KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
wtorek, 31 stycznia 2012

Jeszcze coś, bo zapomniałam. Spojrzałam siedząc z lapsem na kolanach i zobaczyłam. Ktoś się poprawił "na twarzy". Rośnie chłopak na potęgę. Wciąż się do różowej barwy kwiatków nie przyznaje, ale jakbym była facetem, to też bym się wstydziła w różu chodzić. Oto pan Hiacynt - wieczorową porą.

Tyle razy próbowałam ustabilizować rękę, żeby się nie trzęsła, a tu nic z tego. To ujęcie było najmniej roztrzęsione.  Na pierwszym planie złoty smok wodny. Mamy rok smoka i dostałam dziś na powodzenie w tym roku. Nie ustaliłam powodzenie czego, ale rozumiem, że chodziło o powodzenie ogólne. No, zobaczymy so czego jesteś zdolny, smoczuś:).

23:18, annablack
Link Komentarze (3) »

Dobra, wielki nos to charakter. Tak sobie tłumaczę. Jest jeszcze dłuższy, jak pyszczydło mi przez ubytek kilosów trochę się wciągło. Kości policzkowe wylazły bardziej, a oczka jakieś takie nieproporcjonalne do pyska. Szczególnie, jak dokonam wytrzeszczu. Mała Mi z wielkim nosem i wytrzeszczem. No i nie taka mała. Na długość jestem proporcjonalna do nosa. 

Ale o czym ja chciałam? A. Że mam kryzys wiary w zdolności adaptacyjne mojego móżdżku. Który akurat - odwrotnie niż nos, jest malutki. Ja wiem, mały może więcej - tak mówią. A czy mały może też trochę szybciej? Bo ja wypruwam z siebie flaki, a on coś taki oporny bardziej... Móżdżek, rimemba, kochaniutki. Nie znasz dnia, ani godziny. Jeszcze mi ulegniesz. Polubimy się tak bardzo, że nie będziesz mnie odstępował na krok. Chód jak strzała, po schodach - co najmniej szybki marsz, a reszta... resszta jest milczeniem, móżdżek!

22:23, annablack
Link

Drogie początkujące  hungariszty. Piosenkę macie rockowego zespołu węgierskiego, który w latach osiemdziesiątych zdaje się zaczął. Do początkujących dobre, bo słowa nieliczne i w dodatku napisane.

21:51, annablack
Link Komentarze (5) »

Chciałam pogadać z Dorotką. Znaczy - wmawiałam sobie, że chcę, bo Dorotka ma to dobre, że bardzo dużo mówi, więc ja odzywać się nie muszę. Byłam gotowa i czekałam...

Czekałam...a jej nie było.  Żeby się czymś zająć zaczęłam wybierać brand new awatary do skajpa. Chciałam ufoludka. Że niby ma lepsze włosy niż ja (jeśli jest nagłownie okryty włosiem). Sprawdziłam, no i fakt, ma lepsze. Takich kudłów nie miałam nawet w czasach, kiedy jako młoda gniewna wyrabiałam swój pierwszy dowód, lat temu ze sto i z dziesięć kilo na plusie. I bez. Całkowicie bez.

Oj dobra, bo mam doła.

20:44, annablack
Link Komentarze (7) »

Są takie dni jak ten. Są dni, kiedy deprecjonuję wszystko, co mi się udaje. I dziś, dla odmiany, jest taki dzień. Coś jest dobre, ale nie bardzo dobre, czyli jest do niczego. I ani miły, nieoczekiwany, mail od Adama, ani też kolejny wzrost hiacyncika nie poprawiły stanu emocjonalnego. Mieliśmy zrobić wreszcie te dowody. I co? Nawet umalowałam rzęsy na okoliczność. Że zimno i że nie dziś. Skwapliwie się zgodziłam. To co, robimy na wiosnę? Ja tam mam paszport, dla mnie w porządku.

18:43, annablack
Link Komentarze (2) »

Czecze. No dobra, jest zimno. Ale to słońce przez całe dnie sprawia, że aż chce się chcieć. Hiacyncik na oko urósł przez noc ze dwa centymetry. Wciąż się nie otworzył, ale czekam grzecznie. Dobrego Wam na dziś też.

08:01, annablack
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Mówiłam, że mam o czym myśleć i co robić?

To ja i moje ulubione zajęcie.

Codziennie robię trzy razy.

22:29, annablack
Link Komentarze (9) »

Po czterech dniach Dorka kazała plastry zdjąć (te, co się same nie odkleiły, hehe). Przyjęłam to z radością, entuzjastycznie wskakując pod prysznic. Czy coś mi lepiej? Chyba. Ale nie umiem powiedzieć na pewno. Zgadałam się z Małgosią, że chcę znów ćwiczyć po 60 minut, bo daję radę, takam mocna.

Co do mojej doby bez esemu: nie bolało. Mało tego, sprawiło mi to przyjemność, jakby problem mnie nie dotyczył. Na rehabie nie zastanawiałam się z jakich powodów tam trafiłam te kilka miesięcy temu. Spróbowałam wykasować przeszłość. Nie ma złej przeszłości. Jest teraz. Z tego też względu ćwiczyłam pełnym gazem. Nie miałam w pamięci, że mi jest cokolwiek, zatem prawie nic mnie nie ograniczało.

No dobra, ślepa nie jestem: TERAZ tak chodzę. Ale to stan przejściowy. Jak grypa.

Ciągnęło mnie chwilę, żeby wbić na blogi, nazwijmy to - tematyczne, ale powstrzymałam się. Alert google nt. pewnego stanu zdrowotnego powiadomił mnie kilka razy, że coś się w sieci pojawiło, ale nie otworzyłam tych wiadomości. 

Na razie mi się podoba. Nie czuję braku. Mam co robić i o czym myśleć poza.

22:17, annablack
Link Komentarze (3) »

Kasia mnie o to poprosiła. Zna tą dziewczynkę. Więcej o Niej TU. (Doceńcie moją pracowitość - wstawiłam link, żebyście nie musieli przepisywać adresu z banerka ręcznie.)

Ja zadrżałam, jak przeczytałam.

20:46, annablack
Link

Słucham Mozarta dla dzieci ("Mozart for Babies - Bedtime"). Pomyślałam, skoro dzieci robią się od tego mądrzejsze, to może i mnie rozwinie:). A przede wszystkim, staram się zrozumieć muzykę poważną. Dla rockowej duszy to trudna rzecz, ale może się uda. 

18:29, annablack
Link Komentarze (7) »

No, no. 

Rehab wykazał, że jest we mnie moc. Do przodu. 

Okulista natomiast  wykazał, że ostrość wzroku lepsza, niż dwa tygodnie temu (w prawym nie mogę odczytać tylko ostatniego rzędu, lewym też odczytuję więcej), pole widzenia poprawione.

A to mój przyjaciel przed chwilą ustrzelony. Tak chętnie wypija  wodę ze spodeczka, w dodatku cieszy się z odrobiny słońca. Jeszcze nie widać, że Hiacynt marki Tesco jest różowy, ale jak będzie dalej tak pił jak pije, to niedługo pokaże kolor.

15:50, annablack
Link Komentarze (9) »

Moi drodzy. Wy rozumiecie co ja do Was piszę na tym blogu? Bo dostałam odpowiedź z Wydawnictwa, gdzie pani mnie pyta, czy powinno być "Pomni słów mamy" (jak jest w tekście), czy może "pomimo"...

Ech. O tempora, o mores, że tak polecę łaciną, której przecież nie znam.

Pomny «mający coś na względzie, pamiętający o czymś»...

I spytano mnie też, czy słowo, którego użyłam w tekście to faktycznie "duplomacja". No, od dupy, to jak ma być? 

"Czasami używa Pani  specyficznych innych słów, dlatego wolałam spytać." - Ja naprawdę używam innych? To przez tych prześmiewców - moją rodzinę. My tak po prostu mówimy, dla śmiechu...

Przepraszam, ja tak mówię po prostu. 

Ale jako Noblistka, na międzynarodowym kongresie będę umiała się poprawnie wypowiedzieć, promise.;)

 
09:37, annablack
Link Komentarze (7) »

Czeeść. Zaczyna rosnąć! Mój hiacynt marki Tesco. Mama kupiła każdej z bab w domu cebulkę Hiacynta za 3,50 zł:). Babcia ma białego, mama fioletowego, ja różowego. I hodujemy. Z tego też względu musiałam "rozrzedzić" nieco moje żaluzje. Siedzę jak w dziupli, a bez słońca nie ma szans na szybki kwiatowy rozwój. Pokój mam najciemniejszy z bab, więc wysilam się, żeby kwiatkowi było dobrze. O właśnie, trza podlać. Dobrego tygodnia.  

08:23, annablack
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 stycznia 2012

Genialny ten artykuł. Sekret zdrowia. Idąc tym tropem, powinnam przestać czytać blogi innych esemowców i ani słowem nie pisać, mówić o chorobie. Prawdę mówiąc, nie znam żadnego blogera z esemem, któremu to się udało. Skoro wiem, że ktoś ma sm, to znaczy, że nie robi tak, jak radzą w artykule, bo musiał napisać, że jest chory.

Te wszystkie rady to jakbym z Monią gadała. Ile razy Ona już prostowała mi aż zwoje mózgowe przekonując mnie jak działać.

A może spróbuję tak? Ciekawe czy uda się dobę...:)

21:08, annablack
Link Komentarze (9) »

Czuję się jakoś niepewnie. Jakaś przestraszona, czy co?

No i ta wczorajsza, tak popularna u mnie, hehe, migrena. Zmiany są dobre, ale najpierw trzeba się do nich przyzwyczaić. I ja siarczysty mróz też lubię, prawie tak jak obleśny upał. Najpierw jednak muszę się do owej zmiany przystosować. I dziś na ten przykład czułam się dobrze. Poprałam trochę ręcznie - rehabilitacyjnie, trochę zaczęłam sprzątać, umyłam głowę pochylona nad brodzikiem kabiny, na stojąco i nóżki dały radę. I kolanka też ten "zwis" wytrzymały. I jak chodziłam po domu "bez trzymanki" też było OK. Nawet kubek kawy przyniosłam sobie z kuchni. Ale już jak w trakcie "wstępnego" sprzątania zeszłam po schodach ze śmieciami do segregacji (jakieś tam plastiki i kartony), oczywiście nie trzymałam się ściany, bo po co? Ale mnie zawiało. Od ściany do ściany, potem prawie wpadłam do miski z wodą Maksa. Ale gleby nie było. Zatrzymałam się na ścianie. Dobre i to.

17:23, annablack
Link

Chciałabym wywalić z połowę moich różniastych rzeczy. Jakieś papiury, jakieś pudła. Duszę się w tym. Jakieś pamiątki po czymś, n pmiętaniu czego mi nie zależy. Jutro jak wrócę po okuliście to zbiorę się w sobie i wysiudam co się da, żeby dać przestrzeń nowym zdarzeniom...

14:41, annablack
Link Komentarze (3) »

Ajajaj. Cześć. Oczekując na zwolnienie łazienki (wchodzę ostatnia, bo oni jadą do Decathlonu) wbiłam na blog. Mama przekazała pierwsze wrażenia z mojej książki do fragmentu, do którego już doczytała. Zauważyła moment, w którym literacko zaczynam płynąć. I zgadzam się z nią. Pierwsza zwykła, a nie misyjna;) książka to nauka, wyrabianie się. Przy kolejnej będzie całkiem OK.

Plastry na mej szlachetnej skórze trzymać się nie chcą. Na nodze jest jeszcze w porządku, z pleców kawałek musiałam odkleić, bo niezbyt się trzymał. Na skośnych brzucha też już trochę chciałby "odejść", no ale jeszcze jest, więc niech będzie. Podobno im dłużej ten plaster jest, tym lepiej działa. Na razie nic specjalnego INNEGO nie czuję.

Dobrej niedzieli.

09:51, annablack
Link Komentarze (4) »

No dobra, to ja się już wyspałam, a Wy? Wiem, wiem, mnie młodość napędza;).

03:00, annablack
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 stycznia 2012

W każdym zachowaniu kryje się jakaś dobra intencja. Każde zachowanie, nawet to najbardziej raniące, krzywdzące czy bezmyślne, ma u swego źródła pozytywny cel. Krzyk, aby zostać zauważonym. Bicie, by odeprzeć niebezpieczeństwo. Ukrywanie się, by poczuć się bezpiecznie. Zamiast usprawiedliwiać lub potępiać takie czyny, możemy je oddzielić od pozytywnych intencji danej osoby, aby można było znaleźć nowe, lepsze i bardziej konstruktywne sposoby na uzyskanie tego samego rezultatu.

20:46, annablack
Link Komentarze (3) »

Ci, którzy nas najbardziej irytują weszli w nasze życie po to, aby nauczyć nas tego, czego najbardziej potrzebujemy nauczyć się o sobie samym.

 

Dlatego trzymam klasę, starając się zrozumieć. Uparcie i wciąż. A...krew nie woda, nawet u mnie.

19:21, annablack
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.