KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
RSS
sobota, 31 stycznia 2009

No i co? Mam dres mokry na tyłku. I ćwiczę. Przynajmniej mam przewiew. A na człowieku szybciej schnie. Zresztą, jak schnie, jak mam go na zadzie, to ten, no, tego..dopasuje sie bardziej ehehhehhe. Za 5 minut robie drugą serię na mięsień pośladkowy, co by mi się łatwiej nóżki unosiły. O.

p.s. dostałam właśnie zaproszenie na ślub na kwiecień. Na razie werbalne. Oczywiście, jako naczelna stara panna Wawy nie odpuszczę sobie, żeby nie pójść;)

21:29, annablack
Link Komentarze (2) »
Dobra, przebieram się w mój mokry dres (jeszcze nie wysechł, skubany) i ćwiczę z rock.megastacją.net :)
21:04, annablack
Link

Skąd w starszych ludziach tyle agresji, żółci, złorzeczeń?

 

Najgorsze jest, że czasem nie wytrzymam i się odszczekuję. I idziemy na noże.

20:36, annablack
Link Komentarze (2) »
Ok, zapłaciłam za mieszkanie na luty. Wiecie co, moi drodzy? Mam przeczucie, że za miesiąc wrócę na Saską Kępę:-))) Nawet gdyby się specjalnie neurologicznie nie poprawiło ( choć wiem, że się poprawi;)), to najwyżej będę łazić dalej jak kaleka, ale będę mieć parę łazić.:) Nieważne w jakim stylu, ważne żeby, no nie?;)
19:20, annablack
Link Komentarze (12) »
Jak mi wyschną dresiarskie blek portki od dresu, w których robiłam pizzę i wysmarowałam ją mąką, ciastem i koncentratem (no co, ja gotuję po włosku - całym ciałem;)), to wdziewam i biorę się za ćwiczenia. Prałam ręcznie, potem zapakowałam w miednicę, zniosłam ją dwa piętra po schodach i powiesiłam uprane rzeczy. Naprawdę czuję wzrost powera. Kiedy ja ostatnio prałam ręcznie?
17:36, annablack
Link Komentarze (8) »
Jaka fajna, pozytywna piosenka. Nic nie utraci ten kto nie miał nic. Zapamiętajcie.
Chciałabym ten film obejrzeć..
17:05, annablack
Link
Do trzech razy sztuka. W końcu umieściłam w notce właściwy link do kluby 4art:)
15:32, annablack
Link Komentarze (6) »

Słuchajcie! Akcja koncert dla Dark Zone Black Warrior nabiera tempa, ale potrzebna mi Wasza pomoc. W kupie siła, z przeproszeniem:))

Mój friend -M. , któremu onegdaj udostępniłam podłogę;) na Saskiej k. chce zorganizować dla mnie koncert w Gliwicach. Znalazł już miejsce, klub jazzowy 4art (www.4artgliwice.pl), którego zacni właściciele zgodzili się użyczyć przestrzeni swojego klubu na zorganizowanie tej imprezy.

Teraz przydałoby się, żeby ktoś tam zagrał/zaśpiewał za darmo. 

Jako, że ja mam słabe pojęcie o okolicach, myślę, że najlepiej zrobię, jak podam tu gadu gadu Michała, który wpadł na ten fantastyczny pomysł. Od niego uzyskacie najlepsze informacje. 

Aha, jako, że Michał załatwia wszystko będąc obecnie na obczyźnie (ach ta siła internetu:)), przydałaby się osoba chętna poprowadzić  sprawę miejscowo. Nie wiem jakie możliwości ma obecnie Michał, najlepiej będzie jak skontaktujecie się bezpośrednio z nim.

gg 2048992  ogotai.x@gmail.com

Z góry dzięki za pomoc!

13:12, annablack
Link Komentarze (5) »
Moi mili, czy ktoś z Was zna się na wycenie znaczków? La mamma chciałaby sprzedać wielki zbiór po dziadku. Wiecie, może byłoby na jedną dawkę Tysabri. Tylko chciałabym, żeby mnie wsparł w tym ktoś, kto chce mi pomóc i zależy mu, żebym jak najwięcej kasy za te znaczki dostała. Obawiam się, że jak się udam do pierwszego lepszego miejsca, gdzie wyceniają i skupują znaczki, to albo zaniżą ich wartość, albo po wycenie oddadzą wszystkie, ale dziwnym trafem zawieruszy im się jeden, cenniejszy niż cała kolekcja. Dziadziuś sporo tych klaserów miał. Teraz właściwie nikt tego nie ogląda, tylko leżą od lat gdzieś pod biurkiem.
10:05, annablack
Link Komentarze (9) »

Śpicie? Bo ja się grzecznie obudziłam o 7:20. To też jest symboliczne. Pamiętacie, o której wstawałam zwykle? Koło 10-11. Wcześniej moj organizm nie dawał rady się obudzić. Zauważyłam, że zmniejsza mi się pewien objaw neurologiczny. Do tej pory, jak usiłowałam, trafić piętą w kolano drugiej nogi, to ta noga tak mi latała na boki, zanim w końcu trafiłam (tzw. drżenie zamiarowe, pokazujące, że masz uszkodzony móżdżek), a dzisiaj wyraźnie mniej. Wiem, że objawy tzw. móżdżkowe znikają najpóźniej, ale coś się zmienia w tą dobrą mańkę. Na podstronie dziennika Tysabri zamieszczę te dane, jak objaw całkiem zniknie. Na razie po prostu widzę, jak zwykle;), że jest lepiej.

Wiosna idzie.   

07:38, annablack
Link Komentarze (9) »
piątek, 30 stycznia 2009
Ale mam fajną fazę... Bez powodu właściwie. Huh. Chcę wyciągnąć chłopaków do kina na Madagaskar 2, może jutro da radę. Przy nich nie mam oporów łazić jak kaleka. Bieliźniak ma groźne spojrzenie spode łba, więc nikt się nie będzie ze mnie-kaleki nabijał. A w zestawie z Muodym są w ogóle zabawni. Będę miała gdzieś, czy ktokolwiek na mnie patrzy.
17:01, annablack
Link Komentarze (7) »

Psycho słysząc o pisaniu książki i robieniu pizzy podsumowała: Ania, to ja ci jeszcze jestem potrzebna? Zdaje się, że teraz będziemy spotykać się okazjonalnie. A potem w ogóle na twoje wezwanie.

Uleeeczona, hura! Nooo..prawie:-). 1,5 roku terapii jak w mordę strzelił za mną. To musi skutkować. A może dorastam do pewnych kwestii. Kto wie.

A. I jeszcze coś. Ale to dla dorosłych temat, więc nie będę pisać, bo nie mam ostrzeżenia:" od 18lat", hehheh.;)

11:05, annablack
Link Komentarze (9) »
czwartek, 29 stycznia 2009

Nie no, dziwnie będzie, jak się Black z nudów na zwolnienio-urlopo-prawie rencie gotować nauczy. Myślałam, że nic specjalnie dziś się nie poprawiło, ale biorąc pod uwagę, że przy tworzeniu pizzy x 2 spędziłam dziś z przerwami...trzy godziny przy kuchennym blacie...to jednakowoż coś się poprawiło. La mamma twierdzi, że działam jak mały samochodzik. Nie ważne w jakim stylu (chwiejnie itd.), ale power się liczy. Nie ważne, że tłumik nawala, ale że gracik jedzie. O.;)

A. I motta mojego osobistego na jutro nie mam, ale po prostu muszę chyba na nie pewnego dnia trafić. I miałam jeszcze jedno zadanie. Miałam wymyślić najmniej bezbolesną sytuację społeczną, wiążącą się z zaistnieniem w świecie realnym. Chyba ciemne, niszowe, pustawe kino najmniej by mnie bolało...

21:11, annablack
Link Komentarze (8) »

 Jeśli moje zdrowie będzie tak fantastyczne, jak moja pierwsza w życiu pizza, to..klękajcie narody!;)

Wyglądu nie ma, fakt. Ale smakuje...delicious. Zrobiłam takie dwie, bo mi dużo ciasta wyszło. Aha. I zdaniem tych, co próbowali (la mamma, babcia, Muody) wygrałam konkurs :)

16:07, annablack
Link Komentarze (12) »
No to robię tę pizzę. W końcu konkurs mamy. Muodego była pyszna, ale on ma w pizzach doświadczenie. ja natomiast robię moją pierwszą pizzę w życiu. Przepis miał być Italianny, ale wyszedł spontan i nie umiem powiedzieć ile dajmy na to mąki dałam. Ale słyszałam, że proporcje do pizzy określa się na oko. Metodą 'jak wyjdzie'. I tak też u mnie będzie. Właśnie sobie ciasto odpoczywa na kaloryferze pół godziny. Przeszłam właśnie konkretną rehabilitację manualną zwaną 'wyrabianie ciasta na pizzę', kręgosłup mnie boli (mam krzywy) od tego stania i z radością jeszcze kwadrans posiedzę. Zdjęcie poprzedniej pizzy uwiecznione, moja też bedzie focona, ale to tylko dwuosobowy konkurs, bo dwóch zawodników (Bieliźniak nie chciał brać udziału, a zostało nam dla niego drożdży) i dwóch jurorów. Tych samych, heheh. Muody zjadł sam prawie całą blachę, mam nadzieję, że moja też będzie zjadliwa, bo chyba wyjdzie jej więcej, no i moje zdolności przerobowe aż takie nie są. Muody zrobił taką słodkawą raczej, ja bym chciała zrobić ostrą. Ale ryzykuję tym samym, że nikt może nie chcieć jej jeść.
11:59, annablack
Link Komentarze (3) »
Cześć, od rana biorę udział w konkursie. Robimy z Muodym pizze. On właśnie swoją wkłada do pieca, a ja mam robić następną. Szukam fajnego przepisu. Italianna mi kiedyś podawała, więc może ten..
10:27, annablack
Link Komentarze (1) »
środa, 28 stycznia 2009

W piątek mam terapię. Miałam wymyślić sobie motto, bo moje dotychczasowe: Lepiej zginąć stojąc, niż żyć na kolanach- już mi nie pasuje. Nie chcę już ginąć. Żyć na kolanach też nie chcę, choć..przecież żyję - od dwóch miesięcy żebrzę o pieniądze. Ale.. jakoś coraz łatwiej mi to przychodzi..Zresztą..to nie takie życie na kolanach, o jakim mówi motto. I tego się trzymam.

No a teraz muszę znaleźć nowe motto..

21:24, annablack
Link Komentarze (19) »

Dziś jest u mnie kolęda, więc czas upływa mi pod hasłem 'Czyhanie na księdza'. U nas pewnie będzie na samym końcu. Najwcześniej o 19,  może być też koło 22.

W międzyczasie knuję jak załatwić kasę na następną dawkę. To 25.02 - tak mi wychodzi z wyliczeń. 

Dziś upłynął termin dla NFZ na danie mi odpowiedzi. Zapewne dziś o 16, hehe wysłali, żeby stempel na poczcie był z datą odpowiednią, a podejrzewam, że odpowiedź dojdzie w piątek. Fundacja TVN zgodziła się rozpatrzyć sprawę, jak będę mieć na piśmie odmowę NFZ. Jak będę miała, to się do nich zgłoszę. Interesuje ich jeszcze moja sytuacja finansowa. Znaczy sytuacja finansowa w rodzinie, ale moja rodzina to ja, bo przez dwa lata mieszkałam sama i sama się utrzymywałam, nie uczę się już, pracowałam. Muszę im napisać pismo, że z dniem 3 marca wygasa moja umowa o pracę, zasiłek ostatni dostałam dziś, a renty jeszcze mi nie przyznano. Czyli- goła i wesoła. Raczej Tysabri sobie z kieszonkowego nie kupię. Bezsensowne, a przede wszystkim niezgodne z prawdą jest zaliczanie mnie do rodziny, w której żyję, bo z całym szacunkiem dla mojej rodziny ja tworzyłam samodzielną, jednoosobową komórkę 'rodzinną'. Bezsensowne jest dla mnie doliczanie do mnie dochodów rodziny, z którą raczej nie mieszkam, okazjonalnie mieszkam 6 m-cy, zresztą...dochodów takich, żeby ich stać było na kupowanie starej córeczce leku i tak nie mają.

Ale w ogóle co to za tekst. Ja mam 27 lat, rocznikowo 28...mogłabym być matką dzieciom...i ja mam przedstawiać im dochody w rodzinie, choć de facto żyję samodzielnie (ostatnie pół roku to stan wyjątkowy, z braku wcześniejszego wdrożenia tego leku, można powiedzieć.)

W każdym razie- do czego zmierzam. Jeśli Fundacja TVN przyzna mi, że faktycznie mam sm i że raczej sobie leku nie kupię, to zasponsoruje mi 3 miesiące. Dobre i to.

18:22, annablack
Link Komentarze (7) »

No cześć. Zastanawiam się, czy nie założyć podstrony-dziennika Tysabri. Chyba tak zrobię. Było tak: 11:15 podłączyli kroplówkę z Tysabri (malutka, płyn barwy opalizującej, przezroczysty). Ponieważ pierwsze podanie, no i nie można tego przyspieszać (wiecie, ja kroplówki zawsze sobie rozkręcam na maks prawie) leciało powoli, kropla za kroplą, więc żeby się nie irytować wbiłam wzrok w książkę ("Cesarz' Kapuścińskiego) i już go nie podnosiłam. Po 45 minutach Tysabri zleciało, podłączyli mi takiej samej wielkości kroplówkę z solą fizjologiczną, no i to wartko spłynęło w 10 minut.

Co czułam? Heh. Nic. Łyknęłam to jak wodę. Pisałam już nie raz, że ja różne świństwa w żyłę biorę bez większego problemu. Esemowiec mówił na You Tube, że ćmiła go głowa do wieczora, więc się na tym skupiłam, czy coś takiego będzie. Nie było nic. Potem godzinę poczytałam książkę siedząc dalej na fotelu w korytarzu na tzw. oczach, na obserwacji pt. co mi wyrośnie i gdzie. Żądnych sensacji rozczaruję, nic mi nie wyrosło. Większy biust też nie;).

No i potem, po tych dwóch godzinach na szpitalnym fotelu w korytarzu wstałam i zaczęłam iść z la mammą pod rękę do wyjścia. Obserwacje? Hmmm...nie zdążyłam nic powiedzieć, wyartykułować nic, bo bunica mea (babcia czyly) stwierdziła, że chyba mniej pociągam lewą nogą. Nie wiem, czy tak faktycznie było, ale napiszę jak mi jest.

Kroplówka, raczej jej zawartość, im dłużej szła mi w żyłę, tym bardziej cieszyła mój organizm. Słowo daję, czułam, że mój organizm się z tego cieszy. Jakby ktoś wpompowywał mi w żyłę zdrowie:) Wiem wiem, pompatycznie zabrzmiało, ale mam przeczucie podświadome, że akurat na mój przebieg choroby - agresywny i na nic niereagujący - to się sprawdzi.

I jeszcze coś. W szpitalu spotkałyśmy laskę, która bierze to od momentu, kiedy IPIN zaczął przeprowadzać próby kliniczne Tysabri. Czyli siedem lat. Tak śmignęła po korytarzu, że nikt by nie przypuszczał, że jej cokolwiek kiedykolwiek było. Huh.

A na koniec Cohen. :)))

 

15:21, annablack
Link Komentarze (19) »
wtorek, 27 stycznia 2009
Uch. Zabiłam ten cilit balsamem. Powiem mamie, żeby dała jakiejś pacjentce w prezencie. Takie dziewczynki nastoletnie to lubią mieć różne mazidła. Niech jej da i potem niech się jej mama martwi, że się tej woni zabić nie da. Tak dziewczynki: peeling tropikalny firmy (skądinąd dobrej) 'Stara Mydlarnia'- nie polecam. Nos Wam zwiędnie od tej cytryny, a rodzina będzie pytać czy się pilingowałyście proszkiem do szorowania toalet :D
22:23, annablack
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.