Przekorna bestyja. Buntowniczka, ale zawsze w słusznej sprawie. gg:2855672
RSS
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Jak wyniki krwi będą OK, nie każą mi opychać się kolacją. Ja jadam wtedy, kiedy czuję głód. Proste. Mama czuje, że może być źle, a ja czuję nie bardziej niż zwykle. Z zasady jestem lekko anemiczna, ale odporność mam dobrą, czyli taka moja uroda, po prostu.

W każdym razie obiecałam, że będę jeść kolację, jak wyniki będą marne. Ale czuję, że będą w porządku. Jestem rozjechana, bo ćwiczę ciężko. Wszelkie ćwiczenia wymagające stania są ciężkie, skoro stanie angażuje tyle mięśni.

Jutro o 10:00 z Gosią. Ciekawe jak będzie.

17:50, annablack
Link

Mhm. Jutro wyjdzie prawda. La mamma ma koncepcję, że musi być ze mną do bani, jak nie jem kolacji. I prawda wyjdzie w morfologii. Cieszę się, że witaminę D zbadałam, bo to jedna witamina, którą pilnuję, żeby brać. Jak pamiętam i mam pod ręką, to czasem magnez łyknę też. Co tam jeszcze było? A, no i nerki też zbadałam (mocznik, kreatynina). I wyjdzie jutro. Nic nie je, a nie choruje. Dlaczego? Mam chorobę przecie, od piętnastu lat tę samą, po co mi jeszcze?

Tak czy inaczej, organizm się cieszy, że wolne zrobiłam. Ja mam trochę wyrzuty, że tonolizy nie robię, ale taki dzień, no. Btw: Halny wieje, pani pogodynka mówiła. To wszystko jasne, ja lubię stabilność.



13:00, annablack
Link

Spałam 10 godzin. Nigdy tak długo nie spałam chyba. Od dziewiętnastej do piątej. Obudziłam się, wypiłam litra wody, żeby krew lepiej szła, ubrałam się, zlazłam do kuchni póki miałam siłę pokonać schody i siadłam przysypiając i czekając na padre.

Do laboratorium zawiózł mnie padre w karocy, bo zmęczona jestem tak, że choć jest lepiej, to na nogach leźć jeszcze nie. Do mycia zębów stałam pół minuty. Znaczy - stałam dwie, ale luzem pół minuty.

Nie robię dziś nic. Organizm błaga, żebym mu dziś odpuściła.

Rehab jutro.

A najlepsza pani pielęgniarka. Bardzo ją lubię, bo umie kłuć i jest po prostu fajna. Fajna jest, ale żeby aż tak? Nie spodziewałam się. Zaprosiła mnie na pobranie poza kolejką.

Wszystko, z powrotem i wspięciem do siebie zajęło mi szesnaście minut.

A za półtora tygodnia rezonans.

Dobrego dnia.

09:12, annablack
Link
niedziela, 26 kwietnia 2015

-Zmęczona jesteś...

-Nooo...

 

Kurtyna.

14:24, annablack
Link

Przy okazji powiem fryzmistrzyni, żeby mnie znowu skroiła na bardziej zarośniętą Shinead. Barwy Kaczora pewnie znowu nie będzie mi chciała rzucić, tylko będzie robić pańcię. I czerwonego nie rzuci "bo to dla starszych  kobiet". To może chociaż krzywo i asymetrycznie po całości?

W sumie zmarch widocznych nie mam, ale w oczach mądrość wskazuje na bardziej zaawansowany wiek.

Tak jak tu twarz cała wskazywała zacięcie życiowe;).

 

10:55, annablack
Link

Chciałam powiedzieć, że jak lubiłam to mając 10 (?) lat, dalej to lubię, a Marie Frediksson jest dalej dla mnie idolką, szczególnie po tej masakrycznej chorobie, którą przeszła.

Chcę również zauważyć, że w przeginaniu w zabawie swoim ciałem ja jestem wielka :/.

Uch. Mimo to,  dobrego dnia.

08:05, annablack
Link
sobota, 25 kwietnia 2015

Oż kurde. Nie poznałam baby.

A to tylko pięć lat.

I tak już będzie. Po coraz mniejszym odstępie.

21:32, annablack
Link

Znowu mnie łeb boli. Pewnie od ciepła. "Bądź zimny, bądź gorący"? Ja - zimna. Łeb myję w zimnej wodzie, bo to mnie ożywia. No i wyobrażam sobie, że głowę wkładam do strumyka.

Nie znoszę ciepła. Obiad jem jak wystygnie i nie będzie ciepły/gorący.

 

Btw: Dowiedziałam się ile szklanek bije się na piątą.

Czyli ile razy uderza się w dzwon informacyjny w żegludze.

Padre mnie nauczył. Będę szpanować.

 

Wikipedia pokazuje inaczej. Padre powiedział, że jedną.

UPDATE:

Wikipedia i wiedza padre są  tożsame! 2 uderzenia to jedna szklanka. Na starość się będę uczyć  żeglugi...

16:24, annablack
Link

Cze. Zlazłam na dół, na dole nikogo nie było. Bezpodstawnie mam zajebisty humor. La mamma chciała patrzeć w tom 'Fizykoterapia', co mi ta tonoliza robi. Opowiadałam, a ona spytała:40 min tak machasz nogą? To męczy...No męczy ,ale robi mi fajnie, nie wiem właściwie dlaczego.

I  dlatego, że męczy, dziś nic nie robię. Ale uzależnia też, więc już myślę, czy by się znowu prądem nie machnąć. Ale postanowiłam nie.

W myśl: Do Bydgoszczy będę jeździł, a tu nie będę kupował, pokłóciłam się z Orange.

Dzień bez kłótni jest dniem straconym.

Mama znowu chora. Gnojek z otwartą paszczą  i glutem do pasa ją zaraził. Wiem, to nie wina dzieciaka, że chory, a cała kolejka dzieci smarcząca. Epidemia?

Dzieci? Przecież one mają mega odporność. Chyba, że mają rodzeństwo, które im takiego przepasażowanego wirusa sprzeda. Mama: Oj, żebym cię nie zaraziła!

-Mamoo, ja mam o dziwo zajebistą odporność, po Babci!

Mama: Oby, coś fajnego byś po Babci odziedziczyła....

-Ostatnio infekcję miałam w marcu. Zeszłego roku. Byłam ciekawa kiedy mnie sieknie, wystawiałam się na wirusy Twoje, taty, Piotrka, Agnieszki...i nic.

:))) Nawet wirusy na mnie nie lecą.

Oj,  fajnie by było, żebym poza TRUDNYM charakterem miała po Babci taką mega odporność. Nie pamiętam, kiedy Babcia miała infekcję. A opiekowała się nami chorymi zawsze.

W poniedziałek muszę zbadać mocznik, kreatyninę, 25OHD3, no i morfologię, a co!

 

11:59, annablack
Link
piątek, 24 kwietnia 2015

 

Mattel zrobiła grę która rozeszła się w 3 mln egzemplarzy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, ale to, że w opsie gry użyto sformułowania „Nazistowska Polska” oburzyło mnie gorzej, niż gdyby nazywano mnie dziwką. Swego czasu zresztą wyczytałam już w internecie jak to się w sanatoriach puszczam z każdym, kto tylko chce. Nazistowska Polska zabolało. Jestem obywatelką tego kraju, kocham go (to trudna miłość, fakt;)), cenię, znam historię. I takie pieprzenie poszło w 3 mln egzemplarzy? Czy tam pracują matoły?

 

Wzburzyłam się.

A potem łzy mi w oczach stanęły, jak przykuta do wózka z niego wstała. (Czy ona miała esem?;) Bo...chyba nie przerwany rdzeń kręgowy?) Tego akurat nie słuchałam, bo zagotowana dyskutowałam o firmie Mattel z padre.

Tak, czy inaczej, mega fajnie. Ja nie mam przerwanego rdzenia, zwykłe esem, mogłabym już wrócić do chodzenia.

Btw: Ile mi zajęło, żeby nabrać siły by podejść do szafy i ukucnąć przy szufladzie, żeby coś z niej wyciągnąć?

Dwie godziny.

Po co się śpieszyć?



19:43, annablack
Link

Pu...dla Ciebie. To Ty mi takie podsuwałeś.

A ja odpowiadałam, że na trzeźwo nie zdzierżę. A patrz, jak się muzycznie wyrobiłeś;)))

Żart, oj żart. Ale jak radio zapodało, od razu o Tobie pomyślałam:)).

Co robię? To, co zwykle. Czekam na moc.

Bo ona w końcu przyjdzie, jeśli dziś też nie przegięłam.

17:34, annablack
Link

-Z twarzy dawaj!

 

 

Co to? Goś zagrzewa mnie do ćwiczenia wymagającego wielkiej siły. Wtedy właśnie pomagam sobie twarzą:))).

Się nie ma mięśni, się pracuje twarzą, żeby sobie pomóc.

 

Jednakowoż dziś też dałam w palnik. A miałam nic nie robić. To jak z zasadą z pracy – później wychodzisz, wcześniej przychodzisz:).

 

A, heh, od wczoraj robię sobie tzw. masaż głęboki. Fajne dla kosmetyków i dla detoksykacji ciała. Jak bańka chińska działa. Jak mi się do ramienia przyssało, myślałam, że już z tym zostanę:D



16:39, annablack
Link

Hy.

O szlag! Małgo, na Twoją, deczko zmodyfikowana;), prośbę działam i wiem już, że przyjmą mnie do cyrku, gdzie kolanem sparaliżowanej, ponoć nogi będę podbijać sobie brodę. Za drugą dwudziestką, po pięciu godzinach przerwy, jest ewidentnie lepiej. Zamaszyściej jakoś. Maksiu, czuj się bezpieczny. A change is gonna come – wyłam wymachując z Arethą. Przy niej, znaczy.

A może o to Gosi chodziło. Przecie mnie zna. Gdyby zostawiła mi, dajmy na to, pudełko zapałek, bawiłabym się inaczej. Ale zostawiła elektrody z prądem.

Ale już mi się nie kce, aj, jak bardzo.



13:34, annablack
Link

 

„Marynowanie w stylu nastolatki” usłyszałam w „Stylowych rewolucjach Goka”. Marynuję się w stylu nastolatki, bo jest wygodny. Widzicie mnie na obcasie? Dwa razy byłam. Albo trzy. Na jednym weselu, na rozmowie o jedną pracę, na obronie.

Czternastolatka nie chodzi na obcasach. Dorosła kobieta chodzi. Yhm.

I tu się nie zgadzam, ale chciałabym móc wdziać obcasy. Zajebiście się wtedy wygląda. Ale średnio się biega. Co właściwie nie powinno mi przeszkadzać, bo ja przecież nie biegam. A i chodzenie średnio mi wychodzi.

Ych.

Powinnam zleźć chodzić, ale nie mogę się zmusić. Oż ty w życiu, jak nie mogę.

 

A, Strażak Sam mnie zaprosił do znajomych na Skajpie, byłam zmotywowana, żeby pogadać, ale kolo był na „zaraz wracam” i nie wrócił, więc nie pogadaliśmy.

 

La mamma nabyła drogą kupna gift dla mnie. Jak zobaczyłam długość szortów sprezentowanych przez rodzicielkę, nabrałam głęboko powietrza i pomyślałam: Wow, w tym wieku to już chyba nie wypada...

Ale potem pomyślałam: no dobra, ja idę w drugą skrajność i sama kupiłam sobie szorty długości jak dla średnio zgrabnej emerytki. Gift mi nie przeszkadza, i tak mnie nikt nie widzi, a jak będzie na tyle ciepło, żeby w nich wylegnąć, z upału będzie mi już wszystko jedno.

 

Kurde, nie zlezę ćwiczebnie. Odpalę co mam i za czterdzieści minut pomyślę jeszcze raz.

Update: rażenie lewej łydki męczy i drugi raz chyba tego nie zrobię. Przy pecherzu nic nie muszę, a przy łydce muszę do potęgi...

No, dobra, przez  te głupie małpiszony przyklejam elektrody na łydkę...



12:08, annablack
Link

Dwie godziny sobie siedzę i już mam wyrzut sumienia, że nie chodzę. Tak mnie Goś wychowała...

10:31, annablack
Link

La mamma: Pogadaj z dziewczynami, że za ciężko – zauważyła, jak o dwudziestej (o dwudziestej też;)) przysnęłam. Mówię: Ale ja chcę chodzić...[a w domyśle: I będę robić wszystko co mi powiedzą].

Nie zależało mi, żeby mieć sprzęt do tonolizy przez kolejny tydzień, no ale mam, więc cisnę. I coraz wyżej tę lewiczkę podnoszę. No i nie zauważam kiedy mija dwadzieścia minut. I coraz lepiej trafiam elektrodą w mięsień, więc coraz mniejsza dawka prądu mi potrzebna, żeby się uruchomić. Dziś jedna kreska tylko, żeby zasygnalizować: teraz się podnosimy, lewiczko.

 

I nie, nie zlazłam na dół. Nie, że nie mogę. Mogę coraz bardziej, po prostu nie chcę się zaciukać. Zejdę, to będę chodzić. I nie, że nie chcę chodzić. Chcę, jak najbardziej, ale od dwóch tygodni nie mam w tygodniu pracy tzw. odpoczynku dla mięśni. Cały czas coś. Jak nie rehab, to 40 min rażenia prądem lewiczki, motywującego ją do wznosu.

 

Nie staję do mycia zębów, bo stanie, które angażuje tyle mięśni, mam w tygodniu pracy ponad miarę. Staję w niedzielę, po weekendzie, albo chociaż jednym dniu robienia niczego.

 

I zjadłam wczoraj kolację, spoko, z lekkim obrzydzeniem, bo przy zmęczeniu tego stopnia nie mam siły nawet jeść, ale zjadłam, żeby FUJ, NIE SCHUDNĄĆ tak, że mnie będą pytać, czy zachorowałam na coś nowego.

 

Bardzo dobrego dnia. Będzie dziś pięknie.



09:39, annablack
Link
czwartek, 23 kwietnia 2015

 

Cały dzień boli mnie łeb. Zachowuję się jak nie ja. Aga spytała, czy chcę proszek, po czym: A, przecież ty nie bierzesz...No, ja nie biorę, bo „mnie nigdy nic nie boli”, a faktycznie, szczęściarą jestem, bo boli tak rzadko, że nie traktuję niby bólu prochami.

Drugi raz nie odebrałam, jak dzwonił Olo. Nie składa się pogadać. Nawet słuchanie tylko, za to... dłużej niż kwadrans męczy. Bardzo męczy.

Pisać mogę. Czasem. Jak na rehabie nie przemęczę ręki;). Ale wiesz, Olo, jak już napiszę, to z zachowaniem ortografii :D i lekkości stylu;).

 

Kurczę, wszystkie Playlisty na YT będę znała na pamięć.

 

Na gg nie wchodzę, bo napisze do mnie jakaś szesnastolatka i nie zrozumiem...

Swoją drogą jak kiedyś czytałam (z zainteresowaniem!) swój pamiętnik z 1997 (szesnaście lat, albo 15,5), to chyba faktycznie byłam stara od urodzenia, bo to jakieś takie...na poziomie było.:;))).



19:02, annablack
Link

 

Oj. Ćwiczę tak ciężko, jak dawno nie, w związku z tym od 2 tygodni nie jem kolacji. Zdarza mi się zwyczajnie, z mega zmęczenia i wku..że nie mogę czegoś, po prostu się rozbeczeć. I nie mam tu na myśli, że nie pójdę robić gwiazdy, a potem nie pobiegnę na sześćdziesiątkę, nie, nie, nie. Jakiś zwykły ruch – ręką, nogą, whatever. Kolacji nie zjadam, bo wieczorem nie mam już nawet siły dosięgnąć talerza, czy kanapki do ust doprowadzić.

Od dwóch tygodni ćwiczę bardzo ostro jak na moje możliwości, i nie, że charakterem nie wydolę, tu akurat nie mam problemów. Właśnie charakterem ile się da, tyle zmuszę moje żenujące cielsko, ale w pewnym momencie, czasem wcześnie, przestaje się dać cokolwiek. Dziś o czternastej się skończyłam.

Nie chcę znowu wejść w chudnięcie, chude ubrania oddałam, mam tylko dla normalnych, szczupłych.

Padłam na wyro, włączyłam muzę i staram się wyłączyć myśli i poprosić kto będzie przechodził, żeby mi zamknął drzwi.

Wow. Mocny czas. Ale nie odwołuję rehabu od dłuższej chwili, nawet jak jest ciężko. Chcę się zawsze przekonać, czy na pewno. A może mi się wydaje?

Dziś mi się nie wydaje.



16:03, annablack
Link

Hej, cr? - napisała do mnie szesnastolatka na gg, a ja upewniłam się jaka stara d ze mnie w momencie, kiedy wpisywałam w google „co znaczy cr?”

 

I jak się dowiedziałam, umocniłam się w przekonaniu, że – tu też będę brzmieć jak próchno – moje lata dorastania były lepsze.

Sorry, czasy w których pierwszy wers „Inwokacji” można przekazać jako: Lomtjjz?

Po co wtedy szkoły koncentrujące się na słowie? Po co w ogóle chodzić do podstawówki, na polski? Po co ortografia? Słowo już się nie liczy. Czas się liczy.

Bardzo smętne te czasy.

 

Małgosia przedłużyła mi na trzeci tydzień tonolizę i elektrostymulację.

Tonoliza zadziwiająco lewiczkę wzmacnia, dziś, nie spodziewając się, że się uda, lewą nogą machnęłam tak wysoko, siedząc na fotelu i czekając na rehab, że obiłam Maksowi brodę. Maks się zdziwił i spojrzał na mnie: „Ale za co?” Maksiu, przepraszaaaaaaaam, nie chciałam... – zawyłam.

13:28, annablack
Link
środa, 22 kwietnia 2015

Muszę tak.

Cris,
tu akurat jesteś w całkowitym błędzie.

Nie wiem skąd przyszła Ci na myśl owa "pogoń za udziwnionymi stronami". Nie można oceniać innych swoją miarą.


Blog jest tak samo, albo nawet czytelniejszy po tym, jak zamknęłam komentarze.
Akurat bezpośredni kontakt ze mną (tylko i wyłącznie ze mną, a nie z dodatkową setką przypadkowych ludzi wchodzących na blog, szukających tylko do czego by się tu przyczepić)  jest jak najbardziej możliwy, w zakładce Kontakt jest adres mailowy. Trzeba się jednak liczyć z tym, że jeśli czyjeś maile zaczną mnie denerwować bo a) będę inaczej widziała świat b) jeśli po jednej odpowiedzi, że nie zgadzam się, mam inne spojrzenie, nadal będę otrzymywać tego samego typu maile, po prostu, w obronie przed czymś, czego nie chcę czytać, przed agitką, zwyczajnie delikwenta zablokuję, chroniąc się przed natarczywością, której nie akceptuję.

W komentarzach nie dostawałam 'ciepłych słów', bo one nie do mnie. Komentarze z zasady pisane są pod publiczkę i stają się przyczynkiem do burd, a ja bicia piany nie trawię.

O, blogi to trochę jak polityka. W wyborach jedni lubią bijatyki i pianę na ustach, inni szukają spokoju i chociaż próby klasy.

Tak, sama zablokowałam komentarze i nawet mnie się to udało, nie musiałam sobie niczego udowadniać tym, że umiałam zamknąć, bo kto potrafi czytać, da radę i to.

Ja nie walczę z kostuchą (z tego co wiem). Esem nie jest śmiertelne i pozwala bawić się sobą długo.

Przepraszam, blokuję Twoje maile. Szukam spokoju.


18:33, annablack
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 475


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.