KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011
No i kolega zwątpił. Los ani sprzyjające wiatry nie dały mu szansy. Telefon milczy, koncert trwa. Następnej szansy raczej nie będzie. No chyba, że uda mi się znów tak umęczyć/zestresować wcześniej, że będzie mi wszystko jedno i będę gotowa iść nawet na randkę (ocenione na terapii jako numer 1 na mojej prywatnej skali stresu...).

Także: ludzie są różne. Jedne ludzie za największy stres traktują spotkanie ze śliniącym się w zachwycie absztyfikantem. A inne nie.
Ja tak.
20:20, annablack
Link Komentarze (10) »
Wróciłam niedawno. Większych błędów nie popełniłam poza tym, że ładnie wyglądające pomarańczowe coś wzięłam za serek do mini bułeczki podanej na poczekanie. Posmarowałam tym czymś ową bułeczkę sowicie, po czym okazało się, że to było masło. Trza było się zachwycić, że pyszne masło i honorowo wchłonąć. Co też zrobiłam. Ja nie lubię masła i nie smaruję pieczywa od 8 klasy podstawówki? To ściema jakaś, hyhy.

Miejsce piękne. Sztab szarmanckich kelnerów, jedzenie pyszne. Cud, miód. Walczyłam z sobą, żeby nie wyciągnąć spod stołu komóry i nie zacząć "na japońskiego turystę"- cykać zdjęcia wszystkiemu wokół.

Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Co oznacza, że muszę wychodzić do ludzi. Pozrywałam wszystkie kontakty, zaczynam od zera.

Człowiek randkowy napisał wczoraj że przy sprzyjających wiatrach i jak los da, to mnie porwie. To ja może dodam, że ewentualnie dam się porwać, ale niech mi nie każe znów popylać do centrum komunikacją, bo dwa razy w ciągu dnia to zbyt męczące. Dam się powieźć do tego studia, odsłucham rock koncert, co jest nawet dobre, bo nie będę musiała mówić i każę się odwieźć. Jak paralityk. Za dużo dziś stresu już miałam.

Ale będąc tak umęczona nie będę miała już siły, żeby się stresować randką. Zresztą, gdyby miała ona dojść do skutku, to by zadzwonił. Za niecałe dwie godziny zaczyna się koncert, więc chyba - sorry, man - straciłeś swą szansę.
18:12, annablack
Link Komentarze (2) »
Hyhy, jak przed egzaminem. Żołądek boli z nerwów. Zdziczało mi się, co tu kryć.
08:31, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 kwietnia 2011
Ponieważ niepokorna ze mnie białogłowa, jutro zostanę porwana. Na koncert. Tak mi zapowiedziano.

Dwa spotkania jednego dnia, w tym jedno typu randka? Chyba padnę na zawał ze stresu.
21:54, annablack
Link Komentarze (7) »
Zostałam zaproszona na obiad jutro w bardzo piękne, rzekłabym luksusowe, miejsce. Spinam się, ale ponieważ to nie randka, tylko spotkanie dwóch kobiet, powinnam dać radę. Mam do tej Pani szalony respekt, ale mam nadzieję, że żadnego większego faux pas nie zaserwuję...
18:03, annablack
Link Komentarze (1) »
Mocny gorąc. Ale nie mogłam tak leżeć, chociaż zmęczonam. Myślę sobie - trzeba korzystać z łatwego chodzenia, póki można.

A zaraz potem sobie pomyślałam (na spacerze już), że grzechem jest martwić się o jutro. Przecież w Biblii piszą, że dzień dzisiejszy ma dość swoich trosk i żeby o jutro się nie martwić. A ja to właśnie robię. Jak jest dobrze, to szukam dziury. W słabym dniu trzy wyjścia z domu to przecież bardzo dobrze. Bóg mi nie da zginąć. Jak będzie to jego zamysłem, to się gdzieś dostanę. A jak nie, to widać  i tak ma być. I tyle.
17:13, annablack
Link Komentarze (5) »
Zamykam się w pokoju, żeby nie słyszeć rozmów o mojej sytuacji, bo wtedy uświadamia mi to, że mój osobisty lekarz, a w dodatku Matka się tym wszystkim przejmuje. Czyli pewnie jest czym. Nie chcę o tym myśleć. Wolę sobie wmawiać, że nie ma się czego bać.
16:18, annablack
Link Komentarze (4) »
Nie rozumiem. To wszystko jest niejasne. Dostaję ze wszech stron sprzeczne informacje. Jedna przeczy drugiej, a prawda pewnie jest gdzieś po środku. Wróciłam ze sklepu, do robienia obiadowego bełta jeszcze czas, to może tak jak Ewcia sugeruje, śmignę z Dudim. Ale powiem szczerze- chętniej się prześpię. Znowu. To najlepsza regeneracja psychiczna. Olo ma rację największą. Wiem, jestem wręcz przekonana, że będzie dobrze ze mną, bo...silna jestem.  I będzie dobrze. Ale..jestem tylko człowiekiem i słowa mamy-lekarza "co będzie jeśli" wprowadzają u mnie niepokój. Po prostu. Mam od razu świadomość, że nie mam lekarza prowadzącego w jakimś warszawskim ośrodku esemowym, który kiedy byłaby rekrutacja do czegoś by do mnie zadzwonił. Tak na stałe, o każdej porze dnia i nocy, w dodatku w Warszawie, nie mam takiego "opiekuna medycznego-esemowego". Moja doktor jest bardzo fajna, ale nie pracuje już w ośrodku, w którym jestem zarejestrowana, tylko w Konstancinie, a Konstancin programów lekowych  nie prowadzi. Idę spać.
12:33, annablack
Link Komentarze (1) »
Cześć. Niesamowici jesteście, wiecie? Czuję się jak pod Waszymi opiekuńczymi skrzydłami. Lekarze z Szaserów od tego programu badawczego są teraz nieosiągalni (urlopy i wyjazdy), ale poknuję jeszcze gdzie mogę uderzyć. Może Kraków? To dobry ośrodek. Może tak z głupia frant?

Z Dudim 20 minut. Tylko, no bo ten rowerek wczoraj to było za dużo. Miałam odpocząć, organizm wciąż domaga się regenerującego snu, czyli trochę daję po garach. Ale chodzi mi tylko o to, żeby ciągnąć w górę i kiedy już całkiem resztki Tysabri ze mnie wyparują, żeby się konkretnie nie rozsypać.

Pamiętam, że najsilniejsze rzuty miałam po skończeniu brania czegoś, co na mnie mniej więcej  działało. Tak było jak skończył się 11 miesięczny program badawczy Rebifu. Zgięło mnie wtedy konkretnie. Teraz też liczę się z możliwością mocnego uderzenia.

Tykająca bomba gdzieś z tyłu głowy jest. Dlatego wzmacniam się, póki mogę...

Dobrego dnia.

10:52, annablack
Link Komentarze (10) »
czwartek, 28 kwietnia 2011
Muzyka łagodzi obyczaje. Rzadko mi się zdarza aż taki wkurw na rzeczywistość. Nie mogę ryzykować, że będę w programie z placebo, bo za dużo mam do stracenia. Jakoś z fartem do leczenia państwowego mi nie po drodze. Pozostaje muzyka.

To mnie zawsze wyciszało. Nigdy nie jest tak, jak się chce, tylko jak ma być. Ma być tak może. Może mam sprawdzić ile bez leku wytrzymam? A może zbyt mnie ogarnęła pycha i mam się znów stoczyć? Tego nie wie nikt. Znaczy może ktoś wie, ale nie ja. Wracam do "Milo". Głośno i w kółko. Szczególnie po zmroku świetnie brzmi:)
19:41, annablack
Link Komentarze (1) »
Wytrzymałam 15 minut. Kurdeee. Nie wiem czemu wydawało mi się, że tym razem uda się tak jak się ludziom udaje, że są w programach badawczych. Cholera. 
13:14, annablack
Link
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA Kurdeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! Huh, ale jestem zajebiście zła. Siadam na rower. To nic, że nie mam siły. Przynajmniej złość ze mnie trochę wyparuje z potem.
12:47, annablack
Link Komentarze (8) »
Ech, dowiedziałam się, że wszystkie programy badawcze z fingolimodem czyli Gilenya są już dawno pozamykane. Patrzyłam na stronę clinicaltrials.gov, gdzie są programy badawcze na całym świecie. No ale oczywiście strona nie była aktualizowana. Kurde. A byłam gotowa do Katowic jeździć, bo na stronie było info, że trwa rekrutacja. Cholera no...kurde. Kurde. Kurde. Fak.
12:30, annablack
Link Komentarze (1) »
Ćwiczenie to dziś porażka siakaś. Nie ten dzień. W słowach sobie płynę i opowieść numer tri snuję. Potem będzie tomik: wszystkie moje rzeczy niewydane:).
11:39, annablack
Link Komentarze (6) »
Helllou!
Po spacerze z Dudim. Kurczę, 20 minut jeno, bo nogi jakieś bardziej. Zresztą - dziś powinnam popedalić, ale zobaczymy jak z tym wyjdzie. No i już mnie ręce nie bolą, to się pobawię może z kółkiem. I może nawet się nie uszkodzę w nic. Dobrego Wam.
09:33, annablack
Link Komentarze (2) »
środa, 27 kwietnia 2011
Jeśli człowiek mi mówi, że trzeba intrygi żeby się ze mną umówić, bo lubię ignorować, to mam się cieszyć czy nie za koniecznie?

Oj tam. Zawsze ignoruję. Na wszelki wypadek.



23:56, annablack
Link Komentarze (4) »
Jeszcze zakupy w supermarkecie. To był gwóźdź do trumny bo już niczym mi się nie chce ruszać. A jaki jest plus tej sytuacji? Mam Coca-Colę. I czekoladę. Samo zdrowie, heh. Dziś powinnam była pedałować, a zamiast tego w spacerniak poszłam. No nic. Rozwijające takie spacerki. Można poznać okolicę. A tak w ogóle (patrzę teraz w kierunku północy Polski, wiesz, Go-ahead?):

Wszystko skończy się dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie jest koniec.

I tego się trzymajmy!:)
16:48, annablack
Link Komentarze (2) »
Poszłam jeszcze na pocztę. Ostatkiem sił, niestety. (Trza by popracować nad tą nożną wydolnością). Chciałam wysłać książkę do Agnieszki. Szczęśliwie miałam jeszcze ostatni egzemplarz. Agnieszka ma takie jedno marzenie, którego realizację ociupinkę mogłam przybliżyć wysyłając Jej moją knigę z autografem. Trzymam kciuki za powodzenie w realizacji marzenia, Agnieszko!

Poczułam się trochę jak złota rybka;). Dzięki!
12:00, annablack
Link
2,5 kilometra spacerku. 1h 15 min. Postanowiłam pójść pod spedycję, do której aplikowałam. Miało być 1200m, 15 minut pieszo. Mnie zajęło to pół godziny (wliczając postoje na wąchanie lub kupienie* Dudka). W drugą stronę w połowie drogi musiałam przysiąść na jedynej ławce w okolicy - na terenie urzędu dzielnicy. Piękna, ocieniona, na trawce. Ja siadam i sapię, a Dudek staje na dwóch łapach patrząc wymownie, żebym go podniosła na tą ławkę. Chłopak już wskoczyć nie miał siły. Posiedzieliśmy z 5 minut. Zamieniłam słowa dwa z babcią co by się nie stresowała, że wyszłam z Dudim i już godzinę mnie nie ma. Okazało się, że brak śniadaniowych jogurtów naturalnych (wszyscy to jemy na śniadanie). Ponieważ byłam na czczo, a właściwie "na Noni", no i miałam w kieszeni szałową kwotę dziesięciu złotych polskich, to zdecydowałam kupić te jogurty w najbliższym sklepie po drodze. O ile jakiś tu będzie, bo owej okolicy nie znałam. Był. Samoobsługowy ze stojakami na rowery przed. Spojrzałam na Dudka. Nie no, chłopaku, nie uwiążę Cię jak rower, bo mi Cię ukradną...Spojrzałam raz jeszcze. Dudek spoglądał smutno. No dobra, Dudi, chodź na rączki. Nie mam siły trzymać się jedną ręką (zważywszy, że wczoraj na tym kółku ćwicząc konkretnie przeciążyłam ręce i barki i bolało mnie wszystko). Wzięłam Dudiego w lewą rękę i mówię: Stopami oprzyj się o mój pasek, to nie spadniesz. Dudi się uczepił i tak ustrojona weszłam do sklepu. Czy są jogurty naturalne? Małe? -spytałam stając przy kasie. Były. No to za dziesięć złotych proszę i przepraszam, że po nie nie pójdę, ale mam uwieszonego psa, którego boję się zostawić pod sklepem. Pani się uśmiechnęła, załadowała mi jogurty i na ostatnich nogach wróciliśmy oboje do domu. Żadnych stresów czy klapań czy coś tam. Dopiero na ostatnich metrach trudno mi było pion utrzymać, ale w sumie już jestem jak nowa. No. Prawie:D

A co do tej spedycji, to podejrzana kwestia bo pod tym numerem mieści się dom prywatny, czyli podejrzewam, że to spedycja typu Zenek, Franek & Kuzyn, który ma Scanię. No to sobie rozjaśniłam i raczej nie chcę, żeby mi odpowiadali.



*robienie kup
10:29, annablack
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 kwietnia 2011
Pani Anno,

dziękujemy(...), jednak z uwagi na nasze plany wydawnicze nie możemy go przyjąć. W najbliższym czasie nie będziemy wydawać powieści obyczajowych(...). Wynika to głównie z trudnej sytuacji na rynku i wyraźnego oporu dystrybutorów przed nowymi nazwiskami. Mam nadzieję, że uda się Pani znaleźć wydawcę, który będzie mógł sobie pozwolić na ryzyko.

I poniżej życzono mi powodzenia. No mówiłam. Gdybym chociaż była taką Grocholą. Człowiek bez nazwiska ma cienko. A człowiek bez nazwiska, ale z dwoma psami ma chociaż zabawnie.
13:07, annablack
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.