KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
niedziela, 30 stycznia 2011

Ech. Czuję się niezbyt. Cały dzień leżę. Kaszlę, smarczę, boli mnie głowa i mam gorączkę. Zastanawiałam się, czy opłaca mi się tu być, w końcu najbliższy tydzień tak czy siak stracę. Ale, jeśli tylko temperatura będzie poniżej 38 to mam prikaz chodzić na zabiegi. No dobra, choć siłowych zajęć sobie nie wyobrażam. Składam się jak scyzoryk. I jeszcze ten okres. Wszystko naraz. Ale cztery zabiegi mam.

17:28, annablack
Link Komentarze (5) »
sobota, 29 stycznia 2011
Byłam u doktora. Skasował mi krio z ćwiczeniami po krio, basen, kąpiel z przyszłego tygodnia i przesunął to wszystko na ostatni tydzień, kiedy to będę mieć dzień w dzień po 9 zabiegów. Ale to dobrze. Wtedy już będę zaadaptowana do takiego trybu życia. Zaraz po obiedzie poszłam na pizzę 250g i zjadłam ją bez problemu, co tylko daje do myślenia o ilości dziennego jedzenia w stosunku do tak intensywnych ćwiczeń. Podobno całodzienna dieta ma 2900kcal, ale jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Nadaję z karty z wyra, bo zaraz idę spać. Trochę charczę.
22:40, annablack
Link Komentarze (5) »
Byłam u doktora. Skasował mi krio z ćwiczeniami po krio, basen, kąpiel z przyszłego tygodnia i przesunął to wszystko na ostatni tydzień, kiedy to będę mieć dzień w dzień po 9 zabiegów. Ale to dobrze. Wtedy już będę zaadaptowana do takiego trybu życia. Zaraz po obiedzie poszłam na pizzę 250g i zjadłam ją bez problemu, co tylko daje do myślenia o ilości dziennego jedzenia w stosunku do tak intensywnych ćwiczeń. Podobno całodzienna dieta ma 2900kcal, ale jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Nadaję z karty z wyra, bo zaraz idę spać. Trochę charczę.
22:37, annablack
Link

Jestem przeziębiona. Nie przyszło mi do głowy, żeby nie iść na zabiegi, szczególnie na siłownię, no to się spociłam. Nie czuję, żeby to coś pogorszyło, bo gardło cały czas po prostu czuję, że je mam, siąkam nosem, ale to żaden prawdziwy katar, no i kaszlę trochę. Dobrze , że jutro nie mam żadnych zabiegów, chociaż tyle odpocznę przed poniedziałkiem. W przyszłym tygodniu basen i solankę muszę odpuścić ze względu na wzgląd, a jeśli nie wykuruję się szybko, to trzy kriokomory też. No to zmiennocieplne i ćwiczenia siłowniane też? To co ja będę mieć przez cały tydzień? Chyba nic. Dlatego spróbuję pójść na wszystko i zobaczę, co będzie dalej.

Dziś kąpiele zmiennocieplne miały dolną skrajną temperaturę obniżoną o jeden stopień, czyli rozrzut temperaturowy zaczynał się od 9,5 stopnia. Wrażenia? Dziś już mniej mi nogi wierzgały potraktowane tymi skrajnymi bodźcami, no i krócej to trwało. Czasem tylko odruch Babińskiego mi się silniej załączał.

Oj nie będzie dobrze ćwiczyć, jak nie ozdrowieję... A chcę ćwiczyć. No i będę. Mam tylko nadzieję, że te dwie minutki (na trzy się jeszcze nie odważę) w kriokomorze mnie nie rozwalą. W sumie maskę się zakłada i oddycha się płytko. No i czapkę też mam. I chodaki. I cienkie rękawiczki.

Oj będzie co ma być.

A ja myślałam, że w sanatoriach w dzisiejszych czasach to cieplutko jest w zimie. A tu taki zonk. No trudno. Moja wina. Czasem lepiej nie myśleć za dużo.

Dziś na obiad były ozorki. Jak dobrze, że ja mam dietę lekkostrawną i tam była delikatna gotowana szyneczka. Dziś o 16 pojdę na pizzę do kawiarni. Muszę się wzmacniać. Aoha- rzekła zachrypniętym głosem Black.

14:44, annablack
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 stycznia 2011
Podziękowałam za udział w imprezowaniu - nasiadówie u sąsiadów. Coś mnie bierze, więc wzięłam to, co miałam: rutinoscorbin i ibuprom i zaraz położę się do wyra.
Może jak odeśpię zmęczenie, to jutro będę jak nowa.
Btw: kiedy usłyszałam, że laski ze stolika schudły po kilogramie każda w ciągu tych czterech ćwiczebnych dni, zadrżałam i po powrocie do pokoju wchłonęłam drugiego Snickersa. Ja nie mogę już chudnąć.
Nadaję z karty orange free w pokoju, bo chcę już tylko iść spać...
Jutro zabiegi od dziewiątej dziesięć.
20:06, annablack
Link Komentarze (1) »
Wszyscy wokół zaczynają siąkać nosem, zdaje się, że i mnie katar dopadnie, a wtedy to już nie wiem jak będzie z krio i innymi zimnymi rzeczami. Osłabiona jestem przez okresem, więc, choć łykam rutinoscorbin mogę się nie uchować.

Boże, jak mi się chce spać... Zobaczyłam dziś, że można w kawiarni kupić taką małą pizzę. Kawiarnia ta na górze czynna tylko w dni powszednie, no ale w tygodniu będę się tym uzupełniać. Musowo.


18:00, annablack
Link Komentarze (1) »

Na basen zaczynający się o 7.05 warto pójść o 6:30- usiąść pod drzwiami i tam kimać do czasu rozpoczęcia zajęć. W przeciwnym razie po usłyszeniu budzika można go szybko wyłączyć z niecenzuralnym okrzykiem na ustach i wrócić do spania. Dziś właśnie od 6.30 spałam odziana w kostium i szlafrok, na krześle pod wejściem na basen. Dlatego też w ogóle przyszłam.


Na basenie zauważyłam, że woda mnie już nie przewraca, trzymam pion, jestem stabilniejsza. Ćwiczenia prowadził taki fajny chłopak – bardzo profesjonalnie.


Dziś miałam bloczki/podwieszki na nogi. Pierwszy raz. A to stąd, że mój fizjoterapeuta chce, żebym (skoro mam indywidualne co drugi dzień), w pozostałe dni przychodziła po siłowni na podwieszko-bloczki ( To też męczy konkretnie.). Tak z sympatii chyba. Tak samo z sympatii podejrzewam pan masażysta rozmasował mi dziś poza kręgosłupem bolący mięsień.


W kawiarni numer dwa wypiłam pyszne capuccino z nowo poznaną Janiną, chorą na sm od 25 lat i chodzącą z chodzikiem. Równocześnie dowiedziałam się, że bardzo fajna pani też ma esem. Na pytanie ile lat, odparła: bardzo dużo. Chodzi, jest mobilna, choć mówi, że z jej esemem maksymalny kalejdoskop był. Zdiagnozowali jej agresywne esem. Już leżała. A nagle... Czyli – są szanse na odwrót nawet dla osób takich jak Mika. Super.

Do miłego.

17:39, annablack
Link
czwartek, 27 stycznia 2011
Kurde, znów chudnę. Wpieprzam batony, lody i inne takie, bo konkretów tu na terenie nie ma, ale mam poczucie, że ledwo je przełknę, już je spalam. I irytuje mnie, jak poucza mnie ktoś, kto mnie nie zna, ale taka specyfika. Mówisz droga Miko bardzo podobnie do Ethel, którą kiedyś, zanim zaczęła zaglądać mi w kieszeń, czytałam. Czyżbyście były spokrewnione?

Do miłego.
16:43, annablack
Link Komentarze (7) »
Usiłowałam wykombinować gdzie miałam więcej ćwiczeń – w Domu Zdrojowym, czy tu, we WSZURze. W DZ miałam solankę, kwasowęglówkę, siłownię, indywidualne, basen „we własnym zakresie”, bo bez ćwiczeń, dla paralityków, masaż kończyn dolnych, magnetoterapię, masaż na fotelu masującym.


Tu mam: basen z ćwiczeniami, kriokomore, pół godziny ćwiczeń siłownianych po kriokomorze, solankę, kąpiel zmienno-cieplną,masaż kręgosłupa, indywidualne, pół godziny siłownianych.


Czyli generalnie teraz wychodzi, że w DZ to takie pitu-pitu, bo poza świetnymi indywidualnymi codziennie, nie miałam nic istotnego.

Tutaj czymś chyba bardzo dobrym jest krio, choć w tej chwili poza tym, że mi zimno to niczego nie widzę. Zresztą, odważyłam się dziś dać się zamknąć na 2 minuty w tych -110. Jak mi było? No...zimno. Nic poza tym. Spróbuję dojść do trzech minut, ale na razie to poza moim zasięgiem.

Miałam dziś pierwszy raz zamiast lasera na kręgosłup, który mnie nie boli, kąpiel zmienno-cieplną. Wkłada się nogi do kolan w dwa takie pojemniki, tak samo z rękami- każdą w inny pojemnik, po pachi. I zaczyna się Temperatura wody, którą są traktowane Twoje kończyny zmienia się od 10,5 stopnia do 39,5 stopnia Celsjusza. Zmiany są czasem szokujące. Moje nogi niestety tego nie lubią. Za każdym razem gdy następowała zmiana, wierzgałam nogami. Dobrze, że nie rozwaliłam urządzenia...Bicz wodą o dziesięciu stopniach po łydkach jest bolesny. Serio serio. Cała zabawa trwała 8 minut i nie była przyjemna, co tu kryć. Po wyjściu miałam mrówki na nogach i rękach, krążenie bardzo chyże i nawet nie tak źle mi się szło. Czyli – kolejny zabieg hartujący. Co jeszcze takie bardzo na plus? Indywidualne z panem fizjoterapeutą były super, chociaż zupełnie inne, niż te, do których przywykłam. A super były, bo tak mi stopę tą gorszą rozciągnął, że wracałam z pełną lekkością i prawie zupełnie normalnie. Moje ćwiczenia z nim to najczęściej siłowanie się. Facet jest duży i silny, czyli opór stawia mocny, ale o to chodzi. No i te ćwiczenia na basenie też są ok. Mniej więcej. A przynajmniej lepsze niż basen dla paralityków. Żebym się tylko tak nie bała, że fiknę w tej wodzie.


Nie no, chyba jednak bardziej korzystam, bo jestem po prostu mocniejsza, niż te dwa lata temu. Po prostu więcej powtórzeń siłownianych chociażby zrobię. Albo zrobię je szybciej.


Przecież ile czasu dwa lata temu zajęło mi, żeby wyczaić jak się biega na orbitreku...a teraz po prostu wchodzę i biegam.


Jednakowoż dopóki mam dużo zajęć, czyli do jakiejś 16.00 nie jest mi źle, bo nie mam czasu myśleć. Zwątpienie i bezsens przychodzi wieczorem. Teraz na przykład mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Jest mi fajnie, endorfiny uwolnione, czuję, że dużo dobrego dziś zrobiłam, zjadłam snickersa i lody w sanatoryjnej kawiarni (malutkie- dwie kulki) i czuję fajne zmęczenie. Ale wciąż nie czuję się na siłach, by wyjść na dwór, jak już wreszcie jestem po zabiegach. Już czuję jak bardzo mało czasu mi tu zostało. I boję się, że nie zdążę osiągnąć tego, co chcę. A chcę

1. wzmocnić lewą rękę tak, by móc w niej nosić szklanki z płynami 2. wzmocnić prawą nogę. I już będzie dla mnie git.

16:31, annablack
Link Komentarze (3) »
środa, 26 stycznia 2011
Staram się zjadać codziennie dodatkowo dwa snickersy, bo wydały mi się najbardziej energetyczne z batoników. Ćwiczę do ostatnich sił, stąd potem jak usiłuję wrócić, spadam ze schodów. Błędnik oszalał mi już tak, że chodzę harmonijką. Od ściany do ściany. Znów klapie mi cholernie gorsza noga, choć już dawno nie klapała. Trzymam się z Agnieszką po porażeniu mózgowym. Ma 24 lata - młodziutka, ale bardzo fajna. I też nie lubi bolesnych końskich zalotów pijanych samców. Dziś jeden stary przyniósł mi cukierka. Ciekawe, czy oczekuje czegoś w zamian. Kurewsko mi smutno. Czuję się taka bezsensowna i bez celu. I Nieuleczalna. 
20:53, annablack
Link Komentarze (10) »
Gadałam z Babcią. Powiedziała, że czuje, że jestem tym razem w sanatorium smutna. A przecież dwa lata temu, choć czułam się gorzej, miałam dobry humor i byłam wesoła.

Nie wiem czemu tak jest, ale faktycznie. Może dlatego, że tam, w sanatorium, gdzie wszyscy byli konkretnie chorzy, nie czułam się taka najgorsza. A teraz się czuję. W dodatku nie piję i nie chodzę na dancingi. Więc człowiek nietypowy.
Bardzo mi smutno. Myślałam, że jakoś tak będzie mi tym razem pozytywniej, ale wbiła mnie w glebę ocena Pani Doktor, bo ja naprawdę (co tak rozkosznie przy każdej okazji z satysfakcją podkreśla mi Mika) sądziłam, że już jestem zdrowa. A tu - po japońsku - ni chu chu.

Nawet wydaje mi się, że znów wpadam w depresję. Szkoda gadać.


20:28, annablack
Link Komentarze (1) »

Miałam dziś pierwszy masaż. Nigdy nie wyjdę ze zdziwienia. Miał być kręgosłup, to czemu masował mi pośladki? Za masażystą nie trafisz. Tak wyszło. Miałam te ćwiczenia w basenie. Woda działa na mnie strasznie niestabilnie. Mając wodę do pachy nie byłam w stanie utrzymać się na nogach bez trzymanki. Stąd i moje ćwiczenia były wielce ograniczone.

Obydwie dziouchy narzekają dziś, że wszystko je boli i są zmęczone, tylko nie ja. Ja po prostu przewracam się na schodach. Potknęłam się, bo nie dałam rady podnieść lewej stopy na stopień, wracając zmęczona po ćwiczeniach, no i upadłam na d.. uderzając o kant schodów.

Zmieniłam sobie zabieg. Po co mi laser odcinka szyjnego kręgosłupa, skoro nigdy nic sobie tam nie uszkodziłam, nie mam żadnych bólów itp. Dostałam jakieś kąpiele zmiennocieplne. Czyli? Kolejne coś, żeby mnie zahartować i wzmocnić. Oprócz tego dokupiłam sobie trzy razy w tygodniu ćwiczenia z rehabilitantem. Szkoda, że za friko nie ma. Musiałam ze swoich wybulić dwie stówki, bo jakbym chciała mieć fakturę na PTSR i opłatę zabiegów z PLIR-u, to musiałabym teraz szybko wysłać to, żeby doszło przed lutym i zostało opłacone przed lutym, bo potem drożeją i cena za dziesięć zabiegów 250zł. Zresztą nie wiem, czy jest opcja fizycznego niezapłacenia teraz za zabiegi i ćwiczenia, a PTSR kiedyśtam by opłacił. Na razie jednak rzeczą zasadniczą był fakt, że nie wiem gdzie jest poczta. Podobno konkretny kawałek trzeba dojść, a ja na razie nie czuję się na siłach.


Na razie poza ośrodek nie wychodzę. Dostatecznie męczę mięśnie na terenie. Przed chwilą złożyłam zamówienie u koleżanki (notabene też esem, też od dziesięciu lat, ale w stanie takim, że...każdemu bym życzyła- bardzo łagodna choroba) na dziesięć snickersów. Dżinsy mi na tyłku spadają. Zjadam wszystko co jest, no chyba, że jest serdel na śniadanie. Zresztą – na śniadanie mam pięć minut. O 9 śniadanie, o 9.10 już mam siedzieć w wannie z solanką. Nie zawsze zdążę zjeść w pięć minut to co jest. A często za późno przyniosą. Bywa.


Ja dziś w koszulce bez rękawów cały dzień, zawsze i wszędzie. Hartowanie w -110 stopniach robi swoje. Zobaczycie, będę najchudszym morsem w historii;).

15:40, annablack
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 stycznia 2011

Było ciężko. Przekonałam się dziś, że naczelnym ubiorem w sanatorium będzie kostium kąpielowy, albo nagość. Miałam dziś kriokomorę. Trzy trójkąty czarnego bikini, to strój idealny do -110 stopni Celsjusza, czyż nie? Na razie byłam tylko minutę i nie podobało mi się. Nie czułam niczego pozytywnego, drewniaki, w których kazali mi maszerować w miejscu były ciężkie, śliskie i trudno mi było utrzymać w nich stopy. Nie mogłam maszerować machając rękami, bo traciłam równowagę. Trzymałam się dlatego jakiejś rurki i końcówki palców mi zamarzły.


Rano miałam wrzącą solankę, czyli kolejne klimaty bodźcowe. Najpierw gorąc, potem mróz. Po krio miałam pół godziny ćwiczeń na przyrządach. Potem obiad i znów pół godziny ćwiczeń na przyrządach. Indywidualnych nie mam wcale. Dali mi jakiś laser na szyję, którego nie potrzebuję.


Rehabilitacja jest tu gorsza niż w Domu Zdrojowym, a i całokształt wydaje mi się mniej przyjazny dla człowieka.

Aha, no i nie przejadam się, to pewne. Na terenie nie ma sklepu, jest kawiarnia z dwustuprocentowym narzutem. Nie ma automatów.

Właśnie przyniosłam lapsa- skorzystać na sępa z sieciówki w hallu sanatorium. Dobre i to.

A jutro o 7.05 basen. Kto mówił, że sobie tu odpocznę kłamał.

Ale jechałam dziś windą z pięknym kuracjuszem. Pięknym i młodym. Serce roście. Ale przecież ja nie po to tu jestem.

20:01, annablack
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Uff. Pierwsza impra już trwa, a ja już w piżamce w wyrze. Za dużo emocji. Zresztą, już znam jednego chłopaka - sąsiada. I dwóch zbereźniaków też znam. "Mąż nie musi wiedzieć, pobawimy się". Czyli...nic sie nie zmienia.
Od jutro mam kriokomorę. Nie wzięłam ciepluchnej czapy i rękawic, na odwal się wcisnęłam jakąś wełnianą myckę z Allegro, o której mama powiedziała onegdaj, że jest na mnie za mała, więc ani razu jej nie nosiłam. No i jest za mała, ja mam łeb jak sklep, a to taka zwykła czapka czapka, rozmiar xs chyba. Jutro będzie musieć starczyć. Zamiast ciepłych rękawic mam rękawiczki czerwone z pecefau, eko skóry - znaczy. No i gwóźdź programu, czyli trzy trójkąty = moje czarne bikini. Wchodzę na trzy minuty do -110 stopni, a potem mam pół godziny ćwiczeń. Aha, mam też masaż klasyczny od pasa w górę. Będę się znowu wstydzić. Stwierdziłam, patrząc na listę zabiegów, że w sanatorium będę chodzić głównie pół nago i chyba będę musiała pozbyć się ostatnich kompleksów, bo pojutrze ćwiczenia w basenie - zbiorowe, dlatego zmieniam kostium na mega zabudowany i staję się długą czarną dechą. Zajęcia mam jakoś do 16. Dobra, idę już spać, bo pierwszy zabieg jutro o 7:20.
21:20, annablack
Link Komentarze (2) »
Jestem już zakwaterowana. W pokoju mam dwie młode laski z zanikiem mięśni, a obiaduję z trzema esemowymi. Różnie młodymi.

Generalnie młodych ludzi jest dużo. Przerażająco dużo. Pracować może być ciężko. Od parkingu kawałek trzeba dojść z buta, tu już nie tak jak w Domu Zdrojowym. To sanatorium jest dla chodzących i to widać. Pokoje malutkie i duszne. Poszłam czym prędzej nabrać powietrza na parter do jedynego w szpitalu wolno dostępnego stanowiska komputerowego. Jestem umęczona, o 17 będzie nas wzywał doktor. Prawdę mówiąc już bym chciała stąd wrócić. Nagle jest mi wszystko. Wróciłabym do pokoju, ale jak będą do mnie mówić, to gdzie ucieknę? Jestem na oddziale rehabilitacji neurologicznej. Czyli tak jak ma być. Dietę wybrałam lekkostrawną co by nie było tłustych parówokiełbas. Czuwaj. Do odzewu.
15:38, annablack
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 stycznia 2011
Krew mi leci z nosa. Pierwszy raz w życiu. Niby nic, niby niedużo, a jakoś mi tak niepewnie.


19:05, annablack
Link Komentarze (6) »
Moje postanowienia sanatoryjne.

1. Być asertywna. To, że z reguły zaniżam średnią wieku, nie znaczy, że można się mną wysługiwać.
2. Być asertywna.
3. Być asertywna.
4. Postarać się przyjąć ten "przymusowy wyjazd na poratowanie zdrowia" jako coś pozytywnego: prezent od NFZ, za który nie płacę, a dają mi tam jeść, spać i pozwalają ćwiczyć cztery tygodnie. Ostatni raz wyjechałam gdzieś dwa lata temu, więc psychicznie powinno mi to pomóc. Taki wentyl bezpieczeństwa. Paradoksalnie, pracując w domu też można potrzebować urlopu. Jak znam życie to będzie mój pierwszy i ostatni wyjazd wypoczynkowy w tym roku, więc chciałabym jak najbardziej z tego skorzystać.
16:20, annablack
Link Komentarze (1) »
Zawsze biorę za dużo. Taka specyfika. Potem w niczym nie chodzę, no bo kurde, w sanatorium chodzi się tylko w dresie. Wiadomo,zależy kto po co przyjeżdża. Pamiętam taką panią, która chodziła na niebotycznie wysokich szpilkach;).

Ech. Jestem taka rozjechana, niczym nie mam siły ruszać, tylko bym leżała i patrzyła w sufit. Albo oglądała filmy tępym wzrokiem. Przedwczoraj był wlew, wiem - mam prawo jeszcze się tak czuć, z reguły kilka dni wyłażę na prostą. Jak nie mogłam spać wczoraj, usiłowałam sobie wyobrazić co to Tysabri we mnie robi. Poczytałam o tych integrynach itd. Kurczę, zdołowało mnie, że A. miał rzut. Wydawało mi się, że jeśli ktoś tak długo brał Tysabri, to że na trochę dłużej mu to "starczy". Od pewnej pani neurolog wiem, że czas "wyciszenia" choroby po odstawieniu Tysabri trwa od 3 miesięcy do 2 lat. Zazwyczaj. Zdarzyło mi się, że miałam trzymiesięczną przerwę od leku, chcąc sprawdzić jak mi będzie, no i na rzut mi się nie zbierało...ale...każdy organizm jest inny.
Gdzieś czytałam, że - tak z innej całkiem beczki - w tym sanatorium laski nie miały gdzie wieszać ubrań w pokojach i trzymały wszystko w walizkach. Zajebiście.
14:30, annablack
Link
Obejrzałam "Leilę i Nicka" na iplex.pl i ten film był super. Normalność to rzecz umowna. Zdecydowanie. Odpowiedziałam czterem osobom na jakieś zaległe maile. Chcę już tam być i niech nikt mi nie przeszkadza robić swoje.  Mam słuchawki do lapsa i w międzyczasie okołoćwiczebnym zamierzam kulturalnie wyłączać się z otaczającego mnie świata i pisać powieść. Bo ostatnio z tym moim pisaniem w domu to już cienizna, zbyt dużo się dzieje wokół.
13:23, annablack
Link Komentarze (4) »
Hej. Słabiutko mi. Składany scyzoryk. Przemęczenie materiału. Dzwoniłam do sanatorium. Z NFZ są tylko trójki, nie ma możliwości dopłacenia do jedynki, czajniki są  na korytarzach, więc lepiej wezmę swój. Olo, nie mogę nie wziąć lapsa. Jakby nie patrzeć, pracuję na zlecenia. Laps z netem to moje narzędzie pracy. Specyfiką freelance'u jest nienormowany czas pracy, co jest i fajne i nie. Dla mnie wciąż jest więcej tych fajnych stron, a jak laptopa nie wezmę, to przez miesiąc nic nie zarobię. Proste.

Przyniosłam z piwnicy walizkę i knuję jak zrobić, żeby zmieścić w niej to, co chcę wziąć. Czyli wszystko.
10:33, annablack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.