KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 31 grudnia 2009

Czemu rakieta?

Bo w zeszłym roku była autostrada, która miała wieść mnie drogą bezpieczną i szybką do celu. I cel osiągnęłam. Osiągnęłam w stopniu takim, w jakim można osiągnąć coś z prędkością autostradową.

To, co było najłatwiejsze jest już za mną. Kwestie, które zostały na ten rok wymagać będą większej szybkości, większej mocy, większej determinacji, czasem też większej wirtuozerii ;). Zatem – większym wyzwaniem będą. Nie kryję, że więcej też będzie do zyskania w życiu.

Dlatego rakieta.

Życzę Wam i sobie, żebyśmy w Nowy Rok weszli z optymizmem i nadzieją na fajne przemiany. Nawet nie weszli. Wstrzelili się z ogromną mocą pozytywnej energii! Ta rakieta ma kierunek: powodzenie w 2010. I tak będzie. Z siłą rakiety do przodu! Ściskam Was! Żeby nam się!

13:55, annablack
Link Komentarze (16) »

A więc to dziś.  Kończy się rok, który był super.

1. Tysabri. Tysabri, które zadziałało zmniejszając w znaczący sposób moje niedomaganie. Równolegle do tego punktu...

1' Ludzie są dobrzy. Coś, o czym przekonałam się w tym roku i teraz już zawsze staram się wyjściowo/jako starter kiedy kogoś poznaję przepowiadać sobie, że ludzie są dobrzy. I to działa.

2. W 75% pozbyłam się kompleksów.  Nadal mam problem z utożsamieniem pojęcia 'kaleka' ze sobą, ale mam świadomość, że parę spraw ruchowych mi nie wychodzi. Kalectwem bym tego nie nazwała, bo życiowo sobie radzę. Zawsze wydawało mi się, że kaleka to osoba, która nie radzi sobie w życiu. Niepełnosprawna? Tak, jestem niepełnosprawna jak najbardziej (choć orzeczenia nie mam, bo się przeterminowało) i zdaję sobie z tego sprawę. Co zrobić. Niektórzy są rudzi i też muszą z tym żyć;-). Żartuję, red hery są super. Pokazuję tylko jak staram się to traktować. Coś co mie się stało, nie z mojej winy - nieśmiały kujonek z bardzo ambitnego ogólniaka choróbkę se wyhodował. Bywa.

3. Udało mi się coś napisać i znaleźć wydawnictwo, które chce to wydać.

4. Udało mi się czasowo wrócić do pracy po 1,5 roku pracy jedynie zdalnej.

5. Udało mi się poznać tylu wartościowych ludzi, ilu nie poznałam przez całe dotychczasowe życie.

...

12:54, annablack
Link Komentarze (4) »

Spać.

Już nie mogę.

02:39, annablack
Link
środa, 30 grudnia 2009

Dostałam to zlecenie na ustawę. Super. Roboty dużo, ale jak zrobię, to znaczący wpływ będzie do Tysabri. Ihaaa.

Poza tym- spałam długo w ciągu dnia, ale to nie pomogło. Kiciaf ma rację. Potrzebuję odpocząć. Tak zwyczajnie, fizycznie i umysłowo. Tłumaczenie, nawet naukowe mnie nie męczy specjalnie, ale wicie się wśród organizowanego dla mnie czasu przez drugą osobę trochę mnie męczy. Żyj i pozwól żyć. Jak zaczynam się z kims spotykać, to nie po to, żeby spędzać z kimś każdą chwilę, aż brakuje powietrza- ja jestem samosia, muszę mieć przeciąg. Mnie nie da się tak...yyy...mieć na wyłączność i ciągle. Czuję się skrępowana.

Branoc misie.

23:59, annablack
Link Komentarze (3) »

Zmęczona konkretnie. Po prostu normalnie bolą mnie nogi ze zmęczenia. Siedzę na kanapie, z Asusikiem na kolanach i przypomina mi się, jak rok temu też tak siedziałam, ale nie ze zmęczenia po wielogodzinnym łażeniu. Od rana tak siedziałam i nie sądziłam, że coś może się jeszcze zmienić.

Nawet nie odbieram dziś telefonów. Jak chcę z kimś pogadać, to sama dzwonię. Mózg mam zmęczony bodźcami wszelakimi. 27, 28, 29, 30...czwarty dzień poświąteczny konkretnie aktywny. Duże natężenie aktywności, małe natężenie posiłków;-) równa się: potrzebuję odpocząć. Kropka.

17:41, annablack
Link Komentarze (2) »

Już jestem. Albo dopiero, zależy jak patrzeć. Około 13:15 pierwsze śniadanie - czekolada na gorąco z bitą śmietaną i gałką lodów. Dużo łażenia, dużo załatwiania. Dużo też jeżdżenia, ale łażenia więcej. Choć chodzę lepiej niż rok temu, to wciąż jakbym kij połknęła. W dodatku nie umiem podbiec. No nie umiem.. Ale la mamma twierdzi, że chodzę dobrze. No jasne, zależy z czym się porówna.

Zmęczona jestem konkretnie. Aha. Na Sylwestra jak zwykle nigdzie się nie wybieram, bo jestem przekorna, na nie i w ogóle nie lubię. Ludzie mają jakieś dziwne ciśnienie na zabawę sylwestrową. Babcia stwierdziła, że to okropne, że taka ładna Black będzie siedzieć w domu w sylwestra, a pasztety będą wywijać na imprach. Heh, nie od wyglądu zależy, czy ktoś lubi się bawić na tzw. hucznych imprezach, czy też w ogóle na imprezach (choć na imprezę dwuosobową też nie mam ciśnienia). Zawsze myślałam, że ja bym się nadawała do jakichś probówek, laboratoriów, mikroskopów, bibliotek, opasłych tomów starodruków, filozofowania...ale nie do ludzi. Imprezy międzyludzkie mnie peszą. Uparcie i wciąż.

Muszę sama w głowie podsumować sobie ten rok, wytyczyć cele na następny, określić co zrobiłam dobrze i za co mogę się pochwalić, co powinnam przemilczeć i jak powinnam żyć, żeby to było dobre dla mnie. Nie dla opinii innych, tylko dla mnie samej. O.

17:28, annablack
Link Komentarze (9) »
wtorek, 29 grudnia 2009

Dziś trochę mocny dzień. Okulistka odbyta. W jednym oku -0,25, w drugim +0,5. Albo odwrotnie. W lewym mam tą połówkę. To i tak nieźle. Myślałam, że już zupełnie nic na nie nie widzę. A tu w oku, na które onegdaj oślepłam całkowicie tylko taki pikuś? Nieźle. No a poza tym, zdaje się, że klasycznie - astygmatyzm czyly, zapewne po tatusiu. Pani doktor stwierdziła, że jest git i nie ma się do czego przyczepić (znaczy - ujęła to w sposób bardziej kulturalny i na poziomie). W ogólnym rozrachunku, gdybym chciała, mogę trzy lata pracować bez następnego badania orzeczono mi w medycynie pracy.

A w jeżdżeniu komunikacją miejską dzielnie mi asystował Adam. Od bladego świtu (szacun dla Ciebie, joł man;)) pomykaliśmy jak dwa pajace w głupkowatych czapkach: ja w łosiu, a Adam, eee, w innej, hehhe. I wiecie co? Ludzie się do nas uśmiechali szeroko. A pewna pani wykrzyknęła: ale piękne rogi! (to było o mojej czapce) Dziękuję pani uprzejmie - odwrzasnęłam uśmiechając się szeroko. Jak jechaliśmy linią wycieczkową 180 na plac Zamkowy, ja zgrywałam Finkę, a Adam ekhm...Amerykańca...hmmm Afroamerykanina może, co, Adamo?:-) Biorąc pod uwagę czapkę?

Wyglądaliśmy śmiesznie, ludzie odprowadzali nas pozytywnym wzrokiem. Nawet wtedy, kiedy zostałam oderwana od ziemi i na przystanku, wierzgając, przekonywałam Adama, że jednak nie chcę latać i że lubię mieć grunt pod nogami.

Grzany miód na Starówce był genialny. Ekhm. I to tyle, na razie.

20:12, annablack
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009

Ha! Ale Szczur jest fajny gość. W notencji o mnie wspomniał, dobry człowiek:D.

Dziś roboczy dzień. Pierwsze badania lekarskie, jutro drugie - okulista. Trochę zakupów, trochę rzeczy jedzeniowych przesłałam przez www.a.pl do banku żywności, skończyłam wersję przedłużoną ksiunżki i wysłałam do wydawnictwa, Adam  podrzucił mi link do konkursu na opowiadanie. Chciałam, żeby On wysłał, bo jest w tej kwestii bardzo kreatywny, ale ja też spróbuję, a co tam. Nic do stracenia nie mam. Wysłałam wycenę tłumaczenia ustawy z węgierskiego. Chciałabym, żeby to łyknęli, bo kasiencja się przyda. Niby coś w grudniu zarobiłam, ale..ech. No nic. Jutro badania o 8:30 na Grochowskiej. Muszę wstać pewnie o jakiejś 6:20.  I ten śnieg, żeby mi się łatwiej chodziło, hehe. No nic. Nóżki mam, to chodzę. Nie ważne jak:D. Adam twierdzi, że seksownie kuleję. Ja wolałabym ozięble nie kuleć, no ale w sumie...co mi zależy. Niech się wstydzi ten kto widzi. Howgh.

19:02, annablack
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 grudnia 2009

Trzeci dzień między 15 a +/-18 spałam na maksa. Organizm się domagał, co zrobić. Słabizna lewostronna ogarnęła mnie mniej więcej w Wigilię. I trzyma. Zastanawiam się dlaczego to się dzieje. I jeszcze ten zawrót głowny wczoraj. Może to jakiś rzut chciał się wykluć, ale mu się nie udało? A na pewno to fakt, że nie ćwiczę. Rozleniwiłam się i tak jakoś tyle rzeczy się działo ważniejszych dla mnie ode mnie, że mi umkło. Jutro muszę podogrywać pewne rzeczy, książkę właściwie już mogę odesłać i niech się dzieje, parę miejsc muszę ponawiedzać, pewne sprawy pozałatwiać, żeby w Nowy Rok wejść 'na czysto'.

Dobrego wieczoru, moi mili.

20:19, annablack
Link Komentarze (4) »

Dziś jest lepiej. Nie kręci się. Najpierw otworzyłam oczy i nic się nie bujało, ale Dudek płakał, że chce na spacer, bo rodzice zabrali Reksa, a jego nie (nic dziwnego - Reksa pakuje się w samochód i jedzie do lasu, żeby się wybiegał, a Dudek ma chorobę lokomocyjną i cały czas w samochodzie rzyga). No to wezwałam Dudka do się, uspokoiłam, że tylko się ubiorę i pójdziemy na spacer, no i poszliśmy. Trochę niepewnie, bo dawno nie łaziłam z nim, w dodatku bałam się trochę, że znów mnie zacznie bujać, ale nie było źle. Lewa nóżka jest trochę bardziej, lewa rączka tyż. Zawsze mi się wydaje, że to bardzo widać, jak idę, ale zdaje się, że bardziej ja sama to odczuwam, niżby się to faktycznie rzucało w oczy. Dziś na ten spacerniak z Dudim wyszłam w cienkiej kurtce, słońce świeciło, było fajnie.

14:09, annablack
Link
sobota, 26 grudnia 2009

Ja bym mogła wtedy żyć.

 

Na pewno wtedy nie wynaleźli jeszcze esemu. Wiem, ciężki żart.

 

 

Jak się nie ruszam, to świat nie wiruje. Smooooooooooooooołk on de łoooooooooooooter.

Piosenka o łotrze.

22:20, annablack
Link Komentarze (5) »

Dalej mnie buja, ale mniej. Rzut? Czy wpływ halnego? Czy migrena? Przyznam, że nigdy nie miałam takiego objawu przy rzucie, no ale...Wzięłam coś na lokomocyjne problemy i się zobaczy.

Poczekam do jutra. To na pewno nie z przeżarcia. La mamma spytała mnie, czy nie schudłam ostatnio. No cuś tak wygląda. Do spodzienków garniturowych znów pasek wdziewam. Schudnąć przez święta to obciach, więc muszę popracować nad tematem. Może z emocji pracą schudłam, może z tego, że się ruszam choć trochę. Poczekam do jutra. Może będzie lepiej. Drugi dzień z rzędu usypiam w środku dnia, ścięta maksymalnie, z Zyźkiem w objęciach. Może to wykończenie emocjonalne, hehe.

16:57, annablack
Link Komentarze (3) »

Otwieram oczy. Czemu ta ściana tak się buja? Lewo-prawo-lewo-prawo. Jak na statku. Usiłuję wstać. Pokój się buja. Dotarłam do łazienki. Po meblach i ścianach. Wypiłam kawę. Niewiele lepiej. Błędnik szaleje. Nie wiem co jest.

Rzygotliwie mi trochę. Adam dzwoni, a ja wyciszam dzwonek. Źle się czuję. Może przez halny. Wieje od wczoraj. Ludzie wtedy szaleją. Zaraz wezmę siekierkę i porąbię mebelki. Hehee.

Idę po drugą kawę. Mocniejszą.

12:02, annablack
Link Komentarze (9) »
piątek, 25 grudnia 2009

Zakochałam się w tej muzyce od kiedy weszłam na stronę RESERVED.

 

Mrou...

a tu reklamówka z Reserved...ech...chcę znów być halogenowa:D

 

19:28, annablack
Link

Polegliśmy z Zyźkiem na trzy godziny. Nawet nie zwlokłam się na barszcz z uszkami - odsłona druga (pierwsza była w Wigilię).

Tyle mi się śniło...łaaaa...

Btw: padre marinare stwierdził wczoraj, że moja spódnica to góralski szeroki pasek. Ej, nieprawda, jest trochę dłuższa niż pasek, naprawdę. Muszę chodzić w kiecach, bo jak będę stara i brzydka (w sumie stara już jestem:D) to się nie nachodzę w czymś co niektórym przypomina pasek;-).

Narasta we mnie przeświadczenie, że 2010 będzie jeszcze lepszy.:) I-haaaaa!

18:22, annablack
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 grudnia 2009

Poznajcie Zyzia. Zyzio jest misiem z serii misiów charytatywnych http://www.kupmisia.allegro.pl/. Dostałam go pod choinkę:-) Grunt to prezent, który robi dobrze innym. Zwróćcie uwagę na look Zyzia. Rozpięłam mu koszulkę, żeby był większy luzak:D

23:34, annablack
Link

23:11, annablack
Link Komentarze (6) »

To mi pachnie w pokoju.

12:59, annablack
Link Komentarze (1) »
środa, 23 grudnia 2009

Moi Mili!

Pomimo tego, że za oknem plus pięć, za chwile wyrosną palmy i zacznie świecić słońce, chciałam Wam życzyć jak najlepszych Świąt Bożego Narodzenia. Świąt spędzonych z Ważnymi dla Was ludźmi, w przyjaznej atmosferze i porozumieniu. Zdaję sobie sprawę, że każdemu przez cały rok zdarzy się choć raz odstawić coś niefajnego (niektórym częściej niż raz na rok - vide- moi), ale warto choć w święta schować głęboko te swoje niefajne kwestie.

Wyciągam do Was prawicę drżącą i życzę WAM Wszystkim szczęśliwych Świąt!:)

10:49, annablack
Link Komentarze (14) »

Dobra, po pracy lecę do Empiku w Promenadzie (mam po drodze) kupić prezenty, których jeszcze nie mam. Grunt to wyczucie czasu, co? Ale myślałam, że jeden będę mieć, a okazało się, że nie ma w magazynie, więc...jak trwoga to do Empiku. Huh. W ten tłum takich jak ja, co to do ostatniej chwili czekali. No cóż, taki los.

09:59, annablack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.