KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 31 grudnia 2011

Moi drodzy! Nikolka zrobiła dla Marcina stronę. Finansowo nie bardzo mogę pomóc w sposób znaczący, ale jakiś grosik wrzucę. Pamiętajcie- podarowane komuś dobro, wcześniej czy później do Was wróci.

Strona Marcina.

18:24, annablack
Link Komentarze (3) »

Wczoraj minęły trzy miesiące jak biorę olej z wiesiołka w dużej dawce (15,6 g). Testuję na co może być skuteczny wiesiołek. Na neurologię pomagają mi po prostu ćwiczenia, ale sądzę, że to, że od początku października nie miałam poważnej infekcji, to już chyba wzmocnienie odporności na wiesiołku. No bo niby czemu mnie ma nie ruszać, jak innych rusza? Podwyższoną temperaturę w tym miesiącu miałam dwa razy - we dwa kolejne piątki, kiedy nie wzięłam lub wzięłam za późno paracetamol po zastrzyku. Infekcyjnych gorączek nie miewałam.

Wiem, że najwcześniej po trzech-sześciu miesiącach można widzieć co dobrego się dzieje, no więc na bank poprawa odporności. To ważne, bo efekty, które osiągam urabiając je sobie systematyczną rehabilitacją, mają szansę się utrzymać. 

Maks, po zasięgnięciu języka u doktora Bochenka - super weterynarza z naszych okolic, otrzymał dogębnie trzy hydroksyzyny w kiełbasie. Dla porównania- ja, żeby zasnąć po avonexowym zastrzyku łykam jedną i zasypiam ululana. Zobaczymy jak będzie dalej.

Dr Jan nie wybywa na potupajkę. Coś chyba Sylwestry stają się niemodne? Powiedział, że się naje dobrych rzeczy:). To tak jak ja.

17:48, annablack
Link Komentarze (2) »

No żeż, lapsik pada. Matryca znów się robi biała. Dobrze, że Pan Paweł spisał sobie dane do nowej taśmy matrycy. Jest tak jak mówił: na taśmie jest tyle mikrouszkodzeń (zdaje się felernego lapsa trafiłam. Przecie takie Delle się ponoć nie psują...), że tylko kwestią czasu jest, kiedy matryca zacznie padać. Niech On sprawdzi ile by kosztowała nowa taśma matrycy, a ja się zastanowię co dalej.

Teraz piszę z klapą ustawioną pod kątem, to obraz nie zanika, ale na dłuższą metę to bez sensu i nawet opychanie się Marwitkami - 250g marcheweczek typu baby carrots, prosto z Holandii (jakbyśmy w Polsce marchwi nie mieli...oj Marwit, Marwit...) mojemu biednemu wzrokowi nie pomoże.

15:48, annablack
Link Komentarze (4) »

Cholera. 

 

Przepraszamy, nie możesz aplikować na tą ofertę pracy, ponieważ nie posiadasz wymaganego wykształcenia i/lub doświadczenia zawodowego.

Słowem, nie nadaję się na telemarketera. Ale ja już byłam sprzedawcą - ładunków. To prawie to samo;)

13:45, annablack
Link

W przyszły piątek powinnam odebrać w Katowicach opakowanie Avonexu na kolejny miesiąc. Bo już nie mam na następny miesiąc. Tyle że w piątek jest Trzech Króli, to pewnie przychodnia będzie zamknięta. Podobno czasem pracują w soboty, to może pojedziemy siódmego stycznia? To będzie dzień opóźnienia w podaniu zastrzyku, ale podobno +/- 5 dni spóźnienia jest OK. Ech, mogliby dawać te zastrzyki z zapasem...

Aha, muszę sobie znaleźć czasowo jakąś inną pracę, którą dorabiam do renty, bo od stycznia poprzednia robótka się chwilowo kończy. Poszukam...

Sylwester spędzam z Dwójką, albo lapsem. W zeszłym roku tak się szykowałam, bo miałam wybyć z Adamem na imprezę na Stacji Falenica, ale wyszło jak zawsze, czyli nie wyszło. Taka chyba moja specyfika, że na "bale sylwestrowe" nie docieram. A tu już nawet bilety były. Na imprezie sylwestrowej byłam ze dwa razy w życiu. Jakoś mi nie wychodzi. Wolę bez zabawy, ale z dobrym rokiem;).

13:26, annablack
Link Komentarze (6) »

Hej, hej. Przed nami fajny rok. Z czym Wam kojarzy się dwunastka? Dla mnie to dobrobyt i pełnia. Wierzę, że tak właśnie będzie w 2012.

Życzę Wam uśmiechu, rechotu nawet jak pozornie będzie źle. Uśmiech to siła.

Życzę Wam choć jednej przychylnej duszy obok. Jak nie jesteście sami, to w życiu jest łatwiej. Nikt nie żyje w izolacji, więc życzę lubienia innych. To naprawdę pomaga.

Tym razem moim zdjęciem na Nowy Rok nie jest wypasiona rakieta nadająca tempa w życiu, tylko fajny, uśmiechnięty pies. Chciałabym w 2012 być takim uśmiechniętym, szczęśliwym psiakiem, czego i Wam życzę. Ściski!

12:20, annablack
Link Komentarze (11) »
piątek, 30 grudnia 2011

Kurde, jestem nienormalna. Doktor Jan zrobił mi dziś zastrzyk ekstremalny. Po prostu- ja zaczęłam się śmiać. Trzęsłam się ze śmiechu, a on z igłą w moim udzie starał się dokończyć. A mój rechot jest naprawdę zaraźliwy, serio, serio.

Rada: dziewczyny, nie rechoczcie jak macie igłę w nodze. Postronni mogą pomyśleć, że naprawdę jesteście nieczułymi zdzirami.:D

19:42, annablack
Link Komentarze (2) »

No, dziś "szczał" avonexowy pewną ręką doktora Jana, zwanego Muodym. Muszę przygotować zestaw Apapów. 

Aha, dostałam upomnienie, że dowód mi traci ważność. Cholera, znów trzeba będzie zdjęcie robić. Nienawidzę zdjęć oficjalnych, dlatego wszystkie takie mam z tak zwanego zaskoku. Poprzednie do dowodu miałam chyba w kurtce skórzanej i swetrze i zrobione w drodze do złożenia wniosku o dowod, dziesięć lat temu, jak się przeprowadzaliśmy.

Ja to bym chciała mieć standardowe jedno zdjęcie, może być rentgenowskie, żeby nie było widać zmarszczek jak będą lata mijać. O. To moja koncepcja.

14:12, annablack
Link Komentarze (9) »

Kurcze, pozytywnie mi.  Pives, Wenus nie była wyciągana na siłę z wody, w dodatku taka uhahana jeno na muszelce stała, o ile pamiętam. Ale dziękuję, dziękuję. Jeszcze mi fajniej, nawet jak to ściema. Ale wiesz, ja już tak mam, że we wszystko wierzę, no. Mówisz mi, a ja wierzę. O ile życie jest wtedy prostsze:D. Muzyczkę aż zapuszczę.

12:28, annablack
Link Komentarze (2) »

Dzień doberek. Wiem wiem, obiecałam, że zapodam zdjęcie ubranek mikołajowych, ale w tej chwili nie ma mnie kto zdjąć. Ale będą. 

Usłyszałam, że Babcia nie spodziewa się niczego dobrego w nowym roku. Ja chyba jestem jakaś inna, bo ja się zawsze dobrego spodziewam. Tylko i wyłącznie. Ten rok był zły? No...może, ale na pewno wydarzyło się coś dobrego. O, już wiem. Byłam na wakacjach we Włoszech. Co z tego, że większość czasu spędziłam w pokoju, bo już czułam się źle, ale byłam. W dodatku padre usiłował nauczyć mnie pływać. Czasem wyciągając mnie z wody na holu, bo równowagę miałam kiepściejszą niż kiepską. To był zdecydowanie fajny czas, choć w ostatnim czasie chłopaki nosili mnie nad morze na barana, bo tak trudno mi się szło. Potem był mój najmocniejszy w życiu rzut. Tego wspominać nie będę, ale z cała pewnością wspominać będę ile osób napisało do mnie do szpitala, albo mnie odwiedziło.

Potem kolejna fajna rzecz - od zdaje się końca października chodzę na rehab metodą PNF. To niesamowita skuteczność i porządne głaski na duszę. Inny pozytyw: jestem w programie avonex/daclizumab w Katowicach. Trafiłam Avonex, ale dobre i to, bo dzięki temu mam nadzieję, że nie będę przez czas trwania programu mieć rzutów. Czyli? To był jednak pozytywny rok:)

10:59, annablack
Link Komentarze (9) »
czwartek, 29 grudnia 2011

Chłeptałam kawę gadając z Ewcią. Kawa była druga dziś, ale pierwsza tak duża - 400 ml. Kawa pomieściła się w ...tu. To miał być prezent samochodowy na gwiazdkę dla Bieliźniaka. 

Dopiero potem sobie uświadomiłam, że jak Piter prowadzi, to nie chce się rozpraszać piciem. Zatem sama przejęłam kubek, a Piotrkowi sprezentowałam Mini Coopera-pendrive'a:). Czyli też samochodowo.

A czemu ja zaczęłam o tym kubku pełnym kawy? Pełnym w trakcie rozmowy telefonicznej z Ewcią - w trakcie pierwszej połowy, bo w drugiej wykonywałam akrobacje z laptopem, kawą, słuchwką telefonu i kubas upadł na podłogę. Zasadniczo, niedużo się wylało, choć dużo było. Czyli w sam raz na jazdę samochodem bez samochodu:D.

20:46, annablack
Link Komentarze (10) »

Uświadomiłam sobie, że w tym roku nie miałam choinki w pokoju. Ani nawet gałązki jodły. Spojrzałam w kąt gdzie z reguły o tej porze stał jakiś świąteczny atrybut. No - kąt zajęty. Stoi atrybut, ale inny. Ogromna, niebieska piłka, średnica 75cm, na której sobie czasem ćwiczę. Wolę mieć ją na oku, nawet jeśli zajmuje mi 1/4 wolnego kawałka podłogi po to, żebym sobie nie mówiła: O nie, to trzeba dwa poziomy zejść do piwnicy, to zbyt męczące po rehabie. A tak - mam i zawsze mogę, tyle że teraz ćwiczę w pozycjach trudniejszych - najczęściej na stojąco, albo chodząco co dla człowieka bez równowagi jest wyzwaniem.

Dołożyłam się Piotrkowi do jakiejś części samochodowej. Pomyślałam, że mnie wozi, gdyby nie on, to bym taryfę brała, albo wykorzystywała resztę rodziny, bo od przystanku do rehabu jest dla mnie za daleko, jakieś..800 metrów? Więc policzyłam ile bym dała wożąc się taryfami (moim najtańszym "Grosik-Taxi") dwadzieścia razy w tę i z powrotem i dałam mu połowę mniej (w końcu to brat!), a stanowi to dorzut do części samochodowej i tak zasadniczy, powiedziałabym. Dobrze mieć brata z samochodem. A dwóch, w tym jednego "prawie lekarza", co ćwiczy na mnie zastrzyki to już w ogóle bosko!:)

18:27, annablack
Link Komentarze (2) »

Hej. Bycie Anną Black o bardzo małym komputerowym rozumku tłumaczy mi czemu do tej pory spotykałam się z mózgami w temacie. Od wczoraj wieczór mnie nie było, tak? Tak. 

Wyłączyłam jakoś nad wyraz zdolnie widoczność mojego lapsa dla sieci domowej, a potem nie umiałam włączyć. Długo nie umiałam, bo okazało się, że mój lapik postanowił w inny sposób zauważać połączenia sieciowe - nie dzięki kombinacji klawiszy funkcyjnych, jak drzewiej bywało. Możliwe, że sama jakoś nie chcący (ach te paluszki rozbiegane...) cuś zmieniłam. No i dobra. Teraz wystarczy tylko zapamiętać jak się teraz tutaj bawić i znowu będzie, że na komputerze "się rozumię".

Najważniejsze to umieć powiedzmy...wyczaić co się samemu zepsuło, a potem umieć to "okiełznać". Nigdy nie byłam w temacie okiełznywania czegokolwiek/kogokolwiek. Klimaty: "Jeśli coś kochasz, puść to wolno". I tak, puszczanie wolno i ściemnianie, że mi wcale nie zależy zawsze mi wychodziło. Ale na lapsa to średnio działa. 

Na rehabie oczko wyżej na skali trudności. Powiedziałam Małgosi, żeby mi wystawiła fakturę na kolejne 20 godzin, bo za tydzień już wyrobię te opłacone do tej pory zajęcia. Hu, huu, do wiosny będziesz, że ho, ho! - uśmiechnęła się Małgosia, a ja wiem, że nie chcę już sobie stawiać deadline'ów. Do trzydziestki nie ozdrowiałam, widać jedenaście lat choroby to za mało. Nie wiem, czy do czterdziestki ozdrowieję, ale nawet jeśli nie, to będę przynajmniej w super stanie, bo ten rehab mnie kręci. A jak się skończy kasa z 1%, będę sobie opłacać z renty. I też jakoś będzie. Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Już sobie umówiłam zajęcia na poniedziałek, środę, piątek w kolejnym tygodniu. I-haaa.

A. Miałam zrobić torcik "Bounty" na okołosylwestrowy czas, ale la mamma chce założyć dla siebie kłódkę na lodówkę, więc tak smętnie będzie jeść ze świadomością, że ona się odchudza. Przecież mówi się, że z Nowym Rokiem nowym krokiem. Mogłaby zacząć od stycznia. No ale cóż. Ja natomiast się nie odchudzam, chopaky też nie, to najwyżej zrobię tylko dla nas.

Udanego dnia. Dla mnie już jest udany. Uruchomiłam w końcu net w lapsie;). I jeszcze przyszedł do mnie mój krem dla ryczących trzydziestek. Trza się w pewnym wieku zacząć konserwować.:)))

13:34, annablack
Link Komentarze (5) »
środa, 28 grudnia 2011

Cześć. Jest pięknie i niech tak będzie jak najdłużej. Tak, dzisiaj poobcuję z kulturą i to nie byle jaką. Idziemy na "Gdzie radość, tam cnota - Wariacje Tischnerowskie". Księdza Tischnera uwielbiam, bo ja w ogóle lubię Górali - mają fajne, proste rozumowanie. Sama nie lubię zakrętasów, falbanek i pseudointelektualizmu:).

Dobrego Wam.

10:29, annablack
Link Komentarze (12) »
wtorek, 27 grudnia 2011

:)

21:43, annablack
Link Komentarze (2) »

Ale mam dobrze, że obcuję z takimi mądrymi życiowo ludźmi. Z narwańcami niestety też obcuję, ale to jakby siła wyższa.

Do Ciebie, Ewciu, piję.

Masz rację w swoim komencie. Chrzanić splendory i inne gwiazdki na niebie. Dla mnie większym splendorem było, że pani dyrektor wydawnictwa Trio pogratulowała mi odwagi w "Bestii". To było dla mnie wyróżnienie. Ale zgłosiłam się za Twoją radą do konkursu. Nie lubię konkurowania i mierzi mnie rywalizacja, ale zaczęłam kombinować. Niech to wszystko ma ręce i nogi. Skoro kiedyś tam postanowiłam coś "ugrać" -wtedy jeszcze wyłącznie dla siebie, skoro zaczęłam sprzedawać w sieci swoje kalectwo - bez ściem, że to mnie wcale nie rusza puściłam w eter kaleki chód i bełkotliwą mowę, to nie mam nic do stracenia. Jeżeli już dobry los stwierdził, że warto mi trochę pokiereszować życiowe plany, to dobra, idźmy w to. Skoro od lat nie mogę już udawać, że nic mi nie jest, to trzeba zacząć tym grać. Jestem "w miarę" unormowana, w sensie - świadomość przewlekłej nieuleczalnej choroby nie pchnęła mnie dotąd do targnięcia się na własne życie, ale dobrze nie jest, mam tego świadomość i nie ściemniam, że "to mi nie robi".

Mało tego, jestem boleśnie świadoma jak bezproblemowe mogłoby być moje życie gdybym urodziła się w kraju o innych standardach opieki medycznej. Być może byłabym teraz super hiper spedytorem międzynarodowym, pracującym po piętnaście godzin dziennie. Czemu tyle? Bo bym mogła. Bo przy właściwym zapleczu medycznym moje życie mogłoby być normalne. Albo...pisząc książki podróżowałabym po świecie. Po całym. Wzdłuż i wszerz. 

I będę tu sobie pisać ignorując złośliwe komentarze, że nie wiem czym jest prawdziwa walka. Właśnie dlatego, że wiem (można być zupełnie zdrowym i umieć walczyć. To kwestia charakteru i nie zależy ona od tego w jak złym stanie się jest, ale na ile ważna jest dla człowieka sprawa.)

A dla mnie jest ważna. Bo to nie jest tak, że jestem niezbyt wykształcona, bez konkretnych umiejętności, planów życiowych i zdecydowałam, że będę "walczyć o sprawę", bo tylko to mi może wyjść. Nie. Durna nie jestem, choć po wielokroć takie sprawiam wrażenie. I właśnie dlatego widzę w tym, że jestem teraz kaleką pewien sens. Zaczynam rozumieć po co jestem tu i teraz, w takim, a nie innym kształcie. Nikt nie jest samotną wyspą i nie tylko o swoje poletko trzeba dbać. 

 

Ale pojechałam, co Ewcia?;)

19:29, annablack
Link Komentarze (9) »

Po raz kolejny śmiać mi się chce.Śmiać mi się chce, gdy dopowiada się "za mnie", albo lepiej - "w moim imieniu" coś, czego nie stwierdziłam.  Ale to ostatnio modne jest. I nagle wszyscy poświęcają mi notki pisząc "jaka powinnam być". Co wcale nie znaczy, że zrozumieli mój wpis:).  Cóż zrobić. Moc internetu.

16:41, annablack
Link Komentarze (4) »

Ciśnienie leży i kwiczy. Po rehabie o nieziemskiej porze;) wróciłam i oglądałam jakiś irański film, w trakcie którego usnęłam. Mało gadatliwa z ludźmi jestem dalej. Otępienie poświąteczne i wyraz twarzy pt:nie chciejcie ode mnie niczego. Dorotka dzwoni któryś raz, a mnie się nie chce odbierać. Znaczy - mogę odebrać, żebym tylko nie musiała nic mówić. 

13:44, annablack
Link Komentarze (1) »

Cześć. Po ćwiczeniach. O ósmej jestem nie do życia, więc było ciężko, ale zaskoczyłam Małgosię pozytywnie moimi prostownikami lewej dłoni. Jest jeszcze o stopień lepiej. Odrywają się już wszystkie palce, co prawda dalej wyprostować się nie umieją, ale to już duży postęp. Następny rehab we czwartek na 10.00.

Jutro idziemy do Teatru Powszechnego, pomyliło mi się. Cieszę się, bo ten wolę. Kiedyś dużo grała tam Janda. Zanim nie otworzyła swojego teatru.

Ale jest ciepło! Ja chcę, żeby tak już zawsze było.

Dobrego dnia. Dobrze, że już wracamy do normalności. Za ręhabem byłam ekstremalnie stęskniona. Tydzień bez sprawia, że mam tęskny ból za.

10:19, annablack
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 26 grudnia 2011

Poszłam i przeprosiłam, a potem pogadałyśmy o śmierci i cierpieniu. Długo. 

Myślę, że bardzo łatwo pouczać, jak się nie jest w takiej sytuacji. Ekstremalnie łatwo jest pouczać i gromić "w dobrej wierze", ale nie znając faktów, to jakby... i tu mi zabrakło porównania.

Ewcia, nie dzwonię. Wybacz. Jeszcze się odezwę. 

20:40, annablack
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.