KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
Blog > Komentarze do wpisu

nigdy jeszcze tak źle nie było

 

Hej. Ranyyy, jak było strasznie wczoraj. Powiedziałabym, że najstraszniej do tej pory.

Pozwólcie, że przedstawię sytuację. Ja, córka marynarza, twardziela, organizm mam zasadniczo zdrowy, z leków łykam witaminy, antykoncepty na zaburzenia cyklu, a tak, to nic mi nie jest. Jaka była moja reakcja, kiedy dermatolog przepytywała: Jak nerki, jak wątroba?

- Wszystkie flaki mam zdrowe, transaminazy niziutkie.

- Pijesz?

- Piję.

Wyszło, że tego grzyba ktoś mi sprzedał, a danego dnia musiałam mieć wyjątkowo słaby układ odpornościowy, że to łyknęłam.

O tym, jaki zajzajer przyjmuję miałam się dopiero przekonać.

Wiadomo, że amatorką czytania ulotek nie jestem, więc przeczytałam tylko pierwszą linijkę potencjalnych ubocznych: biegunka albo zaparcia, a, to spoko, nic strasznego. Dalej na wszelki wypadek nie czytałam. Zdziwiło mnie tylko, że te proszki tak się bierze: tydzień łykasz, a potem trzy tygodnie na odratowanie wątroby itd.

To musi być kwas, pomyślałam, ale to nic, ja jak gąska, wszystko łyknę.



I wczoraj to się stało. Dało mi do myślenia, że na obiad najpierw się rozbeczałam, a potem poprosiłam o łyżkę, zamiast widelca, bo ciężko mi było dźwigać widelec do ust, żeby zawartość mi nie spadła.

Nie wiedziałam czemu tak ciężko operuje mi się nawet łyżką, jakby pięć kilo ważyła.

Potem było gorzej. Po 15, Iwona poszła, a ja zauważyłam, że nie mogę żadną ręką sięgnąć po cokolwiek. Tylko półleżałam, nie mogąc nawet podrapać się po nosie. Jakby mi odjęto ręce, obydwie. Pomyślałam: Cholera, a jak już tak zostanie? To niech mnie oddadzą do jakiegoś przytułku. Oni nie mają czasu się mną zajmować. Pewnie będą mnie tam gwałcić na potęgę, a ja nawet nie będę mogła się obronić, bo nie mam już rąk:(.

W międzyczasie zadzwoniła Kaśka, a ja nawet nie mogłam odebrać bo przecież nie miałam już rąk.



Pomyślałam: No, to teraz wyjdzie, jak dużo mogłam sama zrobić, kiedy nagle nie mogę nic. Beczałam długo, bo w sumie przyzwyczaiłam się, że mam ręce. Tym bardziej byłam zdziwiona, jak wieczorem padre przyszedł z mamą, która mówiła o okropnych neurologicznych ubocznych tego specyfiku na grzyba. Być może było to w ulotce, której ja nie przeczytałam poza pierwszą linijką...

Padre rzucił okiem na mnie:

- Nieźle wyglądasz.

Parsknęłam śmiechem.

- No, już ręce mi się trochę podnoszą...

Co prawda talerzyk kanapek kolacyjnych jadłam godzinę, bo było lepiej, ale nie za dobrze.



I jeszcze ten upał. Ja nie mogę. Jestem blada i jem śledzie. Upał i te uboczne, skomasowały się.



Swoją drogą jaki to porażający lek być musi, skoro mnie, niby w większości zdrową tak powaliło...

Jeszcze dwa dni łykam procha, potem trzy tygodnie przerwy. I tak trzy razy. I już się nie dziwię, że ćwiczenia mi nie idą. Jestem struta tym na grzyba.

Nikomu tego procha bym nie poleciła. Chociaż bez upału bezboleśnie szło, w końcu od czwartku biorę, pokonał mnie upał.

Jestem permanentnie zatruta, a mama wczoraj:

- Nic ci się nie pogorszyło, spokojnie.

Życie mnie sprawdza, na ile twardziel ze mnie. Cały czas...



 

wtorek, 11 lipca 2017, annablack

Polecane wpisy

  • nie tokuję, bo nie i już

      Kurdeż no. Chyba nie ogarniam relacji z innymi ludźmi. Born to be wild, bez kitu. Się długo żyje na oucie, się dziko zachowuje wobec tych, co funkcjonują

  • już

        - Musi być gorzej, żeby było lepiej -podsumowała mama mój jękot. Zaczęłam myśleć po cholerę się zdecydowałam na to mega poświęcenie i bolesne ćwic

  • nie rehabię dziś

        Cze. Tak to jest, jeśli od prawie pół roku lewej właściwie nie używałam, bo bolała, to a) rozciąg boleć musiał b) teraz boli, bo wczoraj rozciągnę



ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.