KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
środa, 31 grudnia 2014

Hm. La mamma mega zmęczona stwierdziła, że ona nie czeka do północy i pół godziny temu poszła spać, wobec tego padre przebrał się z 'pod krawatem' na luzaka i rzekł do mnie: To co, Andzia, sylwestrową północ sobie przy śniadaniu urządzimy? No dobra, nie będzie Sovietskoje Igristoje.

Niech Wam się spełni o czym marzycie. To życzyłam ja, o suchym pysku będąc, czyli szczerze.

Spadam.

23:12, annablack
Link Komentarze (2) »

Beti, nie bój się. 'Nie wolno się bać. Strach to mała śmierć i wielkie unicestwienie. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie, a kiedy przejdzie,  obrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja.' ("Diuna")

Strach nie może nas zgiąć. Wypiłam dużą, mocną kawę (po której niektórym zbytnio łomocze serce, a ja zaledwie otwieram szerzej oczy) i odważyłam się zejść z góry na parter. A wcześniej testowo poszłam myć zęby do łazienki sprawdzając, czy dam radę potem z niej wyjść o własnych siłach.

Dało radę, posiedziałam z rodziną (tylko czwórka nas już w domu, a była ekipa a la familia italiana...) i wróciłam na górę.

Adam dzwonił z życzeniami, ale nie odebrałam. Odpowiedziałam smsem życzeniowym (w końcu wiem po co dzwonił), bo jestem w stanie przy którym rozmowa z tymi, którym na mnie w jakiś tam sposób zależy, po prostu mnie rozmiękcza. Więc telefon porzucam i ewakuuję się. Im dalej, tym lepiej.

Nie damy się, Beti, ja jeszcze nie piłam. Chętnie bym wypiła, ale jak nikt nie pije, to ja nie będę jedyną. O północy lampka ruskiego i tyle. Więcej nie będzie. No i spoko. Wolę pić ze szczęścia, a nie w smutku. Czy powtarzałam dziś już, że się lubię? Hm. Nie pamiętam.

22:04, annablack
Link Komentarze (1) »

Żabciu, jak usłyszałam od pana Pogodynka: Dziś będzie duże ocieplenie! Wczoraj -12, dziś -3. - to się zirytowałam, bo ja to, cholera, czuję. Nie znoszę zmian.
Ale Żabciu: Tak mi mów! Niech nie będzie chociaż gorzej. Lepiej, to by była zajebioza. Z lepiej, to se, heh, zęby wybieliłam pastą Colgate Max coś tam. I nawet się udało. Bo, przykładowo, na Wigilię miałam czarne smugi na jedynkach i właściwie na większości zębów. Jak z kopalni wyglądały po sterydach. Czemu? Czemu nie.
Wstydziłam się na Wigilii uśmiechnąć. Nie dość, że mnie na rękach wnieśli, nie dość, że karmiono i pojono, nie dość, że poległam na tapczanie przy wigilijnym stole, to jeszcze czarne zęby do białej koszuli. To nie konweniuje.

Jedyne na co liczę, to na to, że jak se golnę, to będzie mi lepiej. Bo na razie to mi nie za koniecznie.

I tylko Dire Straits w Trójce obudził dobre wspomnienia. Fajnie, że zdążyłam to przeżyć. Fajnie, że zdrowie wtedy pozwoliło.

Jak miło, że zdążyłam przeżyć te dobre kilka lat. Kilka lat młodości. 19-25. Czyli do szóstego roku choroby było w miarę bez zarzutu. A teraz czekam tylko, żeby sobie golnąć mając nadzieję, że procent da mi siłę. Takie małe radości.

 

15:26, annablack
Link Komentarze (2) »

Cześć. Niech ten rok szybko minie. Spędziłam w łazience 60 minut oczekując aż nabiorę siły by wrócić do pokoju. Nie ma czego się trzymać po prawej stronie łazienki (jak się wychodzi). Rano, chcąc sprawdzić jaką bombkę zwalił z choinki Maks, doszłam do półpiętra i stwierdziłam, że nie będę miała siły potem wejść z powrotem i wróciłam na górę. Pierwszy raz tak mi się zdarzyło.

Boję się każdego następnego dnia.

Bu.

13:03, annablack
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 grudnia 2014

Zastanawiałam się jak podsumować mijający rok, czy było w nim cokolwiek, co chciałabym zapamiętać, bo to było dobre. I stwierdziłam, że bieżący był jednym z najgorszych, jeśli nie najgorszym rokiem z tych, które przypadły mi w udziale. Nie będzie więc tym razem planów, obietnic na przyszły. On po prostu będzie. Niczego się po nim nie spodziewam.

 

A na zimną noc trochę heatu da nam Bryan.

21:58, annablack
Link Komentarze (1) »

Cze. Przemek zasugerował wczoraj, a ja podjęłam, no i dzień zaczynam od "Lubię się, lubię się, jak ja się lubię!". Że niby muszę się polubić. Znaczy wiem, że muszę, bo życie jest łatwiejsze wtedy :). Oglądałam wczoraj film polecony przez Przemysława i choć był fajny, to nie wiem jak się skończył, bo zasnęłam w  trakcie. No coo. Ale film był fajny.

Trzymajcie kciuki za Ethel. Ma dziś plazmaferezę i bardzo się boi. Z tego co wiem, nie jest to jakoś specjalnie niebezpieczne, ale każdy ma prawo się bać. Ja się za nią pomodliłam.

Bardzo dobrego dnia Wam.

07:31, annablack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 grudnia 2014

Hej. Pisałam już dziś? Chyba nie za koniecznie.

Niezbyt mi, szczególnie na duchu. PMS rozwala, jak zwykle. Znowu spadł śnieg. I jak padał, to było fajnie, ale już nie pada.

Jedyną pozytywną rzeczą jest, że zgłosiłam się dziś na piątkowe "nawiedzenie chorych". Mam plan wreszcie się wyspowiadać... Ostatnio zgłaszałyśmy się razem z Babcią...

Tak mi jakoś dołująco przedokresowo. Bleah.

13:39, annablack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 grudnia 2014

Znam na pamięć, znam na pamięć, (o "Ściganym" mowa)...pewnie dlatego mi się podoba. To tak, jak z piosenkami, hy, hy.

21:13, annablack
Link Dodaj komentarz »

Zrozumiałam jak zwykle zupełnie inaczej niż la mamma mówiła. A mówiła, że nie warto kupować, jak na pęcherz będę używać raz na pół roku, to dziewczyny będą mi to na rehabie puszczać jak poproszę. No i spoko.

Oglądam jednym okiem "Ściganego". Uwielbiam. Znam chyba na pamieć.:)))

20:33, annablack
Link Komentarze (1) »

Jest miło. Zimno, stabilnie, esemowa królowa lodu;) się cieszy. "Koniu" (tak go nazwała Aga;)) ma dziś urodziny. Diana ma dziś urodziny:) Maher ma dziś urodziny. Chyba więcej z dziś nie znam:).

Słucham francuskich kawałków i stwierdzam, że tego języka nie udało mi się bardzo zapomnieć przez milion lat nieużywania. To słodkie.

Koniu ucieszył się na życzenia właśnie ode mnie, no co, Skype mi przypomniał i wyszłam dzięki temu na dobrze wychowaną;). Pamięć mam dobrą, ale krótką i z życzeniami imieninowymi nawet dla la mammy spóźniłam się ostatnio małe 24 godziny.

Dobry czas z psyche też, niespodziewanie.

Jestem jak pingwin. Lubię jak jest zimno.

18:04, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hej. Pogodynek obiecał, że teraz przez dłuższy czas będzie lajtowo, czyli stabilnie, bo tak samo. Cieszy mnie to niezwykle, wszak wczoraj cały dzień dogorywałam w obrębie swojego pokoju.

Oglądałam Martynę w tv i stwierdziłam, trochę po ptakach, fakt, że gdybym mieszkała w Albanii, chciałabym być albańską "zaprzysiężoną dziewicą". Baba ubiera się jak facet, żyje jak facet, nie zakochuje się... Czyli w sumie luz. I nikt jej nie mówi: 'Załóż rodzinę'. Lubię babskie ciuchy, ale bardzo często w modzie podoba mi się to, co się potem okazuje, że jest "dla facetów". A ja po prostu lubię prostotę w modzie, bo jest elegancka. To takie męskie? I zegarki też mi się bardziej podobają "męskie". Ych..."moda".

Dziś byłam już na dole i w moim byłym pokoju nazywanym teraz "pokojem Czechowa", bo jest "biblioteką" bardzo "w stylu" - na kawie z mamą.

12:04, annablack
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 grudnia 2014

Dyskutowałyśmy dziś o tym z mamą, jak to jest, że dzieje się tak, a nie inaczej. I w sumie, skoro Bóg wie, jakby ze mną było, gdybym była zdrowa, że utopiłabym się w robieniu kariery i pracy zawodowej bez przerwy... Wie też, że wtedy nawet nie pomyślałabym o różańcu, przeczytaniu czegoś dotyczącego wiary, PŚ, czy wysłuchaniu czegoś w temacie. Szybki paciorek i do roboty. Delegacje, wykłady, szkolenia i spalanie się w robocie. Żeby więcej i lepiej. Bóg dał mi chorobę wcześnie, żeby tym samym dać szansę na zajęcie się tym, co w życiu naprawdę ważne. Skoro inaczej nic by mnie nie zmusiło? W sumie, powinnam się cieszyć, że chociaż trochę idę we właściwym kierunku. Bolesne jest, że musiałam do tego dostać po łbie.

Hy, ale jak mnie inaczej skierować w dobrą stronę się nie da?

Trochę mi nie tak.

A „Plaster miodu” będzie dalej, teraz tłumaczenie Psalmów. Fajnie, bo chyba nigdy dobrowolnie owych nie czytałam. Rozwijające.

Rodziciele wybyli z prezentem od Jacha do kina. Kupił im bilety pod choinkę:-).

A ja zaraz powpisuję sobie plan miesiąca w kalendarzyku z tekstami x.Twardowskiego, który dostałam niedawno. I nie będę musiała na blogu sobie notować rehabów;).

 

17:38, annablack
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 grudnia 2014

Patrzę na moją bezszybną gablotę. Kartka od Ewci z milionem bombek na choince cieszy oko i wydaje mi się, że takie drzewo stoi u mnie w pokoju. Każda kartka od Was cieszy, mam je ustawione w bezszybnej i się do nich uśmiecham.

Pomyślcie o mnie w styczniu. Jak będę miała o czym mówić, to powiem, a na razie polecam się pamięci.

Czy wytrzymam do 22:10, żeby obejrzeć "Ojca chrzestnego"? Tego nie wie nikt. Ale dla Ala Pacino warto byłoby się wysilić. Aktor intrygujący, bez dwóch zdań.

Nie jestem obżarta po Świętach, nigdy nie bywam, dlatego śmiać mi się chce, jak czytam artykuły typu: "Schudnij po świętach."

To co, wytrzymam do Michaela Corleone?

Huh.

20:21, annablack
Link Komentarze (2) »

Trochę się boję tego, jak jest. Chyba po tych Świętach straszności będę się bać mniej. A może nawet się przyzwyczaję, że teraz tak już będzie? Że może tak się stać, w każdym razie.

Do trudnych sytuacji trudno się przyzwyczaja, jednakowoż i obym nie musiała.

17:54, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cze. Z lewicą lepiej, ale trzęsą mi się obie dłonie na potęgę. (Z tym, że walczę z nimi i nawet używam trochę przy tym noża. Jest ryzyko, jest zabawa.) Albo na śnieg. Bo mamy śnieg. I mróz. Mały, bo mały, ale jest. Dziękuję za życzenia na telefon, ale ze mną jest ten ból, że telefon porzucam na górze i schodzę na dół prawie zawsze. Zjadłam dziś, jeden z pierwszych razy, sernik i upewniłam się, że ja nie jestem ciastowa. Słodkociastowa tym bardziej. Mdli mnie zaraz i choć obiektywnie stwierdzam (jak „obiektywnie”, jak ty nie wiesz jak sernik smakuje), że jest smaczny, tylko ja ciast nie cenię. Poza piernikiem la mammy. To ideał niesłodkości, chociaż słodki. Bardzo bardzo bardzo. Wczoraj zjadłam pięć kawałków. Małych!

13:28, annablack
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 grudnia 2014

Śniadanie bożonarodzeniowe dopiero koło 12:00. Zawsze tak nam wypada. Ludzie kończą śniadanie, my zaczynamy.

Deczko się poprawiło. Tak tyci, tyci. Ale dopiero jak, heh, wypiłam 1,5 lampki białego ćwierćsłodkiego (ani wytrawne, ani słodkie) Prosecco. Okazało się, że nie muszę wciągać na się gaci jedną ręką, co, nie powiem, jest trudne, bo lewica jakoś po procentach ożyła.

Mama pełna podziwu, że mogę tuszować rzęsy, będąc w takim stanie i nie wybić sobie oka, ale przecież to ewidentnie łatwiejsze, niż taka, dajmy ma to próba palec-noc, przy której wyciągasz przed siebie całą rękę. Tuszowanie rzęs = tzw. krótka dźwignia jest wtedy potrzebna, więc człowiek specjalnie nie drga, raczej się człowiek przy tym nie uszkodzi, a rzęs mam dużo, więc przy nawet niewprawnym ruchu zawsze w rzęsę jakąś się trafi.

Co dziś robiłam nie wiem, bo przy niesprawnej jednej ręce i obu nogach średnich, średnio się do czegoś nadawałam. Bardzo pouczające Święta.

Dziś wyjęto ze skrzynki trzy kartki życzeniowe do mnie, z trzech krajów, od trzech Panów. Dzięki!

 

Deszcz ze śniegiem pada.

Idę spać, bo oczy mi uciekają w głąb głowy.

23:19, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hej. Dzisiejszy plan to mega wyluzować i otaczać się tylko śmiesznymi, wesołymi, dobrymi sytuacjami. Uczę się na błędach, a im bardziej bolesne te błędy, tym bardziej się uczę. Wigilia, mimo że dla mnie fizycznie straszna, to duchowo, emocjonalnie była bardzo przyjazna, ciepła i duchowa. Swoją drogą, tak mi się skojarzyło: trzech siłaczy mam w domu, normalnie chyba losowali, których dwóch mnie wnosiło po schodach;).

Dziś dalej do bani, lewej ręki nie mogę używać do niczego. Ale mogę czytać.

12:53, annablack
Link Komentarze (3) »
środa, 24 grudnia 2014

Święta do chrzanu - tak zatytułował odcinek Plastra o.Adam, mówiąc "bo ja jestem księdzem od nienormalnych. Nie tych, którym idzie, tylko tych, którym nie idzie." W związku z powyższym lubię go jeszcze bardziej.

Dzień pokazał już, jak bardzo może mi dokopać w d. Jeszcze nigdy nie wpadłam w taką histerię. Cały dzień bardzo się denerwowałam. Od trzech lat nie byliśmy na Wigilii gdzie indziej, niż w domu, raz, bo w dniu Wigilii zagorączkowałyśmy z mamą koło 40 stopni, a poza tym, od kiedy Babcia była w kiepskim stanie, Wieczerzę wigilijną jedliśmy w domu. Dziś zaczęłam panikować, wyobrażając sobie, że z niczym sobie nie poradzę i wszystko będzie za trudne do tego stopnia, że pierwszy raz zobaczyłam na czym polega prawdziwa histeria. Nie chciałam tam iść, więc nagle zaczęło mi być wszystko. Opadłam z sił całkiem, nie byłam u spowiedzi przedświątecznej, pierwszy raz nie zadzwoniłam nawet do Ewci jej pożyczyć... Jak przyjechaliśmy, Padre z Jachem wnieśli mnie od samochodu, po schodach, pod drzwi dziadków. Ręce zaczęły mi się trząść tak, że mama mnie karmiła, a po pół  godzinie położyłam się na kanapie przy stole.

Aha. No i najważniejsze. Nie wzięłam prezentów. Całej paki moich usilnie i za takim trudem pakowanych prezentów.

Wróciliśmy, wracając też mnie nieśli na "krzesełku" z rąk. Usiadłam w pokoju, zaczęłam myśleć jak łatwo złym stanem ducha można sobie zrobić tak wykończajacy stan fizyczny i że nie idzie mi nic w tym roku. Nawet Ewcię uraziłam. Jestem sama w tej czarnej dupie psychofizycznej i znikąd wsparcia. To nic przyjemnego zresztą wspierać taką "w gnoju po uszy". Nic to, w najbardziej niefajnych sytuacjach trzeba próbować wygrzebać się samej. Nawet chcący mi pomóc nic nie zrobią, jeśli ja nie będę współpracować.

Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

23:59, annablack
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 grudnia 2014

Wtedy, gdy pada deszcz bez końca i dzień za dniem wstaje zapłakany, tonący w wodzie i błocie -- musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś deszcz ustanie.

Wtedy gdy trwa niepogoda, jest wietrzno, ponuro, chociaż od rana do wieczora widzisz świat w tych samych kamiennych barwach i choć twój wzrok natrafia na ten sam szary sufit chmur -- musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś wyjdzie słońce.

Wtedy gdy wszystko oblepia mgła i możesz widzieć tylko na odległość kilku kroków -- musisz wierzyć, że ona wreszcie kiedyś  podniesie się lub opadnie i zobaczysz dalekie perspektywy.

Wtedy gdy tkwisz w ciemności, gdy minuty wloką się beznadziejnie i zdaje ci się, że noc nigdy się nie skończy -- musisz wierzyć, że wstanie dzień.

I tak będzie, i doczekasz się, i znowu będziesz chodził w słońcu, cieple i kolorach; otworzy ci się świat w całej wspaniałości -- jeśli uwierzysz.                                      

                                                                                      Ps 25

 

To rozważanie na dziś ks. Malińskiego z "Modlitwa na każdy dzień". Bardzo mi się podoba i wpasowuje się w mój dzisiejszy dzień. Dobranoc.

22:16, annablack
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.