Przekorna bestyja. Buntowniczka, ale zawsze w słusznej sprawie. gg:2855672
RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Siedziałam z Jankiem i Kasią i oglądaliśmy zdjęcia na telewizorze. Po trzech godzinach wymiękłam i pożegnałam się uciekając na górę. Nie mogłam tak długo wytrzeszczać się jak w ekran laptopa, bo zdjęcia zrzucali z laptopa na telewizor. Było pięknie wszędzie tam gdzie byli.



19:52, annablack
Link Dodaj komentarz »

Rehab z panią Agnieszką, z którą jestem na Ty był wypasiony. Ale jest fajna. Powiedziała, że jej celem jest rehabilitacja funkcjonalna, że ćwiczy NDT Bobath, powiedziała, że nie mogę siadać na wózek, bo moim najważniejszym ćwiczeniem jest chodzenie. Muszę chodzić. Dużo i często. Ile tylko mogę. Poprosiłam: Możesz powiedzieć to mamie, bo przy każdej okazji sadza mnie na wózek?

Pani Agnieszka powiedziała, że nie mam mięśni tyłka i siadając na ziemi siadam na kościach. I że te mięśnie też trzeba wyprodukować. I że chodzę jak pingwin:D Nie jak robot, pingwin brzmi lepiej. No bo jak człowiek chodzi, to automatycznie skręca się to na lewo, to na prawo. Mi w kadłubku nic się nie rusza jak idę. Pokazała mi dwa ćwiczenia: Kleopatrę na mięsień prosty brzucha i Supermana na plery. Mam robić kiedy tylko sobie przypomnę.

Tyle dziś tych Kleopatr zrobiłam, że koncząc rehab myślałam, że się wyrzygam, mimo że nic nie jadłam od 11:00. Dalej mi niedobrze, szybko obiadu nie zjem. Okazało się, że Agnieszka zna Małgo:).

Czyli rehabowo mi się zmieniło teraz: jutro z Dor o 15, w czw z Dor o 11, w pt z Agnieszką o 8.

Tp mam przez około dobę wolne teraz.



15:48, annablack
Link Dodaj komentarz »

Będę próbować czy chcę, czy nie chcę poruszyć swym organizmem całodobowo. Dziś rehab ok. 14, jutro o 15, pojutro o 11, w piątek o 14. Obiady będę jadła późno, to już nie będę musiała kolacji spożywać. Słabiasto mi, to pewnie jakieś przesilenie, zanim dalej się będzie poprawiać. Jeszcze chyba kinę na godzinkę przed rehabem.

11:59, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

 O 7:30 wybyłyśmy w piżamach na kawkę na balkon i siedziałyśmy tam 1,5h, póki jeszcze chłodno, a przynajmniej nie gorąco. O 13:50 zaczynam rehab. Nijak mi. 

10:47, annablack
Link Komentarze (2) »

Cześć. Nie wiem jak to możliwe, ale zasnęłam o dziewiątej i dopiero o szóstej się obudziłam. Wczoraj miałam ciężki dzień. Nie czuję się odnowiona snem. Trudno.

Pewne osoby powinny żyć wiecznie, bo ich śmierć zaburza mój ogląd świata.



06:55, annablack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lipca 2014

Oż kurde, wypieprzyłam się rozkładając łóżko i nie mogłam się podnieść z gołej podłogi. Bieliźniak mnie podniósł, twardziel. Fakt, że się znowu wywaliłam, co przecież w ostatnim czasie mi się nie zdarza świadczy, że jakiś dziwny mam czas ostatnio.

I co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz.

Jogi Babooo, alleluja i do przodu!

Zagaduję bardzo smutną informację, o której się dziś dowiedziałam. I gdybym była normalna, to pewnie nawet bym się rozpłakała. Bo świetną osobą była.

18:50, annablack
Link Komentarze (8) »

Za czwartym razem latanie z parteru na górę i z powrotem już było ciężkie, ale nic mnie nie bolało i dałam radę. A to jest chyba najistotniejsze.



17:14, annablack
Link Komentarze (4) »

Kurczę, od trzech dni jest cieniej. Dalej wchodzę na rowerek tak jak trzeba, ale nie mam siły szybko cisnąć na tych interwałach, wcale nie mam siły cisnąć. Dalej myję zęby na stojaka, ale nie mam siły dochodzić do łazienki. Tak jakoś bezsilnie mi. Dalej piję z otwartych naczyń, ale już przynieść sobie do pokoju się boję. A jak chciałam, to la mamma mnie wyręczyła. A na dworze jest duszno i gorąco.

Jutro rehab koło 14 z tą nową panią. Z deka jestem zdołowana. Tak jakoś ogólnie. Minie, bo zawsze mija.



15:08, annablack
Link Dodaj komentarz »

Zapisałam się jeszcze do jednej pani rehabilitantki na pozostałe dwa dni tygodnia pracy, żebym miała rehab 5 dni w tygodniu i żebym mogła zobaczyć jak to jest ćwiczyć z kimś innym. Zasadniczo czuję się silniejsza i chciałabym wykorzystać ten stan w chodzeniu, które jeszcze nie jest dobre. Jakieś jest, ale nie dobre.

Z łapami lepiej. Ktoś nawet będzie mógł zapoznać się z moim specyficznym charakterem pisma.



12:33, annablack
Link Komentarze (1) »

Hej.

Dobrego tygodnia. Nie mam nic do przekazania.:D



08:56, annablack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lipca 2014

Hu. Dzwoni dr Jan: Dam ci panią Węgierkę. Spytaj ją, czy możemy rozbić namiot i ile by to kosztowało.

Z Bałkanów już zataczają kółko do domu. Ale milusio. I pani jaka miła. Co chwila: Tetszik érteni? dosł. Podoba się pani rozumieć?

No bo wyszło, że jednak Węgierką nie jestem, bo zapomniałam słówka namiot po węgiersku:D

21:00, annablack
Link Dodaj komentarz »
8,20 min, 1,1 km, 50 kcal
19:46, annablack
Link Dodaj komentarz »

Obejrzałam 2/3 Faktów i odeszłam od telewizora. Jest tak, jak dyskutowałyśmy z Dor., która powiedziała, że nie ma TV i nie ogląda żadnych wiadomości, bo robi jej się gorzej od tego co widzi. Że wpada w doła i w przerażenie światem. Chyba się z nią zgadzam. Zapoznawanie się z wiadomościami z kraju i ze świata napawa przerażeniem. I nie wiadomo, czy lepiej to wszystko wiedzieć, czy nie.

Zmuła utrzymuje się cały dzień, przed pół godziną wypiłam trzecią kawę i zastanawiam się w jaki sposób będę ćwiczyć jutro, skoro stanie na czas niekoniecznie jest tym, co la mamma pochwala. Źle mi wychodzi podnoszenie bioder, czy tam noga na nogę – jak zwał, tak zwał. No i chodzenie po schodach bez trzymanki. Może się odważę i zejdę jutro do piwnicy. Od pół roku tam nie chodzę. Ale pada i burza. A ja mam szeroko otwarte okno.



19:34, annablack
Link Komentarze (3) »

Zmuła w warszawskim dniu – Wawa płacze i jest szaro, ale chociaż chłodno. Wypiłam drugą kawę, obejrzałam na YT film o Wałęsie. Od 5 miesięcy był, ale mi nie w głowie było wtedy oglądanie filmów. Obejrzałam i stwierdziłam, że historia bardzo gładko pokazana. Tak... wideoklipowo, ale to znak czasu, bo łyka się to, co łatwo wchodzi. Muzyka bardzo fajna, no a Więckiewicz to mistrz.



17:26, annablack
Link Dodaj komentarz »

W następne wakacje po Budapeszcie był Paryż. To były czasy. Czwarty rok esemu, lat 22.

13:14, annablack
Link Komentarze (2) »

12 minut stania na baczność/spocznij co by kolana wzmocnić. Dłużej nie chciało. Pamiętam, że zaczynałam od trzech minut...

Odsapnę i spróbuję popedalić, bo jednak czasu coraz mniej, a wyścig z czasem to nie jest to, co lubię. Ja w ogóle nie lubię się ścigać. Mam ochotę wtedy w przeciwną mańkę zmierzać, nie tam, gdzie meta.

12:16, annablack
Link Dodaj komentarz »

Właśnie się dowiedziałam, że jutro nie mam rehabu. Sama muszę pocisnąć, trudno. Wciąż jestem w szoku jak dawałam radę żyć. Ale w wieku 20+, to się wydaje, że można wszystko. I właściwie daje się radę wszystko, nawet jeżeli jedyną siłą, jaką wtedy miałam, była ta w głowie.

11:37, annablack
Link Dodaj komentarz »

O ósmej rano zjadłam przez sen pastę i stwierdziłam, że muszę wypić mocną dużą mleczną kawę, bo nie dam rady poleźć pod prysznic. Wypiłam cafe au lait w kapsułkach, bo, o dziwo ona najmocniejsza z kapsułkowych, taka na Dzień dobry, obudź się!

No i nie śpię. Umyta siedzę w wyrze i przekonuję się, że warto się ubrać.

Wczoraj do północy czytałam epistolografię z Budapesztu i Debreczyna. Bardziej z Budapesztu. I mózg mi staje w poprzek jak czytam jak ja wtedy żyłam. W czasie, kiedy pozostałe Polki wróciły do kraju na chwilę, ja nie wracałam bo szkoda było mi kasy i męczyło to jeżdżenie tak, żeby było taniej, czyli od granicy do granicy wyskakiwanie na stacji, żeby kupić bilet i zmieścić się w czasie zanim pociąg odjedzie.

Więc jak byłam sama to albo włóczyłam się po Budapeszcie, typu siedmiogodzinny spacer przy 36 stopniach w cieniu (!!!), albo spędzałam czas z trójką węgierskich "metali" = słuchałam co oni mówią i usiłowałam zrozumieć. Ciągle była tam impreza kuchenna, czyli ciągle okazja, żeby wypić. W którymś mailu piszę, że wydałam na alkohol tyle ile jeszcze w życiu, w związku z tym nie mam na jedzenie, czyli przywitam się z pasztetem, którego nie znoszę, ale jest najtańszy. Z makaronem witać się nie musiałam, bo jako niezłego zapychacza spożywałam go od dłuższego czasu na większość posiłków. Bo na śniadanie był chleb z chlebem.

A jak się przenosiłam na jedną noc do hostelu, żeby przekimać i pojechać do Debreczyna (z Budapesztu bliżej niż z Warszawy) tak się umęczyłam, że aż się zgubiłam w drodze do Station Guesthouse i musiałam wysyłać eska pytającego do stypendialnej kumpeli, Polki: Jak się ma ulica jakaś tam do jakiejś tam. Odpisała: Jest prostopadła. No i trafiłam. Okazało się, że jest jedno miejsce na podłodze poddasza, gdzie noclegi najtańsze, a ja już kasowo krótka byłam. Wchodzę tam i okazało się, że na całej podłodze wycieczka męska. Sztab kolesi leży i się uśmiecha. Zawstydziłam się, położyłam w kącie, przytuliłam do poduszki tak, że rano miałam odgniot.

Było mi gorąco w trasie, jako że robiłam zakupy prezentowe z Węgier, głównie flachy, mój zabytkowy plecak Polsportu tak się przepełnił, że co grubsze rzeczy musiałam założyć na siebie. Na przykład dwa swetry, dżinsy, czy grube skarpety zimowe. Rano chciałam wymknąć się niezauważona przez ten sztab testosteronu, więc bladym świtem cicho się ubierałam w te moje warstwy, zakładałam plecak, ale nieuważnie, bo przewrociłam się z tym Polsportem na plecy i nie mogłam wstać. Wyswobodziłam się z plecaka, wstałam i zaniosłam go do kuchni. Postawiłam na stole i w ten sposób udało mi się założyć.

Z maila mojego wiem, że plecak był taki ciężki, że kupiłam sobie po drodze pogácse (takie ciastka) i nagradzałam się za każde zrobione 10 kroków. Na dworcu miałam szczęście, bo do Debreczyna jechał pan z dwiema dziewczynkami, który pomógł mi włożyć plecak na górę, potem zdjąć. A ja niby taka zaskoczona, że do naszego sześcioosobowego przedziału wpasowali się : ja, pan z 2 córkami i Rumunka z piątką dzieci. Już mi się robi duszno jak sobie to przypomnę.

W Budapeszcie poza rzutem, który sama musiałam sobie zdiagnozować, przebyłam jeszcze ze dwie grypy, w tym żołądkową, zjadłam ichnią specialité de la maison – kaszankę, której w Polsce nigdy nie jadłam, bo nie podoba mi się zapach, a na Węgrzech musiałam, żeby nie sprawić przykrości, więc zalałam ją keczupem, zauważyłam, że jest dużo tłustsza, niż w PL i zjadłam.

Nawet wyczytałam, że umówiłam się na randkę z Sanyim, który tuż przed spotkaniem wysłał mi smsa, że nie przyjdzie. Stwierdziłam wtedy, że wybieram takich jak ja, pokręconych. Nawet dziś nie kojarzę tego gościa.



Ech. Tak sobie myślę: w trzecim roku esemu przeżyłam ekstremalne pół roku. Ale było warto.



10:14, annablack
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 lipca 2014

Trochę nie chce mi się już ćwiczyć. Gadałam z esemowym Markiem czemu nie chcę brać leków. Po pierwsze i najważniejsze nie łapię się na większość, a po drugie to trochę bezcelowe, jeśli zauważam, że organizm wszedł na właściwą ścieżkę sam, tudzież z pomocą z Góry (w końcu o to się modliłam: żeby jak będę gotowa zaczęło się dziać. Nie chciałam, żeby było tak niemożliwie inaczej z dnia na dzień, chciałam, żeby stopniowo, po prostu zaczęło się poprawiać w zauważalnym tempie. I o to prosiłam przez trzy Nowenny czyli 162 dni odmawianego codziennie różańca). I czuję, że to właśnie się dzieje, a fakt, że nie biorę leków nadaje klarowności mojej sytuacji. Wiadomo, że nie naprawiają mnie Tysabri, Mitoksantrony, Avonexy, Gilenye i tak dalej. Tym fajniej jest to obserwować i tym prawdziwsza dla siebie w tym jestem.

 

Fajny mam stan ducha. Nie pracuję, nie zajmuję się własną rodziną, bo jej nie założyłam, to mam czas (duuużo czasu) obserwować swoje zdrowienie. Przyjemna sprawa. A czym się zajmę jak już wyzdrowieję? Cholera wie. Zacznę zbierać znaczki?;)



20:18, annablack
Link Dodaj komentarz »

Kurdeż. Po 13 już się zmęczyłam. Słońce przeszło na moją stronę domu. Zamknęłam okno, opuściłam żaluzje, odpaliłam wentylator i „Barona24” z www. Jak zajdzie słońce wyjdę na balkon.



15:40, annablack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 420


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.