KRS 0000083356 Cel szczegółowy: Anna Bartuszek
Blog > Komentarze do wpisu

fafarafa

Nie pisałam, bo nie wiem co. Wczoraj byłam tak zmęczona psychicznie i fizycznie, że kolacji nie zjadłam na czas. Dziś wstałam i no nic...luzik, ale trochę zmęczona psychofizycznie.

Wszyscy mi mówią, żeby wrzucić na luz, o ile potrafię. Wiem, że dobre rzeczy rodzą się z odpoczynku. Walczę z sobą, żeby się z siebie nie podśmiewać: "Uo rany, dwa razy skwerek obeszła i już się czuje jakby Everest zdobyła". To silniejsze ode mnie, bo wiem jaki na oko to dystans. Bo oczną ocenę dystansów też mam "zdrową".
I już nie pamiętam ile mogłam przejść pod rękę, przy ścianie, przy czymkolwiek przez ostatnie dwa lata. Jak zrobiłam trzy kroki "bez niczego", to było "Whoa, Ania, jesteś wielka!"

No więc najtrudniej nie deprecjonować siebie i tego co sobie ugrywam. Wiem, że nie zaczyna się zdania od "więc". Właśnie dlatego, że wiem, to go sobie używam.

Miałam pojechać po te zakupy z Agą, pomyślałam : Niech się wstydzi ten, kto widzi", ale Aga musiała dziś w krótkim czasie załatwić bardzo dużo spraw, a ja bym pewnie przeszkadzała, zresztą - zmęczenie psychofizyczne mam i jeszcze teraz wtarabanić się w tłum ludzi - na wózku, nie mając siły nawet trochę przeleźć sama, to po co?

Jaki jest sens popylania na wózku nie w jakimś fajnym miejscu, nie - żeby z kimś fajnym się spotkać, tylko po to, żeby epatować swoim kalectwem? Bez żadnego konkretnego celu wyższego?

Wiem, wiem, przyzwyczajanie się psychicznie do wózka. A jak się przyzwyczaję tak, że nie będę chciała więcej z niego zleźć? Bardzo wygodny wózek. Bardzo zwrotny. Mający osiągi, choć nie elektryczny.
Ale po co to? Jaki jest sens siadania na wózku następnego dnia po ekstremalnych jak na mnie wyczynach na nogach? I to jeszcze fizjoterapeutka mi dała taki prikaz. No cóż, głupich, w moim mniemaniu, zaleceń nie słucham.

Zresztą, gdybym miała choć trochę więcej siły, żeby połazić na nogach i potem klapnąć na przytroczony do d kółkowy taboret, to spoko. Ale wybyć z Agą tylko po to, żeby się przejechać na moim pieruńsko fajnym wózku po miejscu, które znam na pamięć?

Heh. Śmiesznie było wczoraj. Chodziłam, byle dalej od wózka, powtarzając sobie jak mantrę: Nie siądę na tego czarnego diabła, na tą czarną cholerę... No i to działało. Przez godzinę nie siadłam. A dziś łażę po domu, ale na wyczyny ekstremalne w terenie nie mam siły. Behemot dobrze rzecze: nawet sportowcy z osiągami, nie osiągają dzień w dzień. Kieydś trzeba zbastować. Albo chociaż zmienić obszar ćwiczony. Lecę szypułkować.

czwartek, 27 czerwca 2013, annablack

Polecane wpisy

  • jestem bez kontaktu

      Ja tylko być może nie wyglądam na zmęczoną, ale biorąc pod uwagę, że spałam trzy godziny, to troszku jestem...  

  • językowe wydumki

        No i załatwione. Witamina C zmniejszona sześciokrotnie, do połówki grama. I tak się zastanawiam, czy dziś też zachorowałabym na esem. I chyba nie.

  • jak możesz, to nie słuchaj, tylko rób swoje

        Hej hej. No i, jak myślicie, siekło mnie? Wzięłam sześć razy tyle niż łykam codziennie... Ale nawet SPYTAŁAM, fakt, że trochę enigmatycznie, czy m



ministat liczniki.org


hit counters

A to jest moje, bliskie mi bardzo czytadło:
Anna Bartuszek Z widokiem na Mont Blank
Gdzie się fikcja z prawdą przeplata.