KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 30 listopada 2013

Ale pogoda do - wiadomo.

Popedałowałam 5 minut jeno, tak jakoś bez entuzjazmu, no ale dzień się nie skończył, może jeszcze dopedałuję potem. 

Piotrek, mamma i padre pojechali do jakiegoś centrum handlowego zakupować, a ja - na posterunku z Babcią. Ktoś musi jej pilnować. I padło na najtwardszą sztukę;). Powiedziałam, że ja ćwiczebnie wybędę w adwencie. Na kółkach z dupy, w tłum ludzi, w dodatku nienałykana. Uspokajaczy nie biorę od 11 listopada, kiedy tak mnie owe rozmiękczyły, że leciałam przez ręce na Bródnie, będąc z padre na cmentarzu u babci.

Dziś Padre André;) ma imieniny. Tak nieformalnie urządzamy, tylko wśród domowników. Jeszcze Janek z Kasią przyjdą. Śmieję się, że to zestaw obowiązkowy, jak kawa i wuzetka, Janek i Kasia. No, w związku ludzie. 

Babcia jęczy, żebym poszła jej zrobić kanapeczki i kelnerowała po schodach do jej pokoju. Babcia tak zalega, że z tego lenistwa jej się zrobią odleżyny.

Niestety, nie zdecydowałam się. Z głodu nie umiera (chociaż je tak często, że już sama nie wiem). Ale... nudne ma życie. Tylko śpi, je, żadnych mediów. Radio? A po co? Przy tym się źle śpi.

Aj, trochę spadały płatki rozmoczonego śniegu. Mój pierwszy"śnieg" w tym roku, hy, hy.

11:49, annablack
Link
piątek, 29 listopada 2013

Byłam na skajpie chwilę. Bogu dzięki, CygAra (teraz mi przyszło: Cygano-Arab to Cygaro) nie było. PK też nie było (zdziwko, bo myślałam, że będzie), ale pogadałam z Alkiem, który zaczął mi wróżyć z prawicy (wszak wróży się w wigilię Andrzejek). W momencie, kiedy doszedł do "Linia serca..." oderwałam łapę jak oparzona od kamerki przyglądając się jej ze zdziwieniem: - Co? Tu nie ma takiej! He,he,he!

Fajnie tak, luzacko, bez spiny po prostu z kimś pogadać. Nawet kamerka mnie nie stresowała, bo Alek się nie "zawieszał" jak ze mną rozmawiał. Najgorzej jest czuć, jakby coś się miało na twarzy, albo gumę wplątaną we włosy, takie spojrzenia interlokutorów zbijają z tropu.

Było sympatycznie, ale nagle rozładował mi się laptop, a nie było mnie w pokoju, kiedy ostrzegał, że jego koniec bliski jest. No i się wyłączył w trakcie rozmowy. Pomyślałam, że to znak i nie włączałam już skajpa. No co, przesądna jestem może;).

22:08, annablack
Link

Kawałek do zagłuszania. Niestety, Babcia śpi od 16:45. Kazała sobie zgasić górne światło, zapalić lampkę, powiedziała, że ją boli ogon i musi to przespać. O rany, ja na upę i właściwie na całą resztę glebnęłam w drodze do pracy na Pl. Zawiszy w zimie. Upadek musiał wyglądać konkretnie, bo przechodząca pani pytała, czy wzywać pogotowie. Bolało? No bolało, jak jasna cholera, ale nie brałam przez następne dni ani nawet tego dnia przeciwbólowych, czy tam jakichś maści. Widać musi, skoro boli pomyślałam i nie zastanawiałam się nad tym więcej. A nie miałam takiej poduszki z tłuszczu jak babcia i ja jebutnęłam tym workiem kości na beton. No ale powiedzmy, że mam większą odporność na ból. Nie mam, tylko lubię zgrywać twardzielkę;). A Babcia niestety lubi, abyśmy wszyscy wokół niej biegali.

Czy to wku.wia?

Owszem.

Co zamierzam z tym zrobić?

Nic. Mogę tylko zagłuszać.

 

Babcia śpi = zbiera siły na nockę, kiedy wszyscy będziemy chcieli wreszcie odpłynąć, Babcia się przebudzi będzie:

a) krzyczeć o jedzenie, niezależnie, czy to będzie ósma wieczorem, czy trzecia w nocy

b) krzyczeć o fajki

c) krzyczeć o prochy

d) krzyczeć żeby jej poprawić poduszkę, zrobić kawę, podać telefon, chustkę, kapcie, pomóc założyć szlafrok, włączyć radio, wyłączyć radio, przynieść jeszcze coś do jedzenia, podsunąć chodzik (może bez, ale to "lepiej" wygląda)

e) no i najlepiej, żeby jeszcze wpadła tu mama (niech się nie wysypia po dwóch pracach, jak matka tak cierpi "po co ją mam?!"- taaa, urodziła sobie niewolnika - to mnie wkurza)

Tak więc noc zapowiada się różowo. Magiczna, andrzejkowa noc, hie, hie.

18:41, annablack
Link



Obciach. Dziś nie chce mi się nic. „Aga, to jeszcze nie może być napięcie przedmiesiączkowe, mnie się po prostu załączył leń!”

Nie wyszłam z Dorką na spacerniak, pomasowała mnie chwilę, wypiła kawę, usiłowała uruchomić Babcię – bezskutecznie.

Mnie zagoniła na interwały. Tym razem dłużej, w sensie wały dłuższe - minutę, albo dwie na dużym obciążeniu. Próbowałam chwilę na 100% obciążenia – tyle ile fabryka dała, ale tu rzeczywiście ciężko – 10 km/h i tyle. W sumie pocisnęłam 10 minut ciągłego jechania na jakimś obciążeniu, 62 kcal, a miernik tętna oszalał. Znów lizałam sobie wnętrza dłoni, żeby mnie dobrze widział, ale chyba niedowidział.

Jechałam na dużym obciążeniu i gadałam z Dorką – wydolność oddechowa mi się zwiększa. Tylko okna nie otworzyłam.

No i jechałam tak, jak mama mówi, że nie powinnam – bez butów – wtedy nogi mam całkiem wyprostowane, a dla spastycznych tak nie powinno być. Się uparła: mówię, że w nogach nie mam spastyki, mam w gębie, ale i to nie zawsze.

Gadałam z Dorką, że mogę na basen, na chodzenie w wysokiej wodzie bez trzymanki (to jest akcja dla nieumiejącej pływać Black), w najbliższy poniedziałek na bank, a jeśli mogą być tylko poniedziałki to nie wiem, czy następny też. Może też.

Przyszły moje słuchawki – ciupulki – za 2,50, więc oddałam padre pioneery, zanim je zepsułam.

13:28, annablack
Link

Oż kurde, padre powiedział, że jestem siłą spokoju w porównaniu z nim, jeśli chodzi o Babcię. Czy ja wiem? Po prostu przypominam sobie za każdym razem, że to ona mnie wychowywała. Nie mama, która się uczyła, a zbyt 'przytulaśna' nie była nigdy (chyba nigdy mnie nie przytuliła), nie padre, który był 'obcym facetem' przyjeżdżającym raz na pół roku z rejsu do domu. Babcia mnie wychowała, więc nie mam sumienia traktować ją brzydko. Ale i tak mi się to zdarza za często.

I dziwić się, że ja nie umiem obdarzać miłością? Ja nie znam tego uczucia. Jestem niepełnosprawna emocjonalnie. Wiadomo, wszystko zależy od konstrukcji człowieka. Przecież nawet  sieroty umieją kochać.

Ja nie umiem.

 

Dobrego dnia.

09:42, annablack
Link
czwartek, 28 listopada 2013

A, jeszcze cuś: otworzyłam tę klamkę-nieotwieralną gałę z lewiczki. Może zły czas miała, po prostu.

 

Kurczę, chyba chce mi się spać. Bardzo fajnie dziś było przez co najmniej połowę dnia, ale teraz jest mi tak mega sennie, że nie wiem jak się nazywam.

Wkręcające te interwały, po dwóch tygodniach widzę, że może nie o stówę, ale o kilkadziesiąt procent faktycznie się poprawiłam, a ja nie lubię niczego robić długo, bo za łatwo się nudzę, a tu chcę dalej. No bo jak nie to, to chyba musiałabym się nauczyć wyszywać, co by ruchy precyzyjne, były precyzyjniejsze.

 

Skupiam się na rowerku, bo jakbym skupiała się na czymkolwiek życiowym, to by wyszło, jakim wielkim jestem życiowym popaprańcem. W tej chwili jedyne w czym mogę odnosić sukcesy, jest praca nad swoją fizycznością.

Tylko na czym się skupię, jak fizyczność poprawię?

 

Ja lubię mieć trudne cele, jakbym miała znaleźć równie trudny, to chyba musiałabym się w kimś zakochać, a to jest dla mnie wręcz awykonalne. 

 

Dobra, idę, bo mnie muli konkretnie.

19:45, annablack
Link

Czytam sobie o protokole Tabaty. Trening interwałowy wymyślony dla kadry łyżwiarstwa szybkiego do igrzysk olimpijskich.

No i rozpisane co i jak, ile czasu, z jaką częstotliwością i dochodzę do:

 

Odpoczynek: 10 sek (po prostu staraj się nie umrzeć)

 

To mnie rozwaliło. Intensywność duża, fakt;).

 

 

Jutro rehab nr II.

 

UPDATE:

Wszystko się pieprzy, bo z tym niespadaniem tętna szybko jest niezgodne z tym, co mamę uczyli na studiach 'na lekarza'. Ją uczyli, że człowiek ma dużą wydolność jak tętno (moje ogromne 89) szybko wraca do normy. Że właśnie jak szybko spada, to jest się wydolnym, a nie że jak nie spada, to trening cały czas trwa).

18:25, annablack
Link

 

Najważniejsze jest nie to, jaki pułap osiąga tętno w czasie intensywnej fazy, ale do jakiego poziomu zwalnia w czasie odpoczynku. Im ta różnica jest mniejsza, tym silniej działa trening - szybciej buduje kondycję i szybciej spala tłuszcz. Główną zasadą treningu interwałowego jest to, aby w czasie odpoczynku tętno nie spadało zbyt nisko, czyli aby wypoczynek nie był całkowity. Dowodem na to, że trening jest prawidłowy jest to, że z fazy na fazę wysiłek staje się coraz trudniejszy do wykonania.”

To przeczytałam na jednej ze stron, gdzie pisali o treningu interwałowym. Czyli do ile mi tętno wzrasta w mega wysiłku jeśli chcę zwiększać osiągi nie jest ważne, ważne jest, żeby jak najmniej spadło kiedy odpoczywam, bo to oznacza, że trening działa cały czas. Tylko jak to zrobić, żeby cały czas mieć 'wilgotne' ręce? Co chwila lizać?;)

Może jakiś intensywnie nawilżający krem do rąk?

Sprawdzę to jutro, może.

Jeżdżę na wzór Wingate od 13 listopada, czyli dwa tygodnie. Fajna sprawa. Myślę, że jeśli nie ma się problemów z sercem, nie jest się otyłym, albo mocno starszym, no i nie ma się nożnej spastyki, warto się w to bawić. I ja będę się bawić, jako że nic innego do roboty nie mam.

 

14:15, annablack
Link

Huh. Nic mnie nie rusza, alejednak trochę rusza. Zmoczyłam ręce, pedałuję, pedałuję, a pomiar tętna się nie załącza. Mija 45 sekund odpoczynku, a łapy już suche jak pieprz. Co zrobiłam. Polizałam środek dłoni:D. I zauważył mnie. No, tętno zwiększyło się aż do 89 (!), ale to dopiero jak osiągnęłam, niestety na chwilę - 17 km/h, przy mega obciążeniu!

Ja chyba faktycznie mam puls sportowca, bo w manualu do rowerka, piszą, jak ćwiczyć, żeby mieć wydolność sportowca (bo tam były różne opcje jak ćwiczyć w oparciu o tętno np. żeby schudnąć, czyli na moje lata wychodzi, że powinnam mieć tętno 90 w mega wysiłku żeby mieć sportowca. Się zgadza.

Jeżdżę na 80% możliwego w tym rowerku maksa. Małgo mówiła, żeby jeździć na 70%, ale źle ustawiłam od początku i tak już jest:).

Zapewne coś robię źle (wszystko?), ale staram się nie słuchać czegoś z czym się nie zgadzam. Mama mówiła, że nie powinnam jeździć na obciążeniu, bo będę mieć większą spastykę w nogach. Jeszcze większą?;) Przecież ja nie mam żadnej, albo niezauważalną dla mnie mam. 

A dzięki temu, że się nie posłuchałam, zwiększam wydolność. Uparcie i skrycie. Jeżdżąc bez obciążenia można się zaciukać z nudów, a tu trening jest krótki (dziś 8 minut), a bardzo efektywny.

 

 

A! Moja Doktor zaprosiła mnie do znajomych na FB. Napisałam, że sto lat się nie widziałyśmy, więc zamierzam się do Niej wybrać, tylko na spokojnie zapiszę się do poradni.

No i się kiedyś wybiorę.

 

Hyh, dobrego dnia moi mili.

08:40, annablack
Link
środa, 27 listopada 2013

Hyh. Po prostu czasem nie ma słów na to jak łatwo niektórym panom przychodzą wyznania. 

Dobranoc. Włoski czeka.

21:40, annablack
Link

Ha. Człowiek, który zawsze ma dla mnie czas i chce pogadać I WCALE NIE MUSI MNIE OGLĄDAĆ (wiadomo kto;)), pytał, czy cały czas pedałuję, jak nie ma mnie przy kompie. No niestety nie. Jak nie ma mnie przy kompie, najczęściej jestem przy babci. Babcia jest teraz bardzo absorbująca. Za bardzo, ale jak zdecydowałyśmy (bo to my podejmowałyśmy decyzję - a właściwie mama, bo to jej matka), że zajmiemy się Babcią, żeby była w domu), to trzeba stanąć na wysokości zadania.

Wczoraj spojrzałam w historię bloga: analogiczny czas rok temu i...o kurczę. Ja wtedy co i rusz spałam w dzień.

A dziś? Zauważyłam, że mam lepszą równowagę (Jeszcze lepszą? Niewiarygodne, hie, hie.), silniejsze nogi (a to trudne, żeby nie mieć kloców zamiast nóg, ale żeby były silne), ale gorsze łapy, mniej siły w lewicy, żeby otworzyć choć raz dziennie tę 'trudną' klamkę, do tego lekkie ruchy mimowolne.

Już jest tak blisko do ponownego chodzenia, tak  uchhh...

 

Jeszcze a propos łap: wiem co zrobię jutro, żeby czujnik tętna w rowerku oszukać. Przed pedałowaniem zmoczę ręce pod kranem i wtedy nawet jak dokładnie wytrę, to będę wyczuwalna. A jestem ciekawa  czy tętno faktycznie mi nie przyśpiesza nawet przy tak dużym wysiłku. Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Prędzej uwierzę, że coś w rowerku się skitrało.

Sprawdzę to jutro.

19:21, annablack
Link

Po rehabie. Jakoś tak fajnie mi. Pisałam tu nieraz, że jestem zimnokrwista. Jak wpuszczałam psy z dworu w krótkim rękawku będąc, poczułam się trochę jak w kriokomorze.

Chodzę dziś po Wenecji. Google mnie zaprosiło.

Prezenty świąteczne zaczynają spływać.


Wyświetl większą mapę

14:16, annablack
Link
wtorek, 26 listopada 2013

hYH. Kurde. Dostałam podrywającego eska od Węgrasa. Jestem zarejestrowana na IWIW, takim ichnim Facebooku, że chętnie będę pośredniczyć w nawiązywaniu kontaktów biznesowych PL-HU. Ale kolega (napisał cześć i się podał ksywkę, opowiedział, że przebywa teraz jakiś czas w Warszawie i nr wziął z IWIW) chyba nie załapał w jakich kontaktach mam pomagać i że nie chcę być stroną owych. I że chciałby się spotkać  jutro. Kto by nie chciał...Ach, wszystko bym oddała, żeby ozdrowieć i móc śmigać jak na Tysabri, tylko bez Tysabri, ale jak wiadomo jestem gołodupcem, więc moje wszystko to jest niestety nic.

To ja może oleję smska i pouczę się włoskiego? Niezwykle mnie to wycisza.

20:49, annablack
Link

Mama kupiła łóżko dla Babci. Używańca takiego na pilota. Fajne. Wujek sfinansował. Przypomina mi się, jak w szpitalu wygłupialiśmy się z Adamem jeżdżąc tym łóżkiem w górę i w dół, albo zginając się w różne strony. I teraz taka zabawka będzie w domu? Wow.

Kupiła też dla Babci w sklepie rehabilitacyjnym kibel pokojowy, żeby mógł stać przy łóżku. Zrobimy taką mini salkę szpitalną. Jak już zdecydowaliśmy się dać radę w domu, to niech Babcia ma wszystko jak najwygodniej. 

To jak nazwać mój mikro pokój? Małgosia nazywa go moją graciarnią i ma rację. No ale jak się przeniosłam z największego do najmniejszego pokoju na piętrze, w dodatku wstawiając do niego rowerek stacjonarny, to grat tu stoi na gracie. Takie życie. I tak mam np. dużo krótsze łóżko niż miałam, ale musiałam wziąć takie, żeby się zmieściło na długość. Na niedługą długość. I pomyśleć, że przedtem miałam dwumetrowe, żeby się Były zmieścił;).

 

Jutro rehab nr I z nowej serii 20 godzin.

 

Tak sobie myślę znowu: czy ten blog jest mi jeszcze do czegoś potrzebny? Czy w jakikolwiek sposób rozwija mnie zamieszczanie tu nic nie wnoszących treści? Czy w czymkolwiek mi jeszcze pomaga? 

Zaczęłam pisać tego bloga (bo wcześniej był 'absynt' gdzie indziej) bodajże 5 lat temu. Pisałam terapeutycznie. A teraz? Psychoterapii już nie mam (musiałam mieć, żeby się odnaleźć w życiu - właściwie nie była to psychoterapia, tylko spotkania ze znajomą panią psycholog). Trochę okrzepłam, trochę przestałam się łudzić, przestało mi zależeć, przestałam chyba wierzyć, że jeszcze coś dobrego się u mnie zadzieje.

przeleciałam wzrokiem akapit. Tak, widać, że fazę cyklu mam 'dołującą'. Zawsze wtedy dołuję.

Pomyślałam, żeby nie dać się zwieść głupim decyzjom o kasowaniu bloga, bo jak otrzeźwieję, będzie mi głupio. Trochę przywiązałam się do Anki Black. Coś nas chyba łączy. 

19:36, annablack
Link

Wszystkie baby na mnie dybią. Aga już też.

Czy mi się wydaje, czy dziecko powinno być owocem miłości dwojga ludzi? Jak to: "zrób sobie dziecko"? Samej się nie da, a bez miłości, to po co? 

Nie czuję ciągot w temacie, bo nie jestem w nikim zakochana. Tak trudno zrozumieć?

 

Aga dziś też się dołączyła. Czy ona nie wie skąd się biorą dzieci? I po co właściwie się je hoduje?

Zaczynam się znowu irytować. 

Mamy jedną macicę w rodzinie, wykorzystajmy ją, żeby ród przedłużyć.

Jak ja się czuję?

 

Jak potencjalny inkubator.

 

A może jakby się okazało, że jestem bezpłodna daliby mi spokój?

 

15:57, annablack
Link

No więc tak: przejechałam sobie siedem mocnych kawałków na interwałach w schemacie 30sekund ostrego ciśnięcia, 45 sekund odpoczynku. Wyszło mi jakieś 11 minut w sumie, przejechałam 1,2 km. Prędkość raz nawet 15,7 km/h. Wnętrza dłoni nawet mi nie zawilgotniały, więc pokładowy komputer mnie nie wyczaił. Ściskałam manetki z całej pary, ale 'suchimi rencami', więc jakie miałam ciśnienie nie wiem. Kiedyś na dużym wysiłku, nie tak dawno, pociłam się. A teraz nic. Tlenu tylko mi trochę brakowało, bo okno zaledwie na 'duże rozszczelnienie'.

Tak, czy inaczej już widzę ogromną poprawę wydolności, a jestem mniej więcej w połowie protokołu na wzór Wingate.

08:43, annablack
Link

Nie śpię od 5:30. Włączyłam kompa i jeszcze raz konfiguruję kupione prezenty myśląc co komu wcisnąć i co mam jeszcze dokupić.

Noc przespana, bo Babcia spała całą noc. No, jak się ostatnie dwie noc nie spało, to się poszło wreszcie spać.

06:10, annablack
Link
poniedziałek, 25 listopada 2013

To tak: mama stwierdziła, że spróbujemy dać z siebie wszystko i nie oddawać Babci. Mama też śpi w słuchawkach i słucha bajki - "Dumy i uprzedzenia" po raz miliardowy. I nie słyszy Babci. Drzwi ma zamknięte, czyli bez szans, żeby cokolwiek usłyszała. 

Ja słyszę wszystko, dlatego też przez sen uczę się języka;) albo słucham radia.

Mama z wujkiem się składają i chcą wymienić Babci łóżko na takie szpitalne na pilota, z podnoszonym "ogrodzeniem". Jednak w tych domach opieki ci opiekujący się znęcają, albo zwyczajnie są chamscy. Nie dziwię się, prawdopodobnie też bym była, jak już mam ogląd jak to jest opiekować się upierdliwą starszą osobą - nawet jeśli to kochana babcia, można ją chwilowo znienawidzić. Takie wyro na allegro 1400 zł. Tak jak wspomniałam, Babcia ma dużą emeryturę, więc ją stać. Niby nie chce, ale mama przetłumaczyła, że robi to dla siebie, żeby było jej łatwiej się Babcią opiekować. Ciekawe tylko, czy takie wyro wejdzie przez okno - mamy takie wąskie schody, w dodatku z niskim zawieszeniem, że środkiem domu nie wejdzie. Wszystkie meble na piętrze wchodziły przez okno.

 

Ewcia, z którą  chwilę pogadałam (pół godziny, co to jest) stwierdziła, że gdybym była zdrowa, to pewnie zostałabym modelką, sądząc po nogach. Oj, Ewcia, Ewcia;). To Ty nie wiesz jakim jestem czubem? A, no tak, myślisz, że jeśli mózg miałabym bez dziur, to i psyche byłoby spoko? Jakąś wątpię. Bo i wygląd i psyche poprawiły mi się jak zachorowałam. Dopiero. Mówiłam - otrzeźwiałam, jak we mnie pieprznęło. Wcześniej byłam gnuśna i ślamazarna. Teraz szkoda mi życia.

 

Kupiłam sobie dużo żelków na święta. Niektóre Haribosy są bezglutenowe, więc moooogę je ciamkać. To od święta będę, a co!

Dobra, idę spać, choć tej nocy nie damy się obudzić nawet jak wstanie w nocy, przewróci się w drzwiach łązienki i będzie krzyczeć. To wtedy usłyszy padre - człowiek od zadań specjalnych.

Dobranoc.

22:35, annablack
Link

BARBABIETOLA (burak).

Słówko dnia. Chyba pisze się tak, jak słyszy, bo uczę się ze słuchu z tą, no, Beatą Zapomniałam Nazwiska. Essatamente [ezzatamente]. Non lo sapevo -nie wiedziałem o tym. Lotunno polakko e famozo. io me sono spozato in otunno. Livello sekondo. A, Beata Pawlikowska, przypomniałam sobie. Nie, poziomu drugiego jeszcze nie słucham. Przelecę od nowa 93 pliki poziomu pierwszego.

Myślę, że taka nauka gadania jest świetna, bo wszystkie zdania nagrywa Włoch, więc i akcent i wymowa jest perfetto.

Swego czasu kupiłam sobie książki do niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego. Były przecenione. Słuchanie tych zdań mnie wycisza. No i fajnie jest uczyć się tak mimochodem.

 

Jeśli Babcia pójdzie do Domu Opieki, to musimy zacisnąć pasa. Postanowiłam, że nie będę kupować nowych rzeczy do diety Budwig, wykończę tylko to co już mam. Myślę, że do końca roku starczy mi oleju, a nowego już nie kupię. To już będzie prawie rok na diecie i chyba mi wystarczy. Co mogło się zrobić,już się zrobiło. A od nowego roku już tylko bezglut i ogólnie zdrowe życie.

Musimy z Agą przysiąść i zmodyfikować żarcie domowe, żeby było taniej. Dużo taniej.

18:06, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.