KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 28 lutego 2010

Witam, tutaj ponownie Adam

Dziś Black wyjechała z La Mammą na test swych umiejętności do centrum handlowego. Po wszystkim (t.j. moim kinie z rodzinką i jej rechabie) spontanicznie się spotkaliśmy na mieście! Przy tej okazji też przechwyciłem komputer i się nim zajmę. Wracając do spotkania - pojechaliśmy na miodzio na Starówkę a następnie idąc sobie Rynkiem zostaliśmy zaczepieni przez Żywą Reklamę w Cylindrze byśmy zajrzeli do Irish Pub - że sponton rządzi to wpadliśmy i pochłonęliśmy, o zgrozo, nie piwo a szarlotę z lodami, bitą śmietaną i kawusią. Potem wracając do autobusu na spontonie wpadliśmy na Zygmuntówkę - parafrazując Misia nową warszawską tradycję. Nawet dobre to ciacho. Całokształt randki - bardzo fajnie, miło i przyjemnie ;)

Z własnych obserwacji (to dla was ciekawi CCSVI) stwierdzam, że Ania potrafi chodzić na dalsze odległości i łatwiej. Wyraźnie zauważam poprawę lewej nogi oraz koordynacji ruchowej. Dodatkowo wolniej się męczy. Dwa kciuki w górę dla Dr. Zamboniego i Simki! W/g mnie zabieg działa jak złoto. Jedyne ale - u jednych poprawa natychmiastowa, a u drugich trochę to trwa. Jednak zawsze widoczna.

PS.
Pozdrowienia od Anny Black! Odwyk działa dobrze - jest już radośniejsza i nie taka rozdrażniona. Detoks działa równie dobrze co udrożnienie żył ;)

sobota, 27 lutego 2010

Za kobietę na odwyku trzymamy kciuki!

Anonimowi internauci...

i h4keSzy ;)

Tutaj Adam - Black prosiła mnie abym napisał coś w jej imieniu.

Więc pisze - "coś"

Poza tym przekazuje pozdrowienia i taką oto wiadomość:
Jest to pierwszy raz od lat kiedy Anna Black nie ma w zasięgu swoich szponów cyfrowej maszyny do pisania. Jak większość z nas w podobnym przypadku czuje się co najmniej zagubiona. Po uporządkowaniu całego domu i przywitaniu rodzinki delikatnie mówiąc dość brutalnie przywitała ją rzeczywistość - GDZIE MÓJ LAPIK!

Od lipca 2008 komputer stanowił praktycznie jedyne źródło rzeczywistości innej od czterech ścian pokoju Anny. Teraz ten terminal świata zewnętrznego popsuł się. Do początku przyszłego tygodnia Black jest poza zasięgiem Skype, GG i maila. Więc panowie i panie odliczanie czas zacząć. Jest już doba od usunięcia paru bibliotek systemowych i serwisy komputerowe są zamknięte o tej porze. To dosyć bolesny proces odwykowy - trzymajmy kciuki!

Do następnej notki ;)
Adam

piątek, 26 lutego 2010
Skasowalam cos waznego w kompie. Niestety nie wiem co. Juz sie nie wlacza. Jak mi ktos zrobi format to kiedys wroce.
22:35, annablack
Link

Troszku się strułam czymś i w związku z tym do "Pierogarni" dziś się nie stawiłam. Przeprosiłam Grzesia i mam nadzieję, że uda nam się spotkać w innym terminie. Obgadaliśmy skajpowo kwestie fundacyjne. I zaczynamy działać. Super sprawą byłoby, gdyby udało się to zgrać z wydaniem książki.

A Pan Węgier zapłacil za tłumaczenie o transformatorach. Ihaaa:)

Fajny dzień w sumie.

 

12:57, annablack
Link
czwartek, 25 lutego 2010

Heh, proszę, proszę...pan Gwiazdor, który umyślił sobie, że jestem mu pisana, bo przecież wróżka tak powiedziała, znów się uaktywnił. To już osiem miesięcy, jak Pan się czai. I na zdrowie. Ja gwiazdorów unikam. Black się na sławę nie kupi. Zresztą, jaką sławę. Gdyby nie Emi, ja bym nawet nie wiedziała, że on jest ktoś popularny. (Ale musiał mieć Zonk jak mi się przedstawił, a ja nic:D ehehhehhhhhhhhhhhhhhhhhheeeeeeeeee).

Dobrego moi Mili!

 

 

22:08, annablack
Link Komentarze (1) »

Bluesuję sobie. Jutro widzę się z Grzesiem. Jupi!:) Jeszcze nie udało nam się normalnie spotkać (znaczy:w sytuacjach nieszpitalnych, hehe). Fajna odmiana.

Luzackiego wieczoru Wam!

20:58, annablack
Link Komentarze (1) »

Wróciliśmy z 20 minutowego spacerku z Dudkiem. Przeszliśmy przyzwoitym tempem kilometr. Nie łaziliśmy już więcej, bo Dudek zamoczył całe podwozie i musiałam go kąpać po powrocie. Pogoda ładna, słońce świeci, szłam w rozpiętym black płaszczu, dając po oczach moim swetrem róż ekstremalny (z Allegro za złotówkę, hehe, jak zobaczyłam tzw. oczojebność barwy z przeproszeniem, musiałam kupić. Jakby licytacja rozgorzała, to więcej niż zeta bym nie dała, ale dałam złotówkę i było to więcej niż ktokolwiek był gotów dać, ehehhe). Black = halogen blondzia w dżins mini i różowym sweterku. Pozory mylą, a ja lubię często sprawiać pozory:D.

Połaziłabym jeszcze, ale lewa nóżka się na mnie zezłościła troszku i zaczynała dogorywać. Mniej jednoznacznie, niż onegdaj, ale jednak. Nie wiem niestety, czy było to widoczne z zewnątrz, czy tylko ja to czułam, bo zauważyłam, że jestem w stanie odczuć takie niuanse-róznice w działaniu lewej i prawej nóżki, że często świat zewnętrzny tego nie widzi, a ja różnicę czuję.

Aha. Zapomniałam się pochwalić, że dostałam wczoraj przesyłkę tajemną z miasta, którego nie ma, ale jest za to Lądek Zdrój:D. Od Iwci dostałam fajne gifty z okazji braku okazji, na przykład chustkę na szyję, która ma takie coś fajne, że podzwania.

A ja lubię jak dzwonię. Dzięki, buziaki, Iwcia!

13:06, annablack
Link Komentarze (4) »

No i nie śpię. Organizm mi powiedział punkt piąta, po pięciu godzinach snu, że już się zregenerował. Fajne, co?

Mam do przygotowania pewien konspekt więc, póki spokojnie i ciemno, biorę się. Dzień dooobry!

05:31, annablack
Link Komentarze (1) »
środa, 24 lutego 2010

Ahoj. Ale fajny dzień. Długi i fajny. Najpierw zakupy dla pozostałych członków rodziny, bo my teraz sieroty;) słomiane, potem mega-super-hiper spotkanie z Kicią, na oczach której zeżarłam największe lody w życiu. Kicia uwieczniła mnie przed i po. Pewnie nie sądziła, że dam radę. Nie ma jednak takiej porcji lodów, której by Black nie wchłonęła. Howgh! Ale pogadałyyyyśmy...ech, zajebiście było.

A potem, żeby nie mieć pustych godzin spędzonych w wirtualnej rzeczywistości, tylko zająć się real lajfem, spotkałam się z Adamem. I, żeby nie robić za Galeriankę Kiciu, jednak nie w Galerii pewnej, a w bardzo uroczej kafejce. I byłam na ...grzańcu...[tak tak, Kiciu: "grzaniec tu, grzaniec tam...:D"] Między innymi na grzańcu, na kawie..na miłym towarzystwie damsko-innym:D. Słowem...tak, bawiłam się super. No i zainaugurowałam wiosnę przesiadając się z black puchówki na black płaszcz.

Aha, no i dostałam słodki bukiecik red czerwonych róż. Mniam.

Aha nr 2: Nie wyłączyłam kompa przed wyjściem i po powrocie migało mi 10 osób z wiadomościami. Sorry za wprowadzenie w błąd, to się nie powtórzy. Generalnie zamierzam w wirtualnej rzeczywistości bywać coraz rzadziej, bo mój stan na tyle fajnie już się poprawił, że - choć liczę na więcej - jest to stan wystarczający, by wrócić do życia w świecie realnym. Jak najaktywniejszego.

Mam zatem postanowienie, żeby: na blogach przebywać powiedzmy godzinę dziennie, na gadu-gadu / odpowiedzi na maile dwie godziny dziennie (będę wtedy widoczna na gadu). Pogoda robi się coraz fajniejsza, nie jest ślisko, więc szkoda nie używać życia. Tego prawdziwego.

Dobrego wieczoru moi Mili.

 

20:59, annablack
Link Komentarze (4) »

Cześć i czołem. Obudziliśmy się z Dudkiem równocześnie. Bo teraz sypiam w trójkącie. Zyziek, ja i Duduś. A to dlatego, że rodziców od soboty nie ma. Oni się dobrze bawią, my się dobrze bawimy, każdemu życzyć takiego czasu, bo jest fajnie. Tak..bezproblemowo. Klimat: przewróciło się? Niech leży.

Od wczoraj znów pomykam w krótkich kieckach, co by wiosnę zaczarować. Nie ma to tamto. Po wczorajszym, tak wiosennym dniu, Black nastawia się na wiosnę!

Dobrego dnia (szkoda, że nie ma słońca.)

09:03, annablack
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 lutego 2010

Mmmm...fantastyczny dzień. Słońce, ciepło i taaaakie kwiaty wręczone Black. Black lubi dostawać kwiaty. A im więcej i kolorowiej, tym bardziej.

A późnym popołudniem spotkałam się z Adamem i poszliśmy na grzańca do Paradoxu. I też było bardzo fajnie, choć inaczej.:D

A jak wracałam w rozpiętej kurtce, to tak bylo ciepło, wiosennie... Mmm...:)

Dobrego wieczoru!

Wiosna, wiosna. Ludzie się uśmiechają:).

21:21, annablack
Link

Jaki piękny poranek! Aaaaaaaaaaaaaaa! PO-RA-NEK. A ja nie śpię. Chce się żyć. Dobrego dnia Państwu.

07:31, annablack
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 22 lutego 2010

No wzięło mnie na Tymona...

 

Muszę powiedzieć Adamowi, żeby nauczył się tak wyć, hehheheh.

21:03, annablack
Link

A na wieczór Tymon & the Transistors :D

Enjoy!

 

20:49, annablack
Link Komentarze (1) »

Wiossna...byliśmy z Dudkiem na małym spacerku. Pół godzinki szybkim tempem. Duduś otrzymał małą prasowaną kostkę w prezencie. Też sobie coś kupię na cześć wiosny, a co! Jest takie fajne wiosenne powietrze. Przez krótkie chwile udawało mi się zapominać o tym, że idę, tylko po prostu iść. Jak najwięcej takich chwil!

14:00, annablack
Link Komentarze (1) »

Radośnie witam Was w samo południe. Wstałam o 10.30. Spałam 9,5 godziny. Wstałam trochę z wyrzutami sumienia, ale potem pomyślałam tak: w chwili obecnej mam nienormowany czas pracy, bo piszę i tłumaczę. Kto wie jak długo tak jeszcze będzie. Określam siebie jako rekonwalescentkę po zabiegu udrożnienia lewej żyły szyjnej. Daję czas swojemu organizmowi na pełne poprawienie swoich funkcji. Nie wiem, czy kiedyś będę funkcjonalnie w pełni zdrowa, ale z obserwacji tego, jak wychodzą mi codzienne ćwiczenia, jestem tego coraz bliższa. Muszę teraz ukochać swój organizm, żeby ładnie dochodził do siebie. Nie wydarzy się to szybko, w to nie wątpię, mój organizm do wszystkiego dochodzi powoli. O tym, że jestem w pełni niezależna dzięki Tysabri stwierdziłam po 10 dawce. Także - u mnie wszystko wymaga czasu, ale to co organizm sobie poprawi, to mu się utrzymuje na dobre. I o to chodzi:).

Pan Węgier, któremu tłumaczyłam transformatory napisał do mnie z pytaniem czy mam skype, żebyśmy mogli sobie pogawędzić. Hę? Podałam oczywiście nick, ale Pan Węgier Dyrektor się nie odezwał. Może jeszcze da znać. Swoją drogą: ciekawe o co chodzi.

Czujecie wiosnę? Ja bardzo, bardzo. Uchhh. Dobrego dnia!

12:15, annablack
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 lutego 2010

Piszę moją bajkę. I ten kawałek mi się załączył. Miałam cztery lata jak wyszedł. Pozdrowienia dla Człowieka, który mi go pokazał. Znamienny czas się potem zaczął.

 

Spokojnego wieczoru. Macie pozdrowienia od Dudka, właśnie wgramolił się obok.

22:24, annablack
Link Komentarze (4) »

Napisałam wczoraj/dzisiaj kawałeczek książki namber tu. Ta już będzie całkiem o czymś innym. Będzie o tym, na czym zupełnie się nie znam, czyli o miłości zapewne, hehhe. Swoją drogą, ja mam prześmiewczy ton zawsze, Emi twierdzi, że do kabaretu bym się zdała. No i dobrze. Żeby pracować w kabarecie trzeba mieć poczucie humoru. Czyli odbieram to jako komplement, hehe.

Zastanawiam się, czy umiałabym pisać lirycznie. No i chyba nie. Nie mój styl. Tak samo jak nigdy nie napisałabym wiersza. Chyba, że biały. Rymowanek nie czuję.

 

17:06, annablack
Link
sobota, 20 lutego 2010

Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie.

 

Piosnka owa nie jest piękna, ale zdecydowanie bezinteresownie mi się podoba, hehe. Co mi się jeszcze bezinteresownie podoba, a pięknym nie jest? Niepiękni faceci. Właściwie im bardziej z wyglądem bandyty, tym bardziej mi się podoba.

 

 

Kolejne osoby zgłaszają chęć zadziałania dla Black. Rosnę, moi Mili. Wzmacniacie mnie na każdym kroku. Dzięki!

23:48, annablack
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.