KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013

Sorry, nie chce mi się dziś pytlować, bardzo nie.

Nie dzwonię Ewcia, to nie jest ten dzień.

19:19, annablack
Link

Sylwio, masz skrzynkę przepełnioną, albo bana założyłaś na moje maile. Nie lubię zapluwać się sama do siebie, to jak napisałam maila wrzucę tu, dla potomności.

 

Sylwio, Sylwio...niby mnie czytasz, a chyba nie do końca. Nie biorę ŻADNYCH leków od kiedy jestem na diecie. Strach? Tu zonk, kulą w płot. Nie boję się, bo nie mam nic do stracenia. Kobieto, ja prawie nic nie robię sama. Samodzielność zero. Czego ja mam się bać? Że mnie z pracy zwolnią? Że mnie facet zostawi? To już naprawdę, nie ten etap, żeby się bać, że. Wszystko co mogłam, straciłam:D. A z niecierpliwością mam tak od lat, wielokrotnie, zresztą, wspominam o tym na blogu, także spoko, tego grzechu jestem boleśnie świadoma.
Pozdrawiam
Ania 

17:19, annablack
Link

Coś się ze mną kwasi. Gorzej jeszcze na rowerku, słabo się czuję. Może ta dieta nie jest dla mnie? Mam wrażenie, że lepiej się czułam, kiedy na leczniczej diecie nie byłam, ale zaparłam się i chociaż miesiąc chcę wytrzymać. Może dam radę trzy, żeby przekonać się jak z tym wszystkim jest. Niebranie leków, głównie antydepy mam na myśli, też nastroju mi nie poprawia, ale się trzymam jeszcze przepowiadając sobie, że moja choroba już drugiej świeżości jest, to i naprawa nie może być szybka. A może coś źle robię? Na pewno coś.

08:52, annablack
Link

Aaale wieje...i siąpi. Wstrętnie je, ale wczoraj dzień trwał 9h 1 min. Jest dobrze, coraz bliżej do wiosny. Ale jestem nierozciągnięta.Do palców nóg nie dosięgam. Aj aj. Za to też powinnam się wziąć, a nie tylko chodzić i chodzić. No i jeszcze jeździć na rowerku;). Tak, dziś zabawię się w dziecko dwóch pedałów. Wcale się nie śmieję, po prostu cenię komentarze Bohdana Tomaszewskiego. Komentatorem sportowym też trzeba umieć być;).

Udanego dnia.

07:10, annablack
Link
środa, 30 stycznia 2013

Cholercia. Trudne są te zasady diety dla chcącej nie schudnąć. Znów postępuję wbrew Budwig: jem wołowinę, cielęcinę dziś, a to wszystko to czerwone mięso.Budwig była przeciwna mięsu, a szczególnie czerwonemu.  "Najmniej tłuszczu (0–4%) dostarczają: mięso z piersi kurczaka lub indyka, cielęcina (sznyclówka, łopatka, udziec), polędwica lub pieczeń wołowa oraz konina." Zakładając, że konia nie będę jeść, poza indykiem pozostaje mi pierś kurczaka, łatwo dostępne, a obróbka termiczna? Gotowanie, albo pieczenie. Powiem Agnieszce, że ja nie mogę jeść mięsa, bo to niezgodne z Budwig. Choć Aga wybiera mi naprawdę mega chude mięso, to ja nie chcę się sprzeniewierzać zasadom diety. Może uznam, że te 1,5 tygodnia to był sparing przed wielkim bojem i od jutra zacznę znowu, z większym zacięciem?

Mama poradziła układ: 2 razy ryba, dwa razy bez mięsa, trzy razy mięcho.

Schudnąć nie chcę, szczególnie, że powoli zaczyna mi się podobać to co widzę w lustrze; mama przypomniała, że niektórzy esemowcy tak mają, że chudną na potęgę, choroba im tak robi. Nie chcę wyglądać na chorą, bo chudą, dlatego też bezmięśnie tylko dwa razy w tyglu.

 

21:10, annablack
Link

Ciężki dzień. Ale na własną prośbę. Musiałam odwołać rehab. Zdycham i wydaliłam już chyba nawet flaki. Taaa, jak się zjadło pół paczki fig i prawie paczkę orzechów, to się ma. To przykład na czym polega u mnie nauka. Zawsze na bolesnych błędach. Tylko wtedy jest skutecznie.

Czyli dzisiaj zdycham. Mam nadzieję, że u Was lepiej.



16:58, annablack
Link
wtorek, 29 stycznia 2013

Kiszka – zawaliłam dzień dietowo, bo między posiłkami wchłonęłam pół paczki fig i paczkę orzechów brazylijskich. Choć i jedno i drugie dozwolone, to nie w takich ilościach, zapewne. Przecież dr Budwig była biochemiczką, na pewno wszystko skwapliwie wyliczyła w jakich ilościach można zjeść, żeby nie zaburzać proporcji omega-3 do omega-6. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy tak sobie pofolgowałam. Okres, no dobra, ale jak nie można, to nie można i już. Dwa, trzy orzechy – spoko, ale nie pięćdziesiąt trzy. Co z tego, że prawie od miesiąca nie jadłam rzeczy wynikających z rozpasania („bo chcę i już!”), to nie usprawiedliwia. Rowerkowo dzień mnie ucieszył, ale jak widać jeśli chodzi o żywienie trochę poszalałam. Trudno, co robić, przyznaję się do słabości. No i poprawię się. W sumie nie zjadłam nic zakazanego, tylko z ilością poszalałam. Jutro rehab nr XVII.

 



21:03, annablack
Link

Coś pomerdałam z komputerem pokładowym rowerka? Bo mi pisze, że spaliłam 968 kcal w 10 minut. I ze przejechałam 2,7 km :D. Zakładam, że to wcześniejsze, ten wynik ile przejechałam, to też skucha taka sama jak z tymi kaloriami. Przecie ile czasu ja nie pedeliłam. Ja nie mam siły na nogach się utrzymać, a co dopiero pedałować. Dla mnie istotne jest to, że w sumie 30 minut pedałowałam. Chodzi mi o zwiększenie wydolności organizmu po tak długim bezruchu,

A jest co zwiększać, bo wydolność mam pewnie na poziomie zero. Chociaż... jak sobie przypomnę jak było przedtem, to rosnę w siłę.

Przu ostatnim pedałowaniu, prawa ręka, trzymająca kierownicę zaczęła mi się trząść. Kierownicę trzymała, ale przechodziły przez nią jakieś "spazmy". Jem sama. Łyżką stołową i to też z problemami, ale daję radę sama. Suche, bo płynu na łyżce bym do ust nie doniosła. Jeszcze.

15:41, annablack
Link

Kolejne 10 minut. 5,7 km, 66 kcal. Żadnego dośrodkowywania, czyli uderzania kolanami w uchwyt na bidon. Po prostu nie patrzyłam na wyświetlacz, kontrolując czas „ile jeszcze”, tylko zamyśliłam się o tym, jak jadę we wrześniu do Budapesztu, pół roku diety za mną, więc jestem mobilna i nie trzęsąca, wyciągam analogową Yashicę z szafy (po tatusiu mam:) - przesiadł się na cyfrowe zabawki, i snuję się z buta, z aparatem w dłoni po mieście – jak wtedy, kiedy byłam piękna i młoda 10 lat temu. Teraz już tylko piękna;D (i mądra jeszcze).



10:52, annablack
Link

Przejechałam 2,8 km w 10 minut. Spaliłam 33 kcal - wyczytałam w komputerze pokładowym. Kolanka po siódmej minucie dośrodkowanie, waląc w pojemnik na bidon. Cienizna, panie Dzieju. Ale będzie lepiej.

08:57, annablack
Link

Dzieńdoberek. Świat jest piękny = 51,700 ważę. Jeszcze ze dwa kilosy i nie będę musiała jeść w ilościach „do wyrzygu”. Hurra, hurra. Agniesza pyta kiedy napiszę drugą część Zwidoku. Przeczytała swój egzemplarz i ma niedosyt. Może dziś popiszę, bo poza pedaleniem ile wlezie, planów nie mam.

Wczoraj wypiłam 2,5 litra. Budwig sugeruje 2,5 – 3 dziennie, ale la mamma powiedziała, że już „się przepłukałam” przez ostatni tydzień i nie jest zdrowo tyle pić, bo mi się wypłucze wszystko (powiedziała mądrzej, ale ja tak zrozumiałam), żeby pozostać przy 2 litrach dziennie. No to pozostaję.

OK, czas się ubrać i skoczyć na rowerek.



07:57, annablack
Link
poniedziałek, 28 stycznia 2013

Buro, oj jak buro!

Zjadłam na obiad soczewicę z łososiem wędzonym (prawdziwą rybką) i pastą. Mniam. Rehab odbyty. Bez ekscesów. Mam żel pod prysznic Bio culture od Ives Rocher z olejkiem arganowym, dobrze, bo aloesowy mi się zaraz kończy.

Monia, książkę Oleofarmu z przepisami na dania z olejem lnianym mam, co prawda dopatrzyłam się tam niezgodności z tym, co mówiła Budwig, ale mam. Z tym, że tam większość przepisów jest dla zdrowych.

Oj, uśpiona jestem. Pewnie przez tę pogodę. Kimnę na godzinkę i sok ananasowy z siemieniem chlupnę...



16:32, annablack
Link

Aloha. Nie dawało mi to spokoju, więc musiałam sprawdzić u źródła:

 

W opinii wielu konsumentów funkcjonuje pogląd, że mięso drobiowe jest szkodliwe dla zdrowia człowieka, ponieważ zawiera w swoim składzie hormony i antybiotyki, które są podawane zwierzętom przed ubojem w celu przyspieszenia ich wzrostu i zapobieganiu  chorobom. Takie przekonanie nie ma nic wspólnego z prawdą, bowiem od 2004 roku obowiązuje w naszym kraju zakaz dodawania do pasz mączek zwierzęcych, a od 2006 roku – antybiotyków wykorzystywanych jako stymulatory wzrostu. „

 

http://rme.cbr.net.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=345:fakty-i-mity-o-misie-drobiowym&catid=146:rolnictwo-w-uni-europejskiej&Itemid=91

 

Nie kupujemy ze złego źródła, za czasów Budwig było niebezpieczniej.

 

Przeczytałam wczoraj, że Budwig uważała, że w ciągu 90 dni bycia na tej leczniczej diecie, pacjenci odczują zmianę na plus w swojej jednostce chorobowej. Może to być dopiero po 3 miesiącach, ale może dużo wcześniej. Wszystko zależy w jakim stopniu przestrzega się diety. Po 3 miesiącach jakaś poprawa, po 5 latach wyleczenie z raka. O chorobach przewlekłych nie pisze, bo koncentracja była na raku. Chociaż esemowców też badała. Przedstawiciele medycyny akademickiej, której największymi wyznawcami są studenci medycyny, śmieją się z tego, ale Janek stwierdził: jak zdrowa dieta, to jedz. Mhm, ale to cała terapia Budwig, w której dieta to tylko ułamek. Wypełniam, wydaje mi się na stówę, bo to moje leczenie i bardzo się w to wczuwam. Cały zestaw czynności: dieta, rehab, medytacja, szpikowanie się pozytywnymi bodźcami, emocjami, a unikanie tych złych.

Przepraszam, nie mogę z Tobą rozmawiać. Lekarz mi zabronił kontaktów z negatywnie myślącymi ludźmi, albo z żywiącymi do mnie negatywne emocje. Szczególnie przez najbliższe trzy miechy.” - nie chcę otaczać się negatywnymi emocjami. Do niczego mi to nie potrzebne. Był czas, kiedy wydawało mi się, że wszystkich "uzdrowię", naprawię moimi pozytywnymi myślami. Bez szans. Uzmysłowiłam sobie, że bez chęci z drugiej strony nic nie uda się zmienić. Magik to tylko w Paktofonice;). A jak ktoś nie chce zmieniać się w dobrą mańkę, niech się dusi tymi swoimi negatywnymi myślami i ocenami

Udanego tygodnia życzę!



08:05, annablack
Link
niedziela, 27 stycznia 2013

Słaby dzień. Słabo zaczął się drugi tydzień diety. Nie bardzo wiem, co wymyślać do jedzenia na posiłek zasadniczy typu obiad. Dochodzi do tego, że wyguglowuję sobie w necie hasło typu „przepisy wegetariańskie”, patrzę na podobający mi się przepis i knuję jakby trzeba było zmienić owy, aby był zgodny ze sposobem żywienia właściwym dla diety chorych u Budwig. A potem, jak w myślach wprowadzę te zmiany, zastanawiam się  czy to by było zjadliwe.

Bardzo leniący się weekend, a lenistwo nie jest dobre dla psyche, więc cieszę się, że jutro poniedziałek. I XVI rehab.

Dziwna ta moja dieta. Bardzo „pro-tyjąca”. Jem dużo i tylko trzy razy dziennie. Chyba kiedyś umieszczę tu zdjęcie poglądowe przedstawiające wielkość mojej typowej, od kiedy jestem na diecie, porcji obiadowej. Chyba jednorazowo zjadam więcej niż, mierzący 188 cm, padre.   Może dzięki temu nie chudnę na diecie odchudzającej. Jan przyznał, że lepiej na twarzy wyglądam. Pamięta jaka byłam z tymi oczodołami „na wierzchu”:).



21:09, annablack
Link

Hej. O kurde, ale można sobie zrobić kuku jedząc tylko pastę dr Budwig, stosując przy tym zwykłą dietę. Zwiększamy ilość omega-6, a z omega-3 nic nie ma, rak sobie dalej rośnie itd. Przerażające jak można sobie dokopać nie mając odpowiednich wiadomości. Chorzy muszą w 100% wypełniać założenia diety Budwig i trybu życia Budwig. Wtedy to ma sens. Jesteśmy z mamą bardzo „wczute” w temat, widzimy w tym sens, ale tylko przy całościowym wejściu w to, tak jak pisze Budwig.

Dziś 24 urodziny Janka. Przychodzą z Kasią na obiad. Ja oczywiście nie jem tego co oni i tortu też nie zjem. Nasz malutki Jasio to stary facet już, chlip chlip. Janek się starzeje, tylko ja wiecznie młoda:D.



11:57, annablack
Link
sobota, 26 stycznia 2013

Orzechy włoskie i orzechy brazylijskie bio. Budwig wybierała właśnie te jako szczególnie korzystne. No i dobra. Idziemy w bio-żarcie. Zobaczę co to warte. Osłabiona przedokresowo nie ćwiczę dziś, nie sprzątam dziś, muszę dłużej tę pastę pojeść, co by mi się trochę omegi 3 przyswoiło. Durna pała jestem, łykałam ten len w kapsułkach w dużej ilości i mi się wydawało co to nie ja, mundra taka. Dopiero Budwig mi wyjaśniła, że łykanie kapsułek z omegą-3 samych to pic na wodę – chodzi o to, żeby stworzyła się emulsja z oleju z białkiem, bo dopiero wtedy omega-3 jest w pełni przyswajalna. Ale - człowiek całe życie się uczy i już będę wiedziała.

A w ogóle czuję się jak trendsetterka. Producent oleju, który piję postanowił zrobić to, na co czekam od dawna, bo była nisza, co tu kryć – stworzył polską stronę o diecie Budwig. Na razie niewiele tam jest, a wiedzę, którą się posiłkuje czerpie z książki, którą ja kupiłam na ebayu „The oil-protein diet cookbook” autorstwa J.B. Ale zainteresowanych zapraszam. Myślę, że jak się postara, coś bardzo fajnego z tego wyjdzie: www.budwigdieta.pl.



20:57, annablack
Link

Szlag by toooooooo! Cholera! Nie bądzcie tacy jak ja. Zbyt dumni. "Nie będę się prosić, żeby mnie nakarmili. O w życiu." No i zjadłam tą kolacyjną kupę - 250g rozgotowanej czerwonej soczewicy. Dałam radę z małej salaterki stołową łyżką. Tak było ładnie, to musiałam coś spierdolić, jak zwykle. Odkładałam salaterkę do brudów w zlewie. Prawą rąsią. Upuściłam, miseczka rozprysnęła się w zderzeniu z kuchenną terakotą. Maks, który był ze mną w kuchni, tak się przestraszył, że uciekł do pokoju. Nie mogę, nie dorosłam do proszenia się o wszystko.

18:59, annablack
Link

Na obiad rozgotowana czerwona soczewica z marchewką/kalafiorem/brokułami z mrożonki z ugotowanym kawałkiem piersi z indyka, wszystko z resztą dzisiejszej pasty.

Niedobre to było, ale od kiedy jestem częściowo wege, tak już będzie zawsze. Familia jadła kotlety mielone.

Na opakowaniu soczewicy było, żeby gotować ok. 30 minut. Po piętnastu zaczynała się rozgotowywać, ale ponieważ nikt u nas nigdy nie jadł soczewicy, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać.

Miseczkę żółtej kupy mam jeszcze na kolację. Nie wiem czemu to żółte coś nazywa się soczewicą czerwoną, ale wiem, że amatorką się nie stanę.

Przeczytałam, że jeśli organizm potrzebuje, to na diecie Budwig tyje. I tak jest w moim przypadku. Nieźle musiałam być wyniszczona.

Kupiłam wczoraj na Allegrze bio cieciorkę i suszone figi. Bardzo lubię figi, a umknęło mi, że Budwig zalecała też suszone owoce, oprócz zwykłych.

Dziś mija siódmy dzień pierwszego tygodnia życia w myśl J.Budwig, Co czuję? Nic specjalnego. Jestem trochę silniejsza, ale bez przesady. Lepiej śpię, choć ja zawsze dobrze śpię. Jest mi lekko, bo zielenina to nie to co mięcho, którego nigdy nie byłam amatorką, więc daję radę. Jem w niedużej ilości indyka, albo wołowe, ale robię to na żądanie lekarskie mamy. Jak się odbiję do 54 kilo, to będę mogła na samych roślinkach (choć to niezgodne z moją filozofią, bo uważam, że czasem chociaż trochę mięsa trzeba zjeść.)

Miałam kryzys, bo nie lubię jak coś mam, po długim czasie, ukształtowane na stan ducha „w porządku” pod tytułem: „tego już nie ma, po co zawracać sobie gitarę”, a nagle to coś o sobie przypomina nic nie wnoszącym zagajeniem. Ja nie jestem z kamienia i jeśli można być bez empatii, to ja też mogę.



15:47, annablack
Link
piątek, 25 stycznia 2013

Zuźka, jeszcze się nie boję bez mejkapu. To nie te lata JESZCZE.

Więcej wyzwań pod hasłem "a ciekawe, czy się odważy" nie podejmuję.

Co wygrałam?

 

22:40, annablack
Link

Ach ten Waglewski. On zawsze nazwie muzyką to co dziś czuję. A dziś czuję to:

16:03, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.