Przekorna bestyja. Buntowniczka, ale zawsze w słusznej sprawie. gg:2855672
RSS
czwartek, 21 sierpnia 2014

Oż kurde. No, Małgosia zrobiła mi niespodziankę.

Przyniosła ze sobą platformę do feedbacku, na której stojąc grałam w gry, byłam np. narciarzem muszącym wjechać między chorągiewki, byłam samochodzikiem manewrującym między innymi użytkownikami drogi, czy ludzikiem usiłującym wymijać innych pieszych bez rozkwaszenia się o nich.

Wszystko polegało na manewrowaniu biodrami stojąc na tej platformie. Przed nosem miałam przyniesionego przez Małgo kompa z oprogramowaniem. Zajebiaszcze. Się okazało, że około godzinę ćwiczyłam na stojąco, chybocząc ciałem w różnych kierunkach, obciążając stopy, kolana itp. Żeby utrzymać równowagę, przed sobą miałam oparcie fotela, żeby się palcem oprzeć dla bezpieczeństwa.

 

W tej chwili nogi bolą mnie tak, jakbym przebiegła maraton (co prawda nie mam pojęcia jak wtedy nogi bolą, bo nigdy maratonu nie przebiegłam), ale jak się zaparłam, to weszłam potem na piętro normalnie: prawa – lewa.

 

I taką mam cholerną satysfakcję jak chyba od dłuższego czasu nie miałam. A może nigdy, bo przecież ja nie lubię sportu, a ruchu nigdy nie lubiłam. Ruch statyczny lubię – intelektualny, czyli. Ale i ten nie wychodzi mi za dobrze. Zrobiłam ten doktorat? No właśnie.

 

Ale się na starość niektórym zmienia. Dziś zauważyłam, że mi na udzie coś wyrasta. I to chyba, cholera, mięsień jakiś. Przepraszam, nie chciałam, tak wyszło.

 

I zauważyłam, że ruch, kurde, uzależnia. Tak pozytywnie uzależnia, bo przecież nie piję, nie palę, tylko dzień w dzień godzinę ćwiczę. Serotonina mnie zalewa.

 

 



14:01, annablack
Link Komentarze (2) »

Lululuuuuz. Idę się pobawić w astronautę z Tymon & The Transistors.

I coraz mocniejsze to suońce w duszy.

 

09:07, annablack
Link Dodaj komentarz »

Trójka jeszcze ten numer mi przypomniała. I od razu z fajnym kawałkiem życia mi się skojarzyło...:)

08:58, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cześć. Znów udało mi się zasnąć oglądając film – jak widać nienawyknięta jestem do kinematografii. Tytułu nie pamiętam (to akurat standard), o czym to było nie wiem... Jakoś tak mam ostatnimi czasy, że nie wychodzi mi skupienie przez dwie godziny. Chyba cierpliwości nie mam, no, albo po prostu zmęczona fizycznie jestem. No w sumie, przedtem przez długi c zas trzy razy w tygodniu po czterdzieści pięć minut, teraz po 60 minut, pięć razy w tygodniu.

Trochę silniejsza jestem, ewidentnie, co nie zmienia faktu, że po wycisku jestem zmęczona, bardziej, albo mniej. Z Małgo i Dorcią zdecydowanie bardziej:).

 

Szkoda, że Aga od jutra wybywa na ponad tydzień. To kto mnie będzie kręcił, chlip, chlip? Będę musiała bieliźniaka poprosić, a tu strach jest, jak znowu zacznę wirować, to mi w pięty pójdzie.

 

A w ogóle the sun is up i dzień jest piękny. Słońca nie widzę, bo pewnie jest za wysoko. Zobaczymy, co stan ducha może zrobić z pogodą...

 



08:02, annablack
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2014

Skończyłam dziś oglądać ten film „Taxi A...”, w którego połowie usnęłam bodajże wczoraj i faktycznie, fajny film. Zaraz coś załączę, żeby zasnąć przy kolejnym.

 

Przed chwilą pogadałam z Grzesiem via komóra, bo skajp się jakoś kaszanił i wyjaśniliśmy sobie: czemu ja jestem na niego cięta, a on o co właściwie chodziło, czyli co autor chciał powiedzieć w czasie sławetnej, niefortunnej wypowiedzi. No i już jest OK.

Fajnie, bo nie lubię, jak nie jest wprost.

I nawet wybaczam to, że do mnie się dzwoni po trzech piwach.

Dzwoni się po trzech piwach i zgłasza do MSW. Luz.

 

To dobrego wieczoru wszystkim, wybieram filmidło i lecę. Baj.



21:54, annablack
Link Dodaj komentarz »

No to tak. Jutro rehab nie wiem, z którą z dziewczyn, wiem, że o 11. Nie wiem, co będę robić, ale troszkę jestem rozjechana, z tego też względu słucham luzackiego radia czyli laza radió. No, najpierw Scorpions, teraz ACDC, luzaccy faktycznie. Aż Trójkę wyłączyłam chwilowo, żeby posłuchać luzackich.

 

Posiedziałyśmy chwilę u Babci – ćwiczyłyśmy razem, robiłyśmy razem krzyżówkę i okazało się, że Babcia to wyjadaczka w temacie krzyżówek.

W pewnym momencie krzyknęłam z końca pokoju: Babciuuuu, humaniści górą (Babcia skończyła historię), bo wiedziałyśmy niektóre hasła, których la mamma nie wiedziała i skwitowała krótkim: humaniści.

Pośmiałyśmy się z krzyżówki, stwierdziłyśmy we trójkę, że źle skonstruowane hasła, a Babcia pierwszy raz od dawna uśmiechnęła się. Normalnie się uśmiechnęła. Mama z Babcia ćwiczy chodzenie pod rękę, na razie dwa razy po pokoju, ale wczoraj było raz. Krzyżówka też dziś tak ekstremalnie szybka w myśleniu, że do mnie dopiero docierało „ale o co chodzi”, a Babcia rzucała odpowiedź.

 

Jest fajnie. Chce się chcieć jak widać, że działa.

 

To całkiem jak w moim rehabie;).

 

 



19:53, annablack
Link Komentarze (3) »

Dzień ćwiczebnie zaczęłam od wylezienia na dwór. Dor znów wybrała ogródek, bo jest po prostu trudniejszy: wykopy ziemne, trawa, zabawki Maksa. I przez ten czas, co chodziłyśmy, było fajnie. Temperatura idealna, fajny wiaterek, słonko, po prostu miodzio. Miałam znów chodzić z wymachiwaniem rąk, bo trzeba to trwale utorować w mózgu. Usłyszałam, że jestem dużo stabilniejsza, jak tak macham, tułów trzymam lepiej, no i ogólnie jest OK. Dor znów się śmiała, że tak szybko łażę.

Znaczy co, wolniej mam, bo tak trudniej?

Pokręciła, że nie, no to szłam po swojemu.

 

Dziewczyny stwierdziły, że od kiedy ćwiczę codziennie, jestem silniejsza.

No i fajnie.

 

Wchodzę dziś na piętro trzymając się tylko lewą ręką, więc jest spoko. (Bo wcześniej prawą ręką o ścianę, lewą za poręcz).

 

Jutro 10 rehab z Dor albo z Goś. Im dłużej cisnę w sposób stały, tym mi lepiej. Im dłużej staram się codziennie o zbliżonej godzinie robić ten „trening astronautyczny”, tym mi lepiej. Już prawie wstaję bez pomocy z tej deski rotacyjnej do pionu. PRAWIE, bo ktoś musi zablokować tę deskę, żeby mi się nie kręciła. Więcej niż raz dziennie się nie kręcę, bo nadgorliwość gorsza, niż faszyzm;).

 

Dodatnie plusy tego wszystkiego widzę, bez kitu, dlatego też do większości zaleceń się stosuję czując, że warto.

 

A teraz chciałam jeszcze poruszyć dwa tematy. Pierwsze to to, że wreszcie można bez zbędnych problemów zgłaszać zbiórki publiczne komputerowo. Link do materiału na YT tutaj. Napisałam maila do PTSR, czy mogą mi założyć zbiórkę publiczną, żadni esemowcy nie mają takiego amatora jak ja, co by MSW na nich nasyłał, więc spokojnie mają na blogu nr subkont do wpłat. Ja nie mogę. Co z robić. Środkowy palec do „amatora”.

 

Temat nr dwa to kwestia, o którą Lilly mnie pytała: jakie ćwiczenia robię, żeby mi się łapy nie trzęsły. Otóż: żadnych specjalnych nie robię. Myślę, że to, co się zadziało z moimi trzęsionkami, a raczej ich minimalizacją, zawdzięczam jedynemu, co już tak długo i uparcie ciągnę: diecie Budwig, a od kilku miesięcy zredukowanej już właściwie tylko do pasty Budwig z olejem w dawce profilaktycznej, unikania szeroko pojętej „chemii” w żywności i unikania złych, tj. nasyconych tłuszczów.

Na diecie jestem rok i siedem miesięcy. Ręce, nogi, ogólnie trzęsące kawałki odpuszczają coraz bardziej, im dłużej jestem na takim żywieniu. Jak zaczynałam dietę, Aga mnie karmiła, bo ręce trzęsły mi się tak, że nie mogłam kanapką trafić w otwór gębowy. Jadłam łyżką z dużej metalowej miski na sałatki. Hardkorowo dość było.

 

Nie chcę przestać tak jeść, Budwig zakładała, żeby być na takiej diecie dwa lata. I co najmniej tyle chcę.

A ćwiczenia? Pisałam kiedyś jak ziarenka soczewicy wkładałam do szklanej butelki. To ćwiczenie pamiętam, poza tym niewiele więcej.

O właśnie, muszę zamówić na zlotopolskie.pl olej i siemieniaska.



15:27, annablack
Link Komentarze (1) »

Czedobry bardzo. Dziś już nie boli mnie tak wszystko jak wczoraj rano.

 

Dziś Światowy Dzień Wyznawania Miłości powiedziała Trójka PR. Trudno. Ci, co nie mają z tym problemów nie potrzebują do tego dnia, nie?

 

Kocham cię.

Ja też.

Ty co?

To samo.

 

Podobno Polacy mają z tym problem. W takim razie narodowo zachowuję się jak trzeba.

 

Zasnęłam przy kolejnym fajnym filmie. No fajny był, ale obejrzałam połowę i zasnęłam. Ja się leczę wysypianiem, bo nawet dodawałam gdzieś we wpisie sprzed roku, że jakieś tam komórki dobre się tworzą w czasie snu. Coś z mózgiem, z nerwami? Cholera, nie pamiętam, ale stwierdziłam wtedy, że muszę się wysypiać. A jeszcze rok temu się nie wysypiałam. Jak było 5 godzin snu, to wszystko.

Znowu pogoda spacerowa, ale nie wiem, czy nie lepiej poćwiczyć na stojąco, bo nie wszystko da się wyćwiczyć chodem. Zobaczymy, trampki wdzieję na przyjście Dor, żeby nie mieć możliwości zwątpić. Domyślacie się, jak to jest: Nie, Dorka, nie dziś, nie mam butów na nogach i w sumie to mi się nie chce... Dobra, jeśli nie będzie panów wczorajszych na ławce pod „blokiem”, to wyjdę na kostki Bauma, które, choć nie „wyczynowe”, to zawsze coś innego.

 

Mmm.. z grupy kremów „dla biedaków” nabyłam drogą kupna kolejny zestaw trzymiesięczny złożony z Ziai i Bielendy, w tym Ziajkę kakaową do pyska – ale zapach. Dobre bo polskie, a jak ktoś ma geny niewyględne, albo zły tryb życia (nałogowy, w sensie) to wiele kremem nie zrobi, ile by on nie kosztował.

 

Wczoraj mama zaordynowała Babci ćwiczenia, które dla towarzystwa z Babcią, robiłyśmy obie z mamą, a potem była jeszcze krzyżówka, żeby zmusić do myślenia. Fajny trening. Mam nadzieję, że będzie się tak udawało częściej.

 

Dobrego Wam. Czuję, że to będzie dobry dzień. Aha, film. Obejrzyjcie sobie, bo chyba fajny, nie skończyłam, ale dziś może skończę.

 

 



08:18, annablack
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 sierpnia 2014

Kiszka trochę, bo okazuje się, że jak wchodzę na skajpa po długim czasie, to piszą do mnie ludzie, których już nie pamiętam, bo są to najczęściej arabscy ludzie, do których jedynym odzewem zdaje się być 'Do I know you?' Ktoś ty, że mi wyznajesz, ja mam cię w znajomych, a nie kojarzę za cholerę.

A Karolina pytała, czy się na nią obraziłam. Ja? Obrazić się na kobietę, z którą byłam w Portugalii i chociaż tam byłyśmy,  nie robiłyśmy sobie durnych zdjęć na Cabo da Roca... Ja jestem na FB krótko i rzadko, bo nie siedzę w pracy, gdzie męczący się człowiek udaje, że coś robi, topiąc się w fejsowych niusach, tylko, heh, jak to brzmi, pracuję fizycznie. Na ile mogę.

Załączę teraz jakąś komedię i spadam, bo gadać wolę chyba głosem.

20:47, annablack
Link Komentarze (2) »

Dostałam propo od mojego lekarza specjalisty rehabilitacji. prywatnie la mammy, żebyśmy z padre w niedzielę poszli na basen. Że poprawiają mi się rzeczy dzięki terapii SI, to żeby jeszcze iść za ciosem z tą równowagą, bo ja nie, nie na naukę pływania, choć może nakłonię padre w temacie, w końcu ma czepek ratownika. Na razie na naukę chodzenia w wysokiej wodzie. Z prywatnym ratownikiem pod pachą. I do tego z lekarzem też, jak mi oddech stanie z emocji.

Nie no, wydurniam się, ale bardzo się ucieszyłam.

A tego to od stu lat nie słyszałam.

19:32, annablack
Link Dodaj komentarz »

Heh, no nie chciało mi się. W ostatniej chwili, wiedząc, że Dor ma opóźnienie i nie wiadomo, kiedy dotrze, wysłałam jej smsa w klimacie: Może odwołamy, hm?

Ledwo wysłałam, dzwonek do furtki. Dor. Los tak chciał i w sumie nie żałuję, choć zmęczonam jak rzadko, to dobrze, że trochę dałam radę.  Dor., Goś są świetne. Z dziewczynami ćwiczę już trzeci rok. Jakby nie było fajnie, to bym podziękowała za współpracę, a one są naprawdę świetne. A jak jeszcze Agn do nich dołączyła to jest mega. Szajka nie lada;). Zapowiedziałam, że jeszcze miesiąc chciałabym tak cisnąć bardzo mocno, jak na moje możliwości ujemne i zobaczyć co się stanie. Wrzesień też bardzo lubię. Szczególnie, od kiedy nie muszę chodzić do szkoły.

 

Drugi dzień odwyku kawowego. Tylko jedna czarna, mocna, duża o poranku i jakoś daję radę.

 

Keep on rockin'! Jajks, ale mi się nie chce nic...

 



17:38, annablack
Link Dodaj komentarz »

Konkretny rehab z wczoraj, którego mocą jedna chwaliła się drugiej, odbija mi się czkawką do teraz. Chwaliła się tym, że dałam radę. No tak, też się z tego cieszyłam, nadwornie dałam radę dzisiaj pół godziny, dwa razy musiałam przysiąść na schodkach. Chodziłyśmy po trudnej trasie, czyli po ogródku. Na kostkach Bauma nie ma żadnego wyzwania. Największe to takie, że nie ma gdzie przysiąść. Znaczy – tam gdzie było miejsce, tam ekipy już siedziały, okupując ławki. Jakby był wózek na parterze, a nie w piwnicy, to bym go zabrała, prowadząc za rączkę do przysiadania (ale tu pewnie Agnieszka by mnie skrzyczała, że siadam na wózku, a powinnam tylko chodzić), albo kupię sobie rozkładany taborecik na ćwiczebną marszrutę.

Jak chodzę, to pijacy chcą mi zawsze nieść pomoc i to jest skądinąd słodkie, ale dla mnie trudne – chcą pomagać, bo „pewnie tak samo narąbana”. I jeszcze się cieszy. Czym ona się tak cieszy?

Już słyszę pana spod sklepu, koło którego przechodziłam idąc na zbiórkę do pracy: I co, dziewczyno, dalej nie przestałaś pić?

Jutro rehab z Dor nr 9, o 11:00. Chyba.

Trójka daje mi właściwą muzę. Mniam, harmonijka...



13:54, annablack
Link Dodaj komentarz »

Dzień wygląda na dobry do łażenia, temperatura OK, trochę się lękam, jeśli łazić będę z Dor, bo widzę, że ona też się niepokoi, ale dziś jest dzień do ćwiczenia kończyn. Rączki ładnie dają radę, coraz lepiej. La mamma słusznie zauważyła, żebym nie cisnęła codziennie, bo mi się kasa skończy. No dobra, to chociaż jeszcze przez miesiąc. Z wyliczeń wyszło, że na pół roku mi starczy, a później choćby potop.

Świt w więzieniu mego ciała

 

Trzeba wstać i wierzyć, że z więzienia ciała można wyjść

 

No kurde, mogłabym tak śpiewać z Perfectem, bo ten kawałek to moje myśli każdego dnia po obudzeniu, rok, dwa lata temu, kiedy czułam się bez przerwy jak w betonowych butach, z zabetonowanymi rękami w dodatku. Teraz, co chyba widać w wyrazie ogólnym wpisów na blogu, jest coraz lepiej. Im dłużej jestem bez "leków", a jestem nie z wyboru, tylko bo jestem zbyt chora, żebym kwalifikowała się do leczenia, tym bardziej dochodzę do wniosku, że wyszło mi to na zdrowie.

Dobra, lecę do Agi, żeby mnie zakręciła.

 

09:04, annablack
Link Dodaj komentarz »

Cześć chłopcy i dziewczynki. W momencie, w którym wymyśliłam sobie, że będę mieć dziś dzień lajtowo-bezwysiłkowy, jak to miałam w pracy - za biurkiem i przed kompem, ewentualnie z podejściem do mapy, dziewczyny przysłały eski, że dzisiaj o jedenastej. No to fru, tak miało być, widać. Chodzę jak poobijana bejzbolem, no ale niby dobrze, bo widać, że coś robiłam.

 

Trochę zdenerwowałam się wczoraj, jak Grześ, niemający pojęcia, jak wygląda mój trening, zaczął wysnuwać myśli jakie ja mam leciutkie, niemęczące ćwiczenia i to dobrze, bo wcale mnie to nie męczy. Żeby nie zacząć rzucać słowem nieparlamentarnym, nie powiem nic w temacie.

Prawdą jest, że niesłychanie łatwo przychodzi innym ocenianie czegoś, czego nawet na oczy nie widzieli. I choć Grzesia lubię, to mnie wkurzył niemożebnie. Czy ja go oceniam? Nie. No właśnie.

W rozmowie nie oceniam nikogo. Co sobie pomyślę, to moje.

I tu dochodzimy do kwestii zasadniczej. Ty Baran jesteś, tak? Uch, no, da się odczuć. Co Agnieszka powiedziała na to, że mieszkałam z Baranem? Że Skorp plus Baran to mieszanka wybuchowa. I coś w tym zaiste jest. Ale w średniej przez cztery lata siedziałam w ławce z dziewczyną spod tego znaku i było fajnie. Starcia mam tylko z facetami Baranami.

 

Zmieniając temat. To co, dziś pewnie będzie spacerniak? Idę pod pry.



07:19, annablack
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

No dobra, mam potwierdzony ósmy rehab z dziewczynami jutro o 11. Cykam się czy dam radę, bo jednak rehaby z Małgo i Dor są "mocniejsze", a będę mieć z nimi nie trzy razy, tylko pięć razy w tygodniu. No ale dam radę, kto, jak nie ja... Muszę wykorzystać to, co się dzieje fajnego. Nie przygotowałąm ciuchó, bo "firmową" torbę na odrzuty dla fundacji upłynnił chyba ktoś, a tylko w tych siatach przyjmują. No to co tam. Będzie na następny raz.

21:13, annablack
Link Dodaj komentarz »

Tak mnie Goś umęczyła, że cały czas jeszcze dochodzę do siebie. Sama tego chciałam, bo zaproponowała wyjście na spacerniak, albo ćwiczenia. Wybrałam ćwiczenia, to mam. Nie wiem, czy jutro mam rehab, bo nie dały mi żadnej godziny. Nie, to nie, poradzę sobie. Dzisiaj był 7, w każdym razie.



19:55, annablack
Link Dodaj komentarz »

Huh. No, z Małgosią to są konkret ćwiczenia. Nie wiem jak się nazywam ze zmęczenia, a na górę wchodziłam robiąc kroki prawą nogą, bo lewa umęczona jak sto pięćdziesiąt. Małgosia to największy twardziel i potrafi dać konkretny wycisk. Ale Dor też umie, oj umie...

Jutro ćwiczę chyba z Dor, nie wiem niestety jeszcze o której. Małgo też woli całą godzinę poświęcać mnie, niż wpadać na kwadrans do Babci. Nie dziwię się, w sumie to zdrowa kobieta z bardzo trudnym charakterem dodatkowo.

Tak czy inaczej musimy pomyśleć jak z Babcią ćwiczyć, żeby chciała, bo z mamą Babcia nie chce.

 

 



14:10, annablack
Link Dodaj komentarz »

Z ćwiczeń funkcjonalnych: mogę sobie zrobić frencza na lewej dłoni. Kupiłam zestaw biały i różowy lakier właśnie do manicure francaise. 4 zeta dałam, hehe, traktując to jako komplet do ćwiczeń manualnych. Prawicę pomalować w ten sposób jeszcze średnio umiem (w końcu lewa niedowładna, tak?), ale się naumiem. To jest trudne dla zdrowych bab też. Właśnie dlatego się naumiem. Nie żeby mi specjalnie zależało. Z przekory, bo jeszcze pamiętam jak nie mogłam sobie obciąć paznokci.

Małgo kazała robić jakieś manualne trudne. No to ju.



11:51, annablack
Link Dodaj komentarz »

Już po śniadaniu, Aga mnie przed zakręciła, za dwie godziny rehab z Małgosią, muszę jej powiedzieć, żebyśmy poćwiczyły równowagę, w staniu. I niech mnie próbuje przewrócić, choć faktycznie, ona jest chyba najsilniejsza z Aniołków, to jak się zamachnie, przewróci mnie. Ale może nie?

Wypiłam jedną kawę i na jednej pozostanę. Wczoraj wypiłam cztery konkretne. Trzeba to ukrócić.



10:34, annablack
Link Dodaj komentarz »

Ale mi się spało...mniam. Spałam od koło jedenastej do koło siódmej. Sen był głęboki i nawet nie wiem, czy cokolwiek mi się śniło. Dzień zaczęłam od dużej czarnej, żeby w ogóle wstać.

 

Dwanaście medali mamy, tak jak myślałam, że będzie, myślałam za to, że deczko lepiej się uda, ale tak jak jest, już jest lepiej.

 

Z zajęć funkcjonalnych: lewiczka dała radę wymasować całą lewą stronę mnie. Do tej pory musiałam sobie pomagać prawą, bo lewa szybko padała. A dzisiaj pierwszy raz nie. Co z tego, że lewiczka szybko zaczęła jęczeć, że boli. Lewuniu, boli, czyli znaczy, że żyjesz. Pamiętasz, że stwierdzili ci niedowład? Udowodnij, że się mylili.

No i dała radę. Dużo tego masła do ciała nakładałam, żeby lewiczka musiała dużo ruchów wykonać. I co? I dała radę! Muszę do swoich kończyn przemawiać, bo wtedy się starają.

 

Jak Aga przyjdzie, to, przeszkolona przez Agnieszkę, mnie zakręci: dziesięć razy w leżeniu w jedną stronę, dziesięć razy w drugą, potem na drugim boku w obie strony, potem w siedzeniu po dziesięć w obie strony. W sumie 60 obrotów. I mimo że nie rzygam, wolę na głodniaka.

 

Zanik mięśni mam w lewej dłoni. W dłoni nie tylko, hehehe. Ale już niedługo.

 

Dobrego dnia i tygodnia.



08:09, annablack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 428


ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.