KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
Dziś się zmęczyłam na siłce. Ćwiczyć do pierwszego zmęczenia? Pierwsze jest jak wchodzę. To co, mam wcalenie ćwiczyć? Na rowerku dziś w jednej serii 1,8km. Czekając na masaż poznałam Pawła lat 21. Ataksja rdzeniowo-móżdżkowa. Jego mama to miała i na to umarła. Ojciec zginął w wypadku. Rodzeństwa nie ma. Mieszka sam, z rentą po rodzicach. Czekałam na mechano i obsiadli mnie - z jednej strony Piotrek (Grubasek), z drugiej Paweł. Przechodzi Pan Były Wojskowy i uderza z tekstem: widzisz jak się sytuacja zmienia? Wczoraj sama, a dziś się ruszyli. CHĘTNI! (przywalę mu, słowo...) Po obiedzie zmęczona padłam spać. Od 15:00. O 16:45 otwierają się drzwi (nie chcę otwierać oczu, nieee, może mi się to śni?) i wjeżdża Andrzej - powypadkowy gość. Jeśli przeszkadzam, to wyjdę, pukałem trzy razy i nic (następnym razem zamknę od środka, kurde..). Jak mogę powiedzieć człowiekowi na wózku od 13 lat, żeby się wypchał? On chce z kimś pogadać, bo nie ma z kim. Nasza rozmowa polega na tym, że ja mu przytakuję, a on usiłuje mówić. Najczęściej szepcze, bo długo był zaintubowany i mu się odleżyny porobiły w krtani, jak chce, żeby było go słychać, to ściska sobie krtań jakoś tak.. Po godzinie wychodzi i na korytarzu już głośno: jak następnym razem będziesz spać, jak przyjadę, to cię rozbiorę i się koło ciebie położę..:-) (No mówiłam, że seksturystyka..będę blokować drzwi. Postanowione!)
17:58, annablack
Link Komentarze (5) »
Już po śniadaniu- znów jakieś coś w klimatach salcesonu, czy czegoś tam.
Jadam tu rzeczy, których normalnie nie jadam.  Tyle różnych dziwnych para mięsnych rzeczy, że uo rany.
No ale jem, żeby nie chudnąć.

Dziś równowagę mam dużo lepszą. Dużo. Jedyne, co mi przeszkadza, to klapiąca stopa, ale to też pewnie niedługo zniknie. Tendencja wzrostowa.

Jak wychodziłam ze śniadania, doczepił się Grubasek. Ale ma mocną dietę (jest na trzytygodniowym pobycie odchudzającym. W tydzień ze 137kg spadł na 125. Wczoraj i dziś ma dietę 400 kalorii. A ja myślałam, że 1000 to mało…

Grubasek doczepił się i pogadał z moimi cyckami. Miałam ochotę powiedzieć: ‘Oczy mam tu’- i wskazać odpowiednie miejsce. Na razie odpuściłam. Powiem mu tak, jeśli to się powtórzy.

Dobrego dnia i przepraszam, że nie wertuję Waszych blogów, ale rozumiecie- net mam dosyć żrący kilobajty za strony= żrący kasę. Za to pogadać na gadu – zawsze chętnie.:-)
09:25, annablack
Link Komentarze (13) »
środa, 29 kwietnia 2009
Mój Boże..Kolacja. Przychodzę, sąsiadka pałaszuje ryż z gruszkami. Patrzę na swój talerz. Nie wiem co to jest, ale wygląda jak kupa w sosie własnym.
Co to jest? – pyta Pani stolikowa.
Nie wiem, wygląda jak kupa – odpowiadam. Ostrożnie biorę do ust.
Cooś mi to przypomina. Coś, co jadłam tylko raz w życiu, dziecięciem będąc. Mając złe przeczucia, próbuję ponownie.

I już wiem. No ale nie wypluję na talerz na Sali pełnej ludzi…WĄTRÓBKA.

ZJADŁAM WĄTRÓBKĘ…Byłam głodna, a była tylko ona, poza tym wstydziłam się pluć na sali.
Będziecie mnie jeszcze lubić?
Dla mnie był to akt odwagi i zachowanie godne twardziela. Uch. Wykosić z pamięci. Szybko.

Pani Stolikowa miała gadane, więc siedzimy przy stoliku, wszyscy już wyszli, a my gadamy. Znaczy – ona gada, a ja kulturalnie słucham.

-Pani Aniu! Pani absztyfikant stoi pod drzwiami stołówki i czeka na panią. I myśli, że go nie widzę. (Wielki Brat patrzy…)

W końcu wychodzę. –Yyyy..masz jakieś plany na wieczór…?-pyta nieśmiało grube dziecię.

-Zaskoczę Cię. Żadnych.

Poszliśmy pogadać w inne miejsce.
Do stolika, przy którym siedzieliśmy dosiadł się wyrośnięty spod ziemi Pan Wiesiek lat 50 wpakowując się na sofę na której siedziałam, poklepując mnie przy tym po kolanie…Luźny człowiek ten Wiesiek. Żona, dzieci, jedno w moim wieku, a taki luzak. Trza się mieć na baczności.

Jutro mam badania lekarskie kontrolne. Ych. Nie lubię jak mnie badają.  
Komplet zabiegów mam dokładnie taki jak dziś.

O 20:30 wróciłam z tej gadki z Grubaskiem. Musiał mnie odprowadzić pod pokój, bo wieczorem po dniu ćwiczebnym jestem już kompletnie do niczego…

Do widzenia się z Państwem:-)
21:24, annablack
Link Komentarze (17) »

Po zabiegach. Po śniadaniu miałam magneto i to robi tyle, że przez chwilkę po wyjściu przemieszczam się trochę lepszym krokiem.

Masaż miałam jednej nogi. Jutro druga.

Na siłce zrobiłam na rowerku najpierw 800m, a potem jeszcze 400. Więc jest ok.

Kąpiel solankowa w mym tzw. Bikini była fajniejsza, niż w jednoczęściowym, bo na  więcej powierzchni ciała działały te bąble. I tak super, bo cały czas coś bulgotało. I zapach wody ładniejszy.

Po obiedzie z ulgą padłam na wyro, żeby pisać notkę, ale wparował do mnie powypadkowy chłopaczek na wózku – ten, o którym pisałam wczoraj. Stwierdził wychodząc, że jak go któryś zapyta, co tyle czasu robił w moim pokoju (siedział ponad godzinę), odpowie: Chciałbyś być na moim miejscu, bo było fantastycznie.


Tia. Jeszcze będą myśleć, że seksturystykę uprawiam. Wystarczy, że całe sanatorium o mnie huczy. Jakiś facet ze stołówki zapytał moją Panią stołówkow, czy ja mam „bóle głowy” (ach te eufemizmy…), bo widział, jak się zataczam na drzwi. Gadają o mnie nawet ci, co to ich nie znam.


Grubasek już się przyzwyczaja do etykietki „absztyfikanta”.  Moja Pani stołówkowa wypytywała go o mnie (gdzie jestem, że mnie nie ma), jak się pyta męża o żonę. Come on!
A teraz będzie, że puszczalska. Heh.

 

Aha. Nie wysyłajcie mi nic, bo zamiast, żeby odebrali w recepcji, przychodzi awizo i muszę udać się na pocztę, a na razie się nie udam, bo nie mam sił...

15:51, annablack
Link Komentarze (5) »
Mam czekolady! Trzy na razie. I szampon. No co, zdarza się o czymś zapomnieć. Wczoraj takim czymś pod prysznic myłam łeb i..to nie był dobry pomysł;).

Właśnie wróciłam z fotela masującego. Wyszłam jak zwykle dużo wcześniej- pół godziny przed czasem, ale okazało się, że dziś zajęło mi ze 4 minuty żeby tam dojść.  Fotel jak fotel. Dla mnie to coś w klimatach oferty Telezakupów;).
Kręgosłup wymasowany w 15 minut. Fajne. Mam wrażenie, że lżej mi się szło wracając z tego zabiegu.

Przy kiosku spotkałam Pana Byłego Wojskowego, który trzaska pompki na Mechano, na którą chodzę.

-I co? Jak ten chłopak wczoraj?

(Jak to jak?)

-No bardzo sympatyczny, pogadaliśmy na fotelach.

-On jest CHĘTNY! (zbereźny uśmieszek). On jest bardzo chętny!

(Nie wnikałam do czego chętny…)

-No! To powodzenia! ;-)

-Ekhm, do zobaczenia na mechano…


Idę dalej. Przy wejściu do hallu zaczepia mnie Pani Stolikowa: -I jak absztyfikant?

Kurde. Czymś trzeba żyć na turnusie, a widzę, że stałam się pożywką dla kuracjuszy. Temat: da się mu, czy nie- mode on.
07:54, annablack
Link Komentarze (9) »
wtorek, 28 kwietnia 2009

Poszłam pogadać z Grubaskiem na fotele w hallu. Było miło. Powiedział, że jesteśmy chyba w tym samym wieku. No niby tak.

Pamiętajcie: jeśli facet mówi, że jest ze mną w tym samy mym wieku. To ma rację. Tyle, że ja jestem starsza. W 9/10 przypadków tak jest.

Ciężko mi się chodzi. Usilnie czekam, aż ta czwarta dawka wejdzie w życie, w połączeniu z intensywnym rehabem.

Wiecie, właściwie trudno mi ocenić jak mi jest w porównaniu z tym co było, bo w domu, nie da się ukryć, chodziłam na mikroskopijnych trasach. Tu chodzę dużo brzydziej. Duużo BRZYDZIEJ, ale chyba na dłuższych trasach (które i tak są malutkie- widziałam jak la mamma- ruchowo zdrowy człowiek pokonuje te przestrzenie. Daleko mi do takiego stylu.

Wszyscy chcą mnie brać pod rękę, a pani od magnetoterapii przepytywała pod moim kątem moją znajomą panią stołówkową. I za głowę się złapała, że jestem tu sama. Znaczy – bez opiekuna. Więc można sobie wyobrazić jaki poziom prezentuję…

No cóż. Żebym się nie roztkliwiała nad sobą, jutro zamiast trzech zabiegów mam pięć.

Zaczynam o 7:25 fotelem masującym. To jest lajtowe. Całkiem nielajtowe jest, że muszę tam dojść o własnych siłach.

I wrócić, zahaczając o kiosk, by nabyć czekolady. Gdyż albowiem w spodzienkach widzę, że mi się obwody zmniejszyły. Trzeba nadrobić.

Potem o 9:00 śniadaniuję, o 10:30 magnetoterapia, 11:45 masaż klasyczny odnóży. Jakiś koleś będzie mi nogi ugniatał. Trudno. Mam nadzieję, że nie będzie boleć. 12:30 siłka, czyli mechanoterapia, 13:10 kąpiel solankowa, tym razem. 13:45 obiad.

I koniec programu do kolacji. Czas na sapanie po zabiegach i opychanie się tym, co nabędę.

Podobno po dzisiejszej magneto przyjechał po mnie koleś z wózkiem, żeby mnie zawieźć na te odległe krańce gdzie miałam siłkę. Tyle, że byłam szybsza i wybyłam sama, zanim on przyjechał.

I dobrze- muszę ćwiczyć. Przepraszam tych, z którymi gadugadałam dziś po obiedzie, że się bez słowa wyłączyłam. Po prostu karta sim mi z telefonu wypadła. Klapka w Nokii, gdzie wkłada się kartę sim i blokuje takim zawiaskiem się roztworzyła. Ten zawiasek się obluzował. Musiałam sięgnąć do głębin mojego umysłu, żeby to odkryć, więc trochę zeszło:). Myślałam, że po prostu saldo już zjadło. Mogłabym pogagadać, ale jestem zmęczona pierwszym zabiegowym dniem.

A jutro będzie więcej. Zabiegi – luz, ale prawdziwe ćwiczenie to dla mnie dochodzenie w te wszystkie miejsca. Dobranoc moi mili, padam na pysk.

21:58, annablack
Link Komentarze (3) »
Jest ciężko. I to nie te zabiegi męczą, tylko docieranie na nie. Nie wiem ile mierzy ta największa odległość, ale sądzę, że jest większa niż te na Sobieskiego, gdzie wożono mnie na wózku. Jutro policzę kroki. Dobra-od początku: magnetoterapia. Nie wiem specjalnie co to ma mi dać, ale mam to na obręcz biodrową, czyli: leżę na leżance, na którą najeżdża  taki metalowy krąg szerokości z pół metra i umiejscawiają go tam, gdzie ma być terapia, czyli w moim przypadku wokół obręczy biodrowej. I włączają to pole magnetyczne. Nic się nie czuje. Trwa to z 10minut. Potem  uciekam przed 50-letnim Panem Wieśkiem, który stwierdził, że podprowadzi mnie na następny zabieg, bo jestem ‘ślyczna’.  Tylko, żebym na niego poczekała. Więc po zabiegu chodu do pokoju. Po drodze spotkałam jędzowatą byłą nauczycielkę, z którą jadam przy „trzynastce”. Już wiem, czemu nikt jej nie lubi. Podśmiewa się z grubych i bardzo niepełnosprawnych.
Wprosiła się do mnie do pokoju na 40minut, aż musiałam ją wyprosić, przypominając, że chyba o 11:00 ma zabieg. To poszła.  Zerknęłam w program. Następna miała być mechanoterapia, a zaraz potem kąpiel kwasowęglowa. Dowiedziałam się, że obydwa punkty programu to sam koniec końców obiektu, rozebrałam się i pod dres ćwiczebny zwany Seksowna Czerń wdziałam kostium zwany Seksowna Czerń. Owinięta szarym płaszczem kąpielowym męskim rozmiar XXL godzinę przed kolejnym zabiegiem wybyłam w kierunku Sali mechanoterapii, a po naszemu siłowni.
Nie wiem ile to było metrów. Dla mnie w obecnym stanie hardkorowo dużo. A przecież, zgodnie z kartą wypisową ze szpitala mogę przejść tylko sto metrów. Ha. Ha. Ha. Przeznaczyłam godzinę na dojście tam. Zajęło mi de facto kwadrans. Cholernie długi kwadrans. Jak dolazłam, z jedną przysiadką po drodze, przyczepił się do mnie powypadkowy chłopaczek. Na wózku, ledwo mówiący, uciekł śmierci sprzed nosa. Pół roku w śmierci klinicznej. Lat 34. Wybił mój czas, więc poszłam na tą mechanoterapię, na której okazało się, że moja wydolność na rowerku stacjonarnym jest żadna. 500m bez obciążenia. O 13 wyszłam z siłki, żeby o 13:10 zacząć kąpiel kwasowęglową. KK to jak kąpiel w szampanie. Dużo bąbelków, temperatura letniawa.  Namoczenie trwa 10minut i trzeba jak najmniej się ruszać (nie wiem, może żeby nie strącić tych bąbelków, co osiadają na całym ciele. Potem szybki wyskok z wanny (szybki jak szybki) i do pokoju, żeby przebrać się z mokrych ciuchów i śmigać na obiad o 13:45. Po drodze do pokoju zaczepia mnie emeryt o dwóch kulach wykładając czemu nie zamierza zacząć jeździć na wózku. Pan mówi wooolno, a minuty płyną. W końcu kończy, a ja z obłędem w oczach wpadam do pokoju, żeby zrzucić kostium. Zasapana wtaczam się na obiad. Wychodzę z obiadu. Drogę zastępuje mi mały grubasek w okularkach. Czy bym nie poszła z nim na spacer. Sorry Man, ja jeszcze nie wychodzę na zewnątrz wcale, a wewnątrz chodzę po ścianach.
Yyyy..pogadamy po kolacji, ok.? – będę musiała znów coś wymyślać…o ile życie byłoby prostsze, gdyby wystarczyło: Nie, dziękuję.
Jest ciężko, ogólnie rzecz biorąc. Pociągam lewą nogą po dniu zabiegów. Nie mam siły jej wcale unosić do góry. Jestem zmęczona i padam na twarz. Powiedziałam sobie, że jeśli wytrzymam ten tydzień, to potem już pójdzie. Na razie tego nie widzę.
Chciałam sobie kupić czekoladę w kiosku, ale tylko do 15:00 czynny. No cóż, Black. Zobaczysz jak to jest spożywać trzy posiłki dziennie.
Chociaż w sumie żarcie tu jest dobre, nie jest dużo, ale nie tak strasznie mało, jak potrafi być w szpitalu.
To co, kawka z jabłuszkiem?
16:26, annablack
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Uff.  Koniec przygód na dziś. Właśnie wróciłam z kolacji, na którą dowlokłam się naprawdę siłą woli, pokonując przeciągły ból zmęczonych kończyn. Najpierw pomyślałam: Nie idę. Mam w pokoju cztery jabłka od la mammy (wie, że kocham jabłka), to mi wystarczy. Ale potem pojawiła się myśl: I co kaleko? Daleko nie masz, ale nawet tych bo ja wiem..60metrów nie przejdziesz? Hehehe, ka-le-ka, ka-le-ka! I wtedy się wkurzyłam. Dawno nie szłam tak ładnie, będąc tak zmęczona.
Teraz popijam kawę z pomarańczowego kubasa i kleję notkę. Dostałam program zabiegów i…no…jest dużo. Znaczy tendencja zwyżkowa. Ten kto mi gadał o trzech, chyba żartował. W pierwszym i drugim tygodniu po pięć, w trzecim i czwartym po osiem. O-siem! Wiecie jak to widzę? Znowu schudnę, więc muszę jutro znaleźć w sobie siły i dowlec się do kawiarni, żeby kupić sobie jakiś prowiant. Ja wiem, zawsze mówiłam, że lubię być chudawa, bo mi się lżej chodzi. I to prawda. Ale teraz jest optimum. Nie chcę więcej tracić, bo mnie będzie wiatr przewracał.
Jutro 1y punkt programu to śniadanie o 9:00, potem magnetoterapia d i m (nie wiem co to jest d i m, wymyśliłam, że d…upa i miednica, ale nie wiem), , potem 12:30- mechanoterapia/manualne- będą pewnie chcieli, żebym coś ręcami robiła (z uwzględnieniem mojej biednej lewej) i na jakiejś machnie cuś (rowerek stacjonarny?), 13:10 – kąpiel solankowa i kwasowęglowa – kąpiel w kwasie mnie nie bawi, no ale..zawsze coś nowego. 13:45- obiad (znaczy co- mam w kostiumie lecieć na ten obiad?), 19:00- kolacja. Tylko trzy zabiegi, więc w miarę. Pojutrze już będzie pięć. Uo rany.
Btw: wciąż te dwie osoby do mnie do pokoju nie dotarły. Może im turnus zaczyna się za tydzień?:-)
19:52, annablack
Link Komentarze (14) »
Cześć Misie! Jestem wreszcie. Znaczy jestem od jakiejś 11, ale…były przeboje. Btw: czy wiecie, że Włocławek to miasto bez drogowskazów? Zupełnie. Ale polegając na potrójnej kobiecej intuicji (w prawo czy w lewo? Tak czuję, że w prawo.) wyleciałyśmy bez błądzenia na gdańską.

Do Domu Zdrojowego trafiłyśmy, choć niespecjalnie oznakowany. Wewlekam (fajne słowo, co?) się umęczona, bo: 1) po wlewie ostatnim dopiero zaczynam się odbudowywać 2) napięcie przedmiesiączkowe nie ułatwia sprawy, dostaję klucze, wlokę się dłuuugaśnym korytarzem, wchodzę, a tam dwie starsze babki, chamowate dosyć, raczej bardziej zdrowe niż chore (no dobra, o kulach, ale chyba tak dla picu, bo widziałam jak jedna krzepko pomykała i zamknęła nam drzwi przed nosem). A pokój…szczerze? Chyba z jedynki zrobili trójkę. Moje łóżko stało właściwie w drzwiach, tuż obok czajnika (taak, lawirowanie, żeby nie przewrócić się na gorący czajnik to coś dla człowieka z zaburzeniami równowagi), w dodatku te dwa grube konusy (nie ma to jak być uprzejmą dla starszych) zostawiły mi dwie najniższe półki w szafie. Takie, że żeby coś włożyć, musiałabym się położyć na podłodze. Gdyby oczywiście był tam choć kawałek wolnej podłogi. Postanowiłam trzymać walizkę w drzwiach, bo i tak nie miałam co z nią zrobić. I wtedy la mamma się wkurzyła. (Uwielbiam to uwielbiam!)Poleciały teksty o lekarzu rehabilitacji z drugim stopniem specjalizacji i ośrodku, w którym pracuje (a tak się składa, że to chyba jedyny szpital w PL, który budzi taki respekt;)). I..stało się – okazało się, że jest pokój na parterze dla uczestników właśnie turnusów REHABILITACYJNYCH, gdzie na korytarzu są poręcze, pokój wygląda jak pokój, bo musi się tam zmieścić wózek, nie mam daleko ani na zabiegi, ani na stołówkę (co prawda na stołówce przyznali mi stolik na końcu dużej sali, więc się zmartwiłam, że będę się przewracać innym na stoliki zanim tam dojdę, ale la mamma (znów chyba etykietka: lekarz) sprawiła, że stolik znalazł się co najmniej połowę bliżej. I ma taki ładny numer..13:).

Jestem w pokoju trzyosobowym, ale na razie nikogo oprócz mnie nie ma i tak jakoś cicho liczę, że na razie nie będzie. A jak będzie to spoko. To przynajmniej ma wielkość pokoju. Okazało się, że ta klita na trzecim piętrze to było tzw. Piętro sanatoryjne, czyli po naszemu, wczasy za grosik, bo prawdziwa część rehabilitacyjna jest na parterze – na wet prysznice z takimi siedzonkami. A. I wyczaiłam już wśród tego sztabu dziadków całkiem niezłe ciacha, pewnie z obsługi, no ale chyba nudzić się nie będę.

Aha. Jak mi się będzie chciało, to będę z kompem latać do kawiarni, bo tam jest Wifi, ale Orange na kartę śmiga tu tak jak w Wawie (wybieralam łóżko obok kontaktu, choć wzorem przekazanym mi genetycznie przez padre wzięłam przedłużacz;).

A. I wszędzie chodzę sama, więc to jest najlepsza rehabilitacja dla mnie. Trochę pijacko, ale sama.
15:04, annablack
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 kwietnia 2009
Nie chcę tam jechać. Ble. Nie chcę. źle się czuję i nie mam ochoty znów robić za najchorszą, tym razem na turnusie. Fuck fuck fuck.
18:54, annablack
Link Komentarze (11) »
sobota, 25 kwietnia 2009

 

Kilka dni temu szłam kontrolnie tam gdzie łaziłam dzień przed Ty. I..choć było lepiej, to było gorzej, niż potrafi być, więc nie dodałam na You Tube. Ale jak wrócę z Ciechocinka, to nakręcę filmik porównanawczy...

20:54, annablack
Link

Szczerze boję się, że nie dam sobie rady w tym sanatorium. Rok temu jak doktor wypisywała wniosek, było 4,5 na skali niepełnosprawności i byłam w pełni niezależna, pracowałam. Dziś jest 6. Zresztą, to zależy od dnia. Jasne. Jednego dnia mam 6, a drugiego mam..bo ja wiem..4,5, albo nawet mniej. Tak, f-blox miał chyba rację. Mam reisefieber. Tyle, że nie ma to nic wspólnego z pozytywnym podekscytowaniem. Boję się, że sobie nie dam rady. Kurde. A nie lubię się bać. I nie lubię jak mnie coś ogranicza. Bardzo.

Ych.

16:31, annablack
Link Komentarze (13) »
Gadająca potargana głowa dodała filmik z wrażeniami z 4 dawki. Działam dziś dużo, więc filmik taki "roboczy". Sorry.
11:33, annablack
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 kwietnia 2009

Jestem po czwartej dawce. Nagram coś jutro, bo teraz padam na twarz. Na szybko tylko opowiem, jak odbierałam lek. Wreszcie udało mi się poznać osobiście Panią Kierowniczkę apteki. Bardzo fajna kobieta. I taka sympatyczna. Trochę mnie zawstydziła, bo podaję bez słowa receptę, ona podnosi wzrok i: Pani Ania? Jaka Pani ładna! (Zrobiłam się czerwona, szczególnie, że za mną była już kolejka) Dowiedziałam się, że cała apteka o mnie mówi;).

A potem Pani Kierowniczka zaproponowała, że udostępni miejsce w swojej aptece na reklamę zbiórki dla mnie. Mam Jej podać jakieś dane, materiały itp. Kolejny Dobry Człowiek na mojej drodze!

 

Teraz na spokojnie o koncercie:

Chciałam z całego serca podziękować Panu Skolikowi, który zgodził się zagrać za darmo dla mnie, Panu Dyrektorowi "4art"  za nieodpłatne udostępnienie lokalu na naszą zbiórkę, Michałowi i Jego Mamie za pomysł i pomoc, no i wielkie ukłony dla Metaksi, kreatywnej kobiety, dla której żyć, to działać, Kozy, artystycznej duszy, która zaprojektowała puszkę na zbiórkę, znajomym i nieznajomym - z Gliwic - przyjaciołom, dobrym ludziom, Kochanemu Sztabowi Blogerów i nie tylko...

 

To nie wręczanie Oskarów, ale tak się czuję:) DZIĘKUJĘ!

15:29, annablack
Link Komentarze (5) »

Wow! Uwielbiam zaczynać dzień od dobrej wiadomości! Otwieram oczy, a tu wczoraszy sms od Metaksy. Sporo osób na koncercie chciało postawić mi piwo..Zaraz pokażę o co chodzi

 

Metaksia, Koza i spółka uzbierali mi na...całkiem sporo piw;)

1334,29pln! 

Jak dodam do tego, co zostało po kupieniu ostatnio dwóch dawek, prawie będę mieć na kolejną.

 

Wiecie co? Wzruszyłam się. I to cholernie.

Bo pomagacie mi Wy, nie bogate firmy, dla których siedem tysi w tą czy w tą, to żaden problem (o przepraszam: wyjątek to zadłużony szpital la mammy, który zrobił piękny gest!), nie posłowie..wiecie do ilu posłów mama napisała? Żaden nie raczył nawet odpowiedzieć (a nie, jakiś jeden odpisał, żebym się wypchała).

Niech NFZ się wypcha! Jeszcze go zresztą dorwę...

 

Jesteście niesamowici...

 

DZIĘKUJĘ!!!!!

06:50, annablack
Link Komentarze (16) »
czwartek, 23 kwietnia 2009

Potrzebuję się nauczyć tego:

znajomość podstawowych zagadnień grafiki komputerowej na poziomie pozwalającym projektować
proste pliki typu: baner, ulotka oraz obróbkę zdjęć i innego rodzaju pliku graficznych

Ciekawe, czy zdążę zgłębić to dziś do północy... To będę mogła aplikować do pewnej zdalnej pracy.

16:43, annablack
Link Komentarze (3) »

Cześć, jestem.

Tak siedziałam na Saskiej K. i wspominałam.  Trzy lata...jak w mordę strzelił. Kiedy to minęło?

Pozabierałam trochę rzeczy, między innymi perfumy:).

Pan technik modem odłączył i zabrał. W niedzielę zabiorę Asusika na działkę. Tam jest dziko, zobaczę jak tam mobilny net daje radę.

Aha i postanowiłam odpuścić fryzmistrza. Może zapuszczę co nieco, albo ciachnę się w Ciechocinku. Nie chce mi się po prostu i już.

No i przeglądałam jakie ciuchy z saskiej k. zabrać. I trafiłam na bluzkę. Kupiłam ją na alegrze kiedyś. Bo mi się podobała. Seksowna i czarna, of course, hehe. Nie nosiłam jej wcale, bo ją trzeba nosić bez stanika, żeby wyglądała stylowo. A ja się wstydziłam, bo plecy też poniekąd gołe i w ogóle..

A dziś jak ją zobaczyłam, to się w nią przebrałam. Stwierdziłam, że dobrze wyglądam i ją noszę. I żadnych chorych oporów. Kolejny bastion padł;).

 

A dziś koncert dla mnie i mnie na nim nie będzie. Trochę mi wstyd, wybaczcie. Wieczorem zadzwonię do Pana Szefa pubu, w którym będzie koncert podziękować:)

 

A jutro od rana kwestia : Tysabri nr 4:)

16:31, annablack
Link Komentarze (2) »

Zaraz wybywam na Saską. Padre mnie podrzuca. Hmmm... Mieszkałam tam aż trzy lata? Wierzyć się nie chce..

 

Do miłego!

06:12, annablack
Link Komentarze (4) »
środa, 22 kwietnia 2009
Tłumaczonko zrobiłam w ciemno. Nie wiem, czy facet łyknął stawkę. Proste było. Jakby co, to ponegocjujemy, a zawsze jakieś ćwiczonko. Tyle, że lewą rączkę mam bardziewj, zaraz pójdę spać pewnie, hehe.
20:58, annablack
Link

Ok, mam net bezprzewodowy na Ciechocinek [gdyby mi się nie chciało do kawiarni chodzić z laptopem]. Mam też ślicznego malutkiego Bluetootha, tak na zaś, a jeszcze w tym tygodniu mam dostać nową Nokię za przedłużenie umowy. Taką już dla dorosłych, bo smutną-czarną 3120. Ale jest wszystkomająca, a Pani powiedziała, że jest biznesowa, jak wymieniłam co chcę w telefonie mieć. W niej jest więcej niż chciałam, no ale od przybytku głowa nie boli. A może pójdę w biznesy, kto wie;).

Na razie dostałam właśnie kolejne małe zleconko od Pana, któremu tłumaczyłam www. 

A Pan Niemiec pochwalił się, że ma urlop i zamierza przyjechać do mnie do Ciechocinka w maju. Się facet napalił. Dobrze, że mam czarny pas w karate. 

18:54, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.