KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
środa, 31 marca 2010

Kurde, boleją mnie całe kończyny. Dodałam do pieca na ćwiczeniach. I dobrze. Jak boli, to czuję, że żyję. I tak miło się w lustrze przejrzeć, jak forma jakaś taka nie - rozedrgana, tylko sprężysta.

A jutro jestem umówiona z moją Panią Doktor. Mam świstek do wypełnienia- zaświadczenie lekarskie do występowania o grupę. No bo yyy..od czterech miesięcy mam nieważne orzeczenie o niepełnosprawności, heheh, a na to są fajne ulgi. W sumie bilety na komunikację i tak mam ulgowe z legitką emerytorencisty, ale orzeczenie się przydaje.

Napisałam kawałeczek rozdziału o moim zabiegu na ccsvi, ale jestem senna, więc nie idzie pisać na razie. Strasznie mało spałam dziś w nocy, może dlatego taka przymulona jestem dzień cały.

O rany, jeszcze faktycznie tylko jeden cały dzień ćwiczeń, bo w piątek nie wiem, czy cokolwiek jeszcze zrobię. Dość wcześnie chciałabym wyjść. Podsumowując: to był super pobyt. Tak fajny, tak luzacki w towarzystwie, tak poytywny...Polecam wszystkim rehab na oddziale rehabilitacji neurologicznej na Sobieskiego w Wawie:)

16:15, annablack
Link Komentarze (2) »

5,4km w kwadrans. Na bicyklu;) Za dwie godziny mam drugie ćwiczenia. Dostałam maila od mojej Pani Redaktor, że fajnie by było, żebym dopisała postscriptum o ccsvi. Napiszę, napiszę. Myślę, e to może być ciekawe. Po świętach odeślę do korekty redaktorskiej.

Mój pan doktor prowadzący chciał,  żebym po szpitalu poszła na kolejne 3tyg. rehabilitacji 'dochodzącej' Skrzywiłam się, że mam do szpitala daleko i obiecałam zapisać się do klubu na siłkę. Na mojej wsi przy pętli autobusowej jest taki klub ćwiczebny dla kobiet, siłka i takie różne tam są. I tam się zapiszę. O. Muszę iść za ciosem, żeby móc bezwstydnie coraz krótsze nosić kiecki;).

Najlepszego moi mili.

wtorek, 30 marca 2010

Bardzo dobry dzień. Doktor prowadzący mnie na rehabie ocenił mój stan neurologiczny na jakieś 3,5 edss. Czyli 0,5 punktu mniej. Kiedy ja ostatnio miałam 3,5 edss? Chyba po 3 latach choroby... To tak jakbym cofnęła się w niepełnosprawności o siedem lat. Niesamowicie pozytywnie to na mnie oddziałało. To teraz do normalnego stanu neurologicznego bliżej, niż dalej:D. Skala ma 10 punktów. 10 edss to zgon. Byłam już na 6,5 edss, a od początku Tysabri, po zabiegu udrożnienia żył, po rehabilitacji..spadłam o 3 punkty!

TRZY! Zajebiście! Do trzydziestki będę zdrowa (mam 28 i cztery miechy:D). Jeszcze tylko 3,5 punktu do skasowania. Aż się chce działać, jak jest sens.

Aha. Mamy tytuł. Dostałam dziś maila od mojej Pani Redaktor zajmującej się moją tak zwaną książką. Z ostatniej chwili: Znów chodzę. I podtytuł: Dark Zone Black Warrior walczy.

Bardzo mi odpowiada, że jednak w podtytule pojawiło się coś o czarnym wojowniku ciemnej strony mocy, bo to persona sztandarowa i niezwykle ważna dla całej sprawy.

Pani Redaktor przysłała mi wersję książki z komentarzami do ustosunkowania się. Zmian wprowadziła bardzo niewiele, wręcz kosmetyczne i z tego bardzo się cieszę. Czuję nić porozumienia, wiem, że Ona łapie mój klimat i to jest super.

 

Widziałam się z Adamem po trzech dniach nieoglądania i po jednej dość ostrej rozmowie. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest spoko. Jakoś tak, jakbym go na nowo poznawała.

A po świętach idę na rozmowę o pracę. Z węgierskim. Może tak na kawałek etatu? Żeby coś się zadziało.

 

poniedziałek, 29 marca 2010

Rozpoczął się ostatni tydzień pobytu. W piątek koło południa wychodzę. Po weekendzie nierobienia niczego nabrałam nowych sił i ćwiczyłam z niespotykanym powerem. Na rowerku zrobiłam dwie serie po kilka kilometrów.

Odwiedził nas Grześ i wręczył każdej pyszniaste  czekoladki w prezencie. Baaardzo mi się miło zrobiło:). Oj Grzesiu, rozpieszczasz...;)

 

Dobrego dnia.

16:12, annablack
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 marca 2010

Wdeeeech-wydeeechhh...jestem człowiek czynu. Jak nic nie czynię, to mi gorzej. Muszę coś zmienić. Znów. Czuję potrzebę zmiany. Czy ja muszę mieć taką wściekliznę? Jak dwa tygodnie robię to samo, to nudno i nierozwijająco?

A może by czymś letko  zaszokować? Zrobić trochę hałasu? Ech. Byle do jutra. Jutro się będę spalać ćwiczebnie.

20:07, annablack
Link

 

 

Gibam się przy tym;) Heheh, Bohema rządzi. No, myly Państwo, to jutro last week treningu. Zobaczymy co się uda jeszcze zdieuać. Bardzo pozytywną energię ślę Wam całą sobą:D.

 

 

17:41, annablack
Link

Czterogodzinny sen nie jest zły. Miewam chwilowe odpływy typu: 'Ale gdzie ja jestem...?', ale generalnie gra muzyka. Jimmi gra. A ja czytam o treningu siłowym i jego rodzajach. Heh. I z tego wszystkiego sprawdziłam sobie gdzie w mojej wsi jest TKKF (Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej). Wiem, wiem, gorzej mi. To przez te cztery godziny snu. Ale siłkę mają tanią. I pewnie żadne dresy do takiego miejsca nie przyjdą.  No kurde, akcja "zdrowe zdrowie" mi się uaktywniła. Poniekąd, hehhe.

12:34, annablack
Link

Rehab- wolny dzień numero due
Melduje się Black Anna po czterech godzinach snu. Czemu czterech? Bo zmiana czasu była i mniej mi spać nie pozwolono. Byłam w trakcie burzliwego;) konwersu z Emi, kiedy do mojej sali wparowała pani pielęgniarka i kazała mi wszystko gasić.
Gardziołko po interwencji la mammy (ja nawet w szpitalu jestem pod opieką mojego lekarza osobistego - jak nie przymierzając Madonna jakaś, hehe) jest już prawie zdrowe. Cieniutko pobolewa, ale taki ból to nie ból. Właściwie nie boli, ale daje się odczuć, jak przełykam ślinę.
No. To tyle w kwestii łykania.
Ej, wiecie co, czuję, jakby mój organizm stale się naprawiał. Każdego dnia coś jest jakoś tam ciutkę lepiej. Aż chce się żyć. Moją zachowawczość znacie. Prędzej pięć razy ugryzę się w język w kwestii leczenia, niż powiem coś więcej niż de facto jest.
Z okazji Niedzieli Palmowej założyłam nowy rockowy tshirt;). To co, że to szpital. Świętować można wszędzie.
A temat, nad którym knułam długo jest 'jeśli coś kochasz, puść to wolno - jeśli wróci - jest twoje, jeśli nie - nigdy do ciebie nie należało'. Odczuwam potrzebę sprawdzenia 'czy wrócę'.
Dobrego dnia.

 

 

Melduje się Black Anna po czterech godzinach snu. Czemu czterech? Bo zmiana czasu była i mniej mi spać nie pozwolono. Byłam w trakcie burzliwego;) konwersu z Emi, kiedy do mojej sali wparowała pani pielęgniarka i kazała mi wszystko gasić.

Gardziołko po interwencji la mammy (ja nawet w szpitalu jestem pod opieką mojego lekarza osobistego - jak nie przymierzając Madonna jakaś, hehe) jest już prawie zdrowe. Cieniutko pobolewa, ale taki ból to nie ból. Właściwie nie boli, ale daje się odczuć, jak przełykam ślinę.

No. To tyle w kwestii łykania.

 

Ej, wiecie co, czuję, jakby mój organizm stale się naprawiał. Każdego dnia coś jest jakoś tam ciutkę lepiej. Aż chce się żyć. Moją zachowawczość znacie. Prędzej pięć razy ugryzę się w język w kwestii leczenia, niż powiem coś więcej niż de facto jest.

 

Z okazji Niedzieli Palmowej założyłam nowy rockowy tshirt;). To co, że to szpital. Świętować można wszędzie.

 

A temat, nad którym knułam długo jest 'jeśli coś kochasz, puść to wolno - jeśli wróci - jest twoje, jeśli nie - nigdy do ciebie nie należało'. Odczuwam potrzebę sprawdzenia 'czy wrócę'.

 

Dobrego dnia.

07:46, annablack
Link Komentarze (1) »

Nie śpię? Ano nie śpię. Chyba jakaś wewnętrzna energia mię rozpiera. Plany snuję na przyszłość, wierzgając co chwila nogą z tych nerw tudzież z innego czego.

Chciałam podziękować rainboweyed za kolejny tuning mojego blogusia. Jest coraz najpięknieszny;). Powaga, rainbow, Ty to master jesteś w te klocki, wiesz?

 

00:39, annablack
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 marca 2010

Czytam sobie o prawidłowo prowadzonym treningu siłowym, o chudnięciu, o zdrowym trybie życia. Słowem? Przygotowuję się merytorycznie do bycia tłumaczem szkolenia w kwietniu. Tak tak, jak nie ćwiczę, to czytam o ćwiczeniu, hehe. Jest coś w tym, że jeśli przed czymś uciekasz, to to na pewno Cię spotka. Ruch i ćwiczenia fizyczne nigdy nie były moją domeną. Taki pseudoksiążkowy typ. Domatorka z książką, albo czegoś się właśnie ucząca. Heh, jak byłam w wieku średnim (szkoły średniej, znaczy) to na prezenty zamawiałam sobie np. książki naukowe do języków.  A teraz? Będę tłumaczem mistrza świata w wioślarstwie. Kurde. Ja i sport to tak jak ja=filolog i tiry, a przecież dawało radę. Chyba potrzebuję wyzwań. Najwyżej się zbłaźnię. Ale przynajmniej spróbuję. Howgh!

18:43, annablack
Link

Podbiegłam! Świńskim truchtem, ale jednak. Jak zdałam sobie z tego sprawę, truchtałam po sali nr 9 w kółko. I - nie da się ukryć - to nie był chód, tylko coś trochę szybszego i dosyć płynnego. Nie pamiętam kiedy ostatnio uskuteczniałam coś w klimatach tak zwanego truchtu. Musiało to być jeszcze na studiach, bo odkąd pamiętam byłam zdolna tylko "statecznie chodzić". I-haaa! Wychodzę na prostą. To tylko jeszcze bardziej mobilizuje mnie do ćwiczeń:)

Tagi: bieg sm
09:06, annablack
Link Komentarze (4) »

Haj. O rrany, ale już czuję wiosnę. I tylko ta angina mi troszku zaburza wiosenny ogląd świata. Jest we mnie sprzeczność, bo z jednej strony chcę jak najszybciej wyjść na "wolność", ale z drugiej strony wiem, że każdy dzień tu robi mi lepiej. A że ćwiczę z anginą? No..ćwiczę. Wczoraj w kwadrans przejechałam na rowerku stacjonarnym 5 kilometrów. Z anginą. I tak mi się przypomniał Ciechocinek, sanatorium w maju zeszłego roku, kiedy jak przejechałam 800 metrów to się cieszyłam. Kurde, się dziewczynka rozwija, co? 4,5..4,8..no a wczoraj 5km. Wszystko w tym moim przepisowym kwadransie.

A potem sobie uświadomiłam, że ostatni rzut choroby miałam przed Wielkanocą rok temu, to...serce roście. Czyżby ten parszywy gad wreszcie zamilkł na dobre?

Po tłumaczeniu na szkoleniu w połowie kwietnia chyba śmignę do Budapesztu. Tęsknię, a to miasto kojarzy mi się z pozytywną energią, z młodością, ehehe, z szalonymi pomysłami, jakie drzewiej bywały.

Po śniadaniu idę na salę poćwiczyć. Wreszcie nic mi się nie trzęsie, jak się wygibuję. No i słońca nie ma, więc nie będzie gorąco, bo wczoraj na sali 27 stopni. A ja z anginą popylająca na rowerku, hehhe.

 

Dobrego dnia Wam.

 

piątek, 26 marca 2010

Bry wieczornie. Właśnie odwiedziła mnie la mamma, zbadała i zakwestionowała brak diagnozy pt: Nic się nie dzieje, spoko. Wyceniła mnie na bezgorączkową anginę. To trochę zmienia postać rzeczy, co? Bo ja się rzucam, że coś mi tam wychodzi nieidealnie, ale jak wezmę pod uwagę, że od dni trzech ćwiczę z anginą, to jest, heh, przyzwoicie. Mama wpadła, rozpisała mi leki, dała antybota do zaczęcia stosowania od razu, stwierdziła czopy na migdale, coś nie tak w płucach (chiba), napisała swoją ordynację na recepcie, podstemplowała się, opisała wynik badania i dała siostrze dyżurnej, żeby wszyscy wiedzieli, że ja biorę cuś w ten deseń. Ej no, to super mamma. Tak to nie wpada, nie odwiedza,  no bo - po kij, z przeproszeniem? Ale jak wpadnie, to konkretnie. Żeby córuchnę uratować, hehhe. Grazie la mamma. Może pod koniec przyszłego  tygodnia da radę wziąć Tysabri.

20:15, annablack
Link Komentarze (2) »

No i kolejny dzień. Do równowagi właściwie nie mam sobie nic do zarzucenia, choć idealna nie jest, lewa rączką jakaś słaba, kubka w niej ostatnio nie trymam, bo za dużo się przy tym spinam i za dużo mnie to kosztuje. Rączka jakaś powolniejsza tyż. Lewa stopa nie klapie, kiedy o niej nie myślę.

Gorączki nie mam, migdał nie boli, ale boli całe gardło i mam suchy kaszel. Ciekawe, czy w przysłym tygodniu Tysabri będę mogła już dostać.

Komputer co chwila się wyłącza. Muszę kupić nowy, nawet na raty 0%, ale muszę mieć nowy bo:

Czytnik płyt/nagrywarka nie działa

bateria padnięta zupełnie (spalona)

klawiatura spsuta

gniazdko, w które podłącza się zasilacz najpewniej też spsute, bo co chwila komp się wyłącza

 

Klawiaturę można oczyścić, baterię kupić nową, czytnik/nagrywarkę zamontować nową, kupić nowy zasilacz, ale nie wiem czy na coś się zda, bo zdaje się, że coś głębiej nie kontakci.

Gdyby nie ta ostatnia rzecz bez wahania zabrałabym się za naprawianie wszystkiego u majstrów. Tyle, że ja nie mam tyle czasu. To jest moje narzędzie pracy, muszę mieć możliwość skorzystania w każdej chwili. Materiały do szkolenia czekają, a ja diałam na wyłączającym się kompie...

12:44, annablack
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 marca 2010

Chciałam pisać dużo z tego pobytu, niestety z powodu tego chrzanionego lapsa, którego czas świetności zdecydowanie upłynął i co chwila się wyłącza, nie mam cierpliwości. Jutro mijają dwa tygodnie od kiedy tu jestem, a czuję się jakbym tu była od wczoraj. W dodatku jakbym była na koloniach:)

20:10, annablack
Link

Aloha. Wróciłam z ćwiczeń popołudniowych. Fajnie wszystko idzie. Koncentruję się na coraz trudniejszych wygibasach. Adam był z Gripexem dla Andżeli. Na weekend nie wychodzę, ale to lepiej, pouczę się do tłumaczenia tematycznego. Tysabri pewnie w przyszłym tygodniu, jak już na bank będę zdrowa.

15:18, annablack
Link Komentarze (1) »

Gardzioło boli. Wczoraj doktor zaprowadził mnie na konsultację internistyczną: zapalenie gardła, prawy migdał wielki, z nalotem i boli. Antybota nie dostałam. Adam był, przyniósł mi Strepsils ze znieczulaczem i kilogram jabłek, bo powiedziałam, że chcę się zdrowo odżywiać, nie snickersami. Przyniósł zatem i jabłka i snickersy, hehe. Ale ja mam mocne postanowienie. Wczoraj wpadł do nas Grześ i sprezentował słodycze, którym trochę uległam, ale dziś będę twarda. Rano 36,8, więc spoko. Wczoraj po południu na ćwiczenia nie dotarłam. Kiepsko się czułam, ale dziś ok. Tymczasem.

07:51, annablack
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 marca 2010

Dziś mamy dzień zmuły. Spałam przed obiadem, po obiedzie wpadłam na ćwiczenia, wróciłam i znów zaczęło mnie mulić. A wracając z ćwiczeń spotkałam Ethel. Góra z górą się nie zejdzie...;).

16:52, annablack
Link Komentarze (4) »

 

Od wczoraj wieczór biorę Gripex, dziś tano już 36,5, więc spoko. Powiedziałam doktorowi, żem podziębiona, zajrzał mi w gardło i kul. Powiedziałam, że mam gluta tylko.

Widzę, że równowaga poprawiła się BARDZO. Ćwiczonka równoważne wychodzą mi już lepiej niż w piątek, na nagraniu. Poprawiam się stale mimo tego zaziębienia. Widzę jak chodzę. Gdyby nie czasowe klap-klap stopą byłoby git. Ale i to się załatwi.

Tysabri wezmę pewnie dopiero pod koniec tygodnia, jak się całkiem wykuruję.

poniedziałek, 22 marca 2010
 
1 , 2 , 3 , 4


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.