KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 31 marca 2013

Wysokość kwiatków jak na załączonym obrazku. Dwa są jeszcze w pączkach. Taka garść żywych kwiatków kwitnących w doniczce w czasie, gdy za oknem zima, jakiej przed Bożym Narodzeniem nie było, to...daje po oczach. I cieszy duszę.

Dopiero pierwszy raz siadam do kompa, tiwiwizora też nie włączałam, no na godzinkę w okolicy „Faktów”. Zjadłam dziś dla mnie „dietowej” dużo, ale dla normalsa, przy Świętach, mało. Chciałam podjeść to, czego normalnie nie mogę, bo unikam: 1 kawę dzisiaj, dla smaku, 3 kromki żytniego chleba na zakwasie, ze 3-4 plasterki pieczonej cielęciny, którą w piątek bejcowała w pomarańczach z miodem i czosnkiem Agnieszka (Jej mąż to szef kuchni w jednej z restauracji, więc fajne pomysły podaje Adze, jak ta go zapyta „jak”:).), no i chyba ze 2 jajka, śledzia z cebulką w oleju lnianym – i już. Mama przerobiła wariacje na temat wędzonego łososia z serkiem z ziołami na naszą modłę (moją i taty, bo tylko my tak raczej ściśle trzymamy się tej diety) i zamiast serka, dodała zioła do jogurtu 0%. Poza tym mieliśmy sałatkę z octem balsamicznym: sałata, pomidor, ogórek, olej lniany, ale to wymieniam na ostatnim miejscu, bo akurat zieleninę jem na co dzień.

Na deserek dla niejedzących słodyczy (czyli dla większości u nas) były po 2 plastry ananasa nie z puszki, bo cukier. Wielkie Śniadanie jedliśmy o 12, hy, hy, więc, żeby wytrzymać rano posiliłam się pastą Budwig z dwóch łyżek oleju lnianego z wkrojonym kiwi i 3 łyżkami Linomelu.

I co, da się? Da się.

Ciasta i tłuste wędlinki w święta są przereklamowane. Choć przyznam, że ze dwa razy nerwowo przełknęłam ślinę jak spojrzałam na drobiowe kabanoski położone wśród tych niezdrowych wędlin na stole.

No ale mama mówi i ja się z tym zgadzam, że z tej diety nie ma odwrotu i z założenia w ten sposób powinnam się żywić już dożywotnio, bo to jest bardzo dobry, zdrowy sposób odżywiania.

Pewnie będę tak jeść, chyba, że stracę cierpliwość. Mama się zaniepokoiła, ja zresztą chyba nawet bardziej, kiedy dziś zaczęło mi się dziać coś z oczami. Widziałam nieostro z każdej odległości. Dalej trochę tak mam. Mama się wpieniła, że co to za lecznicza dieta, która nawet nie może zatrzymać tego co jest. Ale potem pomyślałam, że może to dzisiejszy dzień, jak Piotra cały dzień bark dziś boli, a jego nigdy nic nie boli (tak jak mnie, he, he), to może mi się rzuciło na oczy. Kiedy ja byłam u okulistki? DAWNO. A ja co? Receptę na okulary z cylindrami (odziedziczyłam astygmatyzm po tacie) schowałam do szuflady. Brawo Blackie, brawo. Jeszcze przypadkiem byś inteligentnie wyglądała...A ja stwierdziłam, że jeśli o meble się nie zabijam i do czytania nie potrzebuję, a prawa jazdy nie mam, to po co mi? Ale dorastam do tego, żeby sobie zrobić. Czwarta dziesiątka mi leci, to nie przelewki:)))).

Dobrych Świąt nadal Wam życzę!



23:02, annablack
Link
sobota, 30 marca 2013

Wieczorem mija 10 tygodni na diecie. I co? I nic.

Wypiłam dziś moją pierwszą od tego czasu kawę.

Zgadałam się z Ewcią: trzeba poknuć jak Zwidok wepchnąć do księgarń. Choćby po kilka, w komis. Książka nie jest zła, ja umiem pisać, to, że się na blogu wydurniam, o niczym nie świadczy, a jak mawiają, trzeba umieć posługiwać się prawidłowo nożem i widelcem, żeby zdecydować się przełożyć nóż do drugiej ręki. Nie chcę na tym zarobić, nie chcę tylko musieć płacić za wydanie 6000 zł, jeśli nie sprzedam 600 egzemplarzy. A sprzedałam przez rok 60 sztuk. Wydawało mi się, że co to dla mnie, jak Bestii, o niechodliwym temacie sprzedałam blisko 2 500 egzemplarzy, to te 600 sztuk pójdzie od niechcenia.

Tyle, że Bestia miała promocję i dystrybucję. A teraz o wszystko powinnam dbać sama, tyle że prawie nie chodzę i zadbać nie mogę.

W dodatku nie mam pracy, więc nie mam z czego odkładać na spłatę tej książki. Lwią część renty oddaję na dom.

Cholera jasna. Pozytywnie jak zwykle.

13:13, annablack
Link
piątek, 29 marca 2013

Rowerek już się spieprzył. Tak jak przedtem oporu nie było wcale, to teraz jest na stałe taki opór, że ho, ho. I jeszcze te święta. Mogę zadzwonić dopiero po Świętach, żeby przyjeżdżał i naprawiał jeszcze raz.

Grrrrrrrr.

Czyli w Święta raczej nie popedałuję.

 



21:16, annablack
Link

Na rowerku dziś nic. ZERO. Po prostu nie mogę. Cholerna zmiana pogody. Za oknem śnieżna pokrywa, a ja rozjechana jak sto pięćdziesiąt. Nastrój rzewne tango, a neurologia kulawego starca bez nogi i ręki.



18:52, annablack
Link

Dziś dzień ciszy. Nie ma muzyczek z kompa, czy piosneczek z radia. Tak trzeba.

Dziękuję za maile wysyłane przez blogową „skrytkę”, ale problem z nią jest taki, że jeśli ktoś chce mi przekazać więcej niż jedno zdanie, program wtedy maila ucina, dlatego warto mi podać kontaktowego maila, albo posłać na normalnego blogowego maila podanego w Kontakt.

Chciałam sobie użyć cążek do paznokci na własnej prawicy, czyli z wykorzystaniem lewej dłoni. I już wiem, że to nie był dobry pomysł. Że Osobisty Asystent bywa potrzebny. Trudno to zaakceptować, ale do życia w niepełnosprawnym ciele trzeba się czasem przystosować. Prawy kciuk woła o pomstę do nieba i raczej pazurów na Święta nie pomaluję, tylko będę udawać, że wcale nie mam dłoni.

Nie miałam już gwarancji na rowerek, więc naprawę trza było za swoje, a było co naprawiać, skoro rowerek został zalany, tak jak i cała piwnica, a on tam właśnie stał. Ale co tam. Ja dopłaciłam tylko to, co było więcej nad przewidzianą stawkę, więc bez bólu.

Dobra, o takich głupotach w Wielki Piątek nie przystoi. Uciekam.



08:51, annablack
Link
czwartek, 28 marca 2013

3,5 km w 10 minut. Bez bólu, jakoś tak z lekkością, bo chyba sprzęt po serwisowaniu stał się jakiś taki...łatwiejszy w użytkowaniu. Będzie ta czwórka, na pewno. Rzecz w tym, że nie wiem kiedy mi się uda osiągnąć:).

Humor mi się poprawił z naprawieniem rowerka, jakbym normalnie samą siebie naprawiła:D.

Nawet Lance – poza sterydami, tudzież innym koksem – musiał mieć dobry sprzęt, żeby zwiększać osiągi:).

Sylwetkę też musiał mieć odpowiednią. Ja taką żyłą nie jestem (jeszcze), ale jak się rozkręcę w pedaleniu, to kto wie.

Dowiaduję się z maili, że wiele osób buja się ze zmianą żywienia ku zdrowotności wszelakiej. Z efektami jest różnie, ale jeśli to wszystko tak potwornie zdrowe, to czemu nie próbować. Nawet bez celu wyleczania/zaleczania się z takich różnych, tylko po prostu: Tak: O!

Moja kochana Pani sąsiadka na wieść, że odmawiam nowennę pompejańską z prośbą o uzdrowienie, powiedziała, że w takim razie ona też będzie ją odmawiać w mojej intencji... :) i dostałam od Niej książkę „Niebo istnieje... Naprawdę!” Todda Burpo i Lynn Vincent...

Pani Nela jest magiczna, czasem myślę nawet, że to wcielony anioł:).



18:29, annablack
Link

Cholibka. Serwis rowerka + dojazd = 540 zeta. Wziął więcej za robociznę, bo siedział 2 godziny , rozebrał wszystko i wymienił spalony tranzystorek. 540. Być miało. Jak wzięłyśmy pana serwisanta na wdzięczenie się pt. „A dla nas ile?, zszedł na 500. Ale i tak: rowerek w sklepie kosztujący teraz 1700 zeta, a serwis pięć stów to trochę dużo... Ale..co zrobić. Znajomy fizjoterapeuta nas namówił na ten model, a że było brane z subkonta, to kupiłam.

 

Swoją drogą, gdyby nie Aga, człowiek z Pragi, pewnie zapłaciłabym bez gadania ile krzyknął.

 



16:10, annablack
Link

„Jak się nie będzie pogarszać, to będzie bardzo dużo” -powiedziała wczoraj mama. No, w sumie tak. Ja bym jednak chciała, żeby się troszeczkę poprawiało, choć ponoć po 10 latach choroby zmienia się ona we wtórnie postępującą. Tak się zakłada, ale przecież każdy jest inny. A to wszystko, jak widać, u mnie zależy od pogody.

Wczoraj wieczorem chciałam obejrzeć Langustę na palmie, „Zakochanego skazańca” - rekolekcje wielkopostne – wszystkie odcinki naraz, ale taka byłam umęczona (Czym, czym? Życiem!), że obejrzałam połowę. Może dziś uda się do końca.

W południe przychodzi pan serwisant do rowerka. Mama, Piotrek, Tata (?) się ucieszą, bo ja na razie bez obciążenia zasuwam.

Już prawie Święta.



07:30, annablack
Link
środa, 27 marca 2013

Ożeż. Usiadłam na rowerku, choć zbolałe rehabowym łażeniem ciało jęczało: Nie...zaraz się rozsypię...odpuść.. No to przekornie dowlokłam się i usiadłam. Droga przez mękę. Wytrzymałam 9 minut 30 sekund. Przejechałam 3 km. Moje najdłuższe 9 minut życia. Ale ja siebie błotem obrzucałam w tym czasie. Takim mięchem nie rzucam w najgorszego wroga, a potem jęknęłam: Ani Piotrek, ani Janek nie udowadniają sobie na każdym kroku jakimi są twardzielami, tylko ja ciągle sprawdzam na ile mnie stać i ile mogę sobie dołożyć. Efektów z tego nie ma żadnych, a co się umęczę to moje. Tak samo ta pieprzona dieta. Czy cokolwiek mi się choć cień, odrobinkę chociaż, poprawiło? Nie. Poza wyglądem - nie widzę. Ale to co najbardziej przykre = pożegnanie się z czekoladą, kawą, słodyczami ogólnie itp. przyjęłam na klatę. Niech bardziej boli. Uzależnionaś była od kawy? To masz. A żeby bardziej czuć to wszystko, nie bierz żadnych prochów. Co byś przypadkiem odczuwania nie otępiła.

Przepraszam za słowo, kurwica mnie bierze na to wszystko.

Zła jestem, że nie mogę siebie przeskoczyć. Jeszcze.



19:32, annablack
Link

 

Pomyślałam, że złożę Wam życzenia. Teraz jest dobry czas, bo jeszcze troszkę przed świętami.

Chciałabym, żeby zbliżające się Święta były dla Wszystkich pełne miłości, ciepłe i dobre. I żebyśmy nie zapomnieli o tym, co one oznaczają. Że to nie zajączki, kurczaczki, pisanki, „jajeczko”, tylko coś z deka więcej. Żebyśmy się skupili, dlaczego to najważniejsze w roku święto religii katolickiej i zastanowili się, co my właściwie świętujemy.

To nie święto kiełbachy i jaja, warto o tym pamiętać. Czego Wam i sobie życzę.

 

Chodziłyśmy z Małgosią dziś troszkę i zeszło na moją poświąteczną wizytę u doktor z prośbą o kolejny wniosek wózkowy. Małgo powiedziała wprost, że boi się połączenia ja i wózek. Że wózek przyciąga jak magnes tych, którzy na nim usiądą i zapominają nagle wszystko to, co ich ciało umiało. Ale stwierdziła, że lekki, zwrotny, nie mega szafa nawet się przyda, jak będziemy po świętach chodzić ćwiczebnie poza terenem domu, ogródka, bo nie będzie musiała chodzić za mną ze stołkiem;).

Trzeba przyznać, że trochę smętnie mi się zrobiło przez wizję tego lekarza. Bez lekarza i bez leków wydawało mi się, że nawet jakoś zdrowieję. A tu do lekarza. I to na końcu świata, w Konstancinie. Ja od parkingu pod gabinet sama nie dojdę. Chyba, że stanie się cud.

Uech. Różaniec czeka. Teraz chociaż umiem już na pamięć wszystkie tajemnice. Dobre i to.



16:02, annablack
Link

Cholercia. Ile jem mniej oleju? 5 dni? Ile ważę mniej? 70 dag. Ta dieta jest dla mnie za chudozdrowa. Ja powinnam mieć dietę jak górnik, bo inaczej chudnę. W święta będę jeść mięcho, więcej oleju, może jakieś tłuste orzechy? Brazylijskie? Dużo suszonych owoców, twarde sery. Czyli to co Budwig głodomorom dopuszcza. Nie jestem ni w ząb głodna, ale trzeba dbać, żebym nie znikła. Bo szkoda by było. Mnie:D.

08:40, annablack
Link

O której ja poszłam spać? Chyba przed 22. Staram się teraz wysypiać, bo muszę mieć organizm wypoczęty do ciężkiej pracy...

Moja książka, położona w łóżku dobre parę dni temu, żeby mi się wygodnie czytało, wciąż tam leży z przeczytanymi zaledwie kilkoma stronami. Bo ja niby taka cholernie zajęta. Im człowiek ma mniej zajęć, tym więcej czasu zajmuje mu zrobienie czegokolwiek.

Kurde, nie odpowiedziałam na smsa świeżo zdiagnozowanej dziewczynie, która zapytała mnie jak żyć. Hę...normalnie? Jak najdłużej się da... normalnie? Nie wiem, dlatego nie odpowiedziałam, to przecież każdy jest panem swojego ciała... i to chyba jest najistotniejsze, co sobie przepracowałam po 12 LATACH. Nie wiem, czy wcześniej dałabym radę mieć takie podejście. Niektórzy do końca życia są uczepieni swych błędnych przekonań. I chyba dobrze im z tym, skoro w tym trwają. Ja zaczęłam się zmieniać dopiero, kiedy „bycie w chorobie” stało się dla mnie naprawdę nieznośne. Wcześniej królowało zamiatanie pod dywan i „czego nie widać, tego nie ma”. Ale w końcu trzeba stanąć do konkretnej walki z samym sobą. To, że nie biorę najmniejszego proszeczka teraz, pozwala mi zaobserwować reakcje mojego organizmu. I pracować nad tym. Zdarza mi się potknąć, bo musiałabym być z plastiku, żeby tak wszystko od początku do końca mi „szło”. Ale pracuję nad sobą i to jest chyba najważniejsze.

 

Ale się rozgadałam z samego rana, hu, ha!

Fylozofka.

 

A, nie trzymam urazy do pani redaktor od artyklu, że dodała mi 8 miesięcy pisząc, że mam 32 lata. Ponoć ma się tyle, na ile się wygląda :)))).



06:59, annablack
Link
wtorek, 26 marca 2013

Od kiedy mam zmniejszoną dawkę oleju z 6 na 2 łyżki dziennie, muszę się starać, żebym nie zaczęła spadać z wagi. Kolacyjka, zgodnie z Budwig o 17:30, ale za to 20:00 rzut kalorii: 200 g suszonych fig. Mam nadzieję, że się przyswoi.

Aha, jestem umówiona do mojej Doktor. Z rok, dwa lata (?) się nie widziałyśmy (no bo po co?:)), a teraz, jak mam wystąpić o nowy wniosek na wypasiony wózek, to muszę dać się zbadać. Wiem, że to niewłaściwe być może myślenie w sytuacji, kiedy staję do oceny neurologicznej wymaganej przez NFZ, aby dostać wózek (ale nie jakiegoś grzmota, tylko lekki i zwrotny – taki dla sportowców), czyli pokazać jak bardzo jestem „lewa”, ja marzę o tym, żeby badanie neurologiczne wyszło jak najlepiej, może nawet żebym przeszła kawałek sama? Chryste, ale bym chciała...

I okazałoby się, że moja bezkouczowość daje radę. Osiągam to, co sobie postanowię... Wizyta w Konstancinie chyba jakoś w pierwszych dniach kwietnia... Ciekawe czy się da tak ustawić swój organizm, żeby robił to, co mu każę...

Trzeba będzie sprawdzić.

Jutro rehab nr 19. Następny dopiero tydzień później. „Przerwa świąteczna” dziewczyn.

Meczu nie oglądam. Bo nie.



20:42, annablack
Link

Joj! A czasem to się siebie nawet boję: 3,5 km w 10 minut!! Kolejne sto metrów więcej! W pierwsze 5 minut zrobiłam​ dwójkę. Jakbym dała radę utrzymać tempo, to po 10 minutach miałabym 4 kilometry...I nad tym właśnie trzeba popracować.

Może w Święta osiągnę? Wtedy, kiedy inni będą frykasy zajadać?

Jak widzicie, nie idę w długość (hu, hu), tylko w szybkość. Moim celem jest jak najwięcej przekręcić w te 10 minut. Na razie siła kręcenia jak najwięcej. Co by uginające się przy staniu kolanka wzmocnić. Wydolność przy „jak najdłużej” będzie później. Czemu tylko 10 minutek? Bo są dni, że nawet „tylko” to dla mnie za dużo. A jak mi jest w porzo, to siadam kręcić więcej niż raz. Jak dziś.

Kurde, a nawet zierby przed tym kręceniem nie wypiłam, co by se energii dodać.:).



19:02, annablack
Link

Hehehe. Mama mówi, że wyglądam jakbym strzaskała się na nartach w Alpach. Czemu? Ano temu, że dwa miechy piłam dzień w dzień świeżą marchewę, więc nadźgana jestem betakarotenem, że ho, ho. A dziś pół godziny nasłoneczniałam się. Zgodnie z protokołem Budwig i jej opinii o leczniczym działaniu słońca. I...wyglądam, jakbym z nart wróciła. Pysk opalony, a reszta nie :D. To, co wystawiłam, to opaliłam.



18:16, annablack
Link

Ej, no! Musiałam, musiałam wstawić. Słucham se ja kornie Juventus Rádió, taki budapesztański RMF , a tu zonk: Metallica. Mniam.

Macie, może i w pracy Wam słuchać pozwolą:)



[to jedna z niewielu piosenek, którą śpiewam na głos..]

12:38, annablack
Link

Haha! 3,4 km w 10 minut. Po Świętach będzie więcej, się postaram. Obżerać się nie będę, to ćwiczyć będę, dla odmiany. Aha, mama, dobry człowiek zapłaci za naprawę rowerka. W czwartek wpadnie do nas pan serwisant zreperować komputer pokładowy.

Dobrze mi, jak zwykle. Mówię sobie, że to ukochana magiczna black koszulka z Marylin Monroe tak mi robi:).



Aha, w DDTVN powiedziano to, co i ja uważam. W meczu z Ukrainą naszym brakowało tego, co ja sobie ustawiam od pewnego czasu. MÓZGU. Coucha, który im powie jak myśleć, żeby było dobrze. Ja robię to samo, jeno bezkouczowo;).

11:47, annablack
Link

Trochę jestem zła, bo co by się nie robiło, zawsze wychodzi wydźwięk „biednej chorutkiej”. Ale „z wyrokiem”? Takie coś może napisać tylko osoba, która o medycynie i tym co człowiekowi może być nie ma pojęcia. OK, moje życie jest w pewnym stopniu trudniejsze, ale nie odbieram go jako „z wyrokiem”, bo gdyby tak było, już dawno bym się pochlastała. Ja już więcej się nie godzę na takie różne. Szkoda czasu. Generalnie rozumiem zasadnicze przesłanie, ale spoko, NFZetu to nie wzruszy. No bo co by miało? Zachorowały babeczki? No, to mają pecha. A ja nadal zostaję autorką jednej książki - tej o chorobie. Wysłałam zdjęcie drugiej okładki, ale gdzie tam. Kobieta "z wyrokiem" nie może napisać luzackiej książki. Koncentrujemy się na kalectwie. Spoko.

 

Skasowałam się z interpalsów, bo z pomiesięcznego podsumowania mojej tam bytności wynika, że mam skype'a zapchanego różnymi dziwnymi znajomościami, niektórzy nawet uderzają na FB, a ja tych ludzi nie znam przecież.

 

edit:

Zwyrok uciekł z tytułu, pojawił się obrazek ze Zwidokiem. Jest fajnie.



07:58, annablack
Link

Na życzenie niektórych podaję link do artyklu, który pojawił się dziś na iwoman.pl  Można się przestraszyć, jak z rana widzi się swoją michę na stronie głównej portalu;). Dobrego dnia.



06:56, annablack
Link
poniedziałek, 25 marca 2013

No. Jestem. Ale dzień.

Kurde. 3,1 km. Nie wiem czemu. Dumna jestem, że w ogóle, no bo usiadłam kręcić przez zawstydzenie, że wczoraj tylko minutkę pedaliłam. No to teraz obowiązkową dziesiątkę, ale tempo zawstydza. A ja naprawdę chciałam szybciej, ale nóżki nie chciały. Od szóstej minuty modliłam się, żeby szybciej był koniec.

Jem trawę i z tym mi dobrze, źle mi tylko, jak jem ten cholerny olej z twarogiem. Teraz już taką malutką dawkę - profilaktyczną – mam, a i tak najchętniej wypieprzyłabym to przez okno. Nie no, nie jest mi źle, ale co zrobię, że zjadłabym kiełbaskę? Obiad był bardzo dobry – zapiekanka z warzywami z ziemniaków. Zdrowy. Wszystko, co dobre jest niezdrowe. Nie, wróć. Kalarepa z mojej surówki była dobra i pewnie zdrowa. Nawet bez żadnych dodatków.

Zamiast soku z marchewy dziś sokowirówkowe jabłko. Strrrasznie słodkie. Chyba się od cukru odzwyczaiłam.

Małgosia dziś: naprawdę masz dobrą równowagę...

Gocha, to wymień mi jeszcze nóżki na plastikowe, co by się nie gięły pod mym przeokrutnym ciężarem i lecimy na potupajkę jakąś;)

Chyba siądnę tera do inglisza. Zapisałam się na kurs, żeby wystawiono mi certyfikat potwierdzający umiejętność na jakimś poziomie. Przyda mi się na przyszłość. Nawet z węgierskiego mam, chociaż z tego akurat mam dyplom. Z frencza mam, a z angielskiego niente. Maniana;).

To się biorę.



17:19, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.