Przekorna bestyja. Buntowniczka, ale zawsze w słusznej sprawie. gg:2855672
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

Ha! Najpierw czekałam, aż Janek przyjedzie i mnie zakręci. Miał przyjechać na obiad, ale nie ma go i nie ma, to Aga się zaoferowała -przeszkolona w temacie przez p.Agnieszkę. I kolejne zdziwko, bo tym razem w kręceniu mnie w embrionalnej w lewo było inaczej, niż za pierwszym razem, kiedy nie czułam siebie w przestrzeni wcale. Tym razem, z dziesięciu obrotów, którym mnie w lewo poddano, dwa pierwsze czułam. Normalnie, czułam ruch powietrza, czułam, że się obracam, czyli poczucie ciała w przestrzeni zaczęło się poprawiać. Nie było mi niedobrze, nie miałam specjalnych zawrotów głowy, tylko takie przez moment.

Fajnie. Nie wiem do czego mi się to przyda, może będę profesjonalniej upadać, a może przyda się do reedukacji chodu, w którym w sumie ułożenie ciała jest istotną kwestią.

Z tą integracją sensoryczną to jakaś magiczna sprawa.

Jutro czwarty rehab z panią Agnieszką. Już się cieszę.



14:54, annablack
Link Dodaj komentarz »

Najlepsza reakcja na haterów.

:)

13:05, annablack
Link Komentarze (2) »

Padłam wczoraj jak trup o 21. Za dużo emocji. Rehab skończyłam o 16:10 i nie miałam już siły na trening astronautyczny. Zjadłam obiadokolację i po prostu dowlokłam się do pokoju. Chodzenie po schodach nie jest jakieś trudne dla mnie, od kiedy w domu mam schody, ale kiedy jestem tak zeszmacona po wysiłku, nie daję rady wejść po tych siedemnastu wysokich schodach. Znaczy, w efekcie dałam radę, ale cholernie długo to trwało i przed każdym stopniem przekonywałam siebie, że wcale aż tak zmęczona nie jestem.

Bardzo mocny dzień, ale też pozytywny, bo test nisko, bo nisko, ale zdałam. To nie jest węgierski, żeby zdać na czwórkę, ale starałam się. Rehabilitantka stwierdziła, że chodzę stabilniej. Taaa, jak już się cudem wprawię w ruch, to jest to stabilniejsze. No i dobrze, nowych upadków wczoraj nie było.

Prawie dwa tygodnie mocnego rehabu minęły, ale wciąż, nie z mojej winy nie udało się jeszcze, żeby rehab mieć codziennie. Cztery razy w tygodniu.

Po miesiącu mamy ocenić, czy jazda w takim trybie jest dla mnie dobra. Czuję, że tak, ale czy będzie to miało przełożenie na życie się zobaczy.

Dobrego dnia. Ja znów o poranku przeżuta i wypluta, zobaczę, czy ożywi mnie kawa.

07:10, annablack
Link Komentarze (2) »
środa, 30 lipca 2014

Ciężko mi było dziś na rehabie, pewnie przez to, że wcześniej był testowy wypad za miasto. Jak dla mnie zdany na 3+, czyli ledwo, ledwo. Nie miałam dziś treningu astronautycznego, bo nie miał kto mnie zakręcić. Może koło 22 będzie już bieliźniak, który pod dyktando la mammy mnie przetrenuje.

Jutro nie mam rehabu. Dor zapomniała mnie wpisać. Wybaczam, bo jest sama "na gospodarstwie", Małgo na urlopie. Może jutro znów będę uskuteczniać interwały, pompki, albo kleopatry i supermany...

Tak czy inaczej nie mam czasu zjeść w ciągu dnia, nie mam też specjalnie ochoty, no bo lepiej się ćwiczy o suchym pysku będąc. Jest mi też głupio wobec Olo, który znów dzwonił do południa, kiedy ja byłam poza zasięgiem, bo się testowałam.

Los chciał, że jutro nie mam rehabu i choć wysłałam zapytanie do p.Agnieszki, czy oprócz piątku możemy poćwiczyć też jutro, wygląda na to, że nie wpasuję się w żaden termin, choć może się to jeszcze zmieni. Na co liczę.

18:49, annablack
Link Dodaj komentarz »

Wróciłam po dwugodzinnym teście ćwiczebnym. Stres był, ludzie byli i upał. Zaliczyłam. Trzymam miednicę jak trzeba, nie garbię się, plecy proste, sztywności stresowej brak, ale nie odważyłam się na dłuższą metę iść bez trzymanki. Na krótszą też średnio. Uwagi po początku treningu astrunautycznego: lepiej wyczuwam siebie w przestrzeni. Odpocznę chwilę po tym stresie, po 14 będę mieć rehab, po rehabie odsapnę i może zjem obiad, a może nie, potem odsapnę i zaangażuję Pietrka w ten trening obrotowy. Olo znowu dzwonił, jak nie mogłam gadać. I co mam powiedzieć, ech...

12:54, annablack
Link Dodaj komentarz »

Hej ho. Zmieniłam czas picia kawy. Jak nie ćwiczyłam tak dużo i nie było tak gorąco, piłam jedną kawę po południu. Teraz zaczynam dzień od dużej kawy z mlekiem bez cukru, żeby dać radę się zwlec. Tak w ogóle to piję niejedną kawę w ciągu dnia, tak jakbym chciała się nasycić, aby móc na dobre pożegnać z piciem kawy, no bo jak wejdę w post leczniczy to kawa goodbye.

Z tymi zaburzeniami integracji sensorycznej ciekawa sprawa jest. OK, najczęściej mają ją wcześniaki, ale całkiem zdrowi i "donoszeni" też mogą mieć.

Podoba mi się to, że codziennie coś innego mam, Pani Agnieszka zasugerowała, żeby był podział = z nią ćwiczyłabym w pozycjach niskich, z Dorcią w wysokich. Że tak będzie dobrze. Ja się zgadzam, bo w sumie mi wszystko jedno.

O, właśnie dostałam eska, że dziś mam rehab około 15, bo jest kocioł w gabinecie. Ja się nie złoszczę i w życiu nie odwołam, bo chcę trenować ciałko codziennie, a że w różnych godzinach, to nawet lepiej. Uczę się być w gotowości do wysiłku fizycznego o każdej porze.

Czyli dziś też nie jem obiadu;).

Dobrego dnia.

08:37, annablack
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 lipca 2014

Głupi żarcik.

La mamma po moim rehabie do pani Agnieszki, że chce jeszcze o coś zapytać. Pani Agnieszka spytała: O Anię? A la mamma: No wiesz jak jest. Własne dziecko zawsze na końcu. O pacjenta chciałam spytać. (Tu podała nazwisko ich wspólnego pacjenta).

Głupi żart. Jakbym była na końcu, la mamma ni podrzuciłaby mi tak fajnej rehabilitantki i nie namówiłaby do codziennego treningu.

 

Oglądnęłam pierwszą część wykładu dr Dąbrowskiej. 1,5h jednorazowo wystarczy. Jutro uderzę z drugą połową. No, Lilly ma rację z tym bezglutem, ale przejdę na to po 6 tygodniach tego postu owocowo-warzywnego, do którego dopiero się przygotowuję.

 

21:00, annablack
Link Komentarze (6) »

Z kolejnych interesujących rzeczy. Na rehabie zaczęłam robić pompki, bo ręce mam słabsze niż nogi. Pani Agnieszka nazwała to szklanką do połowy pełną, bo lepiej mieć silniejsze nogi szczególnie, jak celem jest chodzenie. No to robiłam pompki. Easy, tylko damskie, które i tak były trudne - pięć zrobiłam i tyle.

Ale się poprawię.

17:51, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cholera, znowu się oblałam kawą. Ćwiczyłam dzis konkretnie i zobaczyłam w praktyce co to znaczy, że ktoś ma zaburzenia czucia głębokiego, To, co się śmiałam, że w lewo kręcona mogłabym być astronautą to dowód na to, że mam tam zaburzenia czucia głębokiego i jak się śmieję, że upadam jak kłoda to też z tego samego powodu. Mam nadzieję, że pani Agnieszka da radę coś z tym zrobić. Znów jestem zmęczona tym upałem.

16:54, annablack
Link Komentarze (5) »

No, trening astronautyczny to był konkret. Byłam kręcona początkowo leżąc na boku, to jednym, to drugim, w pozycji embrionalnej, z zamkniętymi oczami na takiej tzw. desce obrotowej do integracji sensorycznej po dziesięć razy. Pierwsze kilka obrotów dało mi poczucie, że nie wiem gdzie jestem w przestrzeni, czy gdzieś lewituję, gdzie mój początek i koniec, gdzie góra, a gdzie dół. Ale zwrotów, o dziwo, nie było. Potem miałam usiąść po turecku, z zamkniętymi oczami i opuszczoną do mostka głową i trzymać się z przodu tej deski. Raz mnie zakręciła, a mnie bardzo się zakręciło w głowie. Już pani terapeutka stwierdziła, że chyba nie dam rady i kończymy. Ale chciałam spróbować po mojemu – trzymając się deski jedną ręką z przodu, jedną z tyłu. Tym razem po dwadzieścia razy, bo to miało być badanie po jakim czasie oczopląs z takiego wirowania mi ustanie. I tu też najpierw w prawo. Okazało się, że oczopląs trwał dłużej niż ustawa przewiduje. Przed zaczęciem obrotów w lewo stwierdziłam na głos, że w tą będzie gorzej. Ale okazało się, że po dwudziestu obrotach w lewo oczopląsu nie miałam wcale. WCALE. Pani Agnieszka stwierdziła, że to bardzo dziwne, a mama dołączyła ze śmiechem, że ja cała jestem dziwna i takie tam. Z dziwnych akcji Anny B -kiedy mnie kręciła w lewo, ja w ogóle nie czułam, że jestem kręcona. Czułam, że dotyka moich pleców, jak mnie obracała, ale ruchu nie czułam wcale. Odwrotna jestem.

Pani Agnieszka przy okazji innych ćwiczeń aż powiedziała do mamy: Ty wiesz, że ona ma mocne mięśnie brzucha? Zdziwko, co? Kręcona w lewo mogłabym być astronautą i do tego mam mocne mięśnie brzucha;). Sama w to nie wierzę.

Jako że trening astronautyczny musi trwać, dostałam pożyczoną deskę do domu i codziennie mam być kręcona po dziesięć razy w każdą mańkę. Jestem pierwszym dorosłym przypadkiem dla pani Agnieszki, który prezentuje takie kombo- nie dość, że zaburzenia integracji sensorycznej, czyli problemy z równowagą to jeszcze sm móżdżkowe. Jestem ciekawym przypadkiem i zobaczymy co ze mną będzie. Zacznę jeździć na rowerze, wrotkach, deskorolce i chodzić po linie? Zapiszę się na kurs akrobatyki sportowej?;)))

Agnieszka kilkukrotnie powtarzała, że to świetnie, że mi się chce. A to chyba akurat naturalne. Ja chcę chodzić i tyle – wyszczerzyłam się.

 

Ten rehab bardzo mi się podobał. Bardzo bardzo bardzo. Następny z Agnieszką dopiero w piątek, ale szczęśliwie już jutro mam 20 rehab z Dorką w pozycjach wysokich głownie. Znowu będzie mnie chciała przewrócić.

 

I co? No nie złożyło mi się, żeby do Olo zadzwonić, a po południu on nie lubi gadać. To ewentualnie jutro przed rehabem? Zobaczymy.



15:09, annablack
Link Komentarze (5) »

Za jakieś trzy kwadranse mam rehab, czyli ktoś z rehabu chyba wypadł. Jakieś ekstremalne rzeczy będę robić, coś w klimacie treningu dla kosmonautów, bo jakąś deskę ma przywieźć pani Agnieszka i mnie na niej jakoś kręcić. Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, że się wcześniej spotkamy, bo mam nadzieję, że nie wyrzygam jagodzianki jak mną tak będzie kręcić. Pochwalę się jak było na astronautycznym treningu:).

12:02, annablack
Link Komentarze (3) »

Bardzo ciekawy wywiad z dr Biernat-Kałużą. Zapiszę się do niej na konsultację. Ma sm i dietę dr Dąbrowskiej bardzo sobie chwali. Na razie odzwyczajam się od cukru i stopniowo odstawiam antydepy bo mam nie rzucać z dnia na dzień, bo raz mi się udało, ale kto wie jak by było teraz. To nie moje słowa, bo ja, oczywiście rzuciłabym z dnia na dzień, ale robię to dla mamy;).

11:24, annablack
Link Komentarze (4) »

Wzięłam prysznic jak ten mors (btw. "Mors" dostał padre na chrzcie na Równiku) w zimnej wodzie całościowo, nawet z łebkiem. Używam tylko zimnej wody. Nawet jak ręce myję, to w zimnej, bo inaczej się nie da.

Dziś tak mną szarpnęło w kierunku schodów z piętra na dół, w ostatniej chwili chwyciłam się drzwi łazienkowych usiłując ciałem przeważyć zwrot w stronę przedpokoju. I się udało. Hip hip, hura. W ostatnich dniach postrzegam siebie jako agentkę niebezpieczną i ważę wielce na to co robię. Ograniczone zaufanie rządzi.

 



10:31, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cześć pracy rodacy. Oj, upał wysysa soki ze mnie i nie tylko ze mnie. Wczoraj poszłam spać bardzo za dnia, chyba przed dziesiątą. Padłam bez ruchu i już. Siedzenie w upale przed kompem też męczy, a że akurat w tym czasie za namową la mammy wzięłam codzienny rehab, to jestem wypluta bardziej.

Jak fajnie, nie ma słońca i jest "chłodno" - mogę oddychać, ale po całej dobie upału nie mogę się ruszać. Mam kolejne siniory na nogach, bo jako że utraciłam równowagę po całodobowym siedzeniu na wózku w Dąbku, chodzenie teraz jest trochę niebezpieczniejsze. Jak to mówią, jest ryzyko, jest zabawa, ale  mam nadzieję, że pani Agnieszka weźmie się dziś też za moją równowagę, bo nie chcę wyglądać jak..."śliwowica" - od śliw cielesnych.

Jestem rozjechana, więc wypiję poranną kawę i zobaczę co się będzie działo.

Dobrego dnia. Gdyby taka temperatura miała zostać byłby dobry na pewno.

08:11, annablack
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Oj. No, pod wieczór już było mi bardziej i w duchu sapnęłam: Dobrze, że rehab już zrobiłam, bo teraz za cholerę bym nie. Ciekawe co powiem jutro, jak rehabić będę o czternastej i będzie to trzeci rehab z Agnieszką. Co powiem? Pewnie będę się cieszyć, bo to dla mnie taki powiew świeżości – inne podejście do mojego ciała i jego niedoróbek funkcjonalnych. I nawet o czternastej może być. Jestem zmęczona nie rehabem, tylko upałem. Może jutro dam radę dryndnąć do Olo, życzenia dostałam i chciałam pogadać chwilkę. Dziś dzwonił, ale byłam okołorehabowa, bo Dor przyszła wcześniej niż o dwunastej i trochę nie miałam głowy do rozmów w tym czasie. Ostatnio nie słucham RMFu, bo okazało się, że bez problemu radyjko łapie PR 1 Polskiego Radia. Cieszę się na dźwięk sygnału Lata z Radiem. Tyle wspomnień, od maleńkości wręcz i mądre gadanie przy tym. Dobrego wieczoru.

20:48, annablack
Link Dodaj komentarz »

Rehab był dość ciężki, ale cieszę się, że go miałam, mimo że z ćwiczeniami na ciężkie partie (w sensie, że ćwiczenia są ciężkie) nie szło specjalnie, bo wentylator mieszał ciepłe powietrze. Najbardziej mi się podobało, jak się na odchodnym siłowałyśmy. Która którą przewali;). Innymi słowy ćwiczenia na równowagę. Dobra rzecz.

Dor zadowolona, że tak się wzięłam za rehab całotygodniowo. Usprawiedliwiła to, że interwały rowerkowe mi nie idą, ekstremalnym ciepłem, przy którym zdrowi i wysportowani, jak ona się źle czują.



13:25, annablack
Link Dodaj komentarz »

Michau ma rację - czas jest ekstremalny:). Nie zmieni to jednak niczego w moim treningu. W tym tygodniu też mam codziennie, a jak! Wytrzymamy,  wytrzymamy!

10:12, annablack
Link Komentarze (6) »

Czecze. Dziś bez szans na wychodzenie na rehabie. Jak pewnie w najbliższych dniach. Ale spoko, równowagę będę ćwiczyć na piłce. Wielki wentylator z piwnicy wyciągnięty. W salonie, gdzie ćwiczę, bo najwięcej przestrzeni balkon jest od południa, więc będzie nieznośnie o dwunastej, a dostałam smsa, że rehab mam w południe. No dobra, zasłony zaciągnę, wentylator włączę i będę ćwiczyć jak ten ziemniak:).

Dobrego tygodnia.

07:55, annablack
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 lipca 2014

Dostałam od Ewci sandały na imieniny. Niestety – za szerokie, wszak ja mam stopy wyścigowe. Wąskie na szerokość i o wąskiej kostce. Kostki mam wąskie tak samo jak nadgarstki. Jako że sandały były krwistoczerwone, dołączyła mi jeszcze ciemogranatowe paski – drugi wierzch do podeszwy sandałów. Gdybym chciała spokojniej. I dzięki temu wierzchowi, buty są na mnie dobre – mogę tak ścisnąć, że nawet na moje sztylety (padre tak nazwał wąską stopę) obuw pasuje. Aaaaa, mam sandały (te co miałam oddałam biednym, czy chorym, nie pamiętam. No, fundacji w każdym razie.), nie muszę w trampach, albo adasiach popylać. I w dodatku jeszcze są wakacje.

 

Ciężko w tej temperaturze. Interwały szły wolno i krótko. Jedyna dobroć mego stanu na dziś: la mamma zauważyła, że chodzę wyprostowana. Wypiłam dwie kawy, żeby się ożywić, ale średnio pomogło. No i rąsie coraz są lepsze. A nad równowagą poćwiczę i z Dor i z Agnieszką.

Jutro rehab nr 19 z Dor. Poproszę o nową fakturę na dwudziestkę.



16:51, annablack
Link Komentarze (7) »

Hm. Łzy mi w oczach stanęły. Nie jestem amatorką czytania blogów innych chorych, bo zależnie od etapu na którym są, przypominam sobie jak mnie było na tym etapie. I podobnie. Dziś, właściwie nie wiem czemu, weszłam na blog sm-resist.blogspot.com i...no i zdołowałam się. Amor vincit SM -głosi pasek blogowej strony, a historia życia Agaty i poniekąd moja poniekąd miłosna uświadomiły mi, że napis powinien być SM rozwala wszystko. Bo nagle okazuje się, że nawet ślub i dzieci nie spowodują prawdziwej miłości. Której nie miałam ani ja, ani, wygląda, że autorka tego bloga też nie, bo kiedy stan Agaty się bardzo pogorszył (agresywny przebieg, do tego dwie ciąże w niedużym odstępie czasu), pan Mąż wymiksował się ze związku.

Cholera, cholera, cholera. Chyba do niej napiszę.



14:43, annablack
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 422


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.