowałam zmuszać nogi do działania jak chcę na rehabie. I z tyłu głowy załączyło mi się: "esem to powolna wegetacja..." Szlag by to. I cholera mnie bierze jak sobie uświadamiam, że takie pitu pitu - po prostu duże ciepełko tak mnie rozwaliło. I nieistotne jest, że dziś mija pół roku walki z nielubiącym mnie ciałem, bo jak mi się wydaje, że już już, coś świta, coś się załącza we właściwym kierunku, przychodzi taki dzień, kiedy rozsypuje się po prostu wszystko i znowu mogę od zera. Jako ten Syzyf. "But you look so good..." Tia. Bo bydlę jak chce dokopać, to jest niewidoczne. I może wtedy sieknąć z zaskoku. To tak jakby zawiązali mi oczy, postawili naprzeciwko bydlaka i kazali go celnie okładać z piąchy. Nie wiem, co i kiedy może mi się stać, powinnam się przyzwyczaić. A tak mi jakoś nie idzie.

Zwlokę się na dół po kolację. Mam swój honor i nie będę się prosić. Trzeba lewemu biodru przypomnieć jak się chodzi po schodach.

21:27, annablack
Link Komentarze (5) »

Jestem słabsza. Każdy ruch sprawia mi trudność. Małgosia też to zauważyła. Zanim się nie przyzwyczaję do upału, będę jak z plasteliny. Ja naprawdę lubię chłód. Nawet nie można powiedzieć, że mnie sadełko grzeje, a ciągle mi gorąco. Przypomniało mi się, że założenie krótszych portek wymaga znalezienia ich w szafie, a ja nie mam na to siły. No chyba, żeby miniówę jak zwykle, ale na rehab nie pasiło. Upociłam się więc jak mysz w portkach od dresu. Tam chyba jest klima, a i tak mi było gorąco. Huh. Ten tekst o Finlandii w moim kontekście był jednak trafiony.

11:41, annablack
Link Komentarze (2) »

Cze cze. W tak pięknych okolicznościach przyrody...niepowtarzalnej...szykuję się psychicznie do ćwiczeń. Muszę się jakoś kuso ubrać, bo się ugotuję. Padre z Maksem zostali na działce wczoraj. Pracować fizycznie. Huh, nie wiem jak dają radę w takim upale, bo na działce nie ma gdzie się przed nim schronić.

Kurczę, powinnam się zdjąć w chodzeniu bo tylko po tym jak się obejrzę mogę stwierdzić, czy cuś lepiej. Ale - to jeszcze pomyślę czy jest sens.

O, wyczytałam, że PNFem można robić też terapię nerwów/mięśni gębowych, mających wpływ na gadanie. Spytam dziś Małgosi, czy dałoby radę to też spróbować poćwiczyć:).

No dobra, to ja już. Odezwę się jak wrócę.

07:19, annablack
Link
niedziela, 29 kwietnia 2012

Łamać stereotypy. W tym jestem dobra, zasadniczo. Muszę przyjrzeć się temu bliżej...Dzięki, Ewcia!

22:55, annablack
Link

Kurdę. Pamięć zewnętrzna mi się skaszaniła. Komp jej nie widzi i sterowników nie znajduje. No co jest, ja się pytam? Czyżby dysk zewnętrzny dogorywał jako i ja? No dobra, na jednym pendrivie 4 giga. Jak się nie ma co się lubi... Powinnam pokasować te pierdoły, którymi mam dwa dyski zawalone. W lapsie mam jak w pokoju - syf. Jak w życiu zacznie mi się trochę układać, to zacznę sprzątać. Zawsze tak mam.

Kurde, jutro 30. Muszę się zastanowić co z tym forum kobiet. Jak nie stchórzyć jak zawsze.

Uzależniłam się od tego www.mixcloud.com - fajne rzeczy są jak się umiejętnie poszuka...

21:33, annablack
Link Komentarze (5) »

14:36, annablack
Link

Słucham teraz

 

Słucham i jestem zła, że słabnę w tym upale dopóki się nie przyzwyczaję. Nici z łażenia dziś. To nic. Nauczę się czegoś.

14:09, annablack
Link Komentarze (10) »

Nie pojechałam. No sorry, w samo południe do samochodu na prawie godzinę? To ja potem nie będę mieć siły wysiąść! Janek nie jedzie, Piotrek nie jedzie, ja też już rozmiękczona. Chrzanić to.

12:09, annablack
Link

Ewcia, będę się byczyć jak ten ciemny się wyprysznicuje i pojadymy. Im później, tym mniej mi się chce...

11:22, annablack
Link

Kurde, lubię to zdjęcie. Jedno z niewielu bliźniacze.

To były czasy.

Fajnie mieć bliźniaka.

11:13, annablack
Link Komentarze (6) »

Jedziemy na dzialkę na drugą połowę dnia. Wezmę ze sobą kijki trekkingowe, żeby działać na psyche pt: mam kijki, więc się nie przewrócę. Prawda jest taka, że jak decyduję przyjąć horyzontalną, to kijki mi nie przeszkadzają w przyjęciu owej ani, ani. Niestety;). Ale wzięcie w łapy kijków ma działać na moją psychikę. Nic mi się nie stanie, bo trzymam kijki. Co z tego, że nie opieram ich o ziemię. Ale są, po prostu.  I jakby co mogę się oprzeć. Tyle że nie chcę.

Mama powiedziała mi dziś, że dobrze działam na rodzinę tym moim uśmiechaniem się bez powodu, tą wiarą, że będzie dobrze. Mama nie jest piekarzem, na medycynie trochę się  zna:). Tym bardziej cenne są dla mnie jej słowa i to... jak ważne jest podejście moje do tego, co mi się przytrafiło. Nie ma co rozwlekać. No, przytrafiło się. Wylosowałam z puli żyć właśnie taką historię. Już nie oceniam i nie pytam dlaczego. Bo tak. Mogło być lepiej, mogło być gorzej, jest tak. Żeby było mi łatwiej, traktuję to jako wyzwanie. Albo - zamiennie - jak cugle. Bo gdybym mogła wszystko, co bym chciała, moje życie nie byłoby dobre. Teraz jestem pokorna, bo sporo w głowę dostałam. Jaka bym była, gdybym była zdrowa, nie wiem.

Chrzanię już konkretnie. Mama skończy gotować obiados niedzielos i pojadymy. Tylko do końca dnia, bo jutro rehab.

10:37, annablack
Link Komentarze (2) »

Powyjeżdżało towarzystwo. We Warsiawie pusto. Tak sądzę, bo ja za Wisłą rzadko jestem. Jak pracowałam na lewym, a mieszkałam na skraju prawego, to byłam dwubrzeżna. A teraz? Rehabię też tu, więc nie mam co trawersować z brzegu na brzeg. Chociaż... brzegi lubię. Wszystkiego;).

Nie wiem co mi się śniło i czy, ale spałam jak zabita znów. Kładę się do wyra, zamykam drzwi, gaszę światło i... coś słyszę. Coś łazi po gazecie rzuconej na podręczną część łóżka. Przestraszyłam się, zapalam światło, a po gazecie snuje się jakaś pijana osa. Nie wiem kto mi w prezencie podrzucił takiego zamulonego robala coby mnie dziabnął jak będę się oddawać temu co lubię najbardziej, czyli spaniu na potęgę, ale osiane wrażenie zrobione.

Myślę sobie czy by dzisiaj nie spróbować wyleźć samodzielnie. Co prawda leżąc w łóżku zawsze wydaje mi się, że mogę wszystko i co to nie ja, dopiero potem, jak przychodzi co do czego, to jest ZONK! I zdziwko: ale jak to? Jak będzie dobry moment i będę się czuła stabilnie, to po prostu wyjdę i już.

Dobrej niedzieli, jeśli ktokolwiek z Was nie wyjechał. Poza mną;).

07:27, annablack
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 kwietnia 2012

Suhaid - Dobra Zupa (eastern european mix) by Suhaid on Mixcloud

 

Słucham Dobrej Zupy, miksu muzyki Europy Wschodniej, który znalazłam na stronie mojego ulubionego Tilos Radio

Słabiak ze mnie. Dopiero za trzecim razem wstałam z kanapy do wyprostu, heh.
21:23, annablack
Link

Czemu dzieją się tak potworne rzeczy? Czemu nie, co?

Trzymam za Ciebie kciuki, Jacku.

I tak tego nie czytasz, ale...kciuki. I modlitwa.

Płakać mi się chce.

16:25, annablack
Link Komentarze (4) »

W pierwszym rzędzie są brzózki, a brzozy podobno szybko rosną. Może niedługo będą równe latarniom. W drugim rzędzie całkiem niebrzózki, ale nie wiem co. Na środku też drzewo, ale nie wiem jakie. Na ścianie skwerku puścili jakieś krzaki, w sensie krzewy. Jeszcze trawą obsieją i będzie fajniutko. Latarnie z wyglądu ładne, ale jeszcze nie świecą. Będzie klimatycznie. I pomyśleć, że tu był zwykły bagnisto-błotnisty teren...przez który przejście do sklepu długo było dla mnie wyzwaniem. Potem nie było, a po zaje...rzucie sprzed roku znów jest. Wyzwaniem jest nawet samodzielne (bez pomocy) dojście na ten skwerek. Ale ja tam dojdę, spoko. Grunt to na bieżąco ustawiać coraz trudniejsze wyzwania.

14:58, annablack
Link Komentarze (2) »

Ojej. Dzieje się z gadaniem. Nie chciałam o tym pisać. ale gadanie mi bardziej nie idzie. Dyzartria ataktyczna. Mięśnie "gębowe" łatwiej mi się męczą, nerwy w aparacie mownym są nie tak, więc mówię mało, powoli, w dodatku z dużymi przerwami (sławetne skandowanie, czyli rozbijanie na sylaby, żeby było łatwiej). Zawsze gadałam dużo i szybko. Muszę się wziąć za ćwiczenia gadania. Myślałam o zapisaniu się do neurologopedy, bo powietrza mi nie starcza jak mówię i szybko zaczynam gadać jakoś tak przez nos. Ale potem stwierdziłam, że kasę z subkonta wolę wydawać na PNF, a mordę będę ćwiczyć we własnym zakresie. Znalazłam sobie ćwiczenia w guglu, jak teraz będę jeszcze gębę ćwiczyć, to będę jednym wielkim ćwiczeniem. Ale może tak ma być teraz w moim życiu. Spsuje mi się ile wlezie i będziemy patrzeć: wykopyrtnie się z tego, czy nakryje nogami?

Jedno z ćwiczeń to zabawa w lektora. Czytanie na głos coraz dłuższych fragmentów. Ćwiczenie wydychania powietrza jak najdłużej i takie tam. Słowem - gadanie mnie męczy. Są dni, że męczy mniej, a w tym upale męczy bardziej. Siedziałam na tarasie i gadałam przez telefon z Ewcią. Ile - dwadzieścia minut? Po czym zobaczyli mnie rodzice wracający z zakupów i kazali zejść ze słońca bo dostanę udaru. Udaru nie dostałam, ale długo dochodziłam do siebie i na gadanie nie mam już sił.

12:17, annablack
Link

Cześć. Zastanawiam się, czy ktokolwiek na blogach będzie poza mną w ten długi weekend. Dzisiaj jesteśmy w domu, ale nie wiem jak będzie w dalsze dni, bo dr Jana trafiła grypa. Taka pełną gębą - 39 stopni itd. więc trochę głupio by było zostawiać go samego. Może jutro skoczymy na działkę. Chociaż na dzień, bo w poniedziałek mam rehab, Nie wysłałam jeszcze potwierdzenia udziału w forum kobiet. Jeszcze nie jestem siebie pewna.

Strasznie trudno jest wmówić sobie, że złych rzeczy się nie słyszało, albo że ten, który je powiedział nie są prawdą. Nie da się ukryć, że nie żyję tak, jakbym chciała. Dorka na ostatnim rehabie pochwaliła mnie, że mam jakieś swoje życie prywatne - książki itd. Tak...tylko mam je jedynie w takim stopniu w jakim pozwala mi ciało. To dziwne, że akurat teraz tak mnie wzięło na dążenie do aktywności stricte fizyczne, wymagające mniej więcej zdrowego ciała. Posnułabym się NA NOGACH po Warszawie. Ale o czym my mówimy? Dziś jestem zachwycona, że robiłam sobie w kuchni kawę nie dochodząc do niej trasą: ściana, blat, zlew, lodówka (cokolwiek do trzymania), tylko tak normalnie, przez środek kuchni. Ajć... droga do normalności jest długa. Nie chcę być leszczem, który będzie sobie wmawiał, że akceptuje swój stan taki, jaki jest. Jestem leszczem aktywnym i walczę, żeby to zmienić. Jak już mi się uda, poprawię sobie samoocenę, której za wysokiej nie mam, heh.

Następny pobyt w Katowicach będzie nocny;). 24 maja późnym popołudniem wyjeżdżamy, noc w AWFie,  o 7 rano następnego dnia mam rezonans (ważny, skoro, jak powiedział doktor, miałam podejrzenie zapalenia mózgu), badanie neurologiczne, badanie wzroku, EKG, krew, mocz, badanie na dodawanie ciągu liczb, chodzenie na czas i styl... no i wracamy...

Wsadzają nam drzewa na skwerku. Więcej niż trzy:). Brzózki. Obiecałam utrwalić na zdjęciu, ale poczekam, aż powsadzają wszystkie.

10:15, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 kwietnia 2012

Nareszcie! 14 godzin na nogach w iście letnim upale, kiedy poprzedniego dnia było jakieś dziesięć stopni, a dziś dwadzieścia osiem (a przy asfalcie koło czterdziestu) to mocna rzecz. Jak przyjechaliśmy do Katowic, całą naszą trójkę bolały głowy. Taka reakcja na śliczną pogodę. Wizyta bez ekscesów, po 1,5 godziny w samochód i w drugą mańkę. Korki ogromne, bo wszyscy wyjeżdżali na długi weekend. Skądkolwiek by nie byli, chcieli go spędzić właśnie tam, gdzie ich nie ma. Korek wyjazdowy z Wawy zaczynał się gdzieś na Żwirki i Wigury i ciągnął się...mniej więcej do Radomia. Szok w trampkach.

Ja nie wiem, czy pojadę z nimi jutro na działkę, no bo dzisiaj zastrzyk, to jutro mogę się trochę cienko czuć, ale...zobaczymy, bo w sumie zależy mi, żeby pobyć w niedotykalskiej bezścianowości;).

Aha: mocny tekst usłyszałam mimochodem w przychodni. Młodziutki (na oko) chłopaczek opowiadał w jaki sposób została mu zaserwowana info o diagnozie. Neurolog powiedział: esem, wie pan co to oznacza? Powolną wegetację [kurtyna].   Mnie opadła szczena. Niektórych lekarzy za takie teksty powinno się wsadzać.

Tym miłym akcentem dowidzeniuję się z Państwem. P.S. Zobaczcie jakie mi ładne kółka Czarodziej zrobił na blogu:).

21:41, annablack
Link Komentarze (8) »
czwartek, 26 kwietnia 2012

Wyjeżdżamy 5:30. Wstaję 4:30. Co za dzień. Nie mogę dziś nic. Ledwo wróciłam po rehabie do domu, padłam do wyra i cały czas śpię, a jak muszę gdzieś przejść, np. do kuchni, to jest płacz i zgrzytanie zębów, bo na nogach niezbyt się trzymam. Od rana pęka mi łeb, a mnie nigdy nic nie boll. Ke pasa, że tak powiem. Idę spać, dla odmiany. Ładuję koma i odezwę się jak wrócę z Kat. Papa.

20:36, annablack
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.