Przekorna bestyja. Buntowniczka, ale zawsze w słusznej sprawie. gg:2855672
RSS
wtorek, 02 września 2014

 

Zdaje się, że pierwszą lekcję niemieckiego kończę. Zjadłam dziś pierwszy raz w życiu tortillę. Dlatego od razu dwie. Typowo niemieckie danie obiadowe.

 

Typowo niemiecki pan za to namawia mnie, żebym do niego przyjechała, żeby mógł „oczy nacieszyć” w czasie rozmowy. Odwinęłam się, że mu w mailu wyślę filmik jak gadam. I bez chodzenia, bo prawie nie chodzę. A w ogóle, co by powiedziała jego żona, że on jakąś obcą babę ściąga do domu. Co powiedział? Że żona chętnie spotkałaby się z Bradem Pittem, więc nie powinna mieć nic przeciwko, żeby on spotkał się ze mną. Jakiś taki niemiecki punkt widzenia, bo za cholerę nie rozumiem tego rozumowania. Co ma piernik do wiatraka?

Za dwie godziny rehabię i zgadamy się z Agnieszką jaki ma plan działania na moją reaktywację.



13:57, annablack
Link Dodaj komentarz »

Oż kurde, przesłuchiwałam sobie ten niemiecki i spółgłoski czy dwugłoski brzmią, jakby się ktoś dusił. I co chwila ten przydech. Im bardziej mi się nie podoba, tym bardziej się zapieram, że mi się spodoba.

Przekora rządzi.

12:04, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cze. To znowu ja. Rammstein mi się nie śnił, a to co mi śniło, to wstyd się przyznać.

Odzew Karola na gg skłonił mnie do refleksji (no co, mi też się zdarza), że cieszę się, że miałam możliwość być przy śmierci Babci (poniekąd być, bo bałam się być w jej pokoju – cała reszta była – a ja byłam za ścianą ze wzrokiem wbitym w podłogę). Uświadomiło mi to, że jest możliwość śmierci szybkiej, nie w chorobie i nie w cierpieniu, a to, jaką śmierć dostaniemy zależy od tego, czy zostaniemy obdarzeni łaską dobrej śmierci. Babcia o to się modliła i została wysłuchana.

To, w jaki sposób Babcia odeszła, bardzo wzmocniło moją, i tak niezbyt słabą, wiarę.

A koleżanka Babci? Przyjęła komunię, zjadła kolację i poszła spać. I umarła we śnie. Nie była chora, nie cierpiała.

Poczułam, że nie należy bać się śmierci. To tyle z poważnych kwestii.

 

Załączyłam Guten Morgen Burgenland i słucham amerykańskich piosenek, ale z austriackiego radia. Zawsze to bardziej niemiecko brzmi. O nie, teraz siakieś country. Wracam do Trójki.

 

Aha, moje magiczne zdania o przeliterowaniu i napisaniu (bo chyba o to w nich chodziło), dalej umiem. Andreas rzekł, że na początku nauki takich rzeczy się nie uczy.

Wczoraj wkręciłam się w ten język robotów, ciekawe jak będzie dziś. Robię projekt badawczy czy nauka języka wpływa na rehabilitację fizyczną. A może mi coś przez to odrośnie?

 

To miłego.



08:08, annablack
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 września 2014

Mózg mi w poprzek stanął od za dużej ilości słów, których nie rozumiem. Ale - nie ma tego złego, doświadczona jestem w nierozumieniu. I nawet magistra w nierozumieniu będąc udało mi się popełnić.

Idę spać, zanim Rammstein zacznie mi się śnić.

 

Tschüs, z przeproszeniem.

22:23, annablack
Link Komentarze (2) »

 

Buchstabieren Sie, bitte!

Wie schreibt man das? - to umiem. Ładnie wygląda.

Słowo daję, będzie to dla mnie mega wyzwanie, bo język podobny zupełnie do niczego, ale tylko takie rzeczy mnie kręcą. Za proste (dla mnie) nuży. Tylko zbyt przystojnych facetów zawsze się bałam. A na niby „za trudne” dla mnie porywam się dla własnej satysfakcji. A mnie dziwne rzeczy satysfakcjonują, więc nie ma się co sugerować (na przykład wyuczenie robienia trąbki z języka jak byłam mała – ale mi to dało wtedy satysfakcję).

Przyszły dziś do mnie cztery lekcje – zestaw na miesiąc. Zawsze się cieszę, jak jeszcze nie zacznę. Przypomnę sobie jak to było na studiach.

A najtrudniejsze zadanie wciąż nierozwiązane. Życiowe.

Dobra, bitte, bitte, wracam do.

Jutro 12 rehab z Agnieszką. Mogłaby być moją starszą siostrą. Zawsze chciałam mieć siostrę.



19:51, annablack
Link Dodaj komentarz »

 

Z okazji 75 rocznicy wybuchu II wojny światowej zaczęłam mój multimedialny kurs niemieckiego. Wyhaczyłam dziś darmowy, a na poziomie A1 zgłębić język może uda mi się w ten sposób. Traktuję to jako wyzwanie, bo oczyma wyobraźni widzę taką Helgę albo innego Heinricha z głupich filmów komediowych. Ale próbuję. Pierwszy Teil zrobiłam. I wystarczy na razie. Normalnie chyba sobie zeszyt sprawię. Do niemieckiego.

 

Agnieszka zadzwoniła i zapowiedziała się na 15:45 jutro.



11:11, annablack
Link Komentarze (2) »

Cze. Zbrudziłam (cholera, to od brudu, a nie od Bródna -tam leży moja druga babcia, czy wszystko musi mi się kojarzyć ostatnio w jeden sposób?) czarne ciuchy przez ten tydzień. Ale spoko, jest jeszcze dres. No i ubranko egzaminacyjne. Mama mówi, że ja nie muszę tak mocno się czernić, bo nie jestem córką, ale będę tak robić tak długo, jak długo będzie mi to potrzebne.

Jako że siedzę w dresie, dowiedziałam się całkiem przypadkiem, że mogę mieć dzisiaj rehab, że Agnieszka może przyjdzie. Niech przyjdzie - widzieliście w Pytaniu na śniadanie, gdzie bywa często, ona jest fajna, z dystansem do życia. Takich, co trochę konkretów przeżyli mi trzeba, bo zupełnie inaczej oglądają rzeczywistość.

A przy okazji:

La mamma mi wyśmiała dżiny z komentem, że ulica już tego nie nosi.

Odbiłam spojrzenie, prychając: Wiesz, gdzie to mam?

La mamma: No, wiem...

Noszę to, w czym dobrze wyglądam, a moda mnie przeraża. I bootcuty będę nosić i dzwony nawet. Co mnie ulica obchodzi?

Wolałaby pewnie, żebym chodziła w takich opiętych i wyglądała jak parówka. No, chodzę w portkach z PCV, to padre mnie wyzywa od patyczaków. Ja wolę mieć luz,  a ile w końcu można chodzić w dresie?:)

BTW: padre przyniósł jakąś infekcje. Super.

O, Aga przybyła, lecę.

 

08:47, annablack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 sierpnia 2014

Napisałam maila do babeczki, która tłumaczy fhansuskie piosnki na węgierski z pytaniem, czy jest Węgierką.

Heh, no co, kto inny znałby język ów na tym poziomie. Znaczy znam z nazwiska i nie tylko jedną hungarystkę znającą wszystkie języki świata, ale Aga (no patrzcie, to imię mnie prześladuje;) jest tylko jedna:), więc pani musi być Węgierką. I z angola też tłumaczy. Szkoda, że tylko Larę F.

 

Agnieszka od rehabu nie dryndnęła. Trudno.

 

Idę spać, bo w moim wieku trzeba się wysypiać, żeby zmarszczki rozprostować.

 

A poza tym lubię spać. Znaczy: spać też lubię.



21:53, annablack
Link Komentarze (2) »

Nie ułożyłam w szafie. Nic nie zrobiłam. Poza wysłuchaniem Nothing else matters z RMFu, jak siedziałam na balkonie, usiłując nasłonecznić duszę, poza zjedzeniem michy zabójczo ostrej chińszczyzny i kolejnego Magnuma, dziś jako kolację, nie zrobiłam nic. A. Znalazłam piosenkę, którą kiedyś ktoś z blogoczytaczy mi przysłał, a dziś natrafiłam na wersję, gdzie Lara śpiewa po swojemu, ale napisy są węgierskie. No, a poza tym ona na czarno i płacze. To co, że śpiewa do faceta jak sądzę, ale mi to jakoś żałobnie brzmi. I płacze publicznie, zdolniacha.

Jutro robię nic, jak zwykle. Nawet rehabu nie mam, to może osiągnę potrzebę działania? E.

19:39, annablack
Link Dodaj komentarz »

Jakby to, żeby uepek zdjąć?

 

Najbardziej fotogeniczną mam potylicę.

Jak mam dłuższe to klotkowato trochę się czuję, ale chyba powinnam..a gdzieś mam. Nic nie powinnam. Człowiek musi podobno tylko umrzeć. Kwadrans "Pociągów pod specjalnym (...)" mi jeszcze został, no to obejrzę.

15:57, annablack
Link Komentarze (4) »

Oglądałam Ostře sledované vlaky, uśmiecham się do pana doktora język znającego;) i jadłam też ostre. O cholera, mama załatwiła chińszczyznę z jakiejś knajpy. Po dwóch kęsach stwierdziłam, że nie dam rady. Za trzecim jęknęłam, że z chlebem byłoby łatwiej, a za czwartym wyciągnęłam chusteczki. Mama z uśmiechem rzuciła, że ostre. Zjadłam całą michę, bo po prostu byłam bardzo głodna, ale uchhh, już żadna infekcja mnie nie weźmie. Nawet jeśli coś chciało, to już jest wypalone mocą przypraw.

 



15:06, annablack
Link Dodaj komentarz »

Dobrze, że nie wywaliłam zgruchotanej Motorolki. Na odbieranie RMF w słuchawkach na balkonie się nadaje.

W żałobie chyba muzyka nie bardzo, ale tego typu song i to w słuchawkach,  to obleci. Dzięki Rmfowi.

11:57, annablack
Link Dodaj komentarz »

Zblednie, w końcu zblednie. Krótkie gacie zakazane. Idę na balkon, no bo 20 stopni, może słońce na psyche zadziała.

11:09, annablack
Link Komentarze (2) »

Cze. Przemęczenie rządzi. Zdołowałam się swoim wczorajszym stanem. Chcę, czy nie chcę idę w dół, potrzebuję więc kontaktu z kimś, kto mnie natchnie wiarą, że warto.

Każdy czasem potrzebuje wsparcia, udowodnienia, że nie jestem taka ostatnia, że mam na kogo liczyć, że dam radę się podnieść. Dziś ma dzwonić Agnieszka, żeby się umówić na przyszły tydzień. Niech dzwoni, przychodzi i niech mnie z tego wyciąga, bo sama coraz mniejszy mam do tego zapał. Zmierzam w dół, a w dół zawsze idzie szybko.

Nie płakałam w nocy. W sumie to chyba nie umiem. Mam spięte gardło niewyrzuconymi łzami, ale nie istnieje chyba osoba przy której spokojnie bym się rozpłakała.

Nie mam jutro rehabu, Dor przesunęła na wtorek. Nie jadę na basen, bo nie chcę, oni pojechali na cmentarz,a ja jak zwykle.



10:23, annablack
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 sierpnia 2014

Zeżarłam Magnum na poprawę nastroju, obejrzałam „Pościg we mgle”, czyli ten film z Tommym Lee Jonesem, odebrałam telefon na czas i odbyłam miłą rozmowę z Adamem. Jakiś czlowiek chce ze mną gadać, hip hip hurra i sam nawet zadzwonił. A może dlatego chciał, bo nie wiedział, że Babcia mi zmarła. To jednak blokuje. Myślę, że byłabym taka sama. Co prawda tylko się domyślam. Już mi się znowu chce spać...



21:35, annablack
Link Komentarze (1) »

Im mniej próbujesz zobaczyć, tym więcej widzisz. A co, jeśli dopowiadasz sobie co widzisz, a za cholerę nie jest to prawdą?

 

Mama też przeżywa ten czarny tydzień. Też nie ma fizycznie siły i też walczy ze łzami pod powiekami. Ona walczy sto razy bardziej, na pewno, ale też nie chce, żeby ktoś widział jak płacze.

Choć zupełnie inne, jesteśmy bardzo podobne.



19:21, annablack
Link Dodaj komentarz »

Padłam na godzinę, bo wstałam z wyra w którym miałam zamiar znowu zalec i poszłam pogadać z mamą. Ta ledwo mnie zobaczyła, stwierdziła, że jestem bardzo zmęczona i żebym wracała do wyra. W pale się nie mieści, że śmierć tak mnie zegnie. Znaczy – mnie się nie mieściło,dopóki tego nie doświadczyłam. Liczę się z tym, że jutro nie ruszę się nigdzie, tylko będę spać, żeby nabrać mocy na nowy tydzień.

Ekstremalna akcja taka śmierć kogoś bliskiego. Nawet oczka mi się zaszkliły w pewnym momencie.



18:03, annablack
Link Dodaj komentarz »

Gadałam z Ewcią godzinę. Skończyłam gadać o 20:40 i choć miałam jeszcze obejrzeć jakiś film z Tommym Lee Jonesem, gdzie też kogoś ściga, jak to on;), to...rozłączyłam się, uwaliłam i zasnęłam. Z lapsem obok, do oglądania. I spałam jak zabita 11 godzin. Mama wspomniała dziś, że zajrzała do mnie wczoraj i faktycznie po prostu padłam, zapadając od razu w głęboki sen. Nigdy nie chodzę spać aż tak wcześnie, więc to dowód na to, jak mocny był dla mnie ostatni tydzień. Nienawyknięta jestem do śmierci, po prostu. Mama podsumowała też, że chyba ten tydzień mocnych emocji bardzo mnie wykończył. W pierwszym tygodniu kiedy ćwiczyłam tylko z dziewczynami, a babcia żyła, to mimo że ćwiczyłam dużo, nie byłam tak zmęczona. W drugim tygodniu ćwiczenia tylko z dziewczynami, babcia już nie żyła (umarła w sobotę – 23), a ja straciłam jakąkolwiek siłę na cokolwiek, zaczęłam wypuszczać przedmioty z rąk (kubek, telefon) i siebie ze schodów. W piątek po południu poczułam, że chyba puszcza mi napięcie, bo zaczęły mnie boleć całe uda. Stąd po rozmowie z Ewcią, choć nie była jakaś zabójczo ożywiona, bo przez chwilę tylko ze sobą milczałyśmy, padłam. (Dobra jestem w tych padach co? By the way: z lewego pośladka sinior już żółknie, ale lewe udo, wow, mam czarne od wielkiego obicia jak spadałam.)

Dziś wstałam i zdecydowałam, że muszę coś zrobić, bo oszaleję. Pojechałyśmy się ciachnąć z mamą. Włosowo mi lekko na głowie, chciałam, żeby mi się w duszy zrobiło lekko stąd to ciachnięcie. Muszę zapamiętać, że pani Emilia w JLD jest od ciachania spoko.

A potem z padre poszliśmy na kawę i lody. Sorbet truskawkowy, jakaś kulka waniliowa chyba też tam była, z bitą śmietaną i ciasteczkową rurką. Jak byłam małą dziewczynką, uwielbiałam takie desery. Teraz jestem dużą babą i dalej uwielbiam. Wielki kielich lodowy w promocji był za 9,90zł, to nie miałam specjalnych wyrzutów. No bo że puste kalorie? No proszę was... Pod tym kątem patrzę na sprawę jak mała dziewczynka. Która chudzielcem nie była:)

Mieliśmy jeszcze pojechać na grób babci. Chciałam też zobaczyć, ale po 3 godzinach jeżdżenia na wózku wśród masy ludzi (to mnie akurat nie bolało, pomyślałam: A niech patrzą, dobrze wyglądam – i nie widziałam ludzi – odruch obronny wiem) nie dałam rady i zdecydowaliśmy pojechać jutro. Najpierw na grób, potem na mszę. Miałam nie siadać na wózek, Agnieszka mi zapowiedziała. To niech ze mną wychodzi, to nie będę siadała. I niech mnie do fryzjera wozi też. No albo, albo, jak się chce coś załatwić, to na wózku jest po prostu szybciej, a ja się czuję jeszcze osłabiona tym tygodniem. I wiem, że pewnie moje postępy rehabilitacyjne trochę się cofną, przez ten tydzień, ale nie co dzień ktoś mi umiera, tak musiało być i tyle.



15:04, annablack
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 sierpnia 2014

Zmiana jest, no widać, jak rośnie ciśnienie. Nie wylazłyśmy poza furtkę, tylko znowu po krzywościach za siatką. Jak na wybiegu zwierzątko. Dopiero potem Dorcia uzmysłowiła sobie, że może byśmy wyszły na chodnik, jak ludzie;). Usiadłam na schodkach i minę musiałam mieć nieprzeciętną, bo Dor mnie pogłaskała i próbowała jakoś pocieszyć. Czyli wyglądałam gorzej niż zwykle.

Faktem jest, że przed rehabem rozpłakałam się, właściwie nie wiem dlaczego. Ta sytuacja ostatniego tygodnia przybiła mnie doszczętnie.

Pomyślałam, że nie chodzę do pracy od pięciu lat, kiedy to sama się zwolniłam, bo już nie dawałam rady, no i te pięć lat byłam w domu z babcią. A teraz będę sama ze sobą i to jest chyba jeszcze gorsze.

Cały czas jestem w napięciu, więc ciężko mi się nawet gada.

 

Dorka mnie zakręciła po sześciu dniach przerwy, bo tak jak wspomniałam, ostatni tydzień to było zawieszenie od życia, a chciałam poczuć trochę serotoniny. Nie wiem, czy poczułam.

 

Żeby zerwać złe myśli, usiadłam dziś w fotelu babci, a potem położyłam się na jej łóżku. Żeby zacząć traktować ten pokój jak pokój, a nie jakieś...”mauzoleum”. Muszę się zdystansować, jak mam tam się przenieść, w dodatku spać w jej łóżku.

 

Chyba kupię tę bieżnię do pokoju. Ludzie mają jakieś durnostojki, ja będę mieć bieżnię. Tylko spytam jeszcze Agnieszki, jak będziemy ćwiczyć, co o tym myśli.



14:21, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cze. Ewciu, emocje schodzą, ale chyba pogrzeb nie ułatwił. Mama i wujek, czyli dzieci Babci mówili, że czuli, jakby trumna była pusta. Ja też obejrzałam zdjęcie – no, ładna trumna, ale żeby tam miała być Babcia? Nieee. Zrezygnowaliśmy z tzw. okazania, bo to do d jest. Jakoś tak nie leżało nam okazywanie zmarłego ciała. Nie i już. Niech wszyscy pamiętają Babcię jaka była piękna jak mniała te trzydzieści i wszyscy się w niej zakochiwali. Niech taka żyje w pamięci. Zresztą, Babcia teraz jest znowu piękna i młoda, bo w niebie wszyscy muszą być piękni, młodzi i zdrowi. Na pewno.

 

Także: nic specjalnie się nie zmieniło w nas. Nie czujemy się uspokojeni po pogrzebie. Myślę, że z miesiąc to jeszcze potrwa, zanim do nas dotrze, a nie – będziemy czekać aż Babcia, przykładowo, wróci z łazienki.

 

Źle mi. Ćwiczebnie też mi źle, nie słyszę jak ktoś do mnie dzwoni, wyłączam się jakoś na dźwięk telefonu, zresztą to przecież nie Sweet child of mine gra, a na to się nastawiłam. Nie wiem co robić, bo potrzebuję jakiegoś mega pozytywnego zdarzenia, żeby się podnieść, bo wszystko mnie trochę przygięło. Niektórzy w ogóle przestali się do mnie odzywać, pewnie z rezerwą i hasłem „Niech sobie cierpi, nie będę się wcinać”.

Trochę mnie to wkurza, bo choć rozumiem, to nigdy z tego nawet nie zacznę wychodzić.

 

Niech już Agnieszki wracają, bo oszaleję.



09:36, annablack
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 431


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.