KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 31 marca 2011
Jutro przed 6 chyba wyjeżdżamy do Katowic, żeby sprawdzić moją żylastość szyjną.  Już teraz nie mam przeczuć jak wygląda sytuacja w naczyniu szyjnym jednym, po lewej stronie...bo...czuję się bardzo dobrze. Szczególnie psychicznie, ale sama psychika nie sprawiłaby takiej wydolności fizycznej. Chyba. Z drugiej strony...jak mogłaby poprawiać mi się wydolność, jeśli fizycznie bym się pogorszyła, czytaj: "zatkła". To chyba jest za skomplikowane na mój ptasi móżdżek.

Na moim poziomie jest info, że kupiłam sobie bransoletkę na Allegro. Myślałam, że skórzaną, tak myślał też NA PEWNO sprzedawca, ale zdaje się, że to plastik, eko skórą zwany. Będzie mi do plastikowej kurtki pasować jak znalazł. I będzie, żem taka do bólu ekologiczna.


19:01, annablack
Link Komentarze (10) »
Zrobiłam tak: przycięłam bułki jak kotlety, w mleku, potem w jajku z vegetą namoczyłam i na koniec jeszcze w czosnku. I smażyłam jak kotlety. Chyba ze dwie siatki starych bułek tak przerobiłam. Tylko jednej nie, bo już była tak kamienna, że tylko na bułkę tartą. Potem zaczęłam robić podobne cusie ze starym chlebem, doszłam do połowy i wykończyłam olej. No i wreszcie kręgosłup mnie rozbolał. Z bułki jest bardzo smaczne, chociaż ja bym czegoś ostrego dodała. Jakiś pieroński sos chilly albo cuś podobnego, ale ja mam skrzywienie na tym punkcie. Czyli jak zwykle po rozum do gugla, mamy, albo blogerów:D.
Dobra, to przejrzę to tłumaczenie może, skoro już nabrałam dystansu tematycznego bawiąc się w robotnicę kuchenną działającą w akcji: Nie wyrzucaj starego chleba, bo to grzech, a ludzie głodują.
15:02, annablack
Link Komentarze (11) »
Śniadanie zjadłam dopiero 11:15, bo otwieram lodówkę, a tam ani jednego jogurtu dla normalnych (czytaj: nie - zero procent). No to śmignęłam drugi raz. Szybko. 300m w tą i z powrotem plus jedna osoba w kolejce przede mną - zajęło mi 10 minut. Jestem szybsza od Janka, stwierdziła Babcia, a ja się cieszę nawet, jeśli to była ściema. Po śniadaniu rzuciłam okiem na bieliźniakowe streszczenie magisterki po angielsku i wsiadłam na rowerek. Kiszka, panie Dzieju, sto metrów mniej przejechane, ale biorąc pod uwagę, że nie jechałam jako niewinna świeżynka, tylko po dwóch śmignięciach z domu (na pocztę i do sklepu) to wynik nienajgorszy. Kiedyś nie do pomyślenia, żebym po piętnastominutowym spacerku z Dudkiem i dwóch wyjściach "w sprawach" była jeszcze w stanie wsiąść na rowerek i popedalić z obciążeniem dziesięć minut. Czyli? Organizm czarnorękiej anny daje radę. Hip hip hurra.

Aha. Knuję jak przetworzyć stado starych bułek, żeby móc je zjeść. Nie kupię dziś pieczywa, bez kitu. Za dużo wyrzucamy.  Wszystko przez chłopaków.

12:11, annablack
Link Komentarze (7) »
Hej, zasadniczo tekst mam zrobiony, tylko trza wygładzić.

Lokówka wysłana priorytetem.

Dudek wyprowadzony.

Drukarka nadal mnie nie lubi, zdaje się, że te styki na kasecie zardzewiały i będę musiała kupić kolejnego oryginała. No bo tak. Sterowniki jeszcze raz zainstalowałam, styki wyczyściłam perfumami (spirytu nie mam od kiedy się nie kłuję), porestartowałam kilka razy i nic. Powyjmowałam i powkładałam obie kasety na kilka sposobów siły i nic. Wysłałam pismo tacie do pracy, żeby mi druknął.

Zadzwoniłam do biura podając się za babcię i pomyliłam się w "swojej" dacie urodzenia.

Aha, nie jadłam jeszcze śniadania, to może by tak...hę?

10:44, annablack
Link Komentarze (4) »
środa, 30 marca 2011
OK, bejbe. Nie chciałaś po dobroci, to nie. Jutro będzie bolało. Bo dziś już mi się nie chce z nią walczyć...Zmyję trudy dnia (szczególnie z palców) i pójdę w kimono, w końcu od 6 usiłuje zrywać mnie  Mr. Dudek.

Aloha. Będę sobie wyobrażać, że mam opuszczone żaluzje, bo za oknem praży kubańskie słońce południa i żeby mnie zbytnio nie raziło to dlatego. Nie, że noc. Nou, nou, nou. Bredzę. Bye.
22:53, annablack
Link
Dzień bez zepsucia czegoś to dzień stracony, nieprawdaż? Prawdaż.

Walczyłam z drukarką, która stwierdziła, że mnie nie zna, nie lubi, a w ogóle to mam brzydką fryzurę, no i nie wydrukowała kunsztownie przygotowanego przeze mnie pisma do biura emerytalnego. Szlag by to.


22:34, annablack
Link Komentarze (7) »
Cześć pracy, mavietragique mnie znielubi, ale nie wysłałam tej lokówki. Leży w zaadresowanej kopercie, ale nie wyszłam dziś ani do sklepu, ani na pocztę, tylko siedziałam i tłumaczyłam. Zmianę pogody na ciepłą czuję. Jak wyszłam do apteki i zieleniaka to normalnie musiałam plastik rozpiąć, bo ciepło. Zmianę czuje moja neurologia - z pomidorami i ogórkami wracałam zygzakiem nieprzeciętnym i z wybitnie klapiącą stopą. Aż się wstydziłam przed sobą, że tak idę. No cóż. Bywa.

Jutro wyślę lokówkę i przy okazji pismo do Biura Emerytalnego w imieniu babci. Tylko je muszę napisać, to będzie łatwiej.

A wiecie co dziś będę czytać do poduszki? To samo co wczoraj po północy - "Zaklinacza psów". Z Allegro dostałam, chcę się nauczyć rozumieć psy w pełni. Na razie tylko je kocham. Tak samo bezwarunkowo jak one mnie, ale nie do końca rozumiem. Także - fajny smaczek na wieczór.


16:16, annablack
Link Komentarze (6) »

Z pól godziny, może dwadzieścia minut poleżałam stylem: „twarzą w glebę” i poszłam trochę wbrew sobie do zimnej piwnicy popedałować górsko. Poszłam z przeświadczeniem, że przecież brzuch mnie boli i jestem niewyspana, to efekty na pewno będą gorsze niż zwykle, a ja będę miała na co zwalić. Standardowe dziesięć minut pod górę. 3300 m przejechane, 71kcal spalone. Tak samo jak wczoraj. Nie chce być więcej. No dobra, muszę poszukać tych słówek specjalistycznych.

10:49, annablack
Link Komentarze (4) »
Hej, tłumaczenie muszę skończyć. Dudek  przeleciany po wsi, ja niewyspana. No kurczę, sześć godzin to jednak za mało, jak pracuję dziurawym mózgiem. Zakupy, poczta, zmywanie przede mną. Jakoś tak dziwnie gary w zlewie się rozmnożyły. Rowerek jeszcze czeka, a mnie chce się spać...może na chwilkę jeszcze padnę...budzik sobie nastawię. Chociaż pół godziny...
10:07, annablack
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 marca 2011
No dobra, nie chce mi się już. Jutro skończę, pojutro dopracuję słówka...myśli mi uciekają. Chciałam coś przełomowego tu zasadzić, a w tej chwili kołacze mi się tylko po głowie tömeggenerikus koncepció - do czego szukam w głowie ekwiwalentu polskiego. Pójde po rozum do mamy. W ostateczności do gugla. Ale to jutro.

Lokówka dla mavietragique spakowana w mega kopertę, no i jutro wyślę. Jak sobie uświadomiłam, że mieszkamy na dwóch przeciwnych krańcach Wawencji, to stwierdziłam, że łatwiej mi będzie to wysłać.

O rany jak mi się chce spać. Bieliźniak coś pierze w łazience...Brachu..szybciej z tym koksem..ja chcę spaaać...

Na maile tumorou, OK? Bo dziś już bez kontaktu jestem.
23:51, annablack
Link Komentarze (3) »
Sorry moi mili, ale nie ma mnie dziś dla świata. Dostałam  zlecenie z węgierskiego i to takie na cito bardziej. Miałabym dużo czasu, gdyby nie to, że od piątku praktycznie mnie nie ma. Poodpowiadam na pytania i maile po zmroku. OK?
16:39, annablack
Link
Cześć. Mama zasugerowała, żebym Noni rozcieńczała, co by żołądka nie wykończyć kwasem. I chyba tak zrobię.

Zlazłam z chwili na rowerku pod górę. Przejechałam w moim króciutkim czasie sto metrów więcej i spaliłam 2 kcal więcej, hehe. Chcę zobaczyć ile uda mi się osiągnąć i jakie tempo rozwinąć na tym programie interwałowym, gdzie pod kątem 45 stopni, tak średnio, wspina się zbocze. Pod koniec jest mi naprawdę trudno. I jest 5 takich serii od samego dołu do samej góry.

3300 metrów w 10 minut. Cienizna, a myślałam, że akurat mięśnie ud mam spoko. Ale ale. Ja żadnego mięśnia nie mam spoko. Dopiero będę miała. W przyszłości.


10:35, annablack
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 marca 2011


Ktoś się lokuje? Chętnie oddam. Nówka sztuka, nie śmigana. Bo ja nie mam włosów, to co se mam lokować... a dali mi jako gratis w Aptece mej kochanej za to, że tyle kasy tam na Tysabri zostawiałam.

Najchętniej bym taką ogromniastą kopertę bąbelkową nabyła i tak do kogoś puściła. Albo do odebrania w Wawencji.  No bo głupio wywalać. Iluś Chińczyków za miskę ryżu skręcało te śrubki..

To się zastanówcie. No bo mogę ogłosić na allegrze, że oddam za złotówkę, ale po co obcemu, jak można znajomym.

No.

A ja dziś wciąż w klimatach frencz alternatywy.




20:16, annablack
Link Komentarze (7) »
Et soudain surgit face au vent Le vrai heros de tous les temps...

L'avanturier, czyli awanturnik, który "nagle staje pod wiatr/prawdziwy bohater wszystkich czasów". Ach ten Bob Morane..;-)


16:42, annablack
Link
Black do la mammy:

- Bełtać już?*



* czy robić już obiad matko najdroższa?

- Jak chcesz.

To wybełtałam obiadowego bełta, pozmywałam, nakarmiłam psy, ja tyż zeżarłam, no i teraz gawędzę skajpowo z Dorotką, co by jej nastrój poprawić, bo ode mnie można by dziś odpalać yyy...światło (chciałam powiedzieć 'fajki';P). Energetyczna jestem wielce.
14:50, annablack
Link Komentarze (5) »
Huh. Prawie dziesięć kcal więcej spaliłam w tym samym czasie górskiego jechania.  Najpierw ledwo dochodziłam do 50kcal, bo obciążenie dla mnie konkret na tej górze. Potem było 60. Dziś  69kcal. Dudi też już przeleciany po wsi;). To jeszcze akcja za duża piłka przede mną.
Wysłałam pewną aplikację, nie do końca przekonana, czy to chcę robić, ale jeśli będzie niedaleko, to może...W końcu TSL..
12:41, annablack
Link Komentarze (12) »
To jeszcze na uzupełnienie poprzedniego wpisu kawałek Czarnego Pożądania, czyli mojego ukochanego Noir Désir. Choć nie lubię, jak Żabojady śpiewają po angielsku, to ten kawałek lubię bardzo.


09:58, annablack
Link Komentarze (2) »
Hejho. Uff. Dobrze jest znów. Mnie, bo ogólnie średnio. Jakieś choróbsko się do domu  przypałętało. Wirusówka, albo co.

Ale mnie jest ok. Mam jakiś taki "lazy" wyraz twarzy i nic mnie nie stresuje... I to trochę działa na nerwy ludziom zestresowanym, jak oni do mnie z tym swoim stresem, a ja do nich...yyyy? che pasa???;)



Dobrego dnia.

09:45, annablack
Link
niedziela, 27 marca 2011
Żeby przekonać kogoś o czymś, trzeba w to samemu tak mocno uwierzyć, że nieurzeczywistnienie się tego głębokiego, wewnętrznego przekonania będzie tylko wypadkiem przy pracy.

Dwa egzemplarze zero-jedynkowe. Egzemplarz 'a' jest zero, bo przekonanie go o prawdziwości czegoś w co sama jeszcze na stówę nie wierzę będzie majstersztykiem i jeśli się uda złożę to na karb szczęścia debiutanta, egzemplarz 'b' jest jedynką. Wygodną jedynką, bo o niczym nie muszę go przekonywać i wmawiać mu czegoś, w co jeszcze sama nie wierzę.

Zdecydowanie lepiej jest, kiedy to ja rozdaję karty. Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek. Poniedziałek lub wtorek będzie 'b', bo łatwiejszy etap. Etap dla orłów odhaczę po zaliczeniu części łatwiejszej. Dobrej nocy. Znów mi się załączyło to ironiczne spojrzonko. Strach się bać.
23:46, annablack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.