KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 28 lutego 2013

Co za dzień. Nic mię nie słucha. Należy przyjąć, że taki dzień też jest potrzebny i wrzucić na luz. No bo mogłabym, prawda, wiele, ale mi się nie za bardzo, prawda, chce. András napisał, że dobrze piszę, połowę maila napisałam mu po polsku, ale jak zobaczyłam jak on pisze po polsku (a nie używał 10 lat, tak twierdzi), to mnie zatkało z zachwytu. Na razie z Węgrów odpisał tylko on. Jeszcze nie skajpiliśmy, bo go nie było, jak ja byłam, a teraz już mnie się nie chce (przedzierać przez tłum napaleńców). Z satysfakcją napisałam Italiańcowi, modelowi, że poznałam tego, kogo szukałam, nejtiwa węgierskiego, i że jakby przypadkiem chciał się uczyć to tu można skontaktować się z nejtiwami. I że ja spadam powoli z tego portalu. Kolo na odchodnym nie wytrzymał (a trzymał się dzielnie) i puścił parę ciężkich komplementów. A przed chwilą przysłał maila z pytaniem why i dont want to have fun on skype with him? Jak Italianiec pyta w ten sposób, to nie chcę wiedzieć co ma na myśli. Model, phi!

Wszystkich poobrażam, trudno, co robić. Taki widać lajf;)

Jutro rehab nr 9. Lubię dziewiątki, sama jestem numerologiczną dziewiątką.:)

21:51, annablack
Link

Ha. Znalazłam stronkę, gdzie nie trzeba wstawiać foci, żeby ktoś się do ciebie odezwał, bo nie ma takiej opcji:) i było language exchange, ustawia się w jaki sposób chce się uczyć: mailowo, skypowo, czy face to face, nejtiwem jakiego języka ma być człowiek z którym chcesz gadać i nejtiwaa jakiego języka on szuka. I znalazłam Węgrów i Węgierki. Napisałam do tych, którzy online byli najbardziej niedawno. I parę osób znalazłam. Widzę (jestem na niewidoku), że już ktoś poprosił o dodanie do kontaktów. András lat 32 z Austrii. Ciekawe, czy pamięta jeszcze swój język ojczysty:D. I nie będzie oglądania się, w życiu. Czyste gadanie po węgiersku. No a potem po polsku, jako że jemu też nejtiw potrzebny. Napisałam do dwóch babeczek i dwóch facetów. Jeśli węgierski Andrzej będzie miał gadane, to mi wystarczy. Ale im więcej, tym lepiej.

Będę się mogła skasować od tych obcojęzycznych zboczeńców.

17:15, annablack
Link

O kurde, ale mam dzień. Brak siły, brak napędu do życia, 2 minuty 30 sekund na rowerku, tylko bym spała, nawet do nowenny nie mogę się zmobilizować i boję się, że zasnę w trakcie...

Dwóch gości na skype'ie znów musiałam zablokować, bo ranią moje uczucia estetyczne...

Tak w ogóle nie mogę się zdopingować do niczego...



16:15, annablack
Link

Ten kawałek dziś za mną chodzi. Znam jedną Lili;)

Rowerek wzywa, a ja czuję się na nie i to jak. Ojjj...

13:06, annablack
Link

Chciałabym mieć lenia, ale nie ma takiej opcji...Dziś mamy dzień sprzątania, zatem i ja przewalam swoje bambetle. Aga przyniosła mi z dołu cieciorkę i to to będę wkładać do butelki, ziarnko po ziarnku. Ale nie teraz, bo padre wyrzucił mi moją butelkę z patyczkami. A to nie śmieć, jeno materiał szkoleniowy!

Słabo mi się zrobiło, nie nawykłam do grzebania w swoich badziewiastych przydasiach. Wywaliłam trochę, ale nadal jest dużo. Dużo za dużo. Próbuję wywalać, ale mnie przydałoby się osobiste archiwum. Takie, żebym tam miała rzeczy, na które muszę od czasu do czasu po prostu spojrzeć i się uśmiechnąć...

Słońca dalej nie ma, dlatego wdziałam dziś koszulkę z kolekcji 2013 made in lumpeks, bo jest tak żywo zielona, że od razu mi lepiej. Obydwie z Aga ubieramy się dziś tego samego projektanta:). Za oknem wiadomo jak jest. Włączyłam światło, ubrałam się na zielono i staram się poprawiać sobie humor uśmiechając się sama do siebie.



11:05, annablack
Link

Cześć pracy. Cholera, ale ja mam melodię na spanie teraz. Po 8h snu nie mogę się zwlec, a przedtem po 5-6 wstawałam świeżutka jak szczypiorek. Musi być jakaś zmiana. Czegoś. Trochę sobie folguję z wszystkim, bo jak sądzę po datach i usilnych wyliczeniach, powinnam mieć napięcie przedmiesiączkowe, a że jestem na diecie, to go nie mam. Nie wiedziałam, że Budwig tak działa. Nic mnie nie boli i takie tam. Dostałam maila z Maroka (po angielsku), że koleś przecież gada po węgiersku, a ja nie chcę z nim gadać. Aha, odpisałam mu mailem po węgiersku i zobaczymy, czy faktycznie zna język. Dwunastu gości naraz uderza do mnie na skype i każdy twierdzi, że on coś tam umie. Słyszał w telewizji;).

Lenia mam cholernego, a trzęsąca rąsia zaczyna mnie wkurzać jak nie wiem. Wpienia mnie bardziej niż chodzenie. Ech. Idę.



08:45, annablack
Link
środa, 27 lutego 2013

Huh. Dziś znów pogadałam na skajpie. Do ściany. Kolo (cholera, od kiedy tam jestem nie gadała ze mną ani jedna dziewczyna) pisze mi, żeby włączyć kam, to pogadamy. Ja tokuję, pytam czemu nic nie mówi, a on mi pisze: nie słyszę cię.

Na to ja: masz problemy ze skype'em, czy z uszami? (No co, ja wiem, że ludzie mogą mieć problemy z różnymi kawałkami siebie;)).

No i kolo z Niu jorku nie ma mikrofonu w/przy kompie. To ja się oczywiście wpieniłam (niedługo będę mieć wszystkich na tym portalu poobrażanych) i jak napisał na skajpie, że możemy pisać przecież, to napisałam, że nie ma tak, że ja piszę do kamery. Nie ma wizji bez gadania. A jak chce pisać, to mu maila wyślę. No i kolo obiecał, że jutro będzie miał innego kompa i on powinien działać. Tia.

Aha, muszę zmodyfikować profil, bo Węgrzy za cholerę mnie nie lubią. Albo nieśmiali tacy. Albo w depresji, jak zwykle. Przeciętny Węgier zazwyczaj jest depressziós. Napiszę kawałek po fhansusku, może jakiś nejtiw żabojad będzie chciał gadać po swojemu. Ja się tam zarejestrowałam, żeby mieć kontakt z rodowitymi użytkownikami języka. Jakiegokolwiek, którego się uczę. A tu rodowitego mam tylko Jose od hiszpańskiego.

Portugalczyka w Londynie.

A tak to Arabów, Turków, Murzynów...Pana Rumuna, do którego nie odważyłam się jeszcze napisać, bo mało, oj malutko umiem, Włocha, który wygląda na zbereźnika, więc nawet nie chcę z nim gadać... No i co? Zasadniczo cieszę się, że się tam zarejestrowałam, gdyby tylko nie romansiaste odzewy co drugiego. Mój wniosek? To jest portal niekochanych ludzi. I chyba nikt poza mną;) nie chce się tu naprawdę czegoś nauczyć..



21:03, annablack
Link

Dziś była Dorka. Powiedziała mi, że obydwie z Małgosią knują jak będzie wyglądał mój rehab nadworny. Jak będę chodzić na luzaku, to nie będzie problemu, ale jeśli bezścianowość, szczególnie na początku będzie mnie ograniczać, to muszę jakoś sobie z tym poradzić. A co będę musiała pokonać najbardziej? Własny strach, no bo jak człowiek od ponad roku nie chodzi na luzaku, tylko siedzi w czterech ścianach, to to wyjście „z mroku” własnych ograniczeń, głównie mentalnych, naprawdę jest sztuką.

Małgosia mówiła kiedyś, że mam duszę sportowca. Prawdziwą duszę sportowca ma Adam Małysz, który jak wziął się za nowy sport, też jest w nim dobry. Sądzę, że w łyżwiarstwie figurowym też byłby dobry, bo...on ma duszę sportowca. Wie, jak zapanować nad swoimi myślami, odpowiednio się zmotywować. Ilu zawodowych rajdowców rajdu Paryż-Dakar (w jakim rajdzie on jechał właściwie???) w ogóle nie ukończyło. A Adaś ukończył. Bo ma moc nad swoim mózgiem. I hart ducha sportowca, który tak podziwiam.

Andrzeju, dostałam ten kalendarz od Ciebie. Już wisi na ścianie:).

Poznałam chłopaczka z Ugandy, powiedziałam, że piszę książkę, gdzie jest część w Afryce, a nie chcę wymyślać bajek. On zaoferował się, że mi pomoże, więc książka może wyjść fajna.

Idę jeść sałatę.



13:33, annablack
Link

Hej moi mili. Środa. Wrzuciłam na luz z oczekiwaniami dietetycznymi, jak sobie przypomniałam, że sama zaczęłam chodzić po 7 miesiącach terapii najlepszym, jaki brałam, lekiem chemicznym, czyli Tysabri. A naturoterapia też czasu potrzebuje, powiedziałabym, że więcej go potrzebuje nawet. A ile minęło czasu na diecie Budwig? Prowadzonej prawidłowo 3 tygodnie, ale nawet wliczając te dwa „mięsne” tygodnie do diety, bo w sumie pastę jadłam, to dopiero 5 tygodni. A punkt wyjściowy mam duuużo gorszy niż przed Tysabri, gdzie przecież na filmiku „przed” szłam sama. Co z tego, że miałam akurat dobry dzień? Teraz nawet w dobry dzień nie chodzę tyle sama.

Naturoterapia nie może działać szybciej niż farmakoterapia, a podświadomie tego oczekuję.

Na razie spokojnie wytrzymam 12 tygodni, a potem jeszcze 16, żeby było 7 miesięcy jak na Tysabri i zobaczymy. To, co jest lepsze w teraźniejszym podejściu do wroga to to, że w sumie 3 x w tygodniu mam rehab, co by się nie działo. Bo jak się źle czuję, one i tak przyjdą do mnie. Nie ma odwoływań.

Aha, wczoraj o mało nie zabiłam się pod prysznicem. Peeling solny z Werbeną. Ja nie wiedziałam, że peeling z soli ma w sobie tyle...oleju? Jak się nasmarowałam, tak się zaczęłam ślizgać pod tym prysznicem, że nie mogłam zrobić kroku i darłam się, żeby ktoś przyszedł i pomógł mi wyjść. Ale zapach, mmm:), Poczułam się jakoś tak...wakacyjnie.

E, mam zaproszenie do Indii. Do pana Silvy, starszego od moich rodziców. Pan Silva, wyglądający jak szaman powiedział, że mam coś w oczach, taką radość, że muszę być szczęśliwa:). I spytał, czy to co widzi to blizna? Blizna w Indiach to symbol czaru osobistego i szczęścia. No bo jestem szczęśliwa. To nosi się w sobie, right?



07:21, annablack
Link
wtorek, 26 lutego 2013

 Poznałam człowieka mieszkającego w Londynie, pochodzącego z Portugalii. Nie było żadnych dziwnych tekstów, nawet się odzywał, coś tylko jakby deczko głuchawy, albo może wyłączał się, jak mówiłam zastygnięty w uśmiechu przyklejonym do twarzy.

Usłyszałam: jak ty nie przyjedziesz do Londynu, ja będę musiał się pofatygować do Polski. I jeszcze: dobrze, że jesteś wolna.

Heh, może w to trzeba pójść? Ile miejsców na całym świecie już mam do odwiedzenia...

Trekking po Europie czeka. Dziś chodzę wolno, ale kawałkami, po całym domu bez trzymanki. Za trzy tygodnie wiosna. Nie mam na co czekać. Tylko czuję się jak baletnica kiedy mama rzuca: Trzymaj ramę! - jak chodzę. Tak...prawidłowy chód ma w sobie dużo z baletu...;)

Jutro rehab nr 8.



19:35, annablack
Link

Bezsilna ja. Bezsilna ja, ale wkurzyć się umiem. Skasowałam zdjęcie z profilu, dodałam w tekście parę szczerych słów, już nikt do mnie pewnie nie napisze.

A bezsilna, bo nie wiem co. Trafiałam zapałkami za końcówkę bliższą wlotowi do butelki po soku. Kilka razy tak powkładałam i zmęczyło mnie to jak nie wiem. To jest dopiero akcja. Umęczyć się koncentracją nad czymś takim.

Ćwiczyć fizycznie nie mam siły. Tylko bym spała...Zeby tak się wymęczyć koncentracją... Do bólu.



13:03, annablack
Link

Hiszpan, chociaż moja rozmowa z nim sprowadziła się do [inglisz]: Hej, powiem ci co umiem po hiszpańsku: Ola, gracias, burrito, corazon espinado (ale nie wiem co to znaczy) – santana:) nie daje za wygraną. Zaczepia mnie i mówi. A ja hiszpańskiego nie chcę, bo wszyscy się go uczą:D.

Postanowiłam próbować gadać tylko z tymi, którzy pisząc do mnie nie uderzają w teksty, żem ślyczna, bo może tacy będą chcieli rozmawiać. Ale targowisko próżności na kazdym z tych portali językowych.



08:45, annablack
Link

Kto mnie znalazł na FB? Pan listonosz, którego poznałam, jak pracowałam w Mariottcie, w Centrum Informacyjnym SM przy PTSR. Sto lat temu. To była moja pierwsza praca na etacie, właściwie półetacie, bo w trakcie studiów. Pan listonosz, nazwijmy go na potrzeby tej powieści;) Listman jest chyba rok ode mnie starszy i często przychodził do mnie do pracy pogadać. Z listem, albo nie. Fajny, porządny facet, który uświadomił mi, że listonoszem na etacie może być też student psychologii społecznej:). Ciekawe jakby to było, gdyby było inaczej, ale pamiętam, że przyjechał do mnie na Saską Kępę „po coś”, już nie pamiętam o co chodziło, ale Były go nie wpuścił. Zachował się jak naczelny cham i trzymał go w drzwiach.

Śmieszne to były czasy. Kiedy ja tam pracowałam? Chyba od 2004 do 2006? Czy on wiedział, że mam sm? Pewnie nie, bo wtedy chodziłam i nic mi się nie trzęsło;). Ale nie pytał. Teraz już na pewno wie.

Ech, to były czasy...



07:21, annablack
Link
poniedziałek, 25 lutego 2013

I wanted to see you because you are so cute – wyznał pan Szwed i, no cóż, z tej mąki chleba nie będzie. Wrzuciłam w gugla learning hungarian, skype, penpals i rejestruję się po kolei wszędzie. Babki Węgierki mnie zlewają sikiem prostym.

Bo ja głupia chcę być uczciwa, a może lepiej wyznać, że szukam wielkiej miłości wśród Węgrów i wtedy któryś z nich będzie chciał ze mną gadać? Bo węgierski Olek jak mu napisałam, że nie szukam bojfrenda, tylko chcę naprawdę odświeżyć gadanie, już się nie odezwał.

 

Przygotowałam sobie butelkę do wkładania do niej różnych śmieci, ograniczając drżenie zamiarowe. Zobaczę jutro jak mi będzie szło, tylko muszę znaleźć cokolwiek, czym będę trafiać do butelki. Najwyżej zrobię kulki z papieru.



21:00, annablack
Link

Pomyślałam, że będę ćwiczyć jakiekolwiek gadanie obcojęzyczne od niechcenia. I zaczęłam gadać z kolesiem ze Szwecji. Będę ćwiczyć angielski, pomyślałam. To ich chyba język urzędowy, więc będziemy gadać, a on mnie będzie poprawiał. Hello, hi – i poszły konie po betonie! Tak być miało. Włączam Skype, mówię, mówię a tam... nic. Cisza. Kolo siedzi przy biurku, szczerzy się i nic. Nie masz mikrofonu? - pytam. Kolo sięga po mikrofon: Mam. I dalej się szczerzy i głosu nie wydaje. No to się rozłączyłam. Jak można tak? Bu.

 

Aha: ucho pogodowe przestało mi mówić, że jest zmiana pogody. Pierwszy raz – moje babeczki jęczą, że jest zmiana, a ja tego ni w ząb nie czuję:). Dobrze mi.



17:45, annablack
Link
Jest fajnie. Rzeczywiście -stan psychiczny rządzi. Cały czas chodziłam przez tę godzinę, a poprzednuo było tylko jedno przejście. Fajnie mi nadal. Zaczęłam brać znowu witaminę D, 1000 j. bo słońca brak.
13:03, annablack
Link

Cześć moi mili. Poskajpiłam wczoraj z Mońką. Wreszcie! Ale z niej lacha teraz. Kobiety mają super hiper umiejętności do wyglądania. Monia wygląda na młodszą ode mnie:) (o co zresztą nietrudno, bo ja już swoje lata mam:)). Spytała mnie, czy czuję się lepiej i jak chodzę. Lepiej się nie czuję, chodzę po ścianach. Jak będzie czym się pochwalić, to, easy, nagram filmik, Na razie nie ma czym. Zauważalną poprawką jest humor: mam świetny. I dotyłam do moich portek trekkingowych rozmiar 36. Na razie po prostu staram się robić swoje. Małgosia poprzednio mówiła, że masakry nie ma, robię swoje, tyle tylko, że bardzo dużo mnie to kosztuje. Ale tego jak bardzo ze sobą walczę, nie widać. A to najważniejsze. Najgorsze to epatować tym, jak ci trudno. Niech wszyscy myślą, że każdy ruch wychodzi ci tak bardzo od niechcenia, że uo matko.

 

Henna rzęs jest git. Wychodzę spod prysznica w pełnym makijażu. Każdej mającej rzęsy polecam. Ja nie pamiętam kiedy się malowałam:). Przed henną też się nie malowałam, no bo chemia, a ja się oczyszczam w tych 3 miesiącach, ale teraz mnie widać. Mama po przyjeździe z gór pytała mnie, czy się malowałam:). Czyli można się nabrać.

 

Polecam protezę do zębów. Od kiedy mam elektryczną szczoteczkę zaczynam mieć białe zęby. Przecież, no dobra, muszę ją trzymać dwoma rękoma, ale co tam. Zwykłą szczoteczką, którą używałam jak byłam „mało chora” w życiu tak nie umyję, bo nie dam rady tyle machać ręką. A teraz? Full wypas i wcale nie wybrałam drogiej:).

 

Dziś rehab nr 7. Ciekawe czy poczucie szczęścia w sobie wystarczy, żeby dobrze ćwiczyć?



08:05, annablack
Link
niedziela, 24 lutego 2013

Whoa! Co dziś zrobiłam? Niewiele, żeby nie powiedzieć nic.  Ani nie ćwiczyłam, ani nie sprzątałam, eee.

Zapomniałam o jednym posiłku z diety. Generalnie to nie jest dzień, o którym chciałoby się gadać.

19:20, annablack
Link

Cześć, siemienias mi się skończył, a tego Sante nie ruszam, bo to podejrzane. A ten portal penpals jest jeszcze straszniejszy, niż wszystkie portale randkowe. Napisał do mnie chłopaczek z Niemiec, lat 21 mówiąc, że jeśli jego wiek jest dla mnie problemem, to żebym mu nie odpisywała. Sorry, do czego ma być problemem? I oczywiście wcale mu nie przeszkadza, że nie mówi po węgiersku... Więc nie odpisałam

To jeszcze nic, wczoraj jakiś kolo stamtąd na skajpa przysłał mi zdjęcie swojego ptaka... I nie chodzi o papużkę. Zaczynam sobie przypominać, czemu Skajpa zarzuciłam. Bo tam grasują zboczeńcy. Poza tym węgierskim Olkiem nikt narodowości węgierskiej do mnie nie napisał:(

Kiepsko się czuję. Sprzątanie mi nie idzie. Chyba pójdę spać, bo spałam od 0:30 do 6:30. Dla mnie za mało.



12:52, annablack
Link

Ajć, jak strasznie trudno jest porozumieć się z człowiekiem, którego języka ni w ząb nie jarzysz. Zaczepił mnie na skajpie jakiś Hose (Jose, w sensie) i chciał pogadać. Napisałam mu, że ja po hiszpańsku nada, a on, żeby włączyć camara. No i próbowaliśmy zamienić ze dwa zdania, ale się nie udało, bo on tylko po swojemu, a ja, nawet jeśli coś zajarzyłam, to jak to powiedzieć w języku, którego nie znam? Pomachałam mu i się wyłączyłam.

A Mr. Węgier ma tłumek fanek. Komenty pod zdjęciami od wielorasowych pań, fanek nauki języków, of course: "Fajna kurtka", "Przyjedź do Rosji", "Na tym zdjęciu wyglądasz sexy" etc. Odpisałam na maila pana Węgra, nazwijmy go węgierski Olek, bo tak się w sumie nazywa, że no dobra, miło że chce ze mną czasem pogaworzyć, bo ja nic nie pamiętam ze studiów (ale ściemaaa). On odpisał, że zrozumiał co napisałam (jeszcze by nie, w końcu uczyły mnie Węgierki), że dobrze znam węgierski i że on naprawdę chętnie ze mną porozmawia, na to ja, że spoko, jeśli się nie boi, że nie zrozumie co dukam, to gadajmy od czasu do czasu.

Nie da się ukryć, mój entuzjazm był powalający. Jak zawsze, zresztą w takich sytuacjach. Musiał się kolo zdziwić. Czy się zdziwił nie wiem, myślę, że jutro się dowiem.

Idę spać wreszcie. Znów się zasiedziałam.

00:19, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.