|
niedziela, 29 stycznia 2012
Genialny ten artykuł. Sekret zdrowia. Idąc tym tropem, powinnam przestać czytać blogi innych esemowców i ani słowem nie pisać, mówić o chorobie. Prawdę mówiąc, nie znam żadnego blogera z esemem, któremu to się udało. Skoro wiem, że ktoś ma sm, to znaczy, że nie robi tak, jak radzą w artykule, bo musiał napisać, że jest chory. Te wszystkie rady to jakbym z Monią gadała. Ile razy Ona już prostowała mi aż zwoje mózgowe przekonując mnie jak działać. A może spróbuję tak? Ciekawe czy uda się dobę...:) Czuję się jakoś niepewnie. Jakaś przestraszona, czy co? No i ta wczorajsza, tak popularna u mnie, hehe, migrena. Zmiany są dobre, ale najpierw trzeba się do nich przyzwyczaić. I ja siarczysty mróz też lubię, prawie tak jak obleśny upał. Najpierw jednak muszę się do owej zmiany przystosować. I dziś na ten przykład czułam się dobrze. Poprałam trochę ręcznie - rehabilitacyjnie, trochę zaczęłam sprzątać, umyłam głowę pochylona nad brodzikiem kabiny, na stojąco i nóżki dały radę. I kolanka też ten "zwis" wytrzymały. I jak chodziłam po domu "bez trzymanki" też było OK. Nawet kubek kawy przyniosłam sobie z kuchni. Ale już jak w trakcie "wstępnego" sprzątania zeszłam po schodach ze śmieciami do segregacji (jakieś tam plastiki i kartony), oczywiście nie trzymałam się ściany, bo po co? Ale mnie zawiało. Od ściany do ściany, potem prawie wpadłam do miski z wodą Maksa. Ale gleby nie było. Zatrzymałam się na ścianie. Dobre i to. Chciałabym wywalić z połowę moich różniastych rzeczy. Jakieś papiury, jakieś pudła. Duszę się w tym. Jakieś pamiątki po czymś, n pmiętaniu czego mi nie zależy. Jutro jak wrócę po okuliście to zbiorę się w sobie i wysiudam co się da, żeby dać przestrzeń nowym zdarzeniom... Ajajaj. Cześć. Oczekując na zwolnienie łazienki (wchodzę ostatnia, bo oni jadą do Decathlonu) wbiłam na blog. Mama przekazała pierwsze wrażenia z mojej książki do fragmentu, do którego już doczytała. Zauważyła moment, w którym literacko zaczynam płynąć. I zgadzam się z nią. Pierwsza zwykła, a nie misyjna;) książka to nauka, wyrabianie się. Przy kolejnej będzie całkiem OK. Plastry na mej szlachetnej skórze trzymać się nie chcą. Na nodze jest jeszcze w porządku, z pleców kawałek musiałam odkleić, bo niezbyt się trzymał. Na skośnych brzucha też już trochę chciałby "odejść", no ale jeszcze jest, więc niech będzie. Podobno im dłużej ten plaster jest, tym lepiej działa. Na razie nic specjalnego INNEGO nie czuję. Dobrej niedzieli.
sobota, 28 stycznia 2012
W każdym zachowaniu kryje się jakaś dobra intencja. Każde zachowanie, nawet to najbardziej raniące, krzywdzące czy bezmyślne, ma u swego źródła pozytywny cel. Krzyk, aby zostać zauważonym. Bicie, by odeprzeć niebezpieczeństwo. Ukrywanie się, by poczuć się bezpiecznie. Zamiast usprawiedliwiać lub potępiać takie czyny, możemy je oddzielić od pozytywnych intencji danej osoby, aby można było znaleźć nowe, lepsze i bardziej konstruktywne sposoby na uzyskanie tego samego rezultatu. Ci, którzy nas najbardziej irytują weszli w nasze życie po to, aby nauczyć nas tego, czego najbardziej potrzebujemy nauczyć się o sobie samym.
Dlatego trzymam klasę, starając się zrozumieć. Uparcie i wciąż. A...krew nie woda, nawet u mnie. O żeż. Normalnie, migrenę miałam. Tą co ją miewam raz na trzy lata. Ale ja nie o tym ożeżuję. Otóż...podczas składu mojej książki "składowcy" zniknęła część mojego przypisu i tłumaczenie tekstu: Proszę mi wybaczyć, że dzwonię tak późno... wyszło jako: Proszę... Ciekawe czy za to każą mi płacić. Wszelkie poprawki składu są już płatne. Wyszło mi, że jakieś 320 zeta za uzupełnienie tej linijki, którą NIE JA SKASOWAŁAM. Jak składający przysyła mi tekst do akceptacji, to wydawałoby się, że nie muszę czytać od początku wszystkiego, tylko mam sprawdzić, czy wygląd układu tekstu akceptuję. Ech. Wiatr w oczy. Czyli w sumie dobrze, że oszczędziłam na fryzjerze. Byle więcej takich wtop nie było.
z mojego fryzmajstra dzis nici. Przejechalam sie z nimi do Gagarina, gdzie jeknelam, ze ja poczekam w samochodzie bo mi niedobrze. No to mnie odwiezli wymieniajac pomysly:na pewno rotawirus (mama), moze sie zatrulas (tata). Ja nie wiem co mi, poza tym, ze mi rzygotliwie. Moze migrena (raz na ruski rok miewam)? Oni pojechali z powrotem ciachnac mame, a ja leze i nadaje z komorki, jak onegdaj w szpitalu. Piotrek przyniosl mi wielka miednice z piwnicznej 'pralni' na mokre pranie albo rzygi. Ach ten Piotrek! Troskliwy:)
Hej. Ewcia mnie rozwaliła wczorajszym komentem z psem, który lubi muzykę. Trza by przetestować, czy Maksio też taki amator. Avonex mi już kuku nie robi, lekkie dreszcze powstrzymują dwa Apapy co jakieś 6 godzin. Po czterech sztukach (dwa razy po dwa) jest całkiem OK. Wczoraj był siódmy zastrzyk. To chyba prawda, że po iluś tam latach na diecie od interferonów wszelkie wytworzone na niego przeciwciała, osłabiające jego działanie, znikają. Avonex to dawkowy słabeusz, ale skoro przeciwciał znów nie mam, to reaguję jak świeżak. Maks na dzień dobry skoczył na mnie i oparł łapy na moich ramionach, ale - choć się zachwiałam - nie przewrócił mnie. Tej stabilności życiowej szukam. W poniedzielnik jadę na 11 na rehab, a o 12:30 mam kontrolę okulistyczną. Jest chyba lepiej. Okularków nie zrobiłam, bo kasy na razie niet, a w sumie, potrzebne mi tylko jak chcę z odległości przeczytać podpis na dole ekranu w "Faktach", albo z drugiego rzędu dojrzeć co mówi drogowskaz. O 13:30 spadamy do fryzmajstra. Niech mnie ostrzyże jakkolwiek, bo mi po prostu jest niewygodnie. Wlosy mają to dobre, że odrastają. Dobrego weekendu moi mili.
piątek, 27 stycznia 2012
Gdybym nie miała wrodzonej skromności, to pokazałabym jak mam oplastrowane mięśnie skośne brzucha po lewej stronie i z tyłu prawy bark. A że się wstydzę, to pokażę Wam kawałek niebieskiej lewizny. Plaster z przodu uda idzie...wysoko, ale na blog nadaje się tyle. Ciekawe, czy to rzeczywiście stymuluje słabsze mięśnie. Wiem, że sportowcy też się plastrują. Wielki Błękit 1
Wielki Błękit 2
Zjedliśmy po kawałku tortu z musem truskawkowym, dr Jan zrobił mi zastrzyk i kwadrans po czwartej poleciał na imprezę urodzinową urządzoną mu przez jego paczkę. Dwadzieścia trzy lata...kiedy to było...wtedy byłam na stypendium w Budapeszcie. To były zakręcone czasy.:) Cześć. Co za słońce i mrozek. Na rehabie mniej siły, ale może to dlatego, że i ćwiczonka były tego, co najmniej umiem. Jeszcze. Także - skróciłyśmy do 45 minut i oglądałam zdjęcia ślubne Dorki. Kinesiotaping, czyli plastrowanie wytworzylo mi uczulenie i na plecach mam bąbel. Dziś mam inne plastry - niebieściutkie (może nie będą uczulać?). Tym razem naklejone na przednią stronę lewego uda, tylną lewej łydki, lewe skośne brzucha, Czyli całą słabą lewiznę. zobaczymy jak mi będzie. Fryzjer jutro, bo obydwie umęczoneśmy. Mam nową koszulkę z Marylin Monroe, moją idolką. Do pieszczochy, rzemyków, dżinsów i glanów będzie jak złoto:). Przyszły pocztą 2 egzemplarze wzorcowe książki. Okładka przyciąga.Mama rzuciła się na egzemplarz dla autora mówiąc, że specjalnie nie czytała mojego "brudnopisu", bo chciała przeczytać już jako książkę. Muszę podpisać oświadczenie, że wiem, że wszelkie poprawki teraz będą już płatne i egzemplarz wzorcowy dla wydawcy odesłać. Odeślę w poniedziałek kurierem, od tego momentu książka trafi do sprzedaży. Mama powiedziała, że ona przeczyta i mi powie czy OK. Liczę się z tym, że czegoś mogłam nie zauważyć, ale jeśli tylko treść biegnie jak chciałam, to w porządku. Literówki zdarzają się najlepszym zresztą - korekta była. Oj kończę, muszę odsapnąć.
czwartek, 26 stycznia 2012
Jutro poproszę, żebyśmy poćwiczyły na rehabie przenoszenie ciężaru ciała z nogi na nogę tak, jak to się dzieje w chodzie. Ponieważ wciąż nie czuję się w pełni stabilna, jak idę sama, idę na szerokiej podstawie. Mama zauważyła, że mam "lepsze usta", cokolwiek by to znaczyło;), a ja, że umiem już zmarszczyć całe czoło. Czyli porażenie obwodówki odpuszcza. Dobrze. Jutro urodziny dr Jana - dwudzieste,,,trzecie. Trza by mu życzenia wypłacić;). Dobrze, że się nie farbuję jednakowoż, bo to by mnie rozwaliło faktycznie. "Nasz podświadomy umysł nie ma za grosz poczucia humoru" - warto będąc mną o tym pamiętać. I te pseudo żarciki, żem taka najgorsza we wszystkim i najbardziej kaleka moja podświadomość traktuje poważnie, także: koniec z negatywnym w wyrazie podśmiewaniem się z siebie. Ksiądz, który chodził po kolędzie zasugerował mi książkę o. Augustyna Pelanowskiego "Umieranie ożywiające". Zaciekawił mnie. Ojciec - alkoholik. Ale wcześniej chciałabym do końca przeczytać "Cnotę egoizmu" Ayn Rand, bo temat dla mnie poruszający. Przeczytam i spróbuję coś o tym napisać. Za 40 minut przychodzi ksiądz. W tym roku zaczyna od naszej strony, czyli my pierwsi. Jutro rehab na 10, a na 12:30 jedziemy się ciachnąć. Obie równocześnie, co by szybciej było. Nie farbuję się, gdyż albowiem kasy mi nie styknie na razie. Zresztą - nie muszę się farbować, bo akceptuję siebie i nie muszę się chować za farbą. Na razie, póki kasa nie dotarła:D. Ha. Spodzień żeński z dżinsu dotarł. Miss Sixty - nigdy do tego sklepu nie wchodzę, bo wiem jakie mają ceny, ale na Allegrze wyczaiłam oficjalnie jako używane, a naocznie nówka sztuka, nie śmigana za taniochę. Zdaje się, że pani się utyło i się nie nachodziła. Będę szpanować, że mam dzwony z Miss Sixty. Rozmiaru się wstydzę, bo takich małych nie nosiłam nigdy: 27/34. No i właśnie dlatego opycham się słodyczami. Mama mówi, że to spastyka, że jak stale mam napięcie mięśni, to jakbym stale ćwiczyła. Ale to nie tak. Znam ludzi, którzy mają spastykę konkretną, a nie są takie "ujemnie grube" (te ludzie). Ja obstawiam, że to ten wiesiołek w takiej ilości nie daje mi przytyć. Coś czytałam o jego działaniu "odchudzającym". Ale ale - z olejów nie zamierzam zrezygnować, zaraz miną cztery miechy jak je jem i robią mi dobrze. Co najmniej na odporność. Czuję się jak chuderlawy He-man!:) Czeeść. Jak samopoczucie? Słucham sobie Louise Hay i afirmuję, że zdrowieję. Będę to powtarzać do znudzenia. Aż uwierzę. I mówię, że moja kreatywność twórcza także rośnie. Wczoraj myślałam o tym, że mam szczęście do ludzi. Ale tak, że uch! Jak sobie uświadomiłam na jakich fajnych ludzi trafiam, to...wow, nie mam słów. Opycham się słodyczami przyniesionymi przed chwilą przez przystojniaczka z a.pl. Bake Rollsy do śniadania to jest to. Chłopaczek się uśmiechnął pod nosem, jak na jego widok zawyłam: Moje słodycze przyjechały! Dobrego dnia Wam. Dziś mam dzień bezwarunkowej miłości do siebie:).
środa, 25 stycznia 2012
Działamy, działamy, proszę Państwa. Trochę chce mi się już spać. Plasterki z pleców częściowo mi się odklejają, ale większość się trzyma. No to nie odklejam całości. Aprobata innych ludzi nie ma znaczenia, jeśli ty jej sobie nie dasz. Próbuję. Zamówiłam sobie na a.pl słodycze. Babcia zażywa czekoladę i herbatniki, jak nie może zasnąć. Mama je gorzką czekoladę dla zdrowia i odchudzania. A ja? Tylko ćwiczę i nie jem słodyczy? Tak nie może być. Tata stwierdził, że mam nóżki jak patyczki i że pewnie nie jem. Grrr. Jasssne. Nic nie jem - zęby w ścianę, po prostu.Miłością do życia się żywię. Ych. Zapłaciłam dziś pomarańczowy rachunek.Jeszcze nie mam debetu. Na plusie 97 groszy. Decyduję się wyzdrowieć - powtarzam za Ewą Foley. Wolisz być szczęśliwy i zdrowy, czy też wolisz mieć rację? Co możesz zrobić by się uszczęśliwić? (zamówić masę słodyczy???) Kocham i aprobuję siebie - powtarzaj to sobie w kółko. Pozwól sobie na chwilę relaksu (nic innego nie robię - do roboty angażuję pana Rainboweyed). No to teraz zrelaksuję się koncentrując na uzdrawiającej energii, której dostarczam każdemu, kogo dotknę. No...to nadużycie. Ale fajnie by było. Spadam. Do miłego. Właśnie wysłano do mnie egzemplarze wzorcowe "Z widokiem na Mont Blanc" z dodatkową stroną z oświadczeniem autora na końcu - do podpisu. Po odesłaniu jednego egzemplarza, książka trafi do sprzedaży. Właśnie przygotowuję listę z adresami i nazwiskami osób, do których zostaną wysłane egzemplarze recenzenckie. Na razie wiem tylko do kogo w "Polityce" mogę wysłać, bo tę panią znam i wyraziła zgodę, żeby przesłać książkę. O reszcie poknuję, bo właściwie nie wiem na ile kreatywny w tej kwestii jest dział marketingu wydawnictwa. Na pewno pierwszym miejscem, gdzie książka trafi, to internetowa księgarnia radwan.pl. Tak mi się wydaje... Mama powiedziała, że kinesiotaping dla mnie może być dobry. Wstyd, ale jeszcze nic o tym nie poczytałam. Ktoś mi obkleja plecy, mówi, że w piątek może jeszcze obklei uda, a ja się cieszę i : Spoko, możesz mi obkleić całe ciało, jeśli to mnie czegoś nauczy:D. Usłyszałam, że plastry mogą powodować alergię. Wyszczerzyłam się tylko. Ja jestem dziecko marynarza, ja nie miewam alergii:D. Hej hej:) Ha. Afirmacje i medytacje działają. Dziś ćwiczyłyśmy z Dorką szczególnie tułów, bo poprosiłam. Jak będę całkiem stabilna, to znów będę normalnie chodzić. Ćwiczonka 60 minut, całkiem OK. Dorka nakleiła mi jakieś plastry na plecy - kinesiotaping, które mają nauczyć moje ciało wyczuwać pozycję odpowiednią do chodu. Plecy mam mieć zaklejone do piątku, potem ona pewnie oceni jak się trzymam. Co prawda dr Jan powiedział, że nie ma to udowodnionej skuteczności, ale mi to nie przeszkadza. Skoro to zaproponowała, znaczy, że w przypadkach takich jak ja ma dobre doświadczenia. Chętnie spróbuję szczególnie, że ten trzymający mi plecy plaster przypomina mi o odpowiedniej postawie. Dobrze, że źle mi było tylko pół dnia wczoraj, bo dziś znów jak nowa. Aż chce się żyć. Teraz rehab w piątek, a w przyszły piątek jedziemy do Katowic. Lekarza mam na 13:30, więc będziemy jechać z powrotem dopiero w sobotę, żeby nie wracać po nocy. Dziś mi pozytywnie. Jak widzę, że już prawie chodzę jak wcześniej, to jest to tak motywujące, że...achhh. Aż chce się żyć. W dodatku chwilami pojawia się słońce.:)
wtorek, 24 stycznia 2012
Czasem czuję, jakby coś wskoczyło mi na plecy, wlazło na głowę i usiłowało mi utrudnić. Dziś było tak, jak stałam na tym przedostatnim stopniu schodów (ostatni jest najwyższy) i krzyczałam do Babci, żeby podeszła i podała mi rękę. Babcia nie słyszała, bo oglądała Teleexpress w donośnej głośności, a Janek słuchał muzy 'na głośniaka'. Zatem nikt mnie nie słyszał. Upłynęła dłuuuga minuta. Zebrałam się w sobie i z myślą: Albo ja, albo schody, wlazłam na ostatni stopień. Jaki był mój wzorzec myślowy? Nigdy nie zwalam na siebie, bo przecież ja jestem w duchu zdrowa. Mruknęłam ze złością pod nosem "pieprzona choroba". To nie ja jestem winna, to ona.Czylinie pasuję L.Hay. Bo akurat w kwestii choroby nie obwiniam się w żaden sposób. Jestem zła na tego szpiega z Krainy Deszczowców, który wskoczył mi na plecy. Chciałabym wymyślić sobie wzorzec myślowy na tego typu sytuację. Nie chcę żywić negatywnych emocji, chcę to uczucie po męczącej drodze po schodach umieć przekuć w jakąś pozytywną myśl. Co mam myśleć, żeby kasować te złe myśli, a żeby móc mówić sobie coś motywującego i optymistycznego? Pomyślę o tym jutro. Ciężko. Cholernie. W takie dni żałuję, że mam pokój na górze. Jestem tak odżegnywana od pozytywnych medytacji i afirmacji, że aż ze zwykłej przekory będę to kontynuować. Nikomu negatywnie na życie nie wpływam powtarzając sobie w myślach, że jestem piękna i coraz zdrowsza. I wszyscy mnie lubią. Może się nauczę tak o sobie myśleć. A to, jak siebie postrzegamy jest przecież bardzo ważne. Lapsa już mam. Dobrego popołudnia. Cześć. Nadaję z laptopa mamy, pod Jej nieobecność. Ćwiczę sobie przenoszenie ciężaru na lewą nogę, na przykład zakładając klapki na stojąco. Niby proste, ale jak mam przenieść moje 50 kilosów na lewą nóżkę, żeby podnieść prawą i włożyć ją w klapek? To na razie jeszcze trudne, ale przypomnę mojemu ciału jak to się robi. Słucham L.Hay z telefonu- jedno za drugim, nie starając się skupić na tym, czego słucham. Wiem, że mój umysł podświadomie wyłapie z tych nagrań to, co dla mnie istotne. Te wykłady/medytacje są takie pozytywne. Jak będę w kółko słuchać, może nauczę się siebie kochać, będę mieć poczucie własnej wartości, wykasuję swoje kompleksy. Mam 30 lat. Od trzech jestem na rencie. To powód moich ogromnych kompleksów. To, że wydałam dwie książki? Tak wyszło. Deprecjonuję to, co mi się udało, bo jak mi się udało, to udałoby się każdemu. Zawsze tak myślę. Muszę zacząć siebie kochać i doceniać. Ach te wzorce myślowe... |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
.
A tak sobie działam....
Blogi,które podglądam
CHCESZ MI POMÓC?
Kim jest Black?
Lubię...
Sztab DARK ZONE BLACK WARRIOR
TYSABRI-dziennik kuracji
WPISY Z ODZYSKU /onegdaj skasowane
ministat liczniki.org
hit counters trwa inicjalizacja, prosze czekac...dodatki na bloga
|